czwartek, 1 sierpnia 2013

Wspomnienie

„Cygańskie” dziecko

Odkąd pamiętam, to zawsze i wszędzie byłam obca. A zaczęło się tak:

Miałam zaledwie kilka lat, gdy wybrałam się na moją pierwszą samodzielną „wycieczkę”. Zatęskniłam za mamą, która pracowała na majątkowym polu. Nie zauważona przez nikogo urwałam się nagle z „uwięzi”, chciałam powiedzieć zniknęłam z oczu pilnującej mnie i moich braci, babci, by ją odszukać. Długo błądziłam po polnych drogach, gdy już bardzo zmęczona znalazłam jakiś papier i podkładając go sobie pod główkę ułożyłam się wygodnie na drodze i zasnęłam nie świadoma niebezpieczeństwa na jakie siebie naraziłam. Tak smacznie mi się spało, że nawet nie słyszałam nadjeżdżającego zaprzęgu koni. Nagle tylko usłyszałam głośne i przeraźliwe:

- Prrry! – i – Jezus Maria, a cóż to za cygańskie dziecko na drodze leży!? Zobaczyłam nad sobą ogromnego człowieka z wąsami i z batem w ręku i przeraziłam się. Zaczęłam płakać.
- Nie becz mała, nic ci nie zrobię, powiedz mi tylko, co ty tutaj robisz dziecino, na tej drodze? Czyja ty jesteś?
- Mamy – odpowiedziałam cicho, wycierając brudnymi rączkami nos i oczy, co sprawiło, że naprawdę wyglądałam już jak umorusane, cygańskie dziecko.
- A gdzie jest twoja mama?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz? Masz ci babo placek! – powiedział sam do siebie, jednocześnie pytając po cichu samego siebie - i co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Ja chcę do mamy! – i „wybuchnęłam” znowu płaczem.
- No tak! No tak! Chodź, siadaj tu w bryczce, pojedziemy jej poszukać. Posadził mnie na siedzeniu bryczki i kazał siedzieć grzecznie, sam też do niej wsiadł i wołając głośno - wio! - do koni, strzelając przy tym batem wysoko w powietrzu nad nimi, ruszył w drogę.

Bryczka spokojnie turlała się po polnej drodze, słońce grzało, konie stukały kopytami. Obudziłam się, gdy znowu usłyszałam – prry! Na polu przed nami pracowały kobiety, dzisiaj wiem, że to co robiły, nazywało się wiązanie snopków, wtedy widziałam tylko dużo schylonych kobiet. Wyglądały jakby się kłaniały ziemi, a ja patrzyłam na nie szeroko otwartymi oczami i nie rozumiałam po co one to robią.

- Kobiety! – zaczął wrzeszczeć do nich wąsacz z bryczki – może wiecie czyje to dziecko? – i pokazał na mnie.
- O Jezu! – usłyszałam znajomy głos mamy – To moja jest córka! A skąd ona tutaj? Pytała dobiegając do bryczki i biorąc mnie w ramiona.
- Mama! Mama! Moja mama! – mówiłam przytulając się do niej całą sobą i obejmując jej szyję małymi rączkami – moja mama.
- Co ty tutaj robisz moja maleńka, a gdzie jest babcia?
- W domu.
- Jak to w domu? – mama była wystraszona nie na żarty – Jak to w domu? Gdzie ją pan znalazł?
- A no spała sobie w najlepsze na drodze. Dobrze, że w ostatniej chwili zauważyłem ją. W pierwszej chwili myślałem, że to jakieś obce, cygańskie dziecko leży, ale gdy do niej podszedłem to zobaczyłem, że to nasza dziecina, taka jasna nie może być cygańska, pomyślałem, to na pewno mała którejś z was. Na drugi raz, to postaraj się kobieto o lepszą opiekę nad małą, bo licho nie śpi.
- Dziękuję! Bardzo dziękuję! – powiedziała moja mama i mocno mnie przytuliła do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz