I dokąd w końcu ten europejski romantyzm skierowany na uczucia mające dopełnić zimny intelekt oświeceniowy doprowadził Europę, Panie profesorze T. Gadacz?
Polski romantyzm, chociaż, jak Pan twierdzi, nie przeszedł przez oświecenie i przez to stał się romantyzmem emocjonalnym [emocje to też jest dar Boży], okazał się, w gruncie rzeczy, być siłą napędową narodu polskiego - tak uważam.
Dzięki tej sile, naród ten przetrwał wszystkie kataklizmy jakie go spotkały na przestrzeni jego dziejów. Przetrwał jeszcze bardziej wzmocniony i wzbogacony mądrością zdobytą z przeżytych doświadczeń. Dlatego, moim zdaniem, różnica między romantyzmem uczuciowym a romantyzmem emocjonalnym jest nie taka, że uczucia intencjonalnie skierowane są na innego jako życzliwość, grzeczność, szacunek, uznanie, czy przyzwoitość, a emocje są zaburzające - chociaż też. Różnica ta jest taka, że romantyzm uczuciowy z jego cechami, które Pan wymienił i bez emocji, według mnie, rodzi człowieka "ciepłe kluchy", czyli rozmamłanego, zagubionego, nieudacznika, który bez psychologa jednego kroku nie potrafi zrobić. Z kolei, romantyzm emocjonalny, który przecież nie wyklucza cech romantyzmu uczuciowego lecz je wzbogaca o właśnie emocje, rodzi człowieka, który łączy w sobie cechy jednego i drugiego romantyzmu, człowieka silnego, chociaż nie pozbawionego uczuć i to tych z najwyższej półki.
Nie zgadzam się też z Panem w tym, że podejrzliwość, zawiść, nienawiść dominują polską sferę społeczną. Przepraszam bardzo, ale to są tysiąc razy powtarzane kłamstwa, stereotypy o Polakach, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Czy to się komu podoba czy nie, to kłamstwo nie zmieni swojej natury, nie przestanie być kłamstwem tylko dlatego, że powtarzane jest nawet i dziesiątki tysięcy razy. Kłamstwo pozostaje kłamstwem.
Polska polityka nie jest też żadnym dowodem na te, ponoć dominujące w Polsce, negatywne cechy romantyzmu emocjonalnego, które, Pana zdaniem, zrodziły Polaka podejrzliwego, zawistnego i nienawistnego (?), przeciwnie polska polityka jest żywa, dynamiczna, rodząca sprzeczki, ale i prowadząca do rozkwitu Polski w przeciwieństwie do uśpionych romantyzmem uczuciowym polityk świata zachodniego, który na naszych oczach prowadzi do już bardzo widocznej samo destrukcji.
Nie ma więc nic złego, moim zdaniem, w tym, że Polacy nauczeni swoją trudną i bolesną historią stali się bardziej emocjonalni, a przez to i podejrzliwi. Gdy kierowali się w swojej historii romantyzmem uczuciowym, bo kierowali się takim, gdy przyjmowali z grzeczności u siebie i do siebie, i bezkrytycznie, różnych obcych wraz z ich modami i wariacjami, kierując się tylko uczuciami, stali się łatwym łupem dla otaczających ich drapieżników. Drapieżników, którzy jakoś w stosunku do Polaków zapominali o swojej przyzwoitości, życzliwości, grzeczności i o szacunku drugiego człowieka. Właśnie takiego rezultatu możemy teraz oczekiwać w Europie zachodniej, którą tak bardzo Pan podziwia za jej romantyzm uczuciowy. Polacy wyciągnęli lekcję z historii, z własnych błędów, ba! Polacy wiele zdołali się nauczyć na cudzych błędach i nadal się uczą w czym pomagają im właśnie ich emocje połączone z uczuciami.
Widzi Pan, wszystko ma swój czas i na wszystko jest odpowiedni czas. Tego uczy Polaków nie tylko historia, ale i ten ich, jak Pan się wyraził, "sos religijny" - cokolwiek to znaczy, ponieważ i w moim przekonaniu, Kościół Katolicki i wiara Polaków w Boga już nie raz i nie dwa uratowała nie tylko Polskę, ale i całą Europę, co też potwierdza historia. Ta katolicka wiara Polaków uratowała Europę przed np. islamem, potopem szwedzkim, faszyzmem niemieckim, czy też komunizmem sowieckim. Powiem tak i z całym szacunkiem:
Dawno już nie słyszałam tyle powtarzanych jak mantra stereotypów, żeby nie powiedzieć kłamstw o Polakach, użytych w jednym, jedynym wywiadzie. I mam wrażenie, Panie profesorze, że to nie Polacy mają problem ze swoimi głowami i z ciągle "siedzącą w nich" Rosją, ale Pan ma jakiś problem z oderwaniem się od tych stereotypów o Polakach funkcjonujących w świadomości społeczeństw, tak zachodnich jak i wschodnich od czasów zaborów, a nawet jeszcze wcześniejszych. Stereotypów, które ukute zostały przez od zawsze wrogich Polsce i Polakom zawistnych i nienawistnych sąsiadów. Tych co to okupowali Polskę, ale Pana zdaniem tych, którzy są tacy "życzliwi", "grzeczni", pełni "szacunku i uznania" dla drugiego człowieka, są tacy "przyzwoici" (?), bo wyrośli na romantyzmie uczuciowym, a nie jak ci "cwani" Polacy na zaburzających emocjach.
Gdy nawet profesorowie ulegli tej hipnozie, tym kłamstwom wmawianym Polakom, to nie dziwi mnie, że te stereotypy tak bardzo przylgnęły do Polaków, że ciągle dają wiarę tym opowiadanym im bajkom o nich samych, o tym, jakimi to "złymi", "cwanymi", "nieżyczliwymi" i jakimiś tam jeszcze innymi anty "mitami" Polacy są. Pan z wąsikiem, słynny akwarelista, dodałby jeszcze: "brudasy" i "świnie". (sic!)
Hallo! Pobudka!
Polacy nie są ani gorszymi, ani lepszymi ludźmi od innych ludzi! Są zwyczajnymi ludźmi jak wszyscy inni, różnią się może od co niektórych umiłowaniem swojej Ojczyzny i rodziny, wiarą w Boga, pracowitością, nie cwaniactwem a pomysłowością, zdyscyplinowaniem i solidnością, ale to, i moim skromnym zdaniem, są Polaków zalety, a nie wady. To dzięki tym zaletom właśnie Polacy nawet przygnieceni do ziemi, w końcu zawsze się z niej podnoszą. I Bogu dzięki niech będą za to!
Pozdrawiam.