Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ksiądz Bańka, moim zdaniem, nie stawia żadnych tez, raczej chodzi mu o to, aby w modlitwie być sobą, co znaczy, o ile dobrze go rozumiem, że kto chce modli się ze złożonymi rękoma, z pochyloną głową i w cichości swojego serca, kto natomiast ma taką potrzebę niech wznosi ręce i głowę do góry i wysławia Boga głośno.
I owszem, wielbienie Boga i modlitwa do Niego mają być gorliwe, płynące z głębi serca, w żadnym jednak przypadku nie może to być spektakl taki, jakiego wierni są świadkami np. na stadionach.
Sama, gdy obserwuję to, co dzieje się na stadionach pełnych charyzmatyków, mam wrażenie, że obserwuję jakiś bar na stacji kolejowej wypełniony zestresowanymi, w dodatku nietrzeźwymi podróżnymi.
Chciałabym do tego baru wejść aby coś zjeść, ale atmosfera tego baru odpycha mnie i dlatego rezygnuję z wejścia do niego. Wolę być głodna, albo kupić sobie jakąś kanapkę w sklepiku obok stacji.
Przykre jest to, że wierni, kochający Boga katolicy, tacy jak np. Ty, Mikołaju Kapusta, czy ksiądz Bańka podważają wiarę jedni drugim, wytykają sobie wzajemnie i publicznie brak zrozumienia i niewłaściwe głoszenie swojej wiary katolickiej.
W ten sposób, niestety, dzielą Kościół Katolicki, narażają go na śmieszność i utratę wiarygodności, z czego jedynie Zły się cieszy i odnosi zyski w postaci obfitości plonu dusz, jaki przynoszą mu, te tak źle zadbane duchowe pola uprawne.
Czy nie lepiej byłoby i dla was, i dla wiernych chrześcijan, gdybyście wpierw napominali siebie w cztery oczy i dochodzili do porozumienia, do jedności w sprawach wiary, a dopiero potem, zjednoczeni w Panu Jezusie Chrystusie zadbali byście o owce Jego owczarni tak, aby waszymi naukami nie zwodzić i nie gorszyć tych maluczkich i nie rozbudzać w nich powątpiewania w to, czy aby rzeczywiście idą właściwą drogą?
Pozdrawiam.
Z Panem Bogiem!