Tak, właśnie tak jest, dzisiejsi mężczyźni są dyskryminowani.
niedziela, 31 października 2021
Filozofia naszego współistnienia
środa, 27 października 2021
Ubezwłasnowolnienie to narzędzie zagłady
Człowieku patrzysz na świat oczami człowieka nie tylko uzależnionego, ale i zniewolonego. Jak ci się wydaje, po co globaliści spędzili ludzi do gett zwanych miastami?
Powiem ci! Po to, aby ich ubezwłasnowolnić. Pracowali nad tym projektem długo, bardzo długo i byli cierpliwi. Aby ich plany globalizacji mogły się powieść, użyli do ich realizacji miedzy innymi takich narzędzi jak wygodnictwo, dobrobyt, ale i zapewnianą ludziom przez życie w miastach anonimowość, która z kolei stała się świetnym środkiem do demoralizacji i deprawacji ludzi. Ludzie wyszli bowiem z założenia, że skoro nikt ze znajomych ich nie widzi, to wszystko im wolno i zapomnieli o hamulcach takich jak np. bojaźń Boża, czy szacunek samego siebie, a co za tym idzie wpadli w matnię fałszywej wolności. Ta fałszywa wolność całkowicie ich pochłonęła i to do tego stopnia, że bezgranicznie pokochali swoje zniewolenie nią, swoje ubezwłasnowolnienie.
Nie rozpoznają w tych narzędziach swoich wrogów i dlatego stali się życiowymi kalekami. Chociaż istnieją, to nie ma ich, stali się jednolitą, bezrefleksyjną masą ogłupiałych chwalców swojego ubezwłasnowolnienia. To dlatego przestali wierzyć w to, że potrafią sami o siebie zadbać, że potrafią tworzyć i być odpowiedzialnymi za swoje i swoich rodzin życie, że ich inteligencja nie zawiedzie ich w chwilach krytycznych, a kreatywność w parze z nią potrafi przysłowiowe góry przenosić. Trzeba ludziom, nie tylko na powrót, w to uwierzyć, ale i nie bać się działać zgodnie z tą wiarą, a to już jest wysiłek. Co robić, gdy ludzie odwykli już od tego wysiłku do tego stopnia, że obawiają się samodzielności?
Odwykli od niej i dlatego jej nie chcą, ciąży im za bardzo aby chciało im się o nią powalczyć. Mało tego, wygodniccy przywykli do braku samodzielności tak bardzo, że tym co jednak jej pragną na wszystkie możliwe sposoby przeszkadzają w osiągnięciu jej z obawy, że wtedy utracą swoją wygodę, swoje życie bez wysiłku na koszt nie ważne kogo, byle nie na ich własny. Dlatego rodzą się w ich głowach obawy typu: I co zrobią gdy im prąd wyłączą? Co zrobią gdy zabraknie w sklepach towaru? Kto wyprodukuje im długopis, albo papier toaletowy? Hmm? Skąd wezmą jajka, marchewkę czy boczek?
Biedacy! Nie chcą pamiętać, że takie problemy to każde poprzedzające nas pokolenie już przerabiało i jakoś przeżyło i przekazało swoim potomnym życie i nadal istniejemy dzięki ich chceniu, ich wysiłkom aby jednak walczyć i coś robić w kierunku samodzielności gwarantującej człowiekowi przetrwanie. I jak widać nadal istniejemy, i rozwijamy się, cokolwiek to znaczy w czasach nam współczesnych.
To nie 7 miliardów ludzi jest problemem dzisiejszego świata, ale problemem tym są źli gospodarze, ubezwłasnowolnieni politycy sterowani przez bankierów i korporacje, przez współczesnych Nimrodów, budowniczych kolejnej już wieży Babel, czyli przez globalistów, którym się wydaje, że są bogami. Na nasze szczęscie to się im tylko wydaje, bowiem ta wieża Babel zawali się jak wszystkie inne dotąd budowane. Z Bogiem nikt nigdy nie wygrał i nie wygra, daremne są zatem ich starania.
"Wszystko co nasze Polsce oddamy"
"Wszystko co nasze Polsce oddamy" - brzmią słowa harcerskiego hymnu.
Dlaczego tak się nie stało? To przecież wcale nie była taka głupia obietnica, moim zdaniem. Gdyby Polacy jej dotrzymali, to mieli by dzisiaj swój własny, suwerenny kraj w pełnym rozkwicie. Dlaczego uwalniając się spod Moskwy od razu zaprzęgli się w kolejną niewolę? Dlaczego zabrakło Polakom wiary w siebie, w swoje możliwości? Czy jest ktoś, kto jest w stanie to zrozumieć?
Jesteśmy takim mądrym narodem, a w tym przypadku jakby rozum nam odebrało! Jak, nie przymierzając, Indianie w Ameryce kiedyś, daliśmy się nabrać na puste obietnice i marne, nic nie warte "błyskotki", na obietnice "wolności" okrojonej niewidzialnymi, a jednak odczuwalnymi przez miliony z nas murami tysięcy Gett, stawianych na różną skalę i o różnych formach. Wygląda to tak, jakbyśmy spod deszczu wpadli pod rynnę. I najgorsze jest to, że stało się tak na nasze własne życzenie.
Czy potrafimy to sobie kiedykolwiek wybaczyć? Czy nasi potomkowie wybaczą nam ten grzech zaniechania tego, co w życiu człowieka jest najcenniejsze, mianowicie: Boga, Honoru i Ojczyzny?
Muszę to sobie przemyśleć, nie przywykłam bowiem zwalać winy na własne, czy też innych niepowodzenia/zawinienia, na jakiś splot okoliczności. Uważam, że śpimy tak, jak sobie ścielimy.
Jak można było ślepo wierzyć Zachodowi, skoro już w czasie II wojny światowej kierowali się oni zdradą w stosunku do nas? Zarówno Churchill jak i Roosevelt, nasi tak zwani sojusznicy, obiecywali Polsce i Polakom wiele, i co dla nas było najważniejsze, obiecywali nam, między innymi, suwerenność. Jednak tych obietnic nie dotrzymali nigdy.
Alianci działali wspólnie ze Stalinem, wykorzystując nasz Naród jedynie jako mięso armatnie do osiągnięcia własnych i tylko własnych celów. Zaraz po wojnie, bez pardonu, oddali nas w łapy Sowietów. Krótko po transformacji "życzliwe" ręce zachodnich biznesmenów pomogły Polsce w zmienieniu się z kraju przemysłowo rolniczego w konsumpcyjny. (sic!)
Jesteśmy jak piłeczka tenisowa, odbijana raz na Wschód, to znów na Zachód. Czyżbyśmy niczego się nie uczyli z historii? Jeżeli jednak tak, jeżeli się z niej uczymy, to dlaczego ciągle popełniamy te same błędy? Dlaczego pozwalamy niszczyć nasz Naród, Kraj, kulturę, religię, naszą polskość? Czyżbyśmy ciągle nie rozumieli, że nasza suwerenność jest naszą sprawą, że nie walczy się o nią w cudzych landach, ani za ich pomocą, ale na własnej ziemi, u siebie i przez nas, ponieważ nasza suwerenność obchodzi jedynie nas samych i taka jest prawda. Tak zwani sojusznicy dbają jedynie o swoje interesy i mają w tym rację, ponieważ dla nich interes ich kraju i narodu jest najważniejszy. Tak samo powinno być i dla nas. Dlaczego więc nie jest? Ich nie obchodzi to, co inni o nich myślą, czy ich lubią czy nie, dlaczego więc nas ma to obchodzić, co inni mówią o nas? Dlaczego opinia innych o nas ma nas bardziej obchodzić od tego co jest dobre dla naszego kraju, Narodu, dla zachowania naszej suwerenności?
Zaraz pewnie ktoś powie, że polityki nie prowadzi się w pojedynkę. Zgoda! To prawda! Ale czy nasza polityka, bądź co bądź, państwa i Narodu nie najmniejszego w Europie, musi być polityką ugiętych kolan?
To, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie, o tej prawdzie, to ja już od samego zamiaru wejścia Polski do UE przestrzegałam pisząc gdzie się tylko dało. Tej prawdy jednak nikt nie chciał przyjąć. Zaślepieni radością z możliwości posiadania paszportu w szufladzie Polacy, zachłystywali się spodziewaną "wolnością" i upijali się pustymi obietnicami zachodnich cwaniaków. Nawet nie zauważyli kiedy z własnej, nieprzymuszonej woli wybrali na premiera swojego kraju Donalda Tuska, nominowanego przez swoje niemieckie cienie, DYREKTORA od likwidacji wszystkiego co polskie. Nawet wtedy nie chcieli tego zrozumieć, gdy on wyraźnie dał im to do zrozumienia wypowiadając swoją słynną opinię o Polsce i o Polakach, cytuję z pamięci: "Polskość to nienormalność".
Polacy nie pamiętali wtedy, bądź nie chcieli pamiętać, że aby utrzymać suwerenność, którą sobie wreszcie wywalczyli pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, należało dochować obietnicy harcerskiej mówiącej o tym, że: "Wszystko co nasze Polsce oddamy", a nie obcym panoszącym się w naszej Ojczyźnie. To nie w ich interesie była i jest suwerenność naszego kraju, ale jest ona tylko i wyłącznie w naszym interesie. Obcym zależy na Polsce na tyle, na ile mogą czerpać z niej korzyści i zyski. Przykre to, ale prawdziwe, niestety.
czwartek, 21 października 2021
Postęp w naszym kraju jest ogromny (?)
Tak! Jest i to od samego początku tak zwanej transformacji. (?)
środa, 20 października 2021
Dziś jest konsekwencją wczoraj
Sami jesteśmy kowalami własnego losu. Jest to prawda znana nie od dziś, tylko nie każdy prawdę tę akceptuje. Najprościej jest obarczyć wszystko i wszystkich za to, że nasza podróż w przyszłość okazała się być niespełnionym marzeniem, że zaledwie marzeń tych musnęliśmy biegnąc przez życie ufni, że wszystko samo się jakoś poukłada jakby bez naszego udziału, wystarczy tylko tego pragnąć. Zapominamy, że życie wymaga nieustannego dialogu, w którym teraźniejszość jest suflerem podpowiadającym rozwiązania na tu i teraz i na przyszłość.
Tak! Z życiem trzeba rozmawiać, by zrozumieć, by wreszcie osiągnąć w nim coś, żeby poczuć jego spełnianie się.
Życie to nie tylko przyjemność jaka nas spotkała, chociaż nie prosiliśmy o nią, to nie tylko jest dar, przywilej, ale również poświęcanie się i ciężka praca nad jego formą. Gdy coś się nam w nim nie układa, to wracamy wspomnieniami do przeszłości w nadziei, że … . No właśnie! W nadziei, że co? Że zobaczymy nas samych w odtworzonym na chwilę kadrze starego, już bardzo przyniszczonego filmu pod tytułem: "Moje udane i nie udane życie", albo "Moje psie życie", czy coś w tym stylu? Ale po co? Komu jest to potrzebne i czy w ogóle jest potrzebna komuś taka podróż w czasie?
Uważam, że jak najbardziej ma ona sens i to większy niż się nam wydaje. Podróżując, bowiem, w przeszłość podświadomie liczymy na to, że znajdziemy w niej receptę na dzisiaj, a więc dajemy sobie jakby drugą szansę, ponieważ przeszłość, czy tego chcemy czy nie, okazuje się być naszym najlepszym nauczycielem. To chyba dlatego obdarzeni zostaliśmy przez naszego Stwórcę darem pamięci i odtwarzania jej. Wspomnienia mogą też być i często są naszym niezawodnym przewodnikiem pod warunkiem, że zechcemy wykorzystać je i zrobić z nich dobry użytek w naszym tu i teraz.
Nie bez przyczyny przecież, idąc przez życie, popełniamy błędy. Ich robienie ma głęboki sens, moim zdaniem, ponieważ uczymy się na nich sztuki jaką jest życie. Swoimi doświadczeniami możemy też wzbogacić innych, pomagać im rozumieć rzeczy i chronić ich przed popełnianiem podobnych do naszych, często bolesnych i nie do naprawienia pomyłek. Oczywiście jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie chodzimy na wagary, gdy chcemy uczyć się nie tylko na własnych, ale i na cudzych błędach.
Ja myślę, że wspomnienia - podróże w czasie, działają podobnie jak odczuwanie przez nas bólu, mianowicie ostrzegają nas przed czymś, chronią przed kolejną ignorancją czegoś. Chronią nas przed całkowitym zmarnowaniem daru, jakim jest życie, zmuszają nas do zbawiennej refleksji.
Podróżujmy więc w czasie, zatrzymujmy się na jego wyspach, aby podglądać to, co już było, aby, mimo iż niczego już nie możemy odwrócić, móc jednak odnaleźć siebie dzisiaj, wzbogaconych o te wszystkie złe i dobre doświadczenia jakimi obdarowało nas nasze życie. Takie grzebanie w pamięci, nie wydaje mnie się marnowaniem czasu, ponieważ dzięki temu wzrasta nasze zrozumienie, a to z kolei pomaga nam, po mimo wszystko, coś w naszym życiu zmienić na lepsze, bądź utwierdzić nas w tym, że idziemy właściwą drogą.
Ktoś mądry kiedyś napisał, cytuję z pamięci: "Mieliśmy dziesięciolecia, by zbudować swoją dorosłość cegiełka po cegiełce.". Ja do tego dodam moje trzy grosze, mianowicie: Z ruin może powstać jeszcze piękniejsza budowla niż nią była kiedyś, nie wyrzucajmy więc na śmietnik starych cegieł. Nie wyrzucajmy na śmietnik naszej historii, a raczej wykorzystajmy dla naszego dobra doświadczenia, z których została ona utkana i którymi nam dzisiaj przyświeca, abyśmy z tej jej mozaiki korzyści odnieść mogli.
wtorek, 19 października 2021
Prawdziwa religia pochodząca od Boga nie potrzebuje zmian
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pytania nie mniej ważne
Moje pytania do Abp Grzegorza Rysia umieszczone pod filmikiem zapodanym przez Maskacjusz TV, zatytułowanym: "O co chodzi w synodzie? - abp Grzegorz Ryś
poniedziałek, 18 października 2021
Totalna inwigilacja wg pomysłu Billa Gatesa
Patent US11107588B2 - namierzanie lokalizacji i wszystkich kontaktów między obywatelami.
Co na ten temat sądzę?
Wyrzućmy te elektroniczne zabawki i wracajmy do rzeczywistego, normalnego życia, do prawdziwych spotkań z prawdziwymi ludźmi. Niemożliwe?
Nic podobnego! Kiedyś był jeden telefon na całej ulicy i ludzie nie umierali z tego powodu, wręcz przeciwnie, żyli i cieszyli się wolnością.
piątek, 15 października 2021
Oto i cała demokracja!
Moja refleksja z 2013 roku:
Dzisiejszy świat jest taki zawiły, taki nie poukładany, podejrzliwy i nieprzyjazny dla ludzi szczególnie młodych – myślę tu o wszechobecnej inwigilacji, o bezrobociu, o życiu na kredyt i to nie tylko ekonomiczny, o braku perspektyw, o rodzinach rozbijanych przymusem ekonomicznym, bądź czystym egoizmem – jako produktu ubocznego niewłaściwie pojętej, moim zdaniem, wolności. Wreszcie o ludzkiej walce często z wiatrakami i człowieka zagubieniu się w tym wszystkim, o beznadziei na godziwą przyszłość wielu. Jest to tym dziwniejsze im bardziej uświadamia sobie człowiek, że przecież żyje w XXI wieku, w wieku ponoć ogromnego rozwoju i to pod każdym względem (?).środa, 13 października 2021
Upadek komunizmu to fikcja.
W sobotę, 7 listopada 2015 roku pisałam tak:
poniedziałek, 11 października 2021
Konsumpcja to świetny biznes dla Banków
I chyba tylko dla nich, bo zwykły śmiertelnik pakuje siebie, moim zdaniem, w błędne koło. Najpierw się zadłuża, żeby wejść w posiadanie, tak naprawdę, rzeczy mu niepotrzebnych, a potem musi harować od świtu do nocy żeby to utrzymać i spłacić zaciągnięte długi.
piątek, 8 października 2021
Wszystko mi wolno ...
"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.". (Źródło: 1 List do Koryntian 6,12)
Nie moja strata
Jestem "zacofana", dlatego wszędzie płacę gotówką. Sklepy bezgotówkowe omijam z daleka i nie jest to moja strata.
czwartek, 7 października 2021
Z tą tylko różnicą
Kapitalizm czy komunizm to są nieodrodni bracia. Jeden i drugi system są systemami wyzysku człowieka i niczym innym. Z tą tylko różnicą, że każdy z tych systemów ubrany jest w inny garniturek. Czuwaj!
niedziela, 3 października 2021
Historia tłumaczy dzisiajszą rzeczywistość
Mój komentarz do filmu zapodanego przez Zakazane historie zatytułowanego: "Złodzieje Europy":
Złodzieje nigdy nie przestaną być złodziejami. Dzisiaj nadal Niemcy nas okradają, okradają wszystkie narody europejskie i to w imieniu prawa jakie stworzyli dzięki zmontowaniu tego sztucznego tworu jakim jest "unia" europejska. Czuwaj!Witam w rzeczywistości nie tylko polskiej!
Jakim prawem premier Marowiecki ustala ceny, skoro mamy ponoć wolny rynek? Czy nie przekracza on swoich kompetencji? A może ten wolny rynek w UE i na świecie nie jest żadnym wolnym rynkiem tylko marchewką na kiju, taką samą jak otwarte granice były, hmm?