wtorek, 31 grudnia 2013

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Dlaczego należy odkłamywać historię?


Historia, to doświadczenia ludzkości. Doświadczenia są po to by nas wzbogacać w mądrość, a nie z niej okradać.

Cóż warte by były nasze przeżycia, gdybyśmy przechodzili tylko obok nich, nie czerpiąc z nich nauki??

Aby ją czerpać nie trzeba się bać spoglądać na wydarzenia historyczne z różnych stron, nie trzeba się bać poszukiwania prawdy. Jaka by ona nie była, to jest ona dla współczesnych bezcenna, jest kopalnią wiedzy, którą możemy użyć w budowaniu lepszej naszej przyszłości.

Jeżeli historii się nie odkłamuje, to mamy to co mamy dzisiaj, można powiedzieć – nieustanną powtórkę z „rozrywki”.

I jeszcze jedna myśl do kolekcji

Człowiek naprawdę tak nie wiele potrzebuje do szczęścia.

Myśl goni myśl


Ci co za nisko oceniają cudzą pracę to przecież są najzwyczajniejsi złodzieje ludzkiej siły, czasu i intelektu.

Kolejna wolna myśl


Świat materialny nie jest w stanie zastąpić człowiekowi świata duchowego równie, a może jeszcze bardziej, dla człowieka ważnego. To właśnie duchowość odróżnia człowieka od zwierzęcia.

Złodzieje ludzkiego nie tylko czasu


Supermarkety, moim zdaniem, są błędnie nazywane galeriami. Uważam, że są one powodem zmiany stylu życia, na gorsze niestety, przez wielu ludzi. Gdy widzę te tłumy spędzające swój wolny czas na bezmyślnym łażeniu i wydawaniu swoich często ciężko zarobionych pieniędzy lub co gorsza zdobytych przez zaciąganie kolejnych kredytów, to ogarnia mnie przerażenie, albo raczej odczuwam litość dla nich. Mam wrażenie, że ludzie ci w jakimś sensie uzależnili się od tej wątpliwej jakości „rozrywki”.

Supermarkety stały się, w moim przekonaniu, jakby złodziejami ludzkiego nie tylko czasu, ale i smaku, i wrażliwości na to, co naprawdę jest piękne i wartościowe, co wzbogaca ludzką duszę i podnosi standard życia człowieka, mianowicie źródeł prawdziwej kultury i rozrywki jakimi są np. teatr, filharmonia, czy chociażby czas spędzony w bibliotecznej czytelni, na jakiejś ciekawej prelekcji lub zwyczajnie na łonie natury.

Mimo woli przez chwilę wróciłam wspomnieniami do mojego domu rodzinnego, do miejsca, w którym wyrosłam, do ludzi jeszcze nie otumanionych nowym stylem życia tak do końca i bez reszty.

Przypominam sobie jak już w sobotnie wieczory ludzie z sąsiedztwa razem z moimi rodzicami organizowali dla nas, dla swoich dzieci ogniska z pieczeniem ziemniaków, kiełbasek na patykach, gotowaniem dzień wcześniej złowionych raków. Były piosenki przy wtórze gitary, były różne zawody, śmiech i zabawa – my dzieci razem z naszymi rodzicami. Wyrosłam w pięknym środowisku. Nauczyłam się tak bardzo wiele i nie tylko od moich rodziców.

Niedziela najczęściej była dniem zarezerwowanym dla Boga i rodziny. Po mszy św. Szłyśmy z mamą do przytulnej kawiarenki na kawę, gdy już byłam panienką. Był to nasz czas – córki i matki, czas wspaniałej więzi, przyjaźni i zaufania, zwierzeń, dobrych rad i delikatnego karcenia, intymnych pytań i odpowiedzi. Po powrocie do domu tradycyjny obiadek w gronie rodziny, po czym mała sjesta, czytanie książek, prowadzenie ciekawych rozmów na wszystkie możliwe tematy przy herbatce z własnymi wypiekami, tatko grał z nami np. w warcaby lub w remika.

Te wyniesione tradycje z domu kontynuuję w miarę moich możliwości w tym jakże skołowanym i pełnym sprzeczności dzisiejszym świecie, rozkochanym bardziej w rzeczach materialnych niż w potrzebie szukania zaspokojenia potrzeb duchowych, równie ważnych, a może nawet i ważniejszych, ponieważ pomagają one człowiekowi zachować równowagę, rozwagę i tak bardzo dzisiaj potrzebną mądrość życiową.

Nie! Nie daję się zwariować, gwiżdżę na reklamy. Sklepy odwiedzam tylko wtedy gdy już naprawdę muszę, jedynie czasami robię to tak sobie, dla głupoty. Życie jest zbyt drogocenne, by marnować je na takie bzdety jak niedzielne zakupy w supermarkecie i to jeszcze na kredyt.

Taka sobie myśl

Otwartość nigdy nie była i nie jest niebezpieczna, a wręcz przeciwnie, jest oznaką szczerości i zaprzeczeniem spiskowania przeciwko czemukolwiek i komukolwiek.

środa, 25 grudnia 2013

Kult handlu


Jest to nowo pogański obyczaj, moim zdaniem, który stosunkowo niedawno wymyślono i który nie ma nic wspólnego ze Świętami Bożego Narodzenia oprócz tego, że przypada on dokładnie w tym samym czasie co Adwent i próbuje go wyprzeć, zastąpić.

Adwent jest to czas postu, pokuty i duchowego przygotowania się do jednego z najważniejszych świąt, mianowicie pojednania się z Bogiem i ludźmi (tu), do Świąt Bożego Narodzenia. Ma więc to być czas wstrzemięźliwości, postu, poświęcony rozmyślaniom o Bogu i o tym, co On dla ludzkości uczynił stając się człowiekiem i jakie ma to dla nas znaczenie, a nie szaleństwo plastikowych jakichś juwenaliów handlu, których głównym zajęciem jest prześciganie się w robieniu zakupów i w wydawaniu ciężko zarobionych lub co gorsza pożyczonych pieniędzy na totalne, tak naprawdę nikomu nie potrzebne bzdury, jakiego jesteśmy świadkami w czasach nam współczesnych.

Kult handlu nie ma nic wspólnego ani z Chrześcijaństwem, ani z dawno pogaństwem, podobnie jak nie ma żadnego kraju poza Bliskim Wschodem, który byłby w swoich podstawach religijny. To już oświecenie, Francuska Rewolucja, Napoleon i dwie Wojny Światowe ustaliły. Wręcz przeciwnie, wszystkie kraje są sekularne i nie mogą, zgodnie ze swoimi konstytucjami, obchodzić świąt jakiejś religii, są więc zmuszone nadać różnym świętom religijnym jakieś znaczenie sekularne.

W ten sposób, z Chrześcijańskich Świąt uczynili kult siebie samych i handlu. W ich bowiem okresie robi się wszystko aby ludzie myśleli o wszystkim, tylko nie o najważniejszym, nie o Podmiocie Świąt Bożego Narodzenia, czy Wielkiej Nocy, o Bogu Jezusie Chrystusie i Jego miłosierdziu jakie okazał On światu wpierw rodząc się jako człowiek, żyjąc między ludźmi, a potem umierając w cierpieniach, dla nich i za nich, by na nowo otworzyć ludzkości bramy Raju i przywrócić nadzieję na odnalezienie drogi do niego każdemu, kto będzie chciał jej szukać przez wiarę w Niego, w Jezusa Chrystusa.

Wprawdzie niby, dzięki demokracji mamy wolność wyznania, ale fakty są takie, że nie żyjemy w świecie, w którym możemy być naprawdę religijni w praktyce. A wspomnianą przeze mnie wolność religijną mamy tylko pod warunkiem, że religię postrzegamy tak, jak państwo ją widzi, to znaczy jako hobby, a nie jako czynnik polityczny, który ma prawo brać udział w decydowaniu o każdym aspekcie życia nie tylko jednostki, ale i całego społeczeństwa.

A przecież, to powinno być jedynym logicznym wnioskiem, jeżeli prawdą jest to, że Bóg stał się człowiekiem – co JEST PRAWDĄ! – i objawił swoją wolę w inkarnacji (tu) i jeżeli prawdą jest to, że obecnie żyjemy w demokratycznym, a więc wolnym od przymusu świecie, również od przymusu ukrywania swojej prawdziwej religijności i wychowywania w niej swoich dzieci bez obawy, że demokratyczne (?) rządy nam je za to odbiorą.

BOŻE NARODZENIE SIĘ jest najważniejszym wydarzeniem w historii ludzkości, które każdy człowiek i każde państwo musi przyznać i wokół którego wszystko powinno się kręcić, a więc wokół przekazu Świąt Bożego Narodzenia. A czy tak się dzieje? Nie! We współczesnym nam świecie wszystko kręci się raczej wokół mamony, chęci nabywania, posiadania i uwielbianiu samych siebie – co chciałbyś dostać w prezencie pod choinkę? O jakim prezencie marzysz? - zamiast wokół Tego, Któremu zawdzięczamy wszystko, a zatem wokół Boga Wcielonego Jezusa Chrystusa i znaczenia Jego przebywania wśród nas.

To nie praktyczny ateizm jest dla ludzkości rozwiązaniem, ani nie demokratyczni politycy atakujący Boga i zwalczający wiarę w Niego swoim sekularyzmem. Tym bardziej nie są oni dla Chrześcijan i nigdy nie będą autorytetami do naśladowania. To nie o kult handlu chodzi podczas Adwentu i Świąt Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim i jedynie o świętowanie w radosnym uniesieniu i skupieniu się nad znaczeniem Dobrej Nowiny, którą Święta te ze sobą dla nas niosą o narodzeniu się Boga, naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa.

wtorek, 24 grudnia 2013

Data narodzin Jezusa Chrystusa


To, że Jezus się urodził ma dla ludzkości ogromne znaczenie, właśnie DLATEGO OBCHODZIMY JEGO URODZINY i zawsze, od momentu Jego narodzin je obchodzono. Nie ma żadnych wczesnochrześcijańskich dokumentów, które by temu przeczyły. Natomiast to, kiedy się je obchodzi jest aktem dyscyplinarnym Kościoła. Biblia nie zawiera dokładnej daty narodzin Jezusa Chrystusa i ten fakt, jak za chwilę wykażę ma swoje ważne znaczenie.

Obecnie obchodzimy urodziny Boga Wcielonego Jezusa Chrystusa 25-go grudnia. Dlaczego Kościół wybrał właśnie tę datę? Zrobiono to z myślą pokonania fałszywych bożków, którzy mieli swoje najwyższe i najważniejsze święta właśnie teraz, 25-go grudnia.

Jezus Chrystus pokonał Diabła i dlatego wszystkie znaki mocy Demona zostały wymienione, jego świątynie zburzone albo poświęcone Bogu, jego uroczystości wymienione zostały na uroczystości chrześcijańskie, jego chwalcy obróceni na wiernych, a znak śmierci na życie poświęcony.

To wszystko razem jest znakiem porażki Diabła. Dlaczego bowiem tego co było stworzonym dobrem, a do złego używane, nie miano by obrócić na powrót ku dobremu? Dlaczego zbudowanych obiektów, podobnie jak i ludzi nie miano by odzyskiwać i nawracać? Czy lepiej jest człowieka zgładzić, czy nawrócić, jeżeli ma się taką możliwość? No właśnie! :D

Nawet starożytni Żydzi oczyszczali (przez ogień) metal, z którego wcześniej poganie robili sobie bożków. Potem, już po oczyszczeniu, używali tego metalu do celów szlachetnych i pożytecznych, bo cóż złego metal uczynił? Nic! Metal nie jest zły sam w sobie, jedynie był używany do nie właściwych, złych celów.

Bóg urodził się jako człowiek. Chrystus jest jedną osobą z dwoma naturami, co już kiedyś wyjaśniłam tu, więc Maryja rodząc Jezusa, w tym samym czasie i w tej Jednej Osobie urodziła i człowieka i Boga. Właśnie dlatego Jezus mówił o sobie raz, że jest synem człowieczym, innym razem, że jest Synem Bożym. Tak! Jezus Chrystus Bóg Wcielony przebywał między nami jako człowiek.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Czy to Żydzi wymyślili Chrześcijaństwo?


Kiedyś Naród Wybrany, dzisiaj przeklęty, bo odrzucił obiecanego i wysłanego do nich przez Boga Zbawiciela Jezusa Chrystusa, którego nadal próbuje ośmieszać jak wtedy, gdy w Niego nie uwierzył i na śmierć Go skazał, chociaż był niewinny. Śmieszny argument, że ponieważ Jezus i Jego apostołowie byli Żydami, to Chrześcijaństwo jest religią żydowską, wymyśloną przez Żydów, by podporządkować sobie gojów, czyli inne narody, również polski, jest banalny i bardzo dziecinny, ponieważ, gdyby tak było, to nie zależałoby Żydom na tym aby Chrześcijaństwo, ściślej mówiąc Katolicyzm, religię także Polaków, zwalczać na wszystkie możliwe sposoby i to od samego początku jego zaistnienia, na długo jeszcze przed utworzeniem się Narodu polskiego.

Prawdziwa religia przeciwstawia się zniewoleniu człowieka wyuzdaną „wolnością” propagowaną dzisiaj przez „demokrację” – religię Szatana, moim zdaniem, którą na cały świat wiemy kto roznosi. A która religia w czasach nam współczesnych przeciwstawia się wyuzdanej wolności … ? Jedynie Katolicyzm, bardzo już dzisiaj atakowany za swoją nie elastyczność i „zacofanie” chociażby w takich sprawach jak aborcja, stosowanie antykoncepcji, czy homoseksualizm.

Atakowanie Kościoła Katolickiego, Katolicyzmu nie jest dla mnie niespodzianką, to ma się zdarzyć, jest zapowiedziane w Piśmie Świętym. Utwierdza mnie to jedynie w przekonaniu, że Kościół Katolicki jest zbudowany na Jezusie Chrystusie, który jest tego Kościoła kamieniem węgielnym. A demokratyczny (?) krzyk o prawa mniejszości seksualnych i cały rejwach wokół tej sprawy, jest jedynie krzykiem przeciwników Kościoła Katolickiego nie uznającego tychże mniejszości - zgodnie zresztą z wolą Boga zapisaną w Piśmie Świętym - mającym na celu przedstawienie tegoż Kościoła, jak i jego założyciela Jezusa Chrystusa jako nietolerancyjne źródła jakoby odbierające ludziom ich wolność wyboru, a więc jako coś „bardzo złego”, w pojęciu współczesnych, bo „odbierającego” człowiekowi jego prawo decydowania o samym sobie. (Tylko proszę się zastanowić, co wspólnego ma moralność Boga z tolerancją? Tolerancja jest wymysłem Szatana. Dzięki temu narzędziu łatwiej jest mu manipulować ludźmi i namawiać ich do akceptacji tego, co jest złe w oczach Boga.)

Nic bardziej mylnego! Kościół nikomu, niczego nie zabrania, a jedynie wyraża swoją opinię na dany temat do czego zresztą ma prawo w demokratycznym ponoć kraju. Demokracja bowiem, z czego niewielu zdaje sobie sprawę, zaistniała nie tylko dla różnego rodzaju mniejszości i nie tylko stała się narzędziem w rękach Szatana do zwodzenia ludzi, czy narzędziem przy pomocy, którego ponownie mógł zaistnieć kapitalizm, ale stała się też sitem do przesiewania plew od dobrego ziarna. To taki, można powiedzieć, MIECZ OBOSIECZNY. Zarzut więc, jakoby Kościół Katolicki wyrażaniem swojej opinii na temat dzisiejszej Sodomy i Gomory zabierał komukolwiek prawo do korzystania z wolnej woli i wolnego wyboru, którymi każdy człowiek został obdarzony przez Boga jest nieprawdziwy, mający jedynie na celu ukrycie napiętnowanego przez Boga zła przez tych, którzy świadomie się go dopuszczają i to z własnej, nie przymuszonej woli.

Wiara w Boga nie jest głupotą, ale mądrością i wolnością, jest drogą do ładu i porządku zapewniających poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Problemem „narodu wybranego” jest to, że odłączył się on, na własne żądanie, od źródła życia jakim jest Bóg Wszechmogący i od tamtej pory zdany jest na łaskę i niełaskę jedynie swojego bożka – Szatana, a ten wymaga od zarozumialców zniewolenia i jest bezwzględny w egzekwowaniu go.

W Biblii jest wyraźnie napisane, że Bóg będzie sobie wybierał swój Naród spośród wszystkich Narodów, języków, ludów i pokoleń, również spośród Żydów, o czym wspominałam już nie jednokrotnie podczas moich grudniowych rozważań na temat religii i Boga. Czy, gdyby Żydzi byli pomysłodawcami religii chrześcijańskiej, zamieściliby wtedy takie zdanie w Biblii? Przecież oni wciąż wierzą, że tym jedynym Narodem Wybranym przez Boga są oni sami i dlatego źle rozumiejąc taki przywilej, dopuszczają się różnych okropności w stosunku do siebie samych, jak i do innych Narodów – gojów, czyli ich zdaniem, żyjących dla nich niewolników (?), obciążając tym konto Boga, bo przez takie ich działanie ludzie odwracają się od Niego. To też jest dowodem na to, że ich „Bogiem” jest zupełnie ktoś inny i że nie mogą być pomysłodawcami religii chrześcijańskiej, która, jak już pisałam PRZEROSŁA ICH.

Wilki w owczych skórach wkradły się nie tylko w struktury państwowe, ale i kościelne, a to po to by wyrządzić jak największą szkodę właściwie jedynemu już dzisiaj Narodowi w Europie nadal i mimo wszystko żyjącemu wg wysokich mierników i wartości moralnych, którym przeciwstawia się nikt inny jak przeciwnik Boga, Szatan odpowiedzialny za wszystkie cierpienia ludzkości, którą wciągnął w swoją wojnę wypowiedzianą Bogu Wszechmogącemu.

Jego i jego popleczników metody działania są niezmienne od wieków – wkradać się między lud Boży i stosując zasady „Dziel i rządź”, „Siej zamieszanie i zbieraj jego plon”, czyli zwiedzione dusze, wyrządzać ogromne szkody całej ludzkości.

Wg Pisma Świętego, żyjemy obecnie w czasie końca, teraz dokonuje się przesiewanie, oddzielanie chwastów od dobrego zboża. Szatan naprawdę bardzo się uwija w czynieniu zła dookoła, by zwieść jak najwięcej ludzi i odwieść ich od Jedynego Prawdziwego Boga, od wiary w Jezusa Chrystusa naszego Zbawiciela. On wie, że czas jego ziemskich rządów dobiega końca i dlatego bardzo się spieszy, by wyrządzić jak najwięcej zła, PRZYNAJMNIEJ TYLE, skoro już nie może udowodnić prawdziwości zarzuconego Bogu kłamstwa o rzekomej Jego korupcji. Do tej walki zarówno z Bogiem, jak i z Jego Kościołem wykorzystuje on swoich poddanych, tych, którzy stanęli po jego stronie i przyjęli na siebie jego znamię (tu). Nie sądzę więc że Katolicyzm, Chrześcijaństwo jest wymysłem Żydów.

Śmiech szyderców z prawdziwych Chrześcijan jest głośny. Już nie śmieją się oni tylko za kulisami swojego teatru, ale dosłownie nam prosto w oczy. Udając troskę o Polskę nazywają ją jednocześnie dzikim krajem, bagnem, a Polaków głupkami, moherami ponieważ wierzą w Boga. Tylko co ma piernik do wiatraka? W czasie swojej potęgi Polacy też wierzyli w Boga, też byli Chrześcijanami i nie przeszkadzało im to w byciu tą potęgą.

Wystarczy tylko zwrócić uwagę na ten śmiech i chcieć go usłyszeć, nie bagatelizować i zrobić wszystko, by stare nasze przysłowie potwierdziło się kolejny raz: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.” Każdy ma prawo bronić swojego domu, my też. „Kto nie dba o swój dom (Kraj) i swoich najbliższych (Naród), gorszy jest od niewierzącego”, jest napisane w Piśmie Świętym. Żydzi to robią, dbają o swoje interesy, a my?

Nie! Kościół Katolicki, Katolicyzm, czyli prawdziwe Chrześcijaństwo nie jest wymysłem Żydów i nie jest zacofany, ale zachodnie „chrześcijaństwo” ugrzęzło w umiłowaniu mamony, podobnie jak oni i w bagnie demokratycznej rozpusty, na którą wyraża zgodę i tonie w niej po uszy, bo co jest dobrego, postępowego i godnego zazdrości, naśladowania np. w dozwolonym i szeroko akceptowanym już dzisiaj w zachodnim „chrześcijaństwie”:

• Homoseksualizmie? Czy brak potomstwa w takim związku? A może roznoszone przez homoseksualistów choroby?
• Rozbitych rodzinach? Twoje, moje i nasze dzieci? Może dobrym jest sztucznie wywołane sieroctwo dzieci przez odbieranie ich rodzicom pod byle jakim pretekstem, najczęściej nieprawdziwym i dla interesu chciwców, którzy tylko na tym zarabiają i cała masa problemów z tym związanych? A przecież  można byłoby uniknąć ich żyjąc wg przykazań Bożych!
• Legalizacji narkotyków? Pozbawianie świadomości, przymuszanie głodem narkotykowym do prostytucji, roznoszenie różnych strasznych chorób, czy zabijanie nimi najczęściej młodych ludzi?
• A co jest dobrego w bezmyślnej konsumpcji? Przystąpienie do wyścigu szczurów pozbawiającego człowieczeństwa i prawdziwej radości z życia, bo na nią już ani czasu, ani siły nie wystarczy? A może zadłużanie się po uszy i tym samym tracenie wolności, która ponoć jest dla człowieka największym i podstawowym dobrem w demokracji?
• W wolności (?), która paradoksalnie pozbawia jej człowieka? Rozpusta, rozpasanie nie jest wolnością, niestety! To rząd wie lepiej od Boga, czego człowiek potrzebuje do szczęścia i dyktuje nam jak mamy żyć by je zdobywać – ciekawe? Ciekawe jest również to, że w demokracji miało nie być dyktatury, a proszę - już nam narzucono podwyższony wiek emerytalny, nie licząc się ze zdaniem wyborców i to jest tylko jeden przykład. Czy aby naprawdę żyjemy w demokracji, czy tylko w jakiejś jej parodii? A może to sama demokracja jest parodią?
• Wymaganiu od nas spowiedzi, rozliczania się z naszych dochodów, podczas gdy sami rządzący sprzeniewierzają dorobek narodowy i gdy powinna rząd obchodzić jedynie dziesięcina z naszych zarobków, bo tylko taka się państwu należy wg Boga. Wszystko, co ponadto jest kradzieżą. A jak wysokie podatki karze się nam płacić? A co mamy w zamian? Dobrą opiekę zdrowia? Refundację leków? A może godziwą emeryturę zanim poumieramy?

Tak! Hmm!? Jakoś niewiele mamy w zamian!

No chyba, że te puste obietnice i przy tym całą masę różnych problemów, których można byłoby uniknąć, gdyśmy chcieli żyć zgodnie z morale Boga, które jest niewzruszone, nie wymaga ciągłych ulepszeń i poprawek ponieważ jest doskonałe i przez to ponadczasowe. Nie jest też uciążliwe, ani zniewalające. Wprost przeciwnie, CZYNI LUDZI NAPRAWDĘ WOLNYMI od wszystkich zmartwień mających związek z omijaniem Bożego morale. To także jest dowodem na to, że Chrześcijaństwo przerasta jego przeciwników i że ludzie nie mogli być jego pomysłodawcami.

niedziela, 22 grudnia 2013

Kim jest bozia?


Hmm! Po zagłębieniu się w lekturze Biblii doszłam do wniosku, że jestem już w posiadaniu odpowiedzi na powyższe pytanie. Już wiem kim jest bozia, o której wspomina tak wielu niewierzących w Boga mądrali.

Na pewno bozią nie jest Bóg, którego Jego prześmiewcy z przekąsem tak chcą określać, by pokazać swoją ignorancję dla Boga i wyższość (?) nad wierzącymi w Niego „moherami” i w ten sposób drwić z ich wiary katolickiej, jak również pokazać swoją pogardę dla tych bogobojnych ludzi, dla Kościoła Katolickiego i przede wszystkim dla Boga.

Jeden z aniołów Boga, zapragnął zająć miejsce Boga i dlatego stał się Jego przeciwnikiem. Został nazwany Szatanem, bo szatan dosłownie znaczy przeciwnik.

Podszywając się pod węża zwiódł pierwszych ludzi - a właściwie to pierwszą kobietę Ewę, Adam wypowiedział posłuszeństwo Bogu świadomie, o czym już pisałam ( tu ) - mieszkańców Raju i dzisiaj nadal to robi, a więc tak:

Wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazują na to, że to Szatan kieruje tym światem i nadal, tak jak kiedyś w Raju, tak i dzisiaj oszukuje i zwodzi ludzi. W Biblii jest on nazwany bogiem tego systemu rzeczy ( tu ), ponieważ zarzucając Bogu, mówiąc współczesnym językiem, korupcję – ludzie służą Ci, bo im błogosławisz, a więc nie za darmo i nie z miłości do Ciebie, tylko za coś – stał się przeciwnikiem Boga i otrzymał od niego czas na udowodnienie prawdziwości swoich zarzutów. Bóg jest przecież sprawiedliwy i nikogo do niczego nie przymusza. Pamiętacie uczynił nas całkowicie wolnymi ludźmi. Chcesz Bogu służyć, to rób to z własnej i nie przymuszonej woli, bo tylko wtedy twoja wiara ma dla Niego i dla ciebie prawdziwą wartość.

Od tamtego momentu Szatan zwodzi i wykorzystuje ludzi do swojego celu, którym jest pragnienie zajęcia miejsca Boga. Tylko, że w tym wypadku „Umarł król, niech żyje król” nigdy nie zaistnieje ponieważ „Nikt, kto walczy z Bogiem, nie może z nim wygrać.” Bóg jest alfą i omegą, nie ma początku, ani końca, zawsze był, jest i będzie i dzięki Niemu wszystko zaistniało i będzie istnieć, bo On zawsze kierował się i nadal się kieruje niesamolubną miłością i sprawiedliwością, których to w Jego przeciwniku-Szatanie i jego naśladowcach nigdy nie było, nie ma i nie będzie.

Bóg wie od samego początku, że Szatan nie jest w stanie Go pokonać i mógł go od razu zgładzić podobnie jak i niewiernych mu pierwszych ludzi, ale skoro ten zarzucił Mu kłamstwo i korupcję, to jako Sprawiedliwy i kryształowo czysty w swoich zamierzeniach Wszechwładca Wszechświata nie mający powodu do obaw, ani tym bardziej do wstydu, dał czas Szatanowi na udowodnienie, że jego zarzut w stosunku do Niego-Boga jest prawdziwy. I co? I wielkie nic. Mimo iż Szatan uwija się jak w ukropie by odciągnąć wszystkich od wielbienia Prawdziwego Boga, nie jest w stanie dopiąć swego, ponieważ zawsze byli, są i będą ludzie kochający Boga ponad i mimo wszystko, nie oczekując od Niego niczego w zamian. Są oni jak żarzące się ognie na jego-Szatana głowie, są dowodem jego kłamstwa.

Dopiero teraz zaczynam rozumieć tak naprawdę moją własną religię – chrześcijaństwo, religię miłości, z którą przyszedł do nas i której nas uczył Jezus i słowa: „Kto miłości w sobie nie ma, jest nikim, bo Bóg jest miłością.” i Księgę Objawienia zapowiadającą koniec cierpliwości Boga i koniec samowoli Szatana zwodzącego całą zamieszkałą ziemię. W tym miejscu muszę podziękować wszystkim prześmiewcom Boga Prawdziwego za przymuszenie mnie do czytania Biblii i do tych rozważań. :D

Perły Boga

Bóg jest Bogiem porządku, a zatem kto stoi za tym całym globalnym już dzisiaj bałaganem? Pomyśl! Kto odrzucił Boga i służy Jego przeciwnikowi? Kto wkrada się we wszystkie struktury wszystkich społeczeństw pod nie swoimi nazwiskami by je opanować i poprzez „demokrację” podporządkować bogu tego systemu rzeczy Szatanowi? Gdy już sobie odpowiesz na te pytania, to znajdziesz również odpowiedź na pytanie kto jest Narodem Wybranym – Żydzi, czy my wszyscy, a może jedynie nieliczni z nas, perły Boga, które On sobie wybiera z pośród wszystkich Narodów, ludów, języków i pokoleń, również z pośród Żydów?

czwartek, 19 grudnia 2013

Oni zabili Boga

Tak, Żydzi zabili Boga Wcielonego, o czym wspominam w moim poprzednim wpisie, zabili Jezusa Chrystusa Syna Bożego, Mesjasza i Zbawiciela, którego Bóg, zgodnie z obietnicą im daną, wysłał wpierw głównie do nich, do Swojego Narodu Wybranego. Oni jednak nie uwierzyli w Niego i zabili Go! Zresztą do dzisiaj „nie wierzą” – i tu proszę uważać – oficjalnie, bo jaki naród chciałby dźwigać na sobie aż taki ciężar ... ? Na pewno nie Naród Wybrany, za który Żydzi w dalszym ciągu chcą uchodzić. W końcu mając taki glejt w rękach podporządkowali sobie prawie cały świat szantażując tym, czyli swoją pozycją przed Bogiem, wszystkie Narody i w ten sposób wymuszając na nich szacunek dla siebie. Nie będą więc ryzykować utraty tego glejtu przyznaniem się do winy popełnienia zbrodni na Bogu. Lepiej udawać, że Jezus nie był Mesjaszem, że Mesjasz ma dopiero przyjść. Wtedy samych siebie mogą oszukiwać, że nie są winni śmierci Jezusa Chrystusa - Boga Wcielonego, bo jak mogli zabić kogoś, kto jeszcze nie przyszedł, by zamieszkać między nimi, by ich zbawić? Logiczne prawda?

Judasz, który zdradził Jezusa, nie potrafił z tym żyć, poszedł i powiesił się. Żydzi też nie potrafią z tym żyć, bo nie oficjalnie, to oni dobrze wiedzą kim był Jezus. Wiedzą i drżą. Nienawidzą Chrześcijaństwa, ściślej Kościoła Katolickiego, bo ten zajął ich miejsce przed Bogiem i jest dla nich jak wyrzuty sumienia – ciągle im przypomina swoimi obchodami Świąt zarówno Bożego Narodzenia, jak i Wielkiej Nocy o tym, co zrobili i utracili. Proszę zwrócić uwagę na to, że jedynie Kościół Katolicki bezpośrednio używa określenia Święta Bożego Narodzenia, wyraźnie zaznaczając ich Podmiot-Boga i Jego narodziny, inne wyznania zastępują je terminami, jak np. Jul czy Wiehnacht, pod którymi dopiero jako podmiot domyślny są narodziny Jezusa Chrystusa Boga Wcielonego.

Odrzucili Boga, Bóg odrzucił ich i od tamtej pory przestali być Narodem Wybranym, co nie znaczy, że wszyscy. Już pisałam o tym i jeszcze raz powtórzę – Bóg wybiera sobie swój Naród z pośród wszystkich narodów, ludów, języków i pokoleń, z pośród Żydów również. Każdy, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa, że jest Bogiem będzie zbawiony bez względu na narodowość. Chcę przypomnieć w tym miejscu, że zbawienie jest łaską Boga, niczym nie można sobie na nie zasłużyć.

Wiem, wiem! Zaraz ktoś oburzy się i wrzaśnie, że Jezus Chrystus nie był i nie jest Bogiem, że był człowiekiem. Zanim jednak wybuchniesz człowieku, przeczytaj do końca to, co mam Ci do powiedzenia na ten temat, co zrozumiałam z lektury Pisma Świętego. Dziękuję bardzo!

Wszystko co żyje rozmnaża się wg własnego gatunku, chyba się w tym zgodzisz ze mną? Kot może urodzić tylko kota, pies psa, a koń konia. Tak samo z człowieka może się narodzić tylko człowiek, a z Boga Bóg, a co za tym idzie czyjkolwiek syn, czy córka są, dzielą oni naturę tego, z którego są zrodzeni.

Do sedna! Gdy Jezus sam o sobie świadczy, że jest synem człowieczym, rozumiemy, że jest człowiekiem, bo dzieli tą samą naturę co Jego matka, natomiast gdy świadczy o sobie, że jest Synem Bożym, dziwnie brakuje wielu ludziom konsekwencji w rozumieniu, że jest Bogiem, bo dzieli tą samą naturę co Jego Ojciec.

Tak drogi czytelniku, Jezus Chrystus był Bogiem Wcielonym i Żydzi zabili Boga. Amen!

Naród Wybrany

Moich rozważań grudniowych ciąg dalszy

Z lektury Biblii zrozumiałam, że kiedyś Żydzi byli Narodem Wybranym, ale sami się zrzekli tego przywileju odrzucając Jezusa Chrystusa (Ewangelia Mateusza 21:42,43 i 23:37,38). Teraz są oni ludem dwa razy przeklętym, niestety.

Raz, bo urodzili się i umierają w grzechu pierworodnym (tu).

Dwa, bo kiedy byli wybrani odrzucili swojego Mesjasza Jezusa Chrystusa i zabili Boga Wcielonego.

Głównie dlatego są przez Boga odrzuceni. Od tamtej pory prawdziwym Izraelem, ludem Boga, jest Kościół Katolicki, którego żywymi cegiełkami są jego wierni.

Kościół Katolicki jako jedyny na świecie nazywa siebie Kościołem Bożym i jako jedyny na świecie broni i zachowuje Boże morale (co drażni przeciwników Boga) wprawdzie nie zawsze z powodzeniem, ale jednak robi to najlepiej jak potrafi, stara się. Jako jedyny na świecie skupia też w sobie wiernych ze wszystkich narodów, ludów, języków i pokoleń, także Żydów, co również zgodne jest z wolą Boga Prawdziwego. Właśnie dlatego, jak mi się wydaje, Żydzi, którzy są dzisiaj wszędzie, razem z ateistami różnej maści, robią dosłownie wszystko by Kościół ten oczerniać na wszystkie możliwe sposoby.

Czy chce kto w to wierzyć czy nie, to nie Żydzi wymyślili wiarę chrześcijańską, co niektórzy przeciwnicy Kościoła Katolickiego chcieliby wmówić Chrześcijanom aby osłabić ich wiarę, bądź ich od niej całkowicie odciągnąć, ale Żydom zależy na tym by świat w tą bajkę wierzył. Dlaczego? Ponieważ nie stając po stronie Boga, stali się natychmiast zwolennikami Szatana, który jest przeciwnikiem Boga. Szatan dosłownie znaczy przeciwnik. Tym samym przyjęli na siebie jego znamię i są jego sługami. Wypełniają jego wolę w zamian za marność jaką jest mamona i „władza”, za krótkotrwałą doczesność i pławienie się w przepychu elit - równie krótkotrwałe. Umierając nic bowiem ze sobą nie zabierzemy oprócz własnych uczynków do rozliczenia na sądzie ostatecznym.

Biblia mówi, że Szatan jest Bogiem tego systemu rzeczy, tylko tego (Drugi List do Koryntian 4:4; Ewangelia Jana 14:30 i List do Efezjan 2:2). Chociaż trudno jest Żydom w to uwierzyć, to jednak ich koniec jest bliski i to bez naszego udziału, podobnie jak bożka tego systemu rzeczy Szatana któremu służą. Ponieważ Kościół Katolicki zajął ich miejsce przed Bogiem jako Naród Wybrany, robią wszystko by Kościół ten oczerniać i zwalczać. Motyw ich działania jest aż nazbyt jasny.

Tak jak do wszystkich narodów i rządów świata wkradają się z religią Szatana – „demokracją”, siejącą pustkę moralną wśród narodów, zamieszanie i chaos, by je później przejąć, tak wkradli się również do Kościoła Katolickiego w tym samym celu, by go zaatakować od środka, przejąć i podporządkować woli swojego bożka podobnie jak to zrobili np. z Kościołem Protestanckim, który stał się wszystkim, tylko nie Świątynią Boga Prawdziwego, niestety.

Protestantyzm, szczególnie na Zachodzie, przyjmując nazwę Kościoła Państwowego tym samym wyraźnie zaznaczył komu służy – państwu, a nie Bogu, jest więc kościołem demokratycznym a nie chrześcijańskim, a więc wypełnia mierniki społeczne, państwowe a nie wolę Bożą. Mierniki społeczne opierają się wprawdzie na miernikach chrześcijańskich, jednak to nie to samo, to jedynie nieudolna podróbka, falsyfikat arcydzieła Bożego, Jego doskonałego, ponadczasowego morale, które każdego trzymającego się go człowieka chroni przed wszelkimi boleściami.

Prawdziwy Kościół Chrześcijański nie może wchodzić w mezalians z państwem ponieważ śluby swojej wierności złożył on Bogu i tylko Jemu powinien służyć, tylko Jego wolę wypełniać bez względu na wszystko i na naciski z zewnątrz. Prawdziwy Kościół Boży nie potrzebuje zmian (tu) i nie może ulegać modom nowoczesności, ponieważ Kościół ten, a więc wierni, z których się on składa, jak i religia prawdziwa, którą on wyznaje raz na zawsze zostały uformowane i zmodernizowane przez samego Boga w momencie ustanowienia przez Niego Nowego Przymierza* zawartego ze swoimi wyznawcami, przypieczętowanego śmiercią Jezusa Chrystusa. Nikt i nic nie może już tego zmienić. Może w to wierzyć, bądź nie, ale nie może tego zmienić.

BÓG NIGDY SIĘ NIE MYLI (tu). Nie myli się również co do Narodu Wybranego, który On - po odrzuceniu Go przez Żydów (Ewangelia Mateusza 21:42,43 i 23;37,38 oraz List do Galatów 3:27-29; Rzymian 11:25,26 i Rzymian 2:28,29 i 9:6) - wybiera dla Swojego Imienia spośród wszystkich narodów, ludów, języków i pokoleń (Apokalipsa 7:9  „Tryumf wybranych”), a nie tylko spośród jednego narodu, co chcieliby światu wmówić Żydzi spychając w ten sposób inne narody do roli gojów, czyli swoich niewolników.

Tylko wiara w Jezusa Chrystusa Boga Wcielonego może przynieść zbawienie (Księga Izajasza 53:1-12: Księga Daniela 9:24-27 i Dzieje Apostolskie 4:11,12), a Tego, Żydzi nie tylko odrzucili, ale i zabili.


............................................................................................
*Przymierze – układ w zasadzie dwustronny: między Bogiem i ludźmi, z tym, że przeważa w nim miłosierna inicjatywa Boża. Zawierał je Bóg w Starym Testamencie: z Noem, z Abrahamem (przypieczętowane krwią ofiary i krwią własną Abrahama), wreszcie z całym Izraelem pod Synajem (przypieczętowane krwią cielców). To ostatnie zobowiązywało Izraela do wierności Jahwe i poświęcało naród na wyłączną własność Boga. Dla proroków stanowi ono rękojmię niewzruszonej wierności Jahwe wobec niewiernej oblubienicy, Izraela. Równocześnie jest ono podstawą odnowienia na przyszłość związku osłabionego przez tę niewierność. Odnowienie to ma charakter Nowego Przymierza, trwałego, bo wiecznego. Nowe Przymierze zawarte przez Boga z Jego ludem, z Kościołem, przypieczętowane zostało krwią samego Jezusa Chrystusa, który jest poręczycielem i arcykapłanem tego Przymierza.
(Wyjęte ze Słownika Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych. Strona 1425. Wydanie trzecie poprawione. Wydawnictwo Pallottinum Poznań – Warszawa 1980)
..............................................................................................
Jako, że prawda zostaje mi objawiana stopniowo muszę dokonać pod tym moim wpisem poprawkę co do zawartego przez Boga Ojca  Nowego Przymierza z ludźmi. 

Przymierze jest układem dwustronnym między Bogiem Ojcem i ludźmi, z tym, że przeważa w nim miłosierna inicjatywa Boga Ojca. W Starym Testamencie zawierał Bóg Ojciec przymierze z Noem, z Abrahamem i z Izraelem po przez Jakuba, którego imię Bóg Ojciec zmienił na Izrael. To ostatnie przymierze zobowiązywało Izraela do wierności Bogu Ojcu i poświęcało ten naród na wyłączną własność Boga Ojca. Dla proroków stanowi ono rękojmię niewzruszonej wierności Boga Ojca wobec niewiernej oblubienicy, Izraela i tak jest, ponieważ Bóg Ojciec Jest Wiernym Bogiem, natomiast dla Boga Ojca niewierność Izraela stała się powodem do zawarcia Nowego Przymierza z Izraelem i otwarcia bram Niebios dla ludzi z wszystkich narodów, ludów, języków i pokoleń, a nie jedynie z Izraelem. Nowe Przymierze jest zatem nie tylko podstawą odnowienia związku Boga Ojca z Izraelem, tym wiernym i oddanym Mu, ale również błogosławieństwem łaski dla wszystkich innych narodów, czyniąc je równymi sobie. Odnowienie to ma charakter Nowego Przymierza, trwałego, bo wiecznego. Nowe przymierze zawarte przez Boga Ojca z Jego ludem wybieranym spośród wszystkich narodów, z żywym Kościołem, przypieczętowane zostało krwią samego Jezusa Chrystusa, który jest Poręczycielem i Arcykapłanem tego Przymierza. Przymierze to obejmuje zatem wszystkich, którzy uznają Jezusa Chrystusa za Pana i Boga swojego w Trójcy Świętej Jedynego Prawdziwego. (aktualizacja 2019.07.26)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Być bogatym sobą


Tak sobie myślę, że każdy z nas i w każdej chwili życia nie tylko zasługuje na to by mieć marzenia, ale ma pełne prawo do spełniania ich. Sęk w tym, żeby się odważyć, pokonać samego siebie i swoje słabości, uwierzyć, że sny mogą stać się realem.

I moim zdaniem, każde życie jest drogocenne, potrzebne komuś i ma sens.

Ja nie mierzę ludzi wg tego, co posiadają, kim są? Dla mnie liczy się przede wszystkim to, jakimi ludźmi oni są? Czy są bogaci sobą? I to jest miara człowieka, którą nazywam KARATEM, bo – być bogatym sobą - to właśnie jest człowieka wartością, jego niepowtarzalnym szlifem dzięki któremu przewyższa on wszystkie diamenty razem wzięte.
 


środa, 11 grudnia 2013

Trochę z innej beczki - skąd my to znamy?

Sytuacja ludzi w wieku produktywnym.

Jedni pracują ponad miarę (12-16 godz. na dobę), często za marne wynagrodzenie lub na umowach śmieciowych, inni marnują się jako bezrobotni.

Sytuacja jednych i drugich nie jest do pozazdroszczenia, jest niezwykle trudna ponieważ jedni wiedząc, że są wykorzystywani, świadomie godzą się na to w strachu, że w przeciwnym razie stracą pracę (nawet tą „gów.nianą”), drudzy nie znajdują pracy z „różnych” powodów, a tak naprawdę z jednego, mianowicie pracodawców chciwości. Chcą oni bowiem osiągać jak największe zyski, przy jak najmniejszych nakładach, a przecież każdy nowo zatrudniony, to dodatkowy koszt dla kapitalisty, który on może ominąć obciążając większą ilością obowiązków i tak już nadmiernie obarczonych zatrudnionych „szczęściarzy”.

Można powiedzieć, że nadmierna prywatyzacja nie poparta odpowiednimi przepisami chroniącymi pracowników, a jedynie przepisami mającymi na uwadze tylko dobro przedsiębiorców, zarówno za czasów Marksa jak i w czasach nam współczesnych odgrywa negatywną rolę w gospodarce, ponieważ, moim zdaniem, staje się ona źródłem wyzysku dla kapitalistów i powodem niezadowolenia społeczeństwa i jego sprzeciwu wobec istniejących warunków ustrojowych.

Samą wolnością słowa zagwarantowaną przez demokrację, co i tak przestaje być respektowane, nie da się przecież żyć.

Marks zauważył, że jedni panują nad drugimi na ich zgubę, że wszelkie relacje międzyludzkie zostały zastąpione brutalną grą interesów, podobnie wg mnie, jak to ma miejsce w czasach nam współczesnych, gdzie niby demokratyczne rządy przestają się liczyć ze zdaniem swoich wyborców i za wszelką cenę chcą dopiąć swego, np. awantura wokół podnoszenia wieku emerytalnego.

Zarówno wtedy, jak i dzisiaj człowiek stał się tylko towarem o czym już niejednokrotnie pisałam. Ograbiono go z jego godności, skazano na tułaczkę za chlebem, przez co niszczy się najważniejszą komórkę społeczną jaką jest rodzina, dzięki której to komórce może istnieć jakiekolwiek społeczeństwo/naród.

To z kolei doprowadza do demoralizacji, do jej akceptacji i to, co jest złe zaczyna nazywać się dobrem, a to, co jest dla człowieka dobrem nazywa się złem.

Pazerność magnatów finansjery popchnęła ich do wymieszania narodów w celu uzyskania jak najtańszej siły roboczej i zwiększenia przez to swoich zysków. Podobnie jak to miało miejsce w czasach Marksa i dzisiaj dochodzi do nadprodukcji, co z kolei wywołuje jeden kryzys po drugim.

Te powstające po sobie kryzysy zmuszają magnaterię finansową i polityków do szukania nowych rynków dla swoich towarów. Niszczą więc siły wytwórcze w granicach swoich państw, przenoszą swój przemysł do np. Chin, co z czasem doprowadzi do jeszcze większego kryzysu. Historia naprawdę lubi się powtarzać, ja też ciągle z uporem pisząc o tym. :D

Taka nie przemyślana polityka społeczno-ekonomiczna o czym wyżej piszę i moim zdaniem już dzisiaj skutkuje rodzeniem się nienawiści jednych narodów do drugich, np. wzrastająca nietolerancja narodów zachodnich do Polaków i innych cudzoziemców osiedlających się w ich krajach. To staje się faktem, któremu nie można już zaprzeczyć. Wymieszanie więc narodów w nadziei pozbawienia ich możliwości jednoczenia się w walce o swoje racje może okazać się wielkim niewypałem i pułapką zastawioną przez dzisiejsze elity na samych siebie, niestety.

Chrześcijanki a równouprawnienie

Równouprawnienia i parytetów chcą lewackie kobiety, Mocherki, jak się w czasach nam współczesnych mówi o chrześcijankach, nie szukają równouprawnienia, bo nie mają takiej potrzeby. One wiedzą, że mają taką samą wartość jak ich mężowie, przez których zresztą, zgodnie z wolą Boga, są traktowane jak partnerki, a nie jak niewolnice, tz z pełnym, należnym im szacunkiem. Przecież wg Boga on i ona są jednym ciałem.

Dla chrześcijanek nie jest nowiną, że to mąż jest głową domu, dlatego nie walczą z nim o władzę w rodzinie, ale zawsze stojąc tuż obok swojego męża, jednak lekko w jego cieniu (to jest tak jak z ledwo widoczną asymetrią twarzy u każdego z nas) postępują jak mądra kobieta i dlatego wspierają go swoją radą i pomocą, do czego zostały powołane przez Boga, a on nie unosząc się pychą i swoim wygórowanym męskim ego słucha jej, przy czym i tak ostateczna decyzja należy do niego jako głowy domu. On podejmując ją ma zawsze na uwadze dobro wszystkich członków rodziny, a nie tylko swoje.

Dzieci wyrastające w takiej rodzinie są pewne siebie, wiedzą czego chcą, znają swoją i innych wartość i odnoszą się z szacunkiem do każdego człowieka, bo wyrosły na dobrym, solidnym gruncie, miały wspaniały przykład w swoich rodzicach do naśladowania. W przyszłości nie mają problemów ani emocjonalnych, ani typu egoizm w rodzinie doprowadzający ją do rozpadu.

Bóg jest Bogiem porządku.


Logika podpowiada mi ..

Moich grudniowych rozważań o Bogu i religii ciąg dalszy.

W Biblii wyczytałam, że Bóg wypędził z Raju naszych pra rodziców ponieważ wypowiedzieli Mu oni posłuszeństwo. Logika podpowiada mi, że od tamtego momentu Bóg dał im i ich przyszłym pokoleniom, czyli nam również, wolną rękę do kierowania swoim życiem wg ich/naszego widzi mi się, a więc moim skromnym zdaniem, od momentu opuszczenia Raju ludzie postępują wg własnej, nie przymuszonej woli i dlatego sami są sobie winni dzisiejszego bałaganu na świecie, jako ostatecznego skutku swojej samowoli.

Bóg jednak nie opuścił ludzi i nie porzucił swojego pierwotnego zamiaru o tym by dzielić się z człowiekiem miłością i życiem wiecznym, do którego przecież go stworzył kierując się właśnie niesamolubną miłością. I dzięki niech będą Mu za to!

Jak już pisałam i w co wierzę całym sercem, Bóg nigdy się nie myli i nie odstępuje od raz podjętego zamierzenia, ale jako Sprawiedliwy daje nam czas na poznanie, zrozumienie i podjęcie decyzji z własnej, nie przymuszonej niczym woli w wyborze – chcemy żyć z Bogiem, czy bez Niego, postępować według Jego mierników i morale, czy wg swojego widzi mi się? Uczynił nas przecież całkowicie wolnymi ludźmi w momencie, gdy nasi pra rodzice zbuntowali się przeciwko Niemu i wypowiedzieli Mu posłuszeństwo, ponieważ uważali, że bez Boga, Jego nakazów i zakazów, bez Jego wglądu w ich życie poradzą sobie lepiej (?).

Mógł ich za nie posłuszeństwo od razu zgładzić i zastąpić innymi stworzeniami, ale nie uczynił tego, ponieważ Sam po stworzeniu świata uznał, że wszystko co stworzył było bardzo dobre, a On nigdy się nie myli. On wie, że i co do człowieka się nie pomylił, tylko ten obdarzony Bożą inteligencją, jak przekorne dziecko, musi wpierw dotknąć i sparzyć się by uwierzyć, że to Bóg ma rację.

W końcu człowiek nigdy nie będzie jak Bóg i nigdy nie posiądzie wiedzy jaką On dysponuje, mimo iż Bóg nie poskąpił ludziom Swojej inteligencji. Jednak żeby wiedzieć, człowiek musi doświadczyć, Bóg wolny jest od doświadczeń, On sam jest mądrością i wiedzą, doskonałością, której nikt niczym i nigdy nie zdoła podważyć mimo usilnych starań wielu nie wierzących w Niego prześmiewców. Byli, są i będą ludzie, którzy nigdy od Boga nie odstąpią, bo Bóg stwarzając człowieka uznał go za bardzo dobre Swoje stworzenie, a On, pamiętacie? – nigdy się nie myli.

Z tego też powodu, jak sądzę, Bóg nie ukarał natychmiast śmiercią Kaina za to, że zabił on swojego brata, bo Kain wprawdzie czuł, że zrobił coś, co nie będzie się podobało Bogu, dlatego w pierwszym odruchu po zabiciu Abla ukrył się, ale nie rozumiał jeszcze dokładnie, że ten jego czyn był zbrodnią, czymś bardzo, bardzo złym, o czym Sprawiedliwy Stwórca człowieka wiedział.

Kain był w dziejach ludzkości pierwszym nie tylko bratobójcą, ale mordercą w ogóle, a Abel był nie tylko pierwszą ofiarą zbrodni, ale również pierwszym żniwem śmierci, której wypowiedzenie posłuszeństwa Bogu przez pierwszych ludzi otworzyło bramę do zaistnienie. Wolność i niezależność od Boga człowiek musiał okupić utratą doskonałości, niestety, a co za tym idzie sprowadził na siebie właśnie cierpienie, choroby i śmierć, co wynika z zapisu biblijnego o tym właśnie wydarzeniu. (Księga Rodzaju)

Nikt tego wtedy nie rozumiał, tak jak my rozumiemy to dzisiaj z perspektywy upływu czasu, ponieważ tak jak już pisałam wszystkie te pojęcia dla pierwszych ludzi były pojęciami abstrakcyjnymi. Po utraceniu życia w Raju i doskonałości dopiero uczyli się je rozumieć i nazywać przez doświadczenie zarówno swoje jak i swoich współbraci. I właśnie dlatego Bóg nie zabił Kaina od razu, ale skazał go na wygnanie ze społeczności. Dał mu czas by ten zrozumiał podłość swojego czynu i szansę do wyrażenia ewentualnego żalu i skruchy, czego pierwsi ludzie również musieli się dopiero uczyć. Przecież Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny. Dlatego Jego osąd nas ma zupełnie inny wymiar aniżeli nasz osąd drugiego człowieka czy siebie samych. Bóg zanim nas osądzi patrzy w nas, w nasze wnętrze, zagląda do naszej świadomości, ocenia pobudki serca.

Świadczy o tym to, że pozostawił on nam/wolnym ludziom w dokonywaniu własnych wyborów, otwartą furtkę do Niego. Każdy kto chce może ją odszukać i przejść przez nią, a On widząc jego skruszone serce wspaniałomyślnie przyjmie zbłąkanego na powrót w Swoim domu.

Mogę to przyrównać, dla lepszego zrozumienia, do ojca wypędzającego z domu krnąbrnego i nieposłusznego syna – skoro jesteś taki mądry, to idź i żyj na jedynie własny rachunek i wtedy zobaczymy jak sobie poradzisz!? Mądry syn po kilku potknięciach zaczyna rozumieć troskę ojca o niego wyrażaną zasadami i wymaganiami, żałuje swojego buntu i szuka drogi pojednania z ojcem, natomiast gdy jest on głupi, to dalej brnie w swojej głupocie i stacza się coraz niżej. Ojciec, jak to ojciec kocha swoje dziecko i dlatego wybaczając powracającemu, cieszy się tym mądrym synem przyjmując go z powrotem w swoim domu. Ubolewa natomiast nad stratą syna wtedy, gdy ten okazał się jednak być zatwardziałym głupcem zapatrzonym w swoje ego tak bardzo, że nie chce przyznać się do błędu nawet przed samym sobą. Przypuszczam, że bardzo go wtedy boli ta strata. Mnie by bolała, a ja jestem przecież tylko człowiekiem.

Tak sobie myślę, że Bóg bardzo nas kocha, skoro ciągle zostawia nam otwartą furtkę do siebie i nie zamyka się przed nami, że ciągle, cierpliwie daje nam szansę zrozumienia i powrotu, i wybacza nam naszą butę gdy okazując skruchę chcemy wrócić do Niego.

Tak! Zdecydowanie wolę stać po stronie tak bardzo kochającego mnie Boga. Wiem, że kto jak kto, ale On na pewno życzy mi tylko dobrze i chce mojego szczęścia. I chociaż nie wszystko jestem w stanie zrozumieć, wiem, moja logika podpowiada mi, że mogę ufać Bogu bezgranicznie, mimo czasami trudnych doświadczeń, ponieważ Jego sprawiedliwość, miłość i miłosierdzie są nieskończenie doskonałe, podobnie jak Jego chroniące mnie przed upadkiem morale. I jakoś tak łatwiej i raźniej jest iść przez życie wiedząc, że On jest tuż obok mnie i na każde moje zawołanie, w czasie dogodnym czy też nie, mi odpowie i przyjdzie z pomocą, olśni dobrą radą. Gdy On jest przy mnie, nigdy nie czuję się i nie jestem sama, nawet nie wiem co to jest samotność. I chwała niech będzie Mu za to. :D

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Prawdziwa religia nie potrzebuje zmian ani plastiku


Chrześcijaństwo, to mój heimat. Wierzę w to, w co chrześcijanin zawsze wierzył i czyjekolwiek kłamstwa o chrześcijaństwie obchodzą mnie na tyle, by je obnażać. Wierzenia takich wyznań, jak np. Świadków Jehowy w porównaniu z Katolicyzmem są nowością i nie tylko w Europie. Podobnie jak kiedyś Trocki z ideologią komunizmu, przywędrowały one do nas z opanowanej przez mieszankę różnych wyznań Ameryki i tam często mają one swoje główne siedziby. Czy to nie jest dziwne? Czy można nazwać zbiegiem okoliczności to, że większość nowych ideologii, religii w ostatnich stuleciach napłynęło do nas ze świata będącego kolebką pluralizmu, moim zdaniem, w negatywnym tego słowa znaczeniu?

Istnienie Protestantyzmu też nie jest dłuższe niż Katolicyzm, który jest tą samą wiarą od 2000 lat i nie ma żadnego innego kościoła poza Kościołem Katolickim, który mógłby udowodnić, że jego nauka zawsze była i który może genealogicznie pokazać swoich kapłanów. Wszystkie dokumenty, a jest ich ponad 300000 i wszystkie stojące jeszcze świątynie świadczą o tym. Kościół Katolicki jest jedyną instytucją, która przeżyła Imperium Rzymskie, a religia katolicka, jako jedyna zachowuje swoje morale, którego nie zmieniła chociaż świat naciska, dlatego, ponieważ Kościół Katolicki wie, że nie ma mandatu, by zmienić to, co Bóg sam ustanowił.

Mnie osobiście śmieszy, gdy słyszę o konieczności zmodernizowania jakiejś religii, dopasowania jej do czasów współczesnych, ponieważ wiem, że prawdziwa religia pochodząca od Boga nie potrzebuje zmian, jest religią doskonałą właśnie dlatego, że nie jest wymysłem ludzkim. Każda ludzka ingerencja w nieomylność Boga poprzez między innymi chęć wprowadzania zmian w to co On raz ustanowił czy zakładanie nowych wyznań/odłamów religijnych jest dla mnie dowodem na to, że pomysłodawcy takowych nie są wyznawcami religii Prawdziwego i Jedynego Boga, ale swoich własnych, wymyślonych przez siebie ideologii i sekt, które mogą modelować i dopasowywać jak chcą do swoich potrzeb, co też zresztą i robią zwodząc przy tym ludzi, bądź też, jeżeli chodzi o Kościół Katolicki są fałszywymi wyznawcami działającymi z premedytacją na jego szkodę.

Pomimo różnych niedociągnięć Kościoła Katolickiego, moim zdaniem, był i jest on jedynym Kościołem Bożym na świecie. Gdyby było inaczej, gdyby religia chrześcijańska, czyli katolicka była wymysłem ludzi, tak jak twierdzą co niektórzy, to już dawno by się ludziom podporządkowała razem ze swoim Kościołem, podobnie jak uczynił to wspomniany przeze mnie wyżej Protestantyzm i nie oczekiwałaby aż tyle od swoich wiernych.

Właśnie dlatego, że Kościół Katolicki jest Kościołem Bożym atakowany jest on ze wszystkich stron, również od środka, że wspomnę w tym miejscu pseudo księży bez powołania – wilków w owczych skórach szkalujących swoją niemoralnością religię katolicką walcząc w ten sposób z samym Bogiem. Jednak nikt kto z Bogiem walczy, nie może z Nim wygrać. On jest alfą i omegą, początkiem i końcem. Bez Niego nic by nie zaistniało i nie mogłoby istnieć. Każdy więc wróg Boga i wiary w Niego jest wrogiem samego siebie, działa tylko na własną szkodę. Bóg, podobnie jak i Jego Kościół i tak przetrwa.  

Dzisiaj ludzie odwracają się od prawdziwej wiary, bo wydaje im się, że tak jest łatwiej żyć, bo blask fałszywego światła oślepił ich, a fałszywa wolność zwiodła. Wybrali Sodomę i Gomorę w jej miejsce i dlatego ich koniec podobny będzie do końca Sodomy i Gomory. Każdy więc kto tępi chrześcijaństwo, jak złośliwy rak zwalcza samego siebie i tylko sobie samemu szkodzi, niszcząc bowiem środowisko, w którym zaistniał siebie zabija. Już od samego startu jest na pozycji przegranej. Bóg zawsze był, jest i będzie! Kim jesteś człowieku by się mu przeciwstawiać?

Zapisuję tu swoje myśli i rozważania na tematy religijne - zgodnie z zapowiedzią, że będę to robić przez cały miesiąc grudzień - czyniąc je przez to głośnymi. Ja nie wstydzę się swojej wiary w Boga. Każdy kto chce może je przeczytać i zrobić z tym czego się dowie to co chce, może się z nimi zgodzić lub je skrytykować, jest to tylko i wyłącznie jego sprawą, jest panem własnego wyboru i nie zamierzam nikogo, siłą czy bez, przekonywać do mojego zdania, bądź nawracać. Po prostu z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia snuję swoje rozważania na moim blogu, by w ten sposób obchodzić te Święta, w skupieniu i blisko Boga zamiast w jakimś bezsensownym wariactwie plastikowego święta sklepów, które z Bogiem i z wiarą w Niego nie ma nic wspólnego.


sobota, 7 grudnia 2013

Pytania warte zastanowienia

Ja osobiście uważam, że doktryny Kościoła Katolickiego opierają się głównie na Dekalogu. Przykazania w nim zawarte, moim zdaniem, nie są wcale uciążliwe, ani przestrzeganie ich w niczym nie może człowiekowi zaszkodzić, czy pozbawić go wolności. Bo czyż np. „Nie cudzołóż!" jest czymś złym? Czymś co pozbawia człowieka czegoś dobrego? Czyż nie chroni go przed wieloma boleściami zarówno fizycznej jak i emocjonalnej natury?

Czy współczesny człowiek opierający swoje postępowanie na normach społecznych, na zmieniającej się wg jego widzimisię etyce zawsze dopasowanej do jego własnego ego pozbawionego empatii jest rzeczywiście czymś dobrym, przysparzającym mu szczęścia? Czy raczej jest źródłem wszelkiego rodzaju patologii i ogromnych problemów społecznych?

Bóg się nigdy nie myli - d.c moich grudniowych rozważań


Ja uważam, że religia chrześcijańska, ściślej katolicka jest doskonała, bo Doskonałym jest Ten, Który ją stworzył.

Bóg się nigdy nie myli, a wszystko co zapowiedział spełniło się, spełnia i stanie się spełnione, bo Jego słowo raz wypowiedziane nigdy nie traci swojej mocy. On jest opoką niewzruszoną. Morale raz przez Niego ustalone nigdy i przez nikogo nie może zostać zmienione, w co wierzę, ponieważ jest doskonałe i sprawa jest raz na zawsze zamknięta i nikt na świecie, ani w Kościele nie ma mocy tego zmienić.

Nawet gdyby społeczeństwo, politycy i media chciały inaczej - że wspomnę w tym miejscu chociażby żądanie prawa zawierania małżeństwa przez homoseksualistów, których nota bene Bóg obiecuje wyrwać z korzeniami z Ziemi, taką są dla Niego obrzydliwością, tu. Oni o tym wiedzą i dlatego, myślę, nie sięgają do oficjalnej nauki Kościoła, ale do innych liberalnych źródeł, opierających się na ludzkiej filozofii i etyce, którymi zastąpili moralność Bożą, ponieważ Jego moralność jako niezmienna wartość stała im na przeszkodzie ku wszelkim wyuzdaniom i patologiom społecznym nazywanym dzisiaj wolnością (?). W tym momencie zatrzymajmy się również na chwilę przy zakazie aborcji, którego zniesienia domaga się część społeczeństwa, tu, czy przy rozwodach, które stały się dzisiaj „złotym” środkiem na rozwiązywanie najbłahszych nawet problemów w małżeństwie, a których Bóg nienawidzi, tu – owocach liberalizmu obyczajowego i zastanówmy się przez chwilę czy to rzeczywiście jest właściwa droga i dokąd tak naprawdę ona zmierza? - i gdyby nawet wszyscy zainteresowani dopięli swego, gdyby nawet wszyscy Papieże byli gejami, to morale Boga pozostanie niewzruszone.

Moją uwagę zwróciło to, że często zwolennicy tych aktów „wolności” nigdy nie opierają swoich tez na nauce Kościoła, ale zawsze opierają się na bezwartościowych, moim zdaniem, wypowiedziach „znawców” tematu głoszących swoje widzi mi się i dopasowujących je do potrzeb „demokracji” bez względu na cenę jaką przychodzi płacić zainfekowanym nią społeczeństwom, np. rozbite rodziny, osierocone, zagubione i pozbawione miłości rodzicielskiej dzieci, mimo iż mają rodziców, coraz bardziej starzejąca się Europa.

Przyjrzałam się też temu, co się dzieje poza naszym kontynentem, na świecie, który demokracją miał być „zbawiony” – uwolniony od tyranii i zła, od wojen i głodu. Tym czasem tego tylko jest coraz więcej i to właśnie dzięki „demokracji” zastępującej moralność Boga normami społecznymi, etycznymi i niosącej ze sobą jedynie same zaprzeczenia i bałagan we wszystkich dziedzinach życia, jednym słowem chaos, którego już bez totalnej inwigilacji człowiek nie może ogarnąć, a przecież ...!?

Bóg jest Bogiem porządku, a zatem kto stoi za tym całym globalnym już dzisiaj bałaganem, w którym coraz trudniej jest się współczesnemu człowiekowi odnaleźć i poruszać?

piątek, 6 grudnia 2013

Różnica zdań stymuluje do myślenia

Różnica zdań pomaga w rozwoju ponieważ stymuluje do myślenia i w ten sposób rodzą się nowe pomysły, idee. Właśnie dlatego w demokracji jest miejsce dla wielu partii politycznych, które mimo różnic w swoich poglądach mają jeden wspólny cel: dobro swojej Ojczyzny i zapewnienie wysokiego standardu dla Narodu. Dlatego zanim politycy demokratycznego kraju podejmą jakąkolwiek decyzję, z powagą i należnym szacunkiem wysłuchują siebie nawzajem, merytorycznie dyskutują nad ewentualnymi propozycjami i wspólnie wybierają najlepszy dla kraju wariant bez względu na to czyim on był pomysłem.

Dobrym tego przykładem są politycy niemieccy i szwedzcy. Ci drudzy biją wszelkie rekordy jeżeli chodzi o kulturę i powagę rozstrzyganych problemów, czego zresztą bardzo dobre rezultaty są widoczne i odczuwalne przez cały szwedzki Naród.

Ten wspólny cel jest stymulantem do dogadywania się , do pozostawienia swoich osobistych, wzajemnych animozji za drzwiami Sali sejmowej. I właśnie tego nasi polscy politycy musieliby chcieć się nauczyć, jak i zrozumieć, że różnica zdań, to nie jest od razu wrogość przeciwnika, a wprost przeciwnie, że jest to inny punkt widzenia na sprawę, który może warto byłoby wziąć pod uwagę, spokojnie przedyskutować, zamiast wyśmiewać i od razu odrzucać, bo pomysłodawcą był przeciwnik partyjny.

W polityce, moim zdaniem, nie może być miejsca na prywatę pod jakimkolwiek względem, ponieważ chodzi o dobra wyższe, o Naród i Ojczyznę. Jeżeli ktoś nie potrafi tego odróżnić, to żaden z niego polityk.

Blondynka o antysemityźmie

W czasach nam współczesnych krytykowanie Żydów od razu klasyfikuje się do antysemityzmu, dlatego ludzie boją się, moim zdaniem, mówić to, co naprawdę myślą o tym skąd inąd bardzo zwyczajnym/niezwyczajnym, inteligentnym Narodzie. A to samo w sobie, uważam, nie jest dobre.

Mówiąc o TEJ złej bojaźni, nie mam na myśli niezrozumiałego dla mnie strachu współczesnego człowieka przed niesłusznym zaklasyfikowaniem go do antysemitów tylko za odwagę wyrażania swoich prawdziwych myśli na temat tego bardzo kontrowersyjnego Narodu, ale myślę w tym miejscu o innym lęku i nie tylko moim, jak sądzę, o lęku przed tym co może się wydarzyć, gdy nie pozwolimy sobie na szczerą rozmowę w temacie tak drażliwym, jak Żydzi - ich rola w polityce polskiej jak i ogólnoświatowej.

Wszystko wskazuje na to, że jest to temat TABU, co dla mnie samo w sobie jest dziwne, niezrozumiałe i wzbudzające nieufność do Narodu nim objętego. O wszystkich narodach możemy mówić, dobrze, czy źle, ale możemy to robić. Możemy dawać im krytykę bez obawy, że się narazimy niemalże natychmiast na miano rasistów w najlepszym wypadku. O wszystkich, tylko nie o TYM Narodzie. Dlaczego?

Gdy ktoś zaczyna krytykować Żyda, to od razu musi być antysemitą. To jest przecież śmieszne zważywszy na to, że semitami są nie tylko Żydzi, ale i Arabowie, którzy wg wszystkich znaków na ziemi i na niebie należą do ludzi przejawiających największą nienawiść do Żydów i nie jest to tajemnicą dlaczego tak jest? Czyżby Arabowie nienawidzili też samych siebie? Jeżeli nie, to o jakim antysemityzmie my mówimy? Wszyscy też wiemy, że Żydzi całym sercem nienawidzą Arabów. Czyżby ich nienawiść do nich nie była antysemityzmem? Jeżeli jest, to znaczyłoby, że Żydzi nienawidzą też i samych siebie. Przecież to jest absurd!

Napadanie tego, kto ośmieli się krytykować Żydów w jakiejś sprawie i wyzywanie go z tego powodu od antysemitów jest wobec powyższego ogromną niekonsekwencją w moim rozumowaniu, tym bardziej, że rzeczywiście ucisza ludzi tak, że nie mówią naprawdę tego co myślą na ten temat. To z kolei, wg mnie, głupiej (?) blondynki, jest prawdziwym powodem do obaw dla tych, których dawana krytyka (to nie jest nienawiść) dotyczy, a więc dla samych zainteresowanych. A zatem w ich własnym interesie jest by nie bać się krytyki, by przyjmować ją jak coś zupełnie normalnego/naturalnego i by nie doszukiwać się w niej niemalże natychmiast antysemityzmu, którego w krytyce nie ma.

Już tłumaczę co mam na myśli: jak się nie wie co w trawie piszczy, to nawet najmądrzejsi i najbardziej przebiegli, za jakich Żydzi siebie uważają, mogą zostać zaskoczeni odkryciem własnej jednak głupoty w najmniej spodziewanym momencie szczerości, być może wylewającej się buntem na ulicach całego świata.

Nawet taka blondynka jak ja wie, że gdy się nie prowadzi szczerych rozmów, np. na właśnie poruszany przeze mnie temat wzajemnej „miłości” Żydów do Polaków i odwrotnie, to buduje się mur, którego w końcu nie będzie można przeskoczyć. Zostanie wtedy tylko jedna możliwość – zwalenie go! I to właśnie wtedy będziemy mieli prawdziwy problem.

Moim skromnym zdaniem blondynki, tylko szczere dyskusje na podobne tematy są w stanie oczyścić atmosferę „antysemityzmu” tak, by uniknąć najgorszego – ukrytego antysemityzmu prowadzącego do konfrontacji już nie tylko werbalnej.

Tak ja myślę, ktoś inny, z racji swoich może lewicowych przekonań może uważać, że zamiatanie pod dywan jest zawsze najlepszym wyjściem, bo „unika się” nieporozumień, zachowuje się przy tym poprawność polityczną. Ja jestem przekonana, że szczere rozmowy, nawet przypominające kłótnie są jednak jedyną drogą, by uniknąć budowania muru nie do przeskoczenia, by w rezultacie podać sobie dłonie w pokojowym uścisku, żyć razem i obok siebie. To nie zamykanie ust anty czymś tam, nie udawanie, że problemu nie ma, ale właśnie otwarty dialog jest drogą do unikania konfliktów.

Wg mnie najgorsze są zawsze niedomówienia. W przypadku oceny jakiegoś prym wiodącego narodu właśnie takie wymuszane tabu/milczenie działa na szkodę tego narodu, wzbudza do niego niechęć i podejrzenia najgorszego. Moim zdaniem jest to całkowicie zrozumiałe, bo lęk nie jest i nigdy nie był dobrym doradcą, podobnie jak zamiatanie pod dywan nie usuwa problemu, tylko go pogłębia.

Rozmowa o Żydach, krytykowanie ich, to nie jest antysemityzm, podobnie jak rozmowa o Polakach i krytykowanie ich nie jest antypolonizmem, czy krytyczne wyrażanie się o jakimkolwiek narodzie nie jest od razu rasizmem. Tak właśnie myślę na ten temat.

"Dobry zwyczaj, nie pożyczaj"

Mój tatko zawsze mnie uczył aby kroić z tego co się ma, mówił: „dobry zwyczaj, nie pożyczaj.”

Gdy dzisiaj patrzę na tych wszystkich „bogatych” biedaków, jak muszą pracować od świtu do nocy, by spłacać swój „dobrobyt”, jak ich życie zamienia się w jeden wielki stres i zmartwienie, jak robią wszystko, by nie stracić tego, co i tak nie jest ich - słowem stają się niewolnikami banku, to dziękuję Bogu, że mi dał mądrego tatkę i że się go posłuchałam.

Dzisiaj nie tylko mam wszystko, co współczesnemu człowiekowi jest potrzebne do szczęścia, ale przede wszystkim jestem wolnym człowiekiem. Nie muszę się bez sensu wpędzać w wyścig szczurów, nie muszę się bać kryzysu, chociaż mnie również dotknie, to i tak jestem w lepszej sytuacji niż ci, którzy dali się nabrać na wspaniałomyślność banków i zadłużyli się bez sensu po to tylko, by się cieszyć chwilą, by żyć iluzją dostatku.

Przecież, żeby się cieszyć chwilą tak niewiele potrzeba, np. mieć uśmiech i więcej czasu dla siebie i swoich najbliższych – bezcenne!

Dzisiaj ludziom wszystko się pomieszało. Rzeczy drugoplanowe postawili na pierwszym miejscu i w rezultacie tracą więcej niż zyskują. Wprzęgnęli siebie samych w jarzmo często nie do udźwignięcia.

Najgorsze jest to, że nie mają czasu na cieszenie się tym swoim stworzonym „dobrobytem” i korzystać z niego w pełni, nie mają czasu na samo życie zajęci ciągłą walką o swoje miejsce w wyścigu szczurów.

Życie ponad stan kosztuje i dlatego czas kredytobiorcy nie jest jego własnością.

Moim zdaniem ta skórka nie jest warta wyprawki. Życie mamy tylko jedno, szkoda go marnować na wzbogacanie i tak już bogatych bankierów, którzy jak pasożyci żyją w przepychu wypracowanym dla nich w pocie czoła przez ich ofiary – kredytobiorców. No ale świat oszalał, ludziska uwierzyli, że jedynym szczęściem jest posiadanie dóbr materialnych za wszelką cenę, nawet za cenę, co jest paradoksalne, właśnie tego szczęścia, którego tak pragną i szukają, a którego nie rozpoznając tak łatwo się pozbywają dobrowolnie uzależniając się od zadłużenia po to tylko by „cieszyć się” chwilą.

czwartek, 5 grudnia 2013

Róże mają ciernie

Każdy z nas jest dokładnie taki jakim chce być. Nasze ja zależy jedynie od nas samych. Zatapiając się w negatywizmie stajemy się negatywni. To z kolei niszczy wszystko wokół nas, łącznie z nami samymi.

Nie warto!

Niczyje życie nie jest tylko różami usłane, a nawet gdyby było, to nie zapominajmy, że róże mają ciernie. Poza tym, czym byłoby życie bez codzienności, bez tych małych cierni, które musimy w nim każdego dnia usuwać?

Kto posiądzie mądrość Bożą ..

Wiara w Boga jest naszym wzrokiem, słuchem i zrozumieniem. Kto ma oczy niech patrzy, kto ma uszy niech słucha, jest napisane.

Zostaliśmy obdarzeni przez naszego Stwórcę inteligencją i rozumem nie po to by odstawić te dary na półkę, i aby kurz je na niej przykrył albo mole zjadły, ale po to by robić z nich dobry użytek. Otrzymaliśmy od Niego różne talenty nie po to aby je ukrywać, ale aby je pomnażać i służyć nimi sobie nawzajem, a przede wszystkim Bogu, Jemu na chwałę.

Ten kto szuka Boga, znajdzie Go, bo On pozwoli szukającemu na to. Kto odnajdzie Boga posiądzie Jego mądrość. Kto posiądzie mądrość Bożą, dla tego wszystko staje się odkryte i zrozumiałe.

Kto natomiast Boga nie szuka z własnego wyboru, jest w gorszym położeniu niż ułomne dziecko, nie tylko niczego nie jest w stanie pojąć, ale też i nie ma dla niego żadnej łaski. Jest jak roślinka. Żyje aby żyć. Jego końcem jest tylko śmierć, bez nadziei na cokolwiek więcej, bez wiary, że zbawienie może stać się również jego udziałem, a jak zbawienie, to i życie wieczne, które głosił Jezus, a do którego Bóg nas stworzył od samego początku.

Chciał byśmy żyli wiecznie i cieszyli się darem życia podczas gdy On przebywałby między nami. Nasz mózg i ciało świadczą o tym nazbyt głośno, aby w to nie wierzyć. Są doskonale zaprojektowane i tak też zbudowane, nieustannie mogą się regenerować i odnawiać, co potwierdzają uczeni, są zaprojektowane na wieczność. Bóg przecież stworzył człowieka na podobieństwo swoje, a On jako Bóg jest doskonały i wieczny. Jego życie nie ma początku ani końca. Nasze życie ma początek, ale nie musi mieć końca. Wszystko zależy od naszego własnego wyboru, tak jak było w raju.

Pierwszy człowiek wybrał źle i dlatego dzisiaj my musimy za to płacić śmiercią, chociaż nie koniecznie. Obdarzeni wolną wolą, podobnie jak nasi pra rodzice, możemy wybrać błogosławieństwo, zamiast przekleństwa i cieszyć się w przyszłości obiecanym życiem wiecznym. Bóg jest niewzruszony, co zamierzył na samym początku to też i stanie się. Chociaż wpierw musimy umrzeć, to nasza śmierć może stać się początkiem naszego wiecznego życia. Może, ponieważ wszystko i tak zależy od łaski Boga.

Tak jak tęcza na niebie ..

Przypatrzcie się tęczy na niebie tuż po deszczu. Ma ona wiele barw bardzo wyraźnych, ale i wiele słabszych ich odcieni zarazem, które są jakby spoiwami. Tak właśnie jest z życiem i historią każdego Narodu. Nie jest ona tylko czarna i biała, ale ma różne niuanse, których nie wolno nikomu lekceważyć.

Tak jak tęcza na niebie przypomina nam o tym, że już nigdy więcej Bóg nie zniszczy ziemi potopem, tak historia ludzkości ma być przypomnieniem, że człowiek dla człowieka nie powinien być wilkiem, by potop minionych zbrodni nigdy więcej się nie powtórzył.

Ludzie jednak nigdy nie będą jak Bóg. Jeżeli On zawiera z nami przymierze, to dotrzymuje swojego słowa mimo wszystko, jeżeli ludzie sobie przysięgają miłość i pokój, to na dwoje babka wróżyła. Przymierza ludzkie są jak pisanie patykiem po wodzie. Tak jak powstają, tak też znikają, niestety.

środa, 4 grudnia 2013

Urodzeni przed Jezusem Chrystusem

Tych, którzy żyli od Adama do Jezusa Bóg nie zapomni, tak myślę, nie musimy się o nich martwić. Wszyscy, którzy żyli zanim Bóg powołał swój Naród wywodzący się od Jakuba, którego imię Bóg zmienił na Izrael, nie rozumieli dokładnie pojęć dobro, czy zło, chodzili, można powiedzieć, po omacku, między innymi właśnie dlatego, tak myslę, Bóg jako sprawiedliwy nie ukarał od razu śmiercią Kaina, za zabicie swojego brata Abla, ale skazał go na wygnanie. Wtedy jeszcze nie obowiązywało oko za oko, ząb za ząb. Ludzie dopiero zaczynali się uczyć życia w społeczności i w zupełnie nowych, nieznanych im do tej pory warunkach. Takie pojęcia jak zło, czy dobro były wtedy dla nich pojęciami abstrakcyjnymi. Nie zapominajmy, że po wypędzeniu z Raju, byli oni prawie doskonałymi istotami. Tą doskonałość powoli zatracali, zaczęli popełniać błędy, które sprawiały im ból, cierpienie i wstyd.

Wszystkie te pojęcia również były dla nich nowością, którą dopiero poznawali i uczyli się nazywać, ponieważ w Raju były one nieobecne w ich doskonałym życiu. Dopiero z czasem ta abstrakcja miała się stawać dla nich coraz bardziej zrozumiała, jak i to, że bez Boga są słabi, chorowici, starzeją się i umierają.

Rezygnując wpierw z otrzymanej gratis od Boga doskonałości jaką cieszyli się w Raju, muszą od tej pory jej szukać na nowo. Ponieważ gdy otrzymali ją darmo, nie docenili jej, teraz muszą na nią zapracować, by poznać i rozumieć jej wartość. Jest to możliwe jedynie poprzez szukanie Boga, poznawanie i wypełnianie Jego woli, co bardzo szybko zrozumieli, jak i to, że nie ma innej drogi powrotu do Raju, jak tylko przez Niego.

Pierwsi ludzie, Adam i Ewa doskonale pamiętali utracone życie w Raju i tęsknili do niego, zrozumieli też błąd jaki popełnili i zaczęli przekazywać swoją historię swoim potomkom. Wraz z coraz większym rozumieniem tego, co stracili i na co skazali swoje przyszłe pokolenia zaczęli odczuwać potrzebę mówienia Bogu przepraszam i dziękuję, zaczęli szukać Jego, jakże znanej im dobrej obecności w ich życiu i sposobów powiedzenia Mu o tym, jak bardzo żałują swojego postępku.

Pierwszymi religijnymi obrządkami stały się całopalenia na cześć Boga z najlepszych plonów lub też hodowanej zwierzyny, co zarejestrowane jest w Biblii. To były początki religii, którą w późniejszych czasach Bóg sam uporządkował.

To by było na razie na tyle. Acha! Jeszcze zdanie o ślubach.

Pierwszego ślubu udzielił sam Pan Bóg dając Adamowi Ewę, ciało z jego ciała, jako partnerkę do życia – żonę, z którą mieli, zaludnić całą ziemię i podporządkować ją sobie. Warto zauważyć, że Pan Bóg nie dał Adamowi kilku żon, ale tylko jedną z jego ciała, na znak, że tylko ci, których Bóg połączy ze sobą są małżeństwem. Tylko pierwsza żona, pierwszy mąż jest od Boga. Bóg nienawidzi rozwodów.

Zamiast biegać po sklepach ...

Mnie moja wiara w Boga w niczym nie przeszkadza, wprost przeciwnie, dzięki niej żyję szczęśliwe życie, ponieważ ona uczyniła ze mnie prawdziwie wolnego człowieka. Nie chcę obchodzić świąt handlu, dlatego zamiast biegać po sklepach i wydawać bezsensownie moje ciężko zarobione pieniądze, albo co gorsza pożyczone, postanowiłam miesiąc grudzień poświęcić rozważaniom na temat Boga i religii, by w ten sposób rzeczywiście Święta Bożego Narodzenia miały dla mnie związek z wiarą i z Bogiem, a nie z materializmem i obżarstwem. Moje przemyślenia zanotuję tu, na moim blogu.

Do czego zmierza współczesny człowiek?

Przyznam się, że aż boję się moich własnych myśli skonfrontowanych z rzeczywistością. Faktem jest niezaprzeczalnym, że współczesna nam rzeczywistość stoi pod znakiem, z jednej strony okupacji ekonomicznej, z drugiej zaś utopijnej wolności prowadzącej człowieka donikąd. Czyżby kolejna cywilizacja chyliła się ku upadkowi? Ekonomiczna okupacja, moim zdaniem, prędzej czy później doprowadzi do całkowitej dewastacji środowiska naturalnego i do ogólnoświatowego krachu, utopijna wolność natomiast zniszczy wszystkie wartości, jakimi kieruje się człowiek i w rezultacie zgubi go.

Wolność nie okrojona granicami i pozbawiona hamulców to nie jest wolność, to jest tylko utopia, a więc coś co nie istnieje. Człowiek zmierzając do tego czegoś nieistniejącego całkowicie siebie zatraci. Przestając rozumieć co jest dla niego naprawdę dobre, a co złe powoli ale skutecznie będzie unicestwiał samego siebie. Do tej pory strażnikiem granic nie do przekroczenia dla człowieka była wiara w Boga, chcę przez to powiedzieć, że dzięki niej człowiek potrafił sam siebie kontrolować/pilnować, trzymać w ryzach, a więc był naprawdę wolnym człowiekiem – tak sądzę. Kierując się Dekalogiem/Prawem Bożym i otrzymaną od Niego wolną wolą w rzeczywistości sam o sobie decydował.

Obecnie wyśmiewana i negowana wiara jest zastępowana świeckością „jedynej i nieomylnej” władzy ludzkiej opartej na nauce podważającej istnienie Stwórcy Wszechświata i Jego mierniki moralności. Władzy, która samą siebie usadawia na świeczniku świata, chcąc w ten sposób zająć miejsce Boga. Przerwany został łańcuch tworzący jedyną, logiczną całość, doskonałość w swojej formie – koło zamknięte, w którym ludzkość, mimo wszystko, mogła się, wsparta inteligencją Bożą, rozwijać i pod Jego niewidzialnym kierownictwem czuć się w miarę bezpieczna i wolna w podejmowaniu swoich decyzji.

Dzisiaj dominuje hasło „Hulaj duszo, piekła nie ma!” – czy aby na pewno go nie ma?

Wolność nie okrojona granicami nie istnieje, tak jak nie istniał by nasz świat bez szczelnej powłoki ozonowej. Niszcząc więc wiarę człowieka w Boga i zabierając mu w ten sposób jego wolność, trzeba czymś wypełnić to nagle opustoszałe miejsce, najlepiej zrobić to przy pomocy iluzji wolności. Dlaczego iluzji? Ponieważ dzisiejsza, pozbawiona moralności Bożej wolność to tylko fatamorgana - złudzenie, którego ludzkość stała się więźniem. Człowiek już sam nie wybiera i nie decyduje o tym, co jest dla niego dobre, a co złe, to mu się narzuca takim między innymi narzędziem jak tolerancja. Co to jest tolerancja? To jest nic innego, jak zezwolenie na i akceptowanie wyzysku człowieka przez człowieka na wszystkie możliwe sposoby we współczesnym „wolnym” świecie.

Właśnie dlatego potrzebna jest w dobie obecnej tak bardzo rozbudowana inwigilacja/ kontrola dosłownie wszystkich i wszystkiego, bo wraz z wiarą w Boga znika wiara jednego człowieka w uczciwość drugiego człowieka. Świat bez wiary w Boga staje się więc jakąś mroczną czeluścią, w której wszystkich stać na wszystko, bo jedyny prawdziwy hamulec przed zezwierzęceniem się człowieka – wiara w Boga – został podważony.

Tak jak życie na planecie Ziemi jest możliwe jedynie dzięki obiegowi zamkniętemu, tak człowieka istnienie, uważam, jest możliwe jedynie dzięki nie przerwanej więzi z doskonałością - Bogiem Wszechmogącym. Gdy ta więź zostaje przerwana, człowiek zostaje odcięty od źródła prawdziwego życia i karmiony różnymi science fiction ideami miota się między różnymi skrajnościami, jak zwierzyna w potrzasku, by w rezultacie zakończyć swój ziemski bieg ginąc w nicości, w próżni jaką sam sobie stworzył swoją butą i zarozumiałością.

sobota, 30 listopada 2013

Dlaczego jestem katoliczką?

Na zadawane mi często pytanie - dlaczego jestem katoliczką? – mogłabym odpowiedzieć, że urodziłam się i wychowałam w tej religii, że dziedziczę ją po moich przodkach, dlatego jest to niejako naturalną koleją rzeczy, że wyznaję tę właśnie religię, co zresztą jest także zgodne z prawdą. Jest to jednak tylko pół prawdy. Druga połowa, to przede wszystkim moja dociekliwość.

Nie wystarczała mi ślepa wiara w to, co mówią księża, miałam ogromną potrzebę sprawdzania czy rzeczy rzeczywiście tak się mają i dlatego poszłam za radą biblijną i zaczęłam sprawdzać. Mało tego, dałam sobie czas na studiowanie i porównywanie tego co głosi KK i tego co twierdzą inne wyznania chrześcijańskie z wolą Boga zapisaną w Piśmie Świętym i na to, jaki ma to wpływ na życie wiernych, na ich moralność, a co za tym idzie jakość tego życia? Proszę nie mylić jakości z ilością, czyli z posiadaniem rzeczy materialnych, bo te ostatnie nie koniecznie łączą się z osiągnięciem szczęścia, podobnie jak to pierwsze szczęścia nie wyklucza. Dałam sobie też czas na obserwowanie i poznawanie innych religii i ich wyznawców. Poza tym dzięki podróżowaniu poznałam też różne systemy polityczne, .. z autopsji. Skala mojego porównania stała się ogromna.

Ponieważ jedynie Katolicyzm w czasach nam współczesnych stara się trzymać Słowa Bożego i wypełniać je, właśnie dlatego jest atakowany ze wszystkich możliwych stron, a głównie przez dzisiejszy Judaizm i lewactwo, dla którego Bóg i wiara w Niego jest powodem do kpin. Nie podobają się im ograniczenia i wymagania przez ten Kościół stawiane, mające oparcie w woli Boga, dlatego też opluwają Kościół i negują istnienie Boga. Ich też zdaniem, wiara pozbawia człowieka wolności, moim zdaniem jest odwrotnie – wiara w Boga wyzwala człowieka z niewoli rozpasania, rozpusty i niemoralności - domen „demokracji”, które niosą ze sobą jedynie cierpienia.

Tak, wiem, można KK zarzucić wiele, ale gdy człowiek wierzący w Boga da sobie czas na bliższe przyjrzenie się wszystkim odłamom Chrześcijaństwa i innym religiom głoszonym na świecie, w tym demokracji, którą uważam za religię Szatana, to nieuchronnie musi zauważyć, że mimo swojej niedoskonałości Katolicyzm stoi najbliżej Boga. Właśnie dlatego pozostaję katoliczką.

Dla mnie Bóg jest bardzo ważną osobą, zawsze był. Dzięki temu, że stawiam Go na pierwszym miejscu w moim życiu, jestem prawdziwie wolnym człowiekiem, chociaż nie koniecznie od mylnych decyzji i złych doświadczeń. Traktuję je jednak jako pakiet zwany życiem niedoskonałego człowieka, jako coś pozytywnego, z czego mogę czerpać naukę i dzięki temu formować swoją osobowość. Jednak w sumie omija mnie wiele problemów z którymi borykają się inni zamykający drzwi przed Bogiem i pogardzający Jego radą.

Na koniec uczciwie będzie, gdy zaznaczę, że nie jestem strickte praktykującą katoliczką, w sensie regularnego chodzenia do Kościoła i przystępowania do spowiedzi. Powodem tego nie jest lenistwo, ale brak Kościoła Katolickiego w miejscu, w którym mieszkam. Do najbliższego mam ponad 200 km.

piątek, 29 listopada 2013

Zastanawiam się ...

Co jest dobrego w bezmyślnej konsumpcji- przystąpienie do wyścigu szczurów pozbawiającego człowieczeństwa i prawdziwej radości z życia, bo na nią już ani czasu, ani siły nie wystarczy?

środa, 27 listopada 2013

Ocena zbyt radykalna?


Każdy polityk, to też jest tylko człowiek z dokładnie takimi samymi potrzebami jak przeciętny Kowalski. Nie spadł z księżyca i nie przebudził się nagle ze snu zimowego, by nie zdawać sobie sprawy z tak oczywistych rzeczy jak bieda wśród Narodu, którego śmie nazywać siebie reprezentantem.

Może jestem w tej ocenie zbyt radykalna, ale skoro jakiś człowiek decyduje się być politykiem i reprezentantem swoich wyborców w parlamencie, to w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić na późniejsze izolowanie się od nich i od rzeczywistości w jakiej oni żyją. To, za przeproszeniem, jest polityków zasranym obowiązkiem, by być na bieżąco zorientowanymi jak się sprawy mają i na bieżąco reformować, poprawiać, polepszać, rozwijać i zapobiegać, a nie nagle okazywać czymś oczywistym jakieś specjalne zainteresowanie tylko w okresach przedwyborczych by nabić sobie plusów.

Na dzień dzisiejszy nie widzę niestety w żadnej z obecnych partii i pośród ich reprezentantów dojrzałych, poważnych polityków, którym naprawdę zależy na Polsce i Polakach. Twierdzę, że wszyscy oni to tylko żądni władzy karierowicze zajęci głównie sobą. Zaprzepaścili Polskę i historia ich z tego rozliczy. Zrobili z Polski plastikowe okno wystawowe i to zadłużone powyżej uszu, w którym jako główną i atrakcyjną ofertę towarową postawili swój własny Naród – tania siła robocza tylko u nas! Powinni odpowiadać przed trybunałem za handel żywym towarem. Basta!

wtorek, 26 listopada 2013

Witam w rzeczywistości polskiej!

Dlaczego Polacy nie mogą znaleźć wspólnego mianownika? Ponieważ, moim zdaniem, na nasze dzisiaj ogromny wpływ ma to, co wydarzyło się wczoraj. I znowu ten powrót do historii! Jakie to polskie, jakie niedzisiejsze i nie europejskie! Takie nieustanne nurzanie się w przeszłości, wspominanie klęsk narodowych i ciągłe rozdrapywanie ran – powie ktoś już bardzo tym zmęczony.

Gwiżdżę na to!

W okolicznościach takich jak dzisiejsza rzeczywistość Polski nie możliwy wydaje mi się wspólny mianownik dla zamieszkujących ten kraj, ponieważ tak jeszcze nie daleka przeszłość nie została rozliczona. Rany są zbyt świeże, a pamięci nie da się tak po prostu odstawić do archiwum aż do momentu gdy historia z nią się rozliczy, udając przy tym, że nic się nie stało, ponieważ tak naprawdę żyjemy w zmumifikowanej historii. Chcę przez to powiedzieć, że paradoksalnie nic się nie zmieniło oprócz ram i siły iluzji oprawionej tym razem w podróbkę demokracji i nic się nie zmieni aż do momentu nastąpienia prawdziwego rozliczenia z przeszłością. Winni powinni siedzieć za kratami, a nie w parlamencie. Dopiero wtedy będzie możliwy wspólny tor dla Polaków, tak sądzę.

Pobożnym życzeniem wielu jest ZGODA, tylko kto ma do niej pierwszy wyciągnąć rękę? Byli oprawcy przepoczwarzeni w demokratów i to nie byle jakich, bo europejskich (cokolwiek to znaczy) i to pełną gębą, czy ich byłe ofiary?

Zaistniała na przełomie lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych TRANSFORMACJA w Polsce, to tylko zmiana koloru przez kameleona [komunizm], moim zdaniem, a nie rewolucja dokonująca konkretnych zmian ustrojowych o 180 stopni, niestety! To tylko przemiana, a nie zmiana, to tylko przeobrażenie tego co było w hybrydę, a nie konkretna przebudowa od podstaw. To tylko przekształcenie się, czyli zastąpienie czegoś czymś „innym” – UWAGA! – równoważnym, będącym w gruncie rzeczy tylko odpowiednikiem tego samego, chociaż w nieco innej formie.

Jaśniej powiem tak: zmieniając sobie fryzurę i makijaż nie przestałam być mną. To nadal jestem ja! Wprawdzie zastąpiłam jedną fryzurę drugą, jeden makijaż innym, a nawet w trosce o nierozpoznanie mnie, przytyłam bądź schudłam, to jednak nadal to będę ja. Ta sama osoba! Nic się bowiem u mnie nie zmieniło oprócz mojego wyglądu. Zarówno charakter jak i światopogląd, czy przekonania pozostają nadal te same. TRANSFORMACJA, to jednak nie REWOLUCJA. To tylko zmiana, której tak naprawdę nie było. Witam w rzeczywistości polskiej!

poniedziałek, 25 listopada 2013

W imię czego to wszystko?

Potrzebowałam czasu na refleksję. Stanęłam więc na chwilę by się obejrzeć wstecz i zastanowić chwilę nad tym wszystkim, co przez ostatnie miesiące z siebie wyrzucałam tylko, jakbym robiła generalne porządki w mojej głowie. Do jakich wniosków doszłam? Muszę przyznać, że zaskoczyły one mnie samą. No ale przecież o to mi właśnie chodzi, by nawet gdyby moje myślenie miało się okazać w nie jednym przypadku błędnym, to nie bać się swoich myśli, nie uciekać przed konfrontacją z nimi. Wcale nie oczekuję zrozumienia. Wiem, że dla wielu moje rozumowanie jest czystym abstraktem. Mnie samej ciężko czasami jest pojąć skąd u mnie to a priori Realpolitik się bierze. :D

Dzisiejszy świat jest taki zawiły, taki nie poukładany, podejrzliwy i nieprzyjazny dla ludzi szczególnie młodych – myślę tu o wszechobecnej inwigilacji, o bezrobociu, o życiu na kredyt i to nie tylko ekonomiczny, o braku perspektyw, o rodzinach rozbijanych przymusem ekonomicznym, bądź czystym egoizmem – jako produktu ubocznego niewłaściwie pojętej, moim zdaniem, wolności. Wreszcie o ludzkiej walce często z wiatrakami i człowieka zagubieniu się w tym wszystkim, o beznadziei na godziwą przyszłość wielu. Jest to tym dziwniejsze im bardziej uświadamia sobie człowiek, że przecież żyje w XXI wieku, w wieku ponoć ogromnego rozwoju i to pod każdym względem (?).

Nie ma tu co ukrywać i ulegać propagandzie dobrobytu i miłości, których tak naprawdę dla większości mieszkańców tego ziemskiego padołu nie ma mimo osiągnięciu wymarzonej demokracji, w której tylu pokładało nadzieję. A może właśnie to dzięki niej szerzy się wszelkiego rodzaju i wszędobylska już dzisiaj patologia, zeszmacenie społeczeństw /człowiek to tylko jest towar w wielu przypadkach bez większej wartości/ bądź też iluzja ich wspaniałości?

I jak to wszystko sprostować, jak naprawić? Jak nauczyć się żyć w tym zbiorze absurdów, w tej dzisiejszej nienormalności, która skradła niebu kolory tęczy, a człowiekowi zabrała jego spokój i rozmiękczyła grunt pod nogami do tego stopnia, że z trudem stawia po nim swoje kroki. Już nie jest on pewien co jest dobre a co złe, co jest normalne, a co tylko atrapą normalności. Wszystko się dziwnie rozłazi i zaciera. Nic już nie jest wyraźne i jasne. Noc stała się dniem, a dzień nocą, płeć pozamieniała miejsca, bądź stała się nieokreśloną. I w imię czego to wszystko? W imię iluzji wolności i zwykłego tylko posiadania bez prawa własności.

sobota, 16 listopada 2013

Tatuażem na tablicach naszych serc

Czy jest ktoś na świecie, kto nigdy nie odwiedził krainy platonicznej miłości ….? Albo czy jest ktoś na świecie, kto nie wracał do wydawałoby się już zapomnianych miejsc po to, by coś odnaleźć ….? Czy jest ktoś, kto za czymś dawnym, minionym czasami nie zatęskni ….?

Jeżeli nie każdy, to przynajmniej wielu z nas zanurza się od czasu do czasu w przeszłości zakamarkach by w nich poszperać. Ja to robię i prawdę mówiąc nie zastanawiam się po co? Lubię do niej wracać, przenikać do minionej czasoprzestrzeni w poszukiwaniu dobrze już przykurzonych moich własnych śladów. I wydobywam je z tego wątpliwego ukrycia i przywołuję do ponownego zaistnienia, czasami dlatego, że nie mam innego pomysłu na teraz, czasami dlatego, bo za kimś zatęsknię, a właśnie zapodziałam gdzieś numer telefonu i niechcący przecięłam w ten sposób nasze połączenie.

Myślę, że dopóki istniejemy, istnieje też nasza przeszłość z nami i chociaż jej czas jest miniony, to jednak w nas ona trwa, wyciśnięta tatuażem na tablicach naszych serc, rozświetlona wspomnieniami w naszych umysłach.

Udaje wiecznie trwający kosmos pełen galaktyk, gwiazd i planet w nich, ciągle zachwycający nas, mimo czasami pochmurnej nocy i złej widoczności - udaje teraźniejszość zawieszoną w próżni.

W naszych wspomnieniach, nasza przeszłość jest ciągle żywa, jest ciągłą teraźniejszością trwającą razem z nami. Jest ciągłym tu i teraz. Wygasa dopiero wtedy, gdy w zderzeniu ze śmiercią zamykamy oczy i zasypiamy w naszym nieistnieniu, chociaż dla tych, dla których byliśmy bliskimi nadal żyjemy w ich wspomnieniach.

I ten kosmos zachwyca nas nieustannie i zachwycać będzie póki iskierka życia w nas tli, bo jest on przecież małą cząstką nas, naszym wszechświatem, bo chociaż wiemy, że wiele zawieszonych w kosmosie ciał niebieskich świeci tylko światłem odbitym – jakby wspomnieniem, to jednak one istnieją, są tam razem z tymi, których światło nigdy nie gaśnie.

piątek, 15 listopada 2013

Ile nas kosztowało wyzwolenie w 1945r. przez Sowietów


"Polska poniosła w czasie II wojny światowej niewątpliwie największe straty ludzkie i materialne w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Zdecydowana większość tych strat była skutkiem systematycznego terroru niemieckiego, czego symbolem, obok wymordowania około 5 milionów polskich obywateli, była zagłada Warszawy. Straty ludności stolicy Polski przewyższały kilkakrotnie straty całej Francji, nie mówiąc o innych okupowanych krajach zachodnich czy Czechosłowacji. Podobnie rzecz się miała ze stratami materialnymi.

Wydawać by się więc mogło, że właśnie Polska miała nie tylko wyjątkowe moralne, ale też polityczne prawo do odszkodowań wojennych kosztem pokonanych Niemiec. Jednakże za sprawą “wyzwolicieli” sowieckich, którzy potraktowali zrujnowany kraj jako należny im łup wojenny, nie dane było Polsce uzyskać choćby symbolicznej rekompensaty za poniesione straty. Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli tę sytuację do wiadomości bez większych sprzeciwów.

Węgiel za pół darmo

Podczas konferencji wielkiej trójki w Poczdamie latem 1945 roku uzgodniono, że Niemcy zapłacą 20 miliardów dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, który poniósł w liczbach absolutnych największe straty ludzkie. Niewątpliwie to Armia Czerwona pokonała Wehrmacht. Wkład wojsk amerykańskich i brytyjskich był co prawda znaczący, ale na pewno nie decydujący. Natomiast francuski wysiłek wojenny był zgoła nikły – polski przewyższał go zdecydowanie mimo mniejszego potencjału ludzkiego i gospodarczego.

W Poczdamie uzgodniono, że polskie żądania reparacyjne zostaną zaspokojone z części, która przypadła Związkowi Radzieckiemu. 16 sierpnia 1945 roku została podpisana w Moskwie dwustronna umowa -pomiędzy marionetkowym rządem “polskim” (Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej) a rządem sowieckim -o odszkodowaniach za wyrządzone przez Niemców straty.

W myśl tej umowy Związek Radziecki zrzekł się wszelkich roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów na całym terenie Polski. Ponadto ustalono, że przekaże Polsce15 proc. ze swojej części masy reparacyjnej, czyli 1,5 miliarda dolarów. Równocześnie jednak rząd “polski” zobowiązał się do corocznych dostaw węgla po specjalnych cenach (na poziomie ok. 10 proc. cen światowych) w wysokości 8 milionów ton w roku 1946, po 13 milionów ton w następnych czterech latach (1947 – 1950) oraz po 12 milionów ton w kolejnych. Strona sowiecka narzuciła cenę w wysokości 1,22 dolara zatonę węgla oraz 1,44 dolara za tonę koksu. W tej sytuacji nawet ów “polski” rząd chciał w ogóle zrezygnować z “reparacji”. Lecz dopiero w marcu 1947 r. Stalin zgodził się na zmniejszenie dostaw węgla o połowę. Jednak równocześnie zostały zredukowane o połowę odszkodowania, jakie miała uzyskać Polska, z 15 do 7,5 proc, całej sowieckiej masy reparacyjnej.

Straty wynikające z dostaw węgla do Związku Radzieckiego w latach 1946 – 1953 po zaniżonych cenach i tak były ogromne. Gdyby Polska sprzedała ten węgiel na rynku światowym, uzyskałaby około 836 milionów dolarów więcej. A co zyskała w zamian? Według wewnętrznych danych sowieckich wartość dostaw do Polski z tytułu reparacji wyniosły do 1 stycznia 1950 roku 186,5 miliona dolarów. Było to 5,6 proc. otrzymanych do tego czasu przez Związek Radziecki reparacji, które wyniosły 3326,4 miliona dolarów. W sumie do1953 roku, kiedy zakończyły się wypłaty reparacyjne, Polska otrzymała – także według danych sowieckich – urządzenia i towary na sumę 228,3 miliona dolarów (a miała dostać na kwotę 750 milionów dolarów). Jest jednak wątpliwe, czy te liczby są prawidłowe, ponieważ strona polska nie miała możliwości ich zweryfikowania. Ponadto, gospodarka sowiecka miała wybitnie “księżycowy” charakter, co oznaczało, że także ceny produktów były ustalane arbitralnie, bez związku z ich rzeczywistą, wolnorynkową wartością.

Realizacja reparacji wojennych za zniszczenia spowodowane przez okupację niemiecką była dla Polski w istocie ogromnym obciążeniem. Polska, zamiast zyskać, straciła około 600 milionów dolarów. Suma ogromna w tamtych czasach, zwłaszcza dla tak zrujnowanego kraju. Kiedy państwa zachodnie otrzymywały pomoc w ramach planu Marshalla – także zachodnie Niemcy – Polska płaciła haracz sowieckim “wyzwolicielom”.

Największy rabunek XX wieku

Nie były to jedyne straty spowodowane celową i systematyczną polityką “gospodarczą” sowieckich “wyzwolicieli”. Jak wspomniano, Związek Radziecki zrzekł się 16 sierpnia 1945 roku roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów niemieckich na terenie całej Polski, w tym także na nowych ziemiach zachodnich. Jednak wcześniej, od lutego do sierpnia 1945 roku, teren dzisiejszej Polski był obszarem zapewne największej, obok terenów przyszłej NRD, systematycznej akcji rabunkowej w historii XX wieku. Sowieckie trofiejne komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej “wyzwolonej” Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na pozostałych terenach na wschód od Odry.

W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony – GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4 września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i urządzeń przemysłowych.

W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: “a) Ustalenie i rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku) urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów”.

Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego.

Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski. Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to, czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy, chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemcy rozbudowywali istniejące polskie zakłady dla potrzeb wojennych na terenie całej Polski, a zwłaszcza na Górnym Śląsku. Tereny te były bowiem względnie bezpieczne przed bombardowaniami alianckimi oraz leżały stosunkowo blisko frontu wschodniego. Ponadto należy podkreślić, że definicja “na potrzeby prowadzenia wojny” oznaczała praktycznie cały przemysł, ponieważ w czasie wojny cała gospodarka pracuje na potrzeby frontu.

Stal, rtęć i turbiny

Już 2 marca1945 r. Stalin podpisał siedem pierwszych rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu całych zakładów z terenów Polski, a przygotowanych przez zespół Malenkowa. Pierwsze rozporządzenie, nr 7608, dotyczyło urządzeń z walcowni rur w Gliwicach (Oberhütte Rohlstahlwerke), które zostały wywiezione do zakładów imienia Lenina w Dniepropietrowsku. Następne dwa rozporządzenia dotyczyły urządzeń z Julienhütte w Bobrku koło Bytomia, które wywieziono do zakładu imienia Dzierżyńskiego, również w Dniepropietrowsku, oraz z walcowni w Łabędach, które trafiły do zakładów Dnieprospecstal wmieście Zaporoże.

Rozporządzenie nr 7611 dotyczyło wywozu z Górnego Śląska stali walcowanej, w sumie 26 tysięcy ton, 2 tysięcy ton rur i 4 tysięcy 560 ton innych rodzajów stali. Rozporządzenie nr 7612 dotyczyło wywozu 86 ton rtęci z Chrzanowa. Rozporządzenie nr 7614 regulowało wywóz ze Śląska 19 turbin o mocy 507 tysięcy kilowatów oraz 32 kotłów wysokociśnieniowych.

Następne rozporządzenia dotyczące demontażu i wywózek Stalin podpisał 6 marca. Dotyczyły one między innymi fabryki sztucznego kauczuku w Oświęcimiu, fabryki dynamitu w Bydgoszczy, 2000 km linii kolejowych wraz z całym oporządzeniem (stacje, łączność itd.), urządzeń z zakładów zbrojeniowych Osthütte oraz Graf Renard w Sosnowcu. A także innych urządzeń z zakładów w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach, Zgodzie, Chorzowie, Częstochowie oraz Katowicach.

Do lipca 1945 r. Stalin podpisał setki rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu urządzeń, fabryk, surowców, produktów i półfabrykatów z terenu całej Polski. Zajął się także bydłem, owcami i końmi. 9 marca 1945 roku wydał rozporządzenie nr 7768 o przegnaniu z Niemiec (dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski 487 tysięcy sztuk “zdobycznego” bydła oraz 100 tysięcy “zdobycznych” owiec. Dla zabezpieczenia tego przedsięwzięcia polecił zarekwirować 10 tysięcy koni oraz 4 tysiące pojazdów konnych. Pięć dni później wydał jeszcze rozporządzenie nr 7815 o przegonieniu kolejnych 44 tysięcy 600 “zdobycznych” koni z Niemiec (z dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski.

Duża część – zapewne większość -urządzeń i sprzętu o mniejszej wartości została zdemontowana bez odpowiednich rozporządzeń z centrali. Demontowane i wywożone były nie tylko urządzenia i sprzęt z przemysłu zbrojeniowego, ciężkiego oraz chemicznego, lecz także środki łączności (np. centrale telefoniczne), transportu (kolej wąskotorowa), elektrownie, także te małe, urządzenia portowe w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, zakłady przemysłu żywnościowego (rzeźnie, młyny, tartaki, mleczarnie, fabryki konserw rybnych), tekstylnego, obuwniczego itd. Czyli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość.

Masa zdemontowanych i wywiezionych z terenów Polski (tych nowych i tych starych) urządzeń, sprzętu i materiałów była ogromna. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych. Jest to jednak liczba dalece niepełna. Nie zawiera między innymi dostaw węgla z Polski do Związku Radzieckiego oraz do Berlina w roku 1945. Za dostarczony wtedy polski węgiel Niemcy płacili Związkowi Radzieckiemu produktami przemysłowymi. Liczby te nie zawierają także wspomnianych już wcześniej setek tysięcy bydła i koni przegonionych na teren Związku Radzieckiego.

Szczególnie wartościowe urządzenia, np. ze śląskich kombinatów chemicznych, transportowano drogą powietrzną. Specjalnie w tym celu Stalin wydał 15 maja rozporządzenie nr 8571 o rozbudowie lotnisk w Lisiczańsku, Kemerowie i Stalingradzie. Dzień później wydał jeszcze rozporządzenie nr 8587 o oczyszczeniu i rozminowaniu Odry, Szprewy, dolnego biegu Wisły wraz z kanałami Prus Wschodnich, co miało zabezpieczyć wywóz zdobycznej flotylli rzecznej oraz “trofiejnych” urządzeń i materiałów. Rząd “polski” dostał polecenie mobilizacji 8 tysięcy pracowników, którzy mieli pracować przy oczyszczaniu Odry i Wisły, natomiast NKWD miał przydzielić do tego celu 60 tysięcy jeńców wojennych.

Poza tym Sowieci wywozili z byłych terenów niemieckich i z Polski meble, sedesy, umywalki, wanny, dywany, obrazy i inne cenne rzeczy. Z Białorusi i Ukrainy sowieccy aparatczycy wysyłali całe komanda, które “organizowały” i przewoziły “trofiejny” sprzęt i towary do prywatnych celów sowieckich towarzyszy. Oficerowie Armii Czerwonej robili to na skalę wręcz masową. Natomiast zwykli żołnierze nie mieli takich możliwości. Im pozostały zegarki, pierścionki, obrączki, które można było przewieźć w bagażu podręcznym.

W obliczu tych wszystkich faktów żądania odszkodowań, które wysuwa Pruskie Powiernictwo w stosunku do Polski, muszą być ocenione jako prowokacja. Rząd niemiecki co prawda umywa ręce, twierdząc, że nie ma z nimi nic wspólnego i ich nie popiera. Ale część opinii publicznej w Niemczech co najmniej sympatyzuje z żądaniami Pruskiego Powiernictwa. W Niemczech panuje bowiem szeroko rozpowszechnione przekonanie, że Polska zyskała gospodarczo dzięki przesunięciu granic o 200 km na zachód i przejęciu stosunkowo dobrze uprzemysłowionych terenów niemieckich.

Natomiast wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne “nieodpowiednie” dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej “przyjaźni”. Upadłby wtedy mit o”wyzwoleniu” Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także dzisiejszej, putinowskiej Rosji."

 Bogdan Musiał

Dr hab. Bogdan Musiał jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN

http://7dni.wordpress.com/2007/07/24/ile-nas-kosztowalo-wyzwolenie-w-1945r-przez-sowietow/