Czy jest ktoś na świecie, kto nigdy nie odwiedził krainy platonicznej miłości ….? Albo czy jest ktoś na świecie, kto nie wracał do wydawałoby się już zapomnianych miejsc po to, by coś odnaleźć ….? Czy jest ktoś, kto za czymś dawnym, minionym czasami nie zatęskni ….?
Jeżeli nie każdy, to przynajmniej wielu z nas zanurza się od czasu do czasu w przeszłości zakamarkach by w nich poszperać. Ja to robię i prawdę mówiąc nie zastanawiam się po co? Lubię do niej wracać, przenikać do minionej czasoprzestrzeni w poszukiwaniu dobrze już przykurzonych moich własnych śladów. I wydobywam je z tego wątpliwego ukrycia i przywołuję do ponownego zaistnienia, czasami dlatego, że nie mam innego pomysłu na teraz, czasami dlatego, bo za kimś zatęsknię, a właśnie zapodziałam gdzieś numer telefonu i niechcący przecięłam w ten sposób nasze połączenie.
Myślę, że dopóki istniejemy, istnieje też nasza przeszłość z nami i chociaż jej czas jest miniony, to jednak w nas ona trwa, wyciśnięta tatuażem na tablicach naszych serc, rozświetlona wspomnieniami w naszych umysłach.
Udaje wiecznie trwający kosmos pełen galaktyk, gwiazd i planet w nich, ciągle zachwycający nas, mimo czasami pochmurnej nocy i złej widoczności - udaje teraźniejszość zawieszoną w próżni.
W naszych wspomnieniach, nasza przeszłość jest ciągle żywa, jest ciągłą teraźniejszością trwającą razem z nami. Jest ciągłym tu i teraz. Wygasa dopiero wtedy, gdy w zderzeniu ze śmiercią zamykamy oczy i zasypiamy w naszym nieistnieniu, chociaż dla tych, dla których byliśmy bliskimi nadal żyjemy w ich wspomnieniach.
I ten kosmos zachwyca nas nieustannie i zachwycać będzie póki iskierka życia w nas tli, bo jest on przecież małą cząstką nas, naszym wszechświatem, bo chociaż wiemy, że wiele zawieszonych w kosmosie ciał niebieskich świeci tylko światłem odbitym – jakby wspomnieniem, to jednak one istnieją, są tam razem z tymi, których światło nigdy nie gaśnie.
Jeżeli nie każdy, to przynajmniej wielu z nas zanurza się od czasu do czasu w przeszłości zakamarkach by w nich poszperać. Ja to robię i prawdę mówiąc nie zastanawiam się po co? Lubię do niej wracać, przenikać do minionej czasoprzestrzeni w poszukiwaniu dobrze już przykurzonych moich własnych śladów. I wydobywam je z tego wątpliwego ukrycia i przywołuję do ponownego zaistnienia, czasami dlatego, że nie mam innego pomysłu na teraz, czasami dlatego, bo za kimś zatęsknię, a właśnie zapodziałam gdzieś numer telefonu i niechcący przecięłam w ten sposób nasze połączenie.
Myślę, że dopóki istniejemy, istnieje też nasza przeszłość z nami i chociaż jej czas jest miniony, to jednak w nas ona trwa, wyciśnięta tatuażem na tablicach naszych serc, rozświetlona wspomnieniami w naszych umysłach.
Udaje wiecznie trwający kosmos pełen galaktyk, gwiazd i planet w nich, ciągle zachwycający nas, mimo czasami pochmurnej nocy i złej widoczności - udaje teraźniejszość zawieszoną w próżni.
W naszych wspomnieniach, nasza przeszłość jest ciągle żywa, jest ciągłą teraźniejszością trwającą razem z nami. Jest ciągłym tu i teraz. Wygasa dopiero wtedy, gdy w zderzeniu ze śmiercią zamykamy oczy i zasypiamy w naszym nieistnieniu, chociaż dla tych, dla których byliśmy bliskimi nadal żyjemy w ich wspomnieniach.
I ten kosmos zachwyca nas nieustannie i zachwycać będzie póki iskierka życia w nas tli, bo jest on przecież małą cząstką nas, naszym wszechświatem, bo chociaż wiemy, że wiele zawieszonych w kosmosie ciał niebieskich świeci tylko światłem odbitym – jakby wspomnieniem, to jednak one istnieją, są tam razem z tymi, których światło nigdy nie gaśnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz