piątek, 6 grudnia 2013

Blondynka o antysemityźmie

W czasach nam współczesnych krytykowanie Żydów od razu klasyfikuje się do antysemityzmu, dlatego ludzie boją się, moim zdaniem, mówić to, co naprawdę myślą o tym skąd inąd bardzo zwyczajnym/niezwyczajnym, inteligentnym Narodzie. A to samo w sobie, uważam, nie jest dobre.

Mówiąc o TEJ złej bojaźni, nie mam na myśli niezrozumiałego dla mnie strachu współczesnego człowieka przed niesłusznym zaklasyfikowaniem go do antysemitów tylko za odwagę wyrażania swoich prawdziwych myśli na temat tego bardzo kontrowersyjnego Narodu, ale myślę w tym miejscu o innym lęku i nie tylko moim, jak sądzę, o lęku przed tym co może się wydarzyć, gdy nie pozwolimy sobie na szczerą rozmowę w temacie tak drażliwym, jak Żydzi - ich rola w polityce polskiej jak i ogólnoświatowej.

Wszystko wskazuje na to, że jest to temat TABU, co dla mnie samo w sobie jest dziwne, niezrozumiałe i wzbudzające nieufność do Narodu nim objętego. O wszystkich narodach możemy mówić, dobrze, czy źle, ale możemy to robić. Możemy dawać im krytykę bez obawy, że się narazimy niemalże natychmiast na miano rasistów w najlepszym wypadku. O wszystkich, tylko nie o TYM Narodzie. Dlaczego?

Gdy ktoś zaczyna krytykować Żyda, to od razu musi być antysemitą. To jest przecież śmieszne zważywszy na to, że semitami są nie tylko Żydzi, ale i Arabowie, którzy wg wszystkich znaków na ziemi i na niebie należą do ludzi przejawiających największą nienawiść do Żydów i nie jest to tajemnicą dlaczego tak jest? Czyżby Arabowie nienawidzili też samych siebie? Jeżeli nie, to o jakim antysemityzmie my mówimy? Wszyscy też wiemy, że Żydzi całym sercem nienawidzą Arabów. Czyżby ich nienawiść do nich nie była antysemityzmem? Jeżeli jest, to znaczyłoby, że Żydzi nienawidzą też i samych siebie. Przecież to jest absurd!

Napadanie tego, kto ośmieli się krytykować Żydów w jakiejś sprawie i wyzywanie go z tego powodu od antysemitów jest wobec powyższego ogromną niekonsekwencją w moim rozumowaniu, tym bardziej, że rzeczywiście ucisza ludzi tak, że nie mówią naprawdę tego co myślą na ten temat. To z kolei, wg mnie, głupiej (?) blondynki, jest prawdziwym powodem do obaw dla tych, których dawana krytyka (to nie jest nienawiść) dotyczy, a więc dla samych zainteresowanych. A zatem w ich własnym interesie jest by nie bać się krytyki, by przyjmować ją jak coś zupełnie normalnego/naturalnego i by nie doszukiwać się w niej niemalże natychmiast antysemityzmu, którego w krytyce nie ma.

Już tłumaczę co mam na myśli: jak się nie wie co w trawie piszczy, to nawet najmądrzejsi i najbardziej przebiegli, za jakich Żydzi siebie uważają, mogą zostać zaskoczeni odkryciem własnej jednak głupoty w najmniej spodziewanym momencie szczerości, być może wylewającej się buntem na ulicach całego świata.

Nawet taka blondynka jak ja wie, że gdy się nie prowadzi szczerych rozmów, np. na właśnie poruszany przeze mnie temat wzajemnej „miłości” Żydów do Polaków i odwrotnie, to buduje się mur, którego w końcu nie będzie można przeskoczyć. Zostanie wtedy tylko jedna możliwość – zwalenie go! I to właśnie wtedy będziemy mieli prawdziwy problem.

Moim skromnym zdaniem blondynki, tylko szczere dyskusje na podobne tematy są w stanie oczyścić atmosferę „antysemityzmu” tak, by uniknąć najgorszego – ukrytego antysemityzmu prowadzącego do konfrontacji już nie tylko werbalnej.

Tak ja myślę, ktoś inny, z racji swoich może lewicowych przekonań może uważać, że zamiatanie pod dywan jest zawsze najlepszym wyjściem, bo „unika się” nieporozumień, zachowuje się przy tym poprawność polityczną. Ja jestem przekonana, że szczere rozmowy, nawet przypominające kłótnie są jednak jedyną drogą, by uniknąć budowania muru nie do przeskoczenia, by w rezultacie podać sobie dłonie w pokojowym uścisku, żyć razem i obok siebie. To nie zamykanie ust anty czymś tam, nie udawanie, że problemu nie ma, ale właśnie otwarty dialog jest drogą do unikania konfliktów.

Wg mnie najgorsze są zawsze niedomówienia. W przypadku oceny jakiegoś prym wiodącego narodu właśnie takie wymuszane tabu/milczenie działa na szkodę tego narodu, wzbudza do niego niechęć i podejrzenia najgorszego. Moim zdaniem jest to całkowicie zrozumiałe, bo lęk nie jest i nigdy nie był dobrym doradcą, podobnie jak zamiatanie pod dywan nie usuwa problemu, tylko go pogłębia.

Rozmowa o Żydach, krytykowanie ich, to nie jest antysemityzm, podobnie jak rozmowa o Polakach i krytykowanie ich nie jest antypolonizmem, czy krytyczne wyrażanie się o jakimkolwiek narodzie nie jest od razu rasizmem. Tak właśnie myślę na ten temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz