piątek, 16 sierpnia 2013

Oblicza bez twarzy

Żeby mieć twarz trzeba wpierw poznać samego siebie – myślę - polubić i zaakceptować razem ze wszystkimi niedoskonałościami. Docenić to jakim się jest bez zbędnych porównań. Nagość każdego z nas najlepiej jest znajoma nam samym. To my wiemy, co siedzi w środku nas, czy jest to bestia, czy piękna?

Współczesnego człowieka twarz nie różni się niczym od twarzy innych ludzi! Jest taka sama jak miliony w tej globalnej wiosce, w której żyjemy, jest bezosobowa! Twarz bez twarzy – modna maska o barwach tęczy lub co gorsze całkiem bezbarwna. Nie ma jej! Stała się kompa ekranem, z którym najczęściej rozmawiamy. Wtopiła się w tło tolerancyjnej nietolerancji. Inny tak, ale inny od nas nie!

Generacja Y zuchwała i otwarta na nowe wyzwania, tolerancyjna na to co inne. Nie pragnie niczego bardziej niż żyć i doświadczać bez zbędnych ograniczeń. Bezpruderyjna, pozbawiona własnych myśli i własnych poglądów, pewna siebie, niecierpliwa z brakiem odpowiedzialności za własne czyny. Miliony twarzy w jednej i tej samej masce.

Aby mieć twarz trzeba nie wstydzić się swojej nagości, gdy zostanie ona obnażona, swojej własnej, a nie kopiowanej osobowości. I mam tu na myśli to jakimi jesteśmy tam wewnątrz, o tę nagość mi chodzi co w środku nas wije się i skręca w niepewności czy na tyle jest dopasowana do ogółu, że nikogo swą nagością nie przerazi, że będzie w stanie swoje i innych piękno rozpoznać i sama być rozpoznaną? Czy może jak sfrustrowana bestia ograbia siebie samą z piękna, bo nie jest w stanie rozpoznać go w sobie, a tym bardziej w innych. Bo niby jak ma to zrobić? Wpatrując się bez przerwy w komputera ekran? Nieprawdziwy świat, nieprawdziwe oblicza bez twarzy. Tolerancyjne na to co inne, nie mające odwagi na bycie innymi. Czy jest jeszcze ktoś, kto się nad tym dzisiaj zastanawia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz