piątek, 2 sierpnia 2013

Przyjaciółka na dzień dobry

Dzwoni telefon, a ja nawet nie drgnę. Wiem kto dzwoni o tej porze, ale nie mam ochoty na rozmowę, chcę spokoju, chcę pozbierać własne myśli zanim ... . Ciągle ktoś mnie szuka i czegoś chce ode mnie jakbym była bankiem wiedzy, a przecież nie jestem i czasami sama potrzebuję czyjegoś serca, odrobiny czasu, czyjegoś ucha by wyrzucić z siebie wszystkie narosłe we mnie zakwasy.

Tak! Mogę sobie tylko pomarzyć - szepnęłam sama do siebie. Jestem studnią bez dna, wypełnioną ludzkimi historiami, ich złymi i dobrymi humorami, ich rozpaczą i radością, oczekiwaniami. Wyglądam przez okno. Na płocie siedzi znajoma sroka i kręcąc główką to w lewo, to w prawo, to znów patrząc przed siebie czeka na kogoś co chwilę trzepiąc skrzydełkami. Ja wiem na kogo tak czeka, ale niestety – pomyślałam z żalem – twoja przyjaciółka dawno już odeszła. Tęsknisz za nią, ja też. Chciałabyś się z nią znowu posprzeczać. Tak bardzo lubiły się ze sobą kłócić, ona i moja suczka.

Znowu dzwoni telefon, dzwoni i dzwoni, nie poddaje się. Tak uparcie dobija się do mnie tylko moja przyjaciółka. Nie ma mnie, nie rozumiesz!? Przestań już, przestań - zatykam uszy. Nie gniewaj się, ale czasami i Ciebie mam serdecznie dosyć, mówię jakby do niej, chociaż ona nie może mnie słyszeć. Ile można w kółko o tym samym? Wiesz, kupiłam sobie wczoraj …, jest naprawdę wystrzałowa …, bla, bla, bla. A ja nienawidzę kupować, nie znoszę sklepów. Zaraz jej to powiem. Podniosłam słuchawkę.

- Obudziłam Cię?

- Tak, obudziłaś mnie swoim pierwszym telefonem. Nie miałam jednak siły podejść do niego. Czy naprawdę musisz tak wcześnie do mnie dzwonić?

- Och, przepraszam, myślałam, że już nie śpisz. Mam ci tyle do opowiedzenia. Wiesz, a wczoraj to ..., bla, bla, bla. Jak zwykle ta sama piosenka. Nawet nie słucham, tylko „achuję” i „ochuję” i jestem sama na siebie wściekła, że znowu pozwalam jej okradać mnie z czasu, a mam tyle rzeczy do zrobienia zanim wyjdę z domu do pracy. Nastawiam na kawę, jedną ręką robię sobie śniadanie – niewygodnie, na dodatek, tak bardzo się śpieszę, a ona ciągle nadaje te swoje bla, bla, bla. Już miałam powiedzieć jej coś do słuchu, gdy nagle pomyślałam o sroce siedzącej na płocie i tęskniącej za swoją przyjaciółką i ocknęłam się i zaczęłam uważniej słuchać tej znajomej starej melodii na dzień dobry o wszystkim i o niczym. Jak źle i smutno by mi było bez tej „bablającej” przyjaciółki.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz