Lekiem na wiele chorób jest po prostu miłość najbliższych.
czwartek, 20 lutego 2014
Myśl moja nieskrępowana niczym
Tak sobie myślę, że kobieta, żona, matka w jednym, jest sercem rodziny.
Jak ona czuje się dobrze, to cała rodzina czuje się dobrze.
Jak ona czuje się dobrze, to cała rodzina czuje się dobrze.
sobota, 15 lutego 2014
Czy warto?
Podziwiam Justynę Kowalczyk, jej determinację, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy warto? Zaraz powiesz czytelniku, że to nic nowego, że to takie polskie! Polskie, nie polskie, jakie to ma znaczenie w przypadku sportowców, którzy i owszem, dając z siebie wszystko, przez chwilę sprawiają nam radość, rozbłysną gwiazdą, po czym, jeszcze szybciej niż nią rozbłyśli, gasną, a nasza radość z ich osiągnięć okazuje się być niewdzięczna?
Gdy odchodzą na "emeryturę", kończą swoją karierę, bardzo szybko zapomina się o ich sukcesach i co najgorsza o nich samych, o ich poświęceniu się, determinacji i walce, by nam sprawić radość. Przykładem niech będzie Małysz. Już go i jego osiągnięcia przykrywa powoli, ale skutecznie Kamil Stoch. Małysz pozostanie, gdzieś tam w cieniu ze swoimi zdobytymi krążkami i nabytymi, dzięki różnym kontuzjom chorobami, które jeżeli już nie teraz, to za jakiś czas z pewnością się w nim odezwą. Wczoraj był bożyszczem, dzisiaj jego "boskość" wydaje się być mniejsza, już nie taka wspaniała w porównaniu ze Stochem, którego dokonują ci, którzy go niby tak bardzo kochali i podziwiali.
I w tym momencie myślę o Justynie Kowalczyk i jej niesamowitym wyczynie, i znowu zadaję sobie pytanie, czy warto? Za kilka lat już nikt, oprócz garstki jej znajomych, przyjaciół i rodziny, nie będzie o niej pamiętał. Radość z jej sportowych wyników jest jak mgnienie oka, tak bardzo ulotna. Wspomni się o jej wyczynach od czasu do czasu przy okazji jakichś rocznic, a ona zostanie sama ze swoimi zdrowotnymi dolegliwościami, będącymi pochodną odniesionych kontuzji. Zostaną jej tylko zdobyte krążki i wspomnienia. Dziwny to i nic nie wart jest "bonus", moim zdaniem, za tak wielkie, z determinacją osiągnięte osiągnięcia.
Nie chodzi mi o to byśmy przestali walczyć, nie! Walczmy i to w każdej dziedzinie życia, walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o wolność, o suwerenność Ojczyzny, z wrogiem gdy zajdzie taka potrzeba, walczmy na boiskach i stokach, ale nie zapominajmy o cenie jaką przyjdzie nam za tę walkę zapłacić. Nie każda skórka warta jest wyprawki, moim zdaniem i to moje stwierdzenie tutaj nie ma się ni jak do materializmu, nie o tym bowiem myślę, nie o to mi chodzi.
Gdy odchodzą na "emeryturę", kończą swoją karierę, bardzo szybko zapomina się o ich sukcesach i co najgorsza o nich samych, o ich poświęceniu się, determinacji i walce, by nam sprawić radość. Przykładem niech będzie Małysz. Już go i jego osiągnięcia przykrywa powoli, ale skutecznie Kamil Stoch. Małysz pozostanie, gdzieś tam w cieniu ze swoimi zdobytymi krążkami i nabytymi, dzięki różnym kontuzjom chorobami, które jeżeli już nie teraz, to za jakiś czas z pewnością się w nim odezwą. Wczoraj był bożyszczem, dzisiaj jego "boskość" wydaje się być mniejsza, już nie taka wspaniała w porównaniu ze Stochem, którego dokonują ci, którzy go niby tak bardzo kochali i podziwiali.
I w tym momencie myślę o Justynie Kowalczyk i jej niesamowitym wyczynie, i znowu zadaję sobie pytanie, czy warto? Za kilka lat już nikt, oprócz garstki jej znajomych, przyjaciół i rodziny, nie będzie o niej pamiętał. Radość z jej sportowych wyników jest jak mgnienie oka, tak bardzo ulotna. Wspomni się o jej wyczynach od czasu do czasu przy okazji jakichś rocznic, a ona zostanie sama ze swoimi zdrowotnymi dolegliwościami, będącymi pochodną odniesionych kontuzji. Zostaną jej tylko zdobyte krążki i wspomnienia. Dziwny to i nic nie wart jest "bonus", moim zdaniem, za tak wielkie, z determinacją osiągnięte osiągnięcia.
Nie chodzi mi o to byśmy przestali walczyć, nie! Walczmy i to w każdej dziedzinie życia, walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o wolność, o suwerenność Ojczyzny, z wrogiem gdy zajdzie taka potrzeba, walczmy na boiskach i stokach, ale nie zapominajmy o cenie jaką przyjdzie nam za tę walkę zapłacić. Nie każda skórka warta jest wyprawki, moim zdaniem i to moje stwierdzenie tutaj nie ma się ni jak do materializmu, nie o tym bowiem myślę, nie o to mi chodzi.
sobota, 8 lutego 2014
Miłość
Magia, czy magiczna potrzeba każdego człowieka? Co to właściwie jest miłość? Jak pogodzić ze sobą jej różne rodzaje? Jak je rozróżnić i jak oswoić się z faktem, że nasze serce może kochać jednocześnie wiele osób, nawet te, które wydawałoby się na miłość naszą nie zasługują? Czy w ogóle musimy się z tym faktem oswajać? Wreszcie, jak zrozumieć, że nie ma w tym wszystkim ani miejsca, ani powodu do zazdrości?
Kobieta, żona, matka, babcia, córka, siostra, wnuczka. Wszystko to w jednym, podobnie jak mężczyzna, mąż, ojciec, dziadek, syn, brat, wnuczek. Siedem! Siedem rodzajów uczucia tylko w rodzinie, uczucia zwanego miłość, jaką każda z tych osób przejawia do siebie nawzajem i do wszystkich razem. Nie mylić proszę miłości z lubieniem, bo to są dwie zupełnie inne sprawy. Można kogoś kochać, a jednocześnie nie lubić i odwrotnie, a można kogoś i kochać i lubić również jednocześnie. Wychodzi na to, że miłość to prawdziwy jest labirynt. Gdy już się w nim człowiek znajdzie, to nie ma wyjścia, musi nauczyć się w nim poruszać tak by nie błądzić, by nie zawieść siebie i innych, by brać i dawać każdemu to, co do niego należy. Trudne?
Nikt nam nie obiecywał, że miłość będzie łatwa, a mimo to ciągle jej szukamy i tęsknimy do niej, do każdego z jej rodzajów z osobna, ponieważ każdy z nich, moim zdaniem, ma swoją niepowtarzalną i jedyną rolę, jedyną w swoim rodzaju wartość, której inna miłość nie jest w stanie zastąpić. Wszystkich tych miłości człowiek potrzebuje jednocześnie, by nie powstała w jego sercu bolesna pustka, niegojąca się zadra uniemożliwiająca odczuwanie prawdziwej pełni, prawdziwego szczęścia wypływającego z przynależności do rodziny, jaka by ona nie była.
Człowiek jest stworzony do życia w gromadzie, do akceptacji jej i bycia akceptowanym przez nią i to jest to, czego mu najbardziej potrzeba do szczęścia. Samotność dla niego jest czymś nienaturalnym, wyobcowanie kalectwem. Gdy kocha, nie ma problemu, bo miłość jest różnobarwnym, pełnym niuansów tłem jego życia, nadaje mu sens i znaczenie. Bez miłości człowiek jest nikim, dlatego jest ona tak bardzo ważna w naszym życiu, mimo swojej niedoskonałości. Szukajmy jej w sobie i w drugich bez wytchnienia, podsycajmy ją, by nie wygasła, wybaczajmy swoje nawzajem niedoskonałości i kochajmy się mimo wszystko, mimo nieustannie popełnianych błędów. Rodzina jest najważniejsza.
Życie jest zbyt krótkie by się gniewać na tych, których kochamy. Miłość, silniejsza jest od gniewu. Wybacza i nie prowadzi rachunku krzywd. Przypomina nam, że wszyscy jesteśmy niedoskonali i czasami potrzebujemy okazania nam tego rodzaju miłości. Być może niezasłużonej, tym bardziej staje się ona wtedy bezcenna, a z czasem wypełni serca wdzięcznością, żeśmy się nią pokierowali. Nie ma nic większego od miłości. Ona jest w stanie wszystko pokonać, wszystko naprawić.
Kobieta, żona, matka, babcia, córka, siostra, wnuczka. Wszystko to w jednym, podobnie jak mężczyzna, mąż, ojciec, dziadek, syn, brat, wnuczek. Siedem! Siedem rodzajów uczucia tylko w rodzinie, uczucia zwanego miłość, jaką każda z tych osób przejawia do siebie nawzajem i do wszystkich razem. Nie mylić proszę miłości z lubieniem, bo to są dwie zupełnie inne sprawy. Można kogoś kochać, a jednocześnie nie lubić i odwrotnie, a można kogoś i kochać i lubić również jednocześnie. Wychodzi na to, że miłość to prawdziwy jest labirynt. Gdy już się w nim człowiek znajdzie, to nie ma wyjścia, musi nauczyć się w nim poruszać tak by nie błądzić, by nie zawieść siebie i innych, by brać i dawać każdemu to, co do niego należy. Trudne?
Nikt nam nie obiecywał, że miłość będzie łatwa, a mimo to ciągle jej szukamy i tęsknimy do niej, do każdego z jej rodzajów z osobna, ponieważ każdy z nich, moim zdaniem, ma swoją niepowtarzalną i jedyną rolę, jedyną w swoim rodzaju wartość, której inna miłość nie jest w stanie zastąpić. Wszystkich tych miłości człowiek potrzebuje jednocześnie, by nie powstała w jego sercu bolesna pustka, niegojąca się zadra uniemożliwiająca odczuwanie prawdziwej pełni, prawdziwego szczęścia wypływającego z przynależności do rodziny, jaka by ona nie była.
Człowiek jest stworzony do życia w gromadzie, do akceptacji jej i bycia akceptowanym przez nią i to jest to, czego mu najbardziej potrzeba do szczęścia. Samotność dla niego jest czymś nienaturalnym, wyobcowanie kalectwem. Gdy kocha, nie ma problemu, bo miłość jest różnobarwnym, pełnym niuansów tłem jego życia, nadaje mu sens i znaczenie. Bez miłości człowiek jest nikim, dlatego jest ona tak bardzo ważna w naszym życiu, mimo swojej niedoskonałości. Szukajmy jej w sobie i w drugich bez wytchnienia, podsycajmy ją, by nie wygasła, wybaczajmy swoje nawzajem niedoskonałości i kochajmy się mimo wszystko, mimo nieustannie popełnianych błędów. Rodzina jest najważniejsza.
Życie jest zbyt krótkie by się gniewać na tych, których kochamy. Miłość, silniejsza jest od gniewu. Wybacza i nie prowadzi rachunku krzywd. Przypomina nam, że wszyscy jesteśmy niedoskonali i czasami potrzebujemy okazania nam tego rodzaju miłości. Być może niezasłużonej, tym bardziej staje się ona wtedy bezcenna, a z czasem wypełni serca wdzięcznością, żeśmy się nią pokierowali. Nie ma nic większego od miłości. Ona jest w stanie wszystko pokonać, wszystko naprawić.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Oni nie mają powodu by kłamać
Dzisiejsi ludzie nie są głupi. Jeszcze nie! Jednego nie można MINIONYZMOWI* polskiemu odmówić, tak sądzę, mianowicie tego, że w czasie jego panowania społeczeństwo polskie zostało wyprowadzone z analfabetyzmu.
Według moich spostrzeżeń Polacy stali się Narodem światłym właśnie dzięki odpowiednim prawom i przepisom opracowanym w MINIONYZMIE, rozpowszechnionym na całe społeczeństwo, wprowadzającym obowiązek uczęszczania i ukończenia szkoły podstawowej oraz otwierającym różne możliwości tym, którzy chcieli zdobywać dalsze kwalifikacje w jakimś zawodzie, bądź wyższe wykształcenie. Szkoły były powszechne i stały otworem dla wszystkich chcących się uczyć i to nie tylko podstawowe i zawodowe. Stwarzano możliwości nauki czytania i pisania dla dorosłych analfabetów, jak również dalszego kształcenia się dla ludzi pracujących zawodowo, a pragnących poszerzyć swoją wiedzę i podnieść kwalifikacje. Mam tu na myśli wieczorowe licea i technika. I to moim zdaniem było bardzo dobre i niewątpliwie wielkim osiągnięciem w powojennej Polsce.
Przeprowadziłam wiele wywiadów z absolwentami PRL-owskich Szkół Wyższych, Uniwersytetów i Politechnik. Aby było ciekawiej i wiarygodniej dla mnie, wybierałam swoich rozmówców spośród studiujących wówczas w Polsce cudzoziemców, a więc całkowicie neutralnych w sprawach naszego Kraju akademików.
Zdecydowana większość wśród nich miała zdanie, które mnie zaskoczyło i zmusiło do głębszego spojrzenia na omawiany tu przeze mnie temat, mianowicie twierdzą oni, że w porównaniu z poziomem nauczania napotkanym przez nich w krajach ich obecnego zamieszkania, nauka w PRL-u była na bardzo wysokim poziomie i że komuniści byli dosłownie rozrzutni w rozdawaniu wiedzy (?). Mało tego, większość z nich po osiągnięciu swoich dyplomów rozpierzchła się na cały świat i bez trudu, z powodzeniem znajdowała zatrudnienie i zastosowanie nabytej wiedzy w różnych dziedzinach zarówno przemysłu jak i szkolnictwa. Solidna i wszechstronna wiedza, tych absolwentów PRL-owskich Uczelni zadziwia wszystkich, którzy mają przywilej być ich kolegami, mnie również, chociaż przyznam się, że czegoś tu nie rozumiem. Jak to było możliwe skoro MINIONYZM był taki zły i zacofany i taki sto lat za Księżycem, jak wielu pamiętających ten okres twierdzi? Jest ktoś, kto może mi to w miarę rozsądnie wytłumaczyć?
........................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce.
Według moich spostrzeżeń Polacy stali się Narodem światłym właśnie dzięki odpowiednim prawom i przepisom opracowanym w MINIONYZMIE, rozpowszechnionym na całe społeczeństwo, wprowadzającym obowiązek uczęszczania i ukończenia szkoły podstawowej oraz otwierającym różne możliwości tym, którzy chcieli zdobywać dalsze kwalifikacje w jakimś zawodzie, bądź wyższe wykształcenie. Szkoły były powszechne i stały otworem dla wszystkich chcących się uczyć i to nie tylko podstawowe i zawodowe. Stwarzano możliwości nauki czytania i pisania dla dorosłych analfabetów, jak również dalszego kształcenia się dla ludzi pracujących zawodowo, a pragnących poszerzyć swoją wiedzę i podnieść kwalifikacje. Mam tu na myśli wieczorowe licea i technika. I to moim zdaniem było bardzo dobre i niewątpliwie wielkim osiągnięciem w powojennej Polsce.
Przeprowadziłam wiele wywiadów z absolwentami PRL-owskich Szkół Wyższych, Uniwersytetów i Politechnik. Aby było ciekawiej i wiarygodniej dla mnie, wybierałam swoich rozmówców spośród studiujących wówczas w Polsce cudzoziemców, a więc całkowicie neutralnych w sprawach naszego Kraju akademików.
Zdecydowana większość wśród nich miała zdanie, które mnie zaskoczyło i zmusiło do głębszego spojrzenia na omawiany tu przeze mnie temat, mianowicie twierdzą oni, że w porównaniu z poziomem nauczania napotkanym przez nich w krajach ich obecnego zamieszkania, nauka w PRL-u była na bardzo wysokim poziomie i że komuniści byli dosłownie rozrzutni w rozdawaniu wiedzy (?). Mało tego, większość z nich po osiągnięciu swoich dyplomów rozpierzchła się na cały świat i bez trudu, z powodzeniem znajdowała zatrudnienie i zastosowanie nabytej wiedzy w różnych dziedzinach zarówno przemysłu jak i szkolnictwa. Solidna i wszechstronna wiedza, tych absolwentów PRL-owskich Uczelni zadziwia wszystkich, którzy mają przywilej być ich kolegami, mnie również, chociaż przyznam się, że czegoś tu nie rozumiem. Jak to było możliwe skoro MINIONYZM był taki zły i zacofany i taki sto lat za Księżycem, jak wielu pamiętających ten okres twierdzi? Jest ktoś, kto może mi to w miarę rozsądnie wytłumaczyć?
........................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce.
niedziela, 2 lutego 2014
Kazirodztwo, homoseksualizm, wiara, Raj
Pojęcie kazirodztwa w czasach Adama i Ewy nie istniało, tak uważam. Oni byli pierwszą parą doskonałych ludzi na ziemi pobłogosławioną przez Boga. Otrzymali wyraźne zadanie od Niego – mieli się rozmnażać i zaludnić całą ziemię. Dwoje ludzi miało zaludnić ziemię! Wystarczy użyć swojej logiki, by się domyślić, że skoro mieli się rozmnażać, to zostali stworzeni z pociągiem seksualnym do siebie nawzajem, kobieta do mężczyzny, mężczyzna do kobiety i dlatego z czasem zrodzone z Adama i Ewy dzieci, prawie doskonałe, dorastały i co jest, moim zdaniem, nie trudne do zrozumienia, łączyły się ze sobą w pary, brat z siostrą, siostra z bratem, zaczynały ze sobą współżyć i mieć swoje dzieci, również prawie doskonałe, aczkolwiek już w mniejszym stopniu niż ich rodzice.
Wśród prawie doskonałych ludzi żyjących w czystym, niczym nieskażonym środowisku, współżycie rodzeństwa ze sobą nie było czymś złym, ponieważ nie mogło ono w żaden sposób szkodzić rodzącym się z nich dzieciom, tak jak to ma miejsce dzisiaj przy bardzo już osłabionych genach i zanieczyszczonym do maksimum środowisku człowieka. Wtedy wszystko było naturalne, dzisiaj wg mnie, naturalne już nie egzystuje. My nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego naturalne wyobrazić.
W tym miejscu chce zwrócić Twoją czytelniku uwagę na to, że od początku istnienia człowieka na ziemi istniały jedynie związki heteroseksualne. Tylko takie związki mogły wydać potomstwo wg zamierzenia Boga i zaludnić ziemię. Jest to niezbity dowód na to, że homoseksualizm nie pochodzi od Boga, a więc jest niczym innym jak tylko zboczeniem, zwyrodnieniem, lub też wynalazkiem Szatana do zwodzenia ludzi, by w ten sposób uczynić z nich przeciwników Boga, Jego wyśmiewców i odciągać ich od wiary w Niego, która miała się narodzić i narodziła się z chwilą śmierci pierwszych ludzi, tych jedynych mających w pamięci kontakt z Bogiem w Raju, świadków istnienia zarówno Jednego - Boga, jak i drugiego - Raju.
Wtedy, w świecie ludzi prawie doskonałych, poruszających się w nim po omacku wiara w Boga jeszcze nie egzystowała, ponieważ nasi pra rodzice widzieli Boga w Raju, rozmawiali z Nim, On rozmawiał z nimi, nawet po wypędzeniu ich z Raju. Po zabiciu przez Kaina Abla, Bóg zapytał Kaina, gdzie jest jego brat Abel? Rozmawiał z Kainem. W istnienie kogoś, kogo widzimy, z kim rozmawiamy nie musimy wierzyć, ponieważ to, że ten ktoś istnieje jest namacalne i dlatego nie wymaga wiary. Jego istnienie jest faktem. Wniosek stąd płynie taki, że dla pierwszych ludzi na ziemi istnienie Boga było faktem, podobnie jak istnienie Raju.
W dalszym ciągu posługując się logiką i inteligencją, którą Pan Bóg obdarował człowieka, w tym również mnie, za co niech będą Mu dzięki i po przeczytaniu Księgi Rodzaju w Biblii powiem tak: Rację mają ci, którzy twierdzą, że Raj był na ziemi, co niezbicie dowodzi, że po zaprowadzeniu przez Boga obiecanego porządku na świecie po Armagedonie (Księga Objawienia), ziemia na nowo uzyska status Raju, mówiąc współczesnym nam językiem, który tym razem nie będzie dany człowiekowi już gotowy do zamieszkania, ale ocalały z wojny Szatana przeciwko Bogu - w jakiej ludzkość znajduje się od momentu wypędzenia z Raju -człowiek sam, własnymi rękami będzie musiał go odbudować, by już na zawsze móc się cieszyć życiem w nim, w swojej prawdziwej niegdyś utraconej Ojczyźnie, jako na powrót doskonały człowiek.
Bóg stwarzał ziemię z przeznaczeniem na dom dla ludzi, nazwał ją Rajem. Zamierzeniem Jego było by stworzeni przez Niego pierwsi ludzie Adam i Ewa zamieszkali w nim, by zaludnili Ziemię i uczynili ją sobie poddaną. A skoro Bóg tak zamierzył, to tak się i stanie. Jego tak znaczy tak, Jego nie znaczy nie. Co postanowił, to też i uczyni, bo słowo, które raz wypowie nie wraca do Niego bezowocne. Jeżeli stworzył Raj na Ziemi, to też i na niej Raj ten przywróci.
Wśród prawie doskonałych ludzi żyjących w czystym, niczym nieskażonym środowisku, współżycie rodzeństwa ze sobą nie było czymś złym, ponieważ nie mogło ono w żaden sposób szkodzić rodzącym się z nich dzieciom, tak jak to ma miejsce dzisiaj przy bardzo już osłabionych genach i zanieczyszczonym do maksimum środowisku człowieka. Wtedy wszystko było naturalne, dzisiaj wg mnie, naturalne już nie egzystuje. My nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego naturalne wyobrazić.
W tym miejscu chce zwrócić Twoją czytelniku uwagę na to, że od początku istnienia człowieka na ziemi istniały jedynie związki heteroseksualne. Tylko takie związki mogły wydać potomstwo wg zamierzenia Boga i zaludnić ziemię. Jest to niezbity dowód na to, że homoseksualizm nie pochodzi od Boga, a więc jest niczym innym jak tylko zboczeniem, zwyrodnieniem, lub też wynalazkiem Szatana do zwodzenia ludzi, by w ten sposób uczynić z nich przeciwników Boga, Jego wyśmiewców i odciągać ich od wiary w Niego, która miała się narodzić i narodziła się z chwilą śmierci pierwszych ludzi, tych jedynych mających w pamięci kontakt z Bogiem w Raju, świadków istnienia zarówno Jednego - Boga, jak i drugiego - Raju.
Wtedy, w świecie ludzi prawie doskonałych, poruszających się w nim po omacku wiara w Boga jeszcze nie egzystowała, ponieważ nasi pra rodzice widzieli Boga w Raju, rozmawiali z Nim, On rozmawiał z nimi, nawet po wypędzeniu ich z Raju. Po zabiciu przez Kaina Abla, Bóg zapytał Kaina, gdzie jest jego brat Abel? Rozmawiał z Kainem. W istnienie kogoś, kogo widzimy, z kim rozmawiamy nie musimy wierzyć, ponieważ to, że ten ktoś istnieje jest namacalne i dlatego nie wymaga wiary. Jego istnienie jest faktem. Wniosek stąd płynie taki, że dla pierwszych ludzi na ziemi istnienie Boga było faktem, podobnie jak istnienie Raju.
W dalszym ciągu posługując się logiką i inteligencją, którą Pan Bóg obdarował człowieka, w tym również mnie, za co niech będą Mu dzięki i po przeczytaniu Księgi Rodzaju w Biblii powiem tak: Rację mają ci, którzy twierdzą, że Raj był na ziemi, co niezbicie dowodzi, że po zaprowadzeniu przez Boga obiecanego porządku na świecie po Armagedonie (Księga Objawienia), ziemia na nowo uzyska status Raju, mówiąc współczesnym nam językiem, który tym razem nie będzie dany człowiekowi już gotowy do zamieszkania, ale ocalały z wojny Szatana przeciwko Bogu - w jakiej ludzkość znajduje się od momentu wypędzenia z Raju -człowiek sam, własnymi rękami będzie musiał go odbudować, by już na zawsze móc się cieszyć życiem w nim, w swojej prawdziwej niegdyś utraconej Ojczyźnie, jako na powrót doskonały człowiek.
Bóg stwarzał ziemię z przeznaczeniem na dom dla ludzi, nazwał ją Rajem. Zamierzeniem Jego było by stworzeni przez Niego pierwsi ludzie Adam i Ewa zamieszkali w nim, by zaludnili Ziemię i uczynili ją sobie poddaną. A skoro Bóg tak zamierzył, to tak się i stanie. Jego tak znaczy tak, Jego nie znaczy nie. Co postanowił, to też i uczyni, bo słowo, które raz wypowie nie wraca do Niego bezowocne. Jeżeli stworzył Raj na Ziemi, to też i na niej Raj ten przywróci.
Europejczycy coraz bardziej zmęczeni Unią.
Wiadomo, że polityki nie robi się w pojedynkę. Właśnie dlatego sądzę, że jednak nikomu nie chodzi o całkowitą izolację swojego Kraju, ale przypuszczam, że i nie o całkowite poddaństwo do jakiego coraz wyraźniej zmuszane są przez Brukselę wszystkie państwa członkowskie UE. Przecież to jej centralne zarządzanie odbierające coraz więcej swobody państwom członkowskim, my Polacy doskonale znamy. Dla nas to nic nowego, to tylko powtórka z rozrywki! Czy rzeczywiście o to nam chodziło gdy obalaliśmy centralnie nami zarządzających komunistów? Czy nie znienawidziliśmy centralizacji do tego stopnia, że popchnęło nas to do dokonania przewrotu? Czy nie marzyliśmy o wolności i nie dążyliśmy do niej przez cały MINIONYZM*? (tu)
Czy nie dlatego właśnie chcieliśmy się uwolnić od wglądu "DOBREGO WÓJKA"
ZSSR w nasze Polaków sprawy?
Nie dalej jak wczoraj, będąc w powrotnej drodze do domu, słuchałam świetnej dyskusji w radio szwedzkim z jedną z unijnych pań minister o tym, że Europejczycy coraz bardziej są zmęczeni Unią. Szybko łączę fakty i wyciągam wnioski, podobnie i w tym przypadku. To już nie tylko ogromna część Polaków jest coraz bardziej rozczarowana i zmęczona tą unijną hybrydą, ale powoli wszyscy Europejczycy mają jej dosyć. Pani minister była niezwykle powściągliwa w swoich odpowiedziach, ale Pani redaktor z nią rozmawiająca okazała się niezłomna i wydobyła z niej co nie co.
W Grecji np. dzięki temu nieudanemu związkowi mamy już dzisiaj 60% bezrobotnych (słownie: sześćdziesiąt procent!!) (?), a jeszcze więcej niezadowolonych Greków z dzisiejszej, opłakanej sytuacji Grecji. W innych państwach członkowskich Unii sytuacja nie jest dużo lepsza. Tego nigdy przedtem nie było. Czy można się dziwić w tej sytuacji, że w każdym już z niedawno wcielonych do Unii Europejskiej państw rodzą się nowe, coraz silniejsze partie nacjonalistyczne, w Szwecji nazywane dosłownie faszystowskimi?
Unia jest źle zarządzana, widzę to nie tylko ja, jej mieszkańcy coraz bardziej są niezadowoleni! Bruksela tłumaczy to kryzysem (?). Nie takiego rezultatu łączenia Europy wszyscy się spodziewali, nie takiego oczekiwali. Coraz więcej jej mieszkańców uważa, że lepiej się żyło w dawnej Europie, gdy była ona podzielona na suwerenne państwa mające swobodę w decydowaniu o sobie, że jej łączenie to była wielka pomyłka, za którą cała Europa płaci coraz wyższą cenę. Okazuje się, że skórka nie była warta wyprawki i to dla żadnego z państw członkowskich z wyjątkiem Niemiec.
Mówi się, że wszelką dobroczynność należy zaczynać od siebie, NO WŁĄŚNIE! Zgadza się! Dlaczego zatem okazuje się, że tylko Niemcom się to udaje w tej zjednoczonej Europie? Oto jest pytanie!
......................................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce.
Nie dalej jak wczoraj, będąc w powrotnej drodze do domu, słuchałam świetnej dyskusji w radio szwedzkim z jedną z unijnych pań minister o tym, że Europejczycy coraz bardziej są zmęczeni Unią. Szybko łączę fakty i wyciągam wnioski, podobnie i w tym przypadku. To już nie tylko ogromna część Polaków jest coraz bardziej rozczarowana i zmęczona tą unijną hybrydą, ale powoli wszyscy Europejczycy mają jej dosyć. Pani minister była niezwykle powściągliwa w swoich odpowiedziach, ale Pani redaktor z nią rozmawiająca okazała się niezłomna i wydobyła z niej co nie co.
W Grecji np. dzięki temu nieudanemu związkowi mamy już dzisiaj 60% bezrobotnych (słownie: sześćdziesiąt procent!!) (?), a jeszcze więcej niezadowolonych Greków z dzisiejszej, opłakanej sytuacji Grecji. W innych państwach członkowskich Unii sytuacja nie jest dużo lepsza. Tego nigdy przedtem nie było. Czy można się dziwić w tej sytuacji, że w każdym już z niedawno wcielonych do Unii Europejskiej państw rodzą się nowe, coraz silniejsze partie nacjonalistyczne, w Szwecji nazywane dosłownie faszystowskimi?
Unia jest źle zarządzana, widzę to nie tylko ja, jej mieszkańcy coraz bardziej są niezadowoleni! Bruksela tłumaczy to kryzysem (?). Nie takiego rezultatu łączenia Europy wszyscy się spodziewali, nie takiego oczekiwali. Coraz więcej jej mieszkańców uważa, że lepiej się żyło w dawnej Europie, gdy była ona podzielona na suwerenne państwa mające swobodę w decydowaniu o sobie, że jej łączenie to była wielka pomyłka, za którą cała Europa płaci coraz wyższą cenę. Okazuje się, że skórka nie była warta wyprawki i to dla żadnego z państw członkowskich z wyjątkiem Niemiec.
Mówi się, że wszelką dobroczynność należy zaczynać od siebie, NO WŁĄŚNIE! Zgadza się! Dlaczego zatem okazuje się, że tylko Niemcom się to udaje w tej zjednoczonej Europie? Oto jest pytanie!
......................................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)