Teraz zadajcie sobie pytanie: Jakiej pomocy może oczekiwać Polska od swoich sojuszników w razie gdyby została napadnięta przez jakiegoś wroga?
Pomogę wam i podpowiem jakiej:
Takiej jak podczas Powstania Warszawskiego, czyli ŻADNEJ! Gdy Warszawa była równana z ziemią przez Niemców, a Warszawiacy ginęli masowo, ponieważ duch ochoczy nie wystarczał, sojusznicy Polski przyglądali się temu z daleka nic nie robiąc. (sic!)
Polska, miałaby dokładnie tak samo związane ręce i nogi, jak Ukraina dzisiaj. Tak zwani sojusznicy mówiliby dokładnie to samo, co dzisiaj mówią Ukrainie: "Dajemy wam broń, ale nie wolno wam jej używać." A wiecie dlaczego?
Dlatego, ponieważ w tej wojnie imperialistów prowadzonej na zastępczej ziemi i zastępczym "mięsem armatnim" nie chodzi o Ukrainę. Ta jest tylko poligonem, a nie żadnym państwem suwerennym, którym zresztą nigdy nie była.
Podejrzewam nawet, że stworzono to sztuczne państwo tylko po to, aby było takim poligonem. Imperialiści zawsze planują swoje ruchy na geopolitycznej szachownicy dziesiątki lat do przodu i skrupulatnie przygotowują się do wypełnienia swoich planów. Podejrzewam, że gdyby nie rozbudzono w Ukraińcach nadziei na suwerenność, to ta prowadzona dzisiaj na Ukrainie wojna nie miałaby miejsca, ponieważ nie byłoby pretekstu do jej wywołania.
Każde państwo wchodzące w skład słynnego sojuszu, automatycznie traci swoją suwerenność, a pokazuje to ich ubezwłasnowolnienie w podejmowaniu decyzji na rzecz dobra własnego kraju i narodu. Te państwa muszą mieć na uwadze, przede wszystkim, dobro imperialistów i słuchać się ich, ponieważ nigdy nie były, nie są i nie będą uważane za partnerów imperialistów, w których ręce naiwnie złożyły swoje bezpieczeństwo i swoją suwerenność. Jedyne, co krajom członkowskim przysługuje, to bycie poddanymi, którzy są zobowiązani być ewentualnymi poligonami i dostawcami "mięsa armatniego" w razie gdy imperialiści będą w takiej właśnie potrzebie. Smutne to, lecz prawdziwe, niestety.