Sami jesteśmy kowalami własnego losu. Jest to prawda znana nie od dziś, tylko nie każdy prawdę tę akceptuje. Najprościej jest obarczać wszystko i wszystkich za to, że nasza podróż w przyszłość okazała się być nie spełnionym marzeniem, że zaledwie marzeń tych musnęliśmy biegnąc przez życie ufni, że wszystko samo się jakoś poukłada, jakby bez naszego udziału, wystarczy tylko pragnąć, zapominając, że życie wymaga nieustannego dialogu w którym teraźniejszość jest suflerem podpowiadającym rozwiązania.
Tak! Z życiem trzeba "rozmawiać", by zrozumieć, by wreszcie osiągnąć w nim coś, czy poczuć jego spełnianie się. Życie to nie tylko przyjemność jaka nas spotkała, chociaż nie prosiliśmy o nią, to nie tylko jest dar, przywilej, ale również poświęcanie się i ciężka praca nad jego formą. Nie ułożyło się, to wracamy wspomnieniami do przeszłości w nadziei … , no właśnie, w nadziei czego? Że zobaczymy nas samych w odtworzonym na chwilę kadrze starego już bardzo przyniszczonego filmu pod tytułem „Moje udane i nie udane życie.”? Ale po co? Komu jest to potrzebne i czy w ogóle jest potrzebna taka podróż w czasie?
Jak najbardziej ma ona sens i to większy niż się nam wydaje. Podróżując w przeszłość dajemy sobie jakby drugą szansę, ponieważ przeszłość okazuje się być naszym nauczycielem, chyba dlatego obdarzeni zostaliśmy przez naszego Stwórcę darem pamięci i odtwarzania jej. Wspomnienia mogą być i są naszym najlepszym przewodnikiem pod warunkiem, że zechcemy wykorzystać je i zrobić z nich dobry użytek. Nie bez przyczyny popełniamy błędy, ich robienie ma głęboki sens – moim zdaniem, uczymy się na nich sztuki, jaką jest życie, a swoimi doświadczeniami możemy wzbogacać nie tylko siebie ale i innych, pomagać sobie nawzajem rozumieć i chronić się przed popełnianiem podobnych do naszych, często bolesnych i nie do naprawienia pomyłek. Oczywiście jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie chodzimy na wagary, nie lekceważymy zdobywanych doświadczeń, gdy chcemy uczyć się nie tylko na własnych, ale i na cudzych błędach.
Tak sobie myślę, że wspomnienia – podróże w czasie, działają podobnie jak odczuwanie przez nas bólu, mianowicie ostrzegają nas przed czymś, chronią przed kolejną ignorancją czegoś, przed całkowitym zmarnowaniem daru, jakim jest życie, zmuszają nas do zbawiennej refleksji. Podróżujmy więc w czasie, zatrzymujmy się na jego wyspach, by podglądać to, co już było, by - mimo iż niczego już nie możemy odwrócić - móc odnaleźć siebie dzisiaj wzbogaconych o te wszystkie złe i dobre doświadczenia jakimi obdarowało nas nasze życie i mimo wszystko jednak coś w nim zmienić.
Tak! Z życiem trzeba "rozmawiać", by zrozumieć, by wreszcie osiągnąć w nim coś, czy poczuć jego spełnianie się. Życie to nie tylko przyjemność jaka nas spotkała, chociaż nie prosiliśmy o nią, to nie tylko jest dar, przywilej, ale również poświęcanie się i ciężka praca nad jego formą. Nie ułożyło się, to wracamy wspomnieniami do przeszłości w nadziei … , no właśnie, w nadziei czego? Że zobaczymy nas samych w odtworzonym na chwilę kadrze starego już bardzo przyniszczonego filmu pod tytułem „Moje udane i nie udane życie.”? Ale po co? Komu jest to potrzebne i czy w ogóle jest potrzebna taka podróż w czasie?
Jak najbardziej ma ona sens i to większy niż się nam wydaje. Podróżując w przeszłość dajemy sobie jakby drugą szansę, ponieważ przeszłość okazuje się być naszym nauczycielem, chyba dlatego obdarzeni zostaliśmy przez naszego Stwórcę darem pamięci i odtwarzania jej. Wspomnienia mogą być i są naszym najlepszym przewodnikiem pod warunkiem, że zechcemy wykorzystać je i zrobić z nich dobry użytek. Nie bez przyczyny popełniamy błędy, ich robienie ma głęboki sens – moim zdaniem, uczymy się na nich sztuki, jaką jest życie, a swoimi doświadczeniami możemy wzbogacać nie tylko siebie ale i innych, pomagać sobie nawzajem rozumieć i chronić się przed popełnianiem podobnych do naszych, często bolesnych i nie do naprawienia pomyłek. Oczywiście jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie chodzimy na wagary, nie lekceważymy zdobywanych doświadczeń, gdy chcemy uczyć się nie tylko na własnych, ale i na cudzych błędach.
Tak sobie myślę, że wspomnienia – podróże w czasie, działają podobnie jak odczuwanie przez nas bólu, mianowicie ostrzegają nas przed czymś, chronią przed kolejną ignorancją czegoś, przed całkowitym zmarnowaniem daru, jakim jest życie, zmuszają nas do zbawiennej refleksji. Podróżujmy więc w czasie, zatrzymujmy się na jego wyspach, by podglądać to, co już było, by - mimo iż niczego już nie możemy odwrócić - móc odnaleźć siebie dzisiaj wzbogaconych o te wszystkie złe i dobre doświadczenia jakimi obdarowało nas nasze życie i mimo wszystko jednak coś w nim zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz