Lubię deszcz, bo w deszczu mogę płakać i nie wstydzić się swoich łez. Ukryte między kroplami deszczu moje łzy, są kamieniami spłukiwanymi z serca precz. Chociaż moknę wtedy, lubię deszcz i tą ulgę jaką czuję po nim.
Kiedyś, gdy jeszcze byłam w szczenięcym wieku i prowadziłam pamiętniczek, moja mama wpisała się w nim tymi słowami:
„Śmiej się wśród ludzi, płacz tylko w ukryciu,
bądź lekką w tańcu lecz nigdy w życiu.”
I to jak zmora idzie za mną przez całe moje dotychczasowe życie. Czy chcę tego, czy nie muszę być siłaczką.
Z kolei mój tatko wychowywał mnie jak syna, na twardzielkę, nawet moje imię wymawiał jak chłopięce, a włosy zawsze musiałam mieć krótko ścięte. Zabierał mnie na ryby, na grzyby, towarzyszyłam mu nawet na meczach piłki nożnej. Uczył mnie wszystkiego, co powinien umieć chłopiec, łącznie z majsterkowaniem, młotkowaniem, przykręcaniem śrub i grą w karty. Nie pozwalał mi płakać. Mówił, że tylko mięczaki płaczą. I ja nie potrafię płakać, a raczej wstydzę się płakać, bo łzy oznaczają słabość. Połykam więc je zawsze, gdy czasami natrętnie cisną się do oczu, przecież nie jestem mięczakiem. Tak, nie jestem nim, ale jestem kobietą i czasami mam potrzebę sobie popłakać, a nawet „zawyć”. Wtedy z pomocą przychodzi mi zbawienny deszcz, mój płaczący ze mną przyjaciel, który chowa moje łzy w swoich mokrych ramionach. „Płacz tylko w ukryciu”, „Śmiej się wśród ludzi”. Pamiętam, moja mamo, pamiętam i nawet nie wiesz, jak czasami jest mi z tym ciężko, jak zazdroszczę łez innym.
Lubię deszcz, lubię na nim moknąć, przytulać się do niego i sobie popłakać razem z nim. Nikt wtedy nie widzi moich łez, nie muszę się ich wstydzić, nie jestem mięczakiem, ja tylko rozładowuję z serca ciążący w nim balast. I wszystko co mi doskwierało, staje się nagle błahostką i znowu chce mi się żyć. Biorę głęboki haust „wypranego” deszczem powietrza, wzdycham z ulgą i wchodzę do domu z szerokim uśmiechem.
Nikt nawet nie podejrzewa, że płakałam. Nie ma też zbędnych, krępujących mnie pytań. Nie ma współczucia, które zawsze wprawia mnie w zakłopotanie, bo nie wiem co mam z nim zrobić. Przecież jestem siłaczką, ze wszystkim dam sobie sama radę (?). Na pewno (?), ale czasami bardzo bym chciała być słabą, potrzebującą pomocy i wsparcia kobietą.
Kiedyś, gdy jeszcze byłam w szczenięcym wieku i prowadziłam pamiętniczek, moja mama wpisała się w nim tymi słowami:
„Śmiej się wśród ludzi, płacz tylko w ukryciu,
bądź lekką w tańcu lecz nigdy w życiu.”
I to jak zmora idzie za mną przez całe moje dotychczasowe życie. Czy chcę tego, czy nie muszę być siłaczką.
Z kolei mój tatko wychowywał mnie jak syna, na twardzielkę, nawet moje imię wymawiał jak chłopięce, a włosy zawsze musiałam mieć krótko ścięte. Zabierał mnie na ryby, na grzyby, towarzyszyłam mu nawet na meczach piłki nożnej. Uczył mnie wszystkiego, co powinien umieć chłopiec, łącznie z majsterkowaniem, młotkowaniem, przykręcaniem śrub i grą w karty. Nie pozwalał mi płakać. Mówił, że tylko mięczaki płaczą. I ja nie potrafię płakać, a raczej wstydzę się płakać, bo łzy oznaczają słabość. Połykam więc je zawsze, gdy czasami natrętnie cisną się do oczu, przecież nie jestem mięczakiem. Tak, nie jestem nim, ale jestem kobietą i czasami mam potrzebę sobie popłakać, a nawet „zawyć”. Wtedy z pomocą przychodzi mi zbawienny deszcz, mój płaczący ze mną przyjaciel, który chowa moje łzy w swoich mokrych ramionach. „Płacz tylko w ukryciu”, „Śmiej się wśród ludzi”. Pamiętam, moja mamo, pamiętam i nawet nie wiesz, jak czasami jest mi z tym ciężko, jak zazdroszczę łez innym.
Lubię deszcz, lubię na nim moknąć, przytulać się do niego i sobie popłakać razem z nim. Nikt wtedy nie widzi moich łez, nie muszę się ich wstydzić, nie jestem mięczakiem, ja tylko rozładowuję z serca ciążący w nim balast. I wszystko co mi doskwierało, staje się nagle błahostką i znowu chce mi się żyć. Biorę głęboki haust „wypranego” deszczem powietrza, wzdycham z ulgą i wchodzę do domu z szerokim uśmiechem.
Nikt nawet nie podejrzewa, że płakałam. Nie ma też zbędnych, krępujących mnie pytań. Nie ma współczucia, które zawsze wprawia mnie w zakłopotanie, bo nie wiem co mam z nim zrobić. Przecież jestem siłaczką, ze wszystkim dam sobie sama radę (?). Na pewno (?), ale czasami bardzo bym chciała być słabą, potrzebującą pomocy i wsparcia kobietą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz