Miłość chrześcijanina do bliźnich, a nawet do swoich wrogów, nakazuje mu nazywać rzeczy po imieniu i uświadamiać grzesznika o jego grzechu, nawet gdyby ten miał go zwyzywać od różnych takich tam, jak to jest dzisiaj w modzie, od ksenofobów, rasistów, czy anty czemuś tam. Dlaczego?
Właśnie dlatego, że kocha grzesznika, a nienawidzi tylko grzechu, którego ten się dopuszcza, właśnie dlatego, że dobrze grzesznikowi życzy i zależy mu na grzesznika zbawieniu.
I to jest prawdziwa miłość do ludzi, nie zafałszowana, nie zubożona w krytykę, która jest jak sól - mówienie im prawdy i przyjmowanie prawdy o sobie.
Potrawa bez soli nie smakuje, podobnie jest z życiem człowieka, gdy brakuje w nim życzliwej krytyki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz