Ukraina dąży do wejścia do UE, a to już wyklucza marzenia Ukrainy o samostanowieniu. UE bowiem, podobnie jak kiedyś ZSSR, jest centralnie zarządzanym kołchozem, to znaczy, że państwa członkowskie UE, tak naprawdę, nie stanowią same o sobie lecz są poddane Brukseli (czyt. Berlinowi).
Z chwilą wejścia do UE tracą one swoją suwerenność, nadal są bowiem podległe, nadal znajdują się pod centralnym zarządzaniem, zmieniła się jedynie nazwa kołchozu, któremu podlegają. W przypadku Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Czech, Węgier nastąpiło jedynie przejście spod Moskwy pod Brukselę.
Zachód ze Wschodem gra w tenisa, a piłeczką w tej grze są pomniejsze państwa, które jak to piłeczka, raz znajdują się po jednej, a raz po drugiej stronie kortu. A życie w kołchozie, to życie w Kołchozie. Nie ma różnicy między kołchozem zachodnim a wschodnim, bowiem w jednym i w drugim pomniejsze narody mogą jedynie marzyć o samostanowieniu. W jednym i w drugim są jedynie wykorzystywane i eksploatowane bez żadnych skrupułów przy tym pozwala im się wierzyć, że mają wpływ na cokolwiek.
Ta fikcja samostanowienia krajów członkowskich UE, w przeciwieństwie do jawnej agresji na nie, jest gwarantem hegemona (Niemiec), że podległe mu państwa nie zbuntują się przeciwko niemu.
@paskudztwoludowe
OdpowiedzUsuńObecnie możemy być pod Brukselą albo pod Moskwą, zdecydowanie wybieram to pierwsze
@paskudztwoludowe Możesz po krótce nakreślić dlaczego?
Usuń
OdpowiedzUsuń@paskudztwoludowe
@karolinakajtek gdyż dopóki Rosja nie będzie trwale na kolanach, nie będzie w tej części świata miejsca na niezależne państwa idące własną drogą. UE od ZSSR różni się jednak tym, że wszystkie państwa znalazły się tam dobrowolnie (ponosząc przy tym jeszcze pewien wysiłek), ZSSR przyjeżdżało na czołgach. No i kłamstwem jest, że kołchoz wschodni nie różni się od "kołchozu zachodniego". Spójrz na poziom życia i poziom wolności osobistej