To nie wyborcy wybrali ponownie Donalda Tuska na premiera, ale wy- politycy sami.
Koalicja składa się z wielu partii i jestem pewna, że premierem Polski może zostać ktoś, kto jest wart zaufania Polaków bardziej niż Donald Tusk. On już pokazał Polakom co potrafi i wyraził swoją miłość do Polski i Polaków słowami, cytuję: "Polskość to nienormalność.".
Ten człowiek nie ma honoru, to zwykły sprzedawczyk, a Polska i jej interesy wcale go nie obchodzi. Obchodzi go natomiast koryto i dobro Niemiec (sic!). Pokazał nam to już podczas swojego pierwszego panoszenia się w Polsce. I wystarczy!
@xxyy
OdpowiedzUsuńKarolinko, a pamiętasz, w jakim kontekście padły słowa "Polskość to nienormalność."? Przypomnisz nam tutaj ten kontekst?
@xxyy Chcesz, to masz.
UsuńPamiętam, pamiętam i dużo można by o tym pisać. Dla Donalda Tuska, polskość jest nie tylko nienormalnością, polskość kojarzy mu się z przegraną, z pechem.
- Ciekawe dlaczego ja nie mam takich skojarzeń?
Dla pana Donalda Tuska, Polski nie ma jako takiej, nie istnieje jako państwo, jest jedynie lokatorem w wynajętym przechodnim pokoiku w Europie (?). Dla niego Polska nie ma historii, a jedynie legendy (sic!). Dla Donalda Tuska polskość kłóci się z przechodzącymi przez jej "wynajęty" pokoik, zamiast ten urządzać (?).
- A może panie Donaldzie Tusk, polskość nie może się urządzić na SWOJEJ ziemi, ponieważ przechodzący przez nią "nad ludzie" jej na to nie pozwalają swoją nachalnością i pazernością złodziei?
Pan Donald Tusk pyta również w swoim "dziele literackim", zatytułowanym "Polak rozłamany" (?), cytuję: "Jakim cudem mamy być mrówkami?
- Otóż panie Donaldzie Tusk, jeżeli pan tego nie wie, to panu powiem: Żaden cud jest tu niepotrzebny, Polacy są mrówkami w Europie, są nie mniej pracowici od mrówek, w przeciwieństwie do ich sąsiadów, którzy pasożytują na pracy innych. Wystarczy jedynie polskości nie przeszkadzać, a bardzo szybko urządzi się na SWOJEJ ziemi, która od zawsze leży w Europie.
Dla Donalda Tuska historia polskości to stereotypy, zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości.
- Otóż NIE, panie Donaldzie Tusk, stereotypem jest wmawiany, między innymi przez pana w tym pana "dziele" i to nie tylko Polakom, fałszywy obraz polskości. Piętnuje pan polskość, jako coś bezwartościowego, jako, cytuję pana: "śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń." - koniec cytatu.
- Czyżby? Walka o suwerenność, to pana zdaniem są nieuzasadnione rojenia? Nieuzasadnione dla kogo, dla Prusaków, Niemców, dla Hitlera, Bismarcka, czy współczesnych ich kopii, jak np. Klaus Schwab, czy Ursula von der Leyen?
Bóg, Honor, Ojczyzna, to dla pana Donalda Tuska też jest niepotrzebny stereotyp i to koniecznie pisany dużymi literami - taki wstyd (?). Donald Tusk zamiast Bóg, Honor, Ojczyzna, Polak, wolałby krzyczeć kultura, cywilizacja, pieniądz, człowiek, tak jakby polskość była pozbawiona kultury, jakby nie była cywilizacją, a Polak, jakby nie był człowiekiem (sic!).
- Co do pieniędzy, to zobacz tylko Donaldzie Tusku dokąd doprowadziło polskość, twoje marzenie o nich - polskość tonie w długach, a ten podziwiany przez ciebie świat zachodni cuchnie już, tak jest zgniły.
I wychodzi na jaw ta "normalność" mówiących: kultura, cywilizacja, pieniądz, człowiek, a pogardzających Bogiem, Honorem i Ojczyzną. Wyłazi z tej "normalności" brak kultury, umierająca cywilizacja, pieniądz bez pokrycia i coraz bardziej zdemoralizowany człowiek. I to jest nienormalność panie Donaldzie Tusk! To jest nienormalność, a nie polskość, która jest jak najbardziej normalna, mało tego, jest bezcenna w tym nienormalnym dzisiejszym świecie, którym pan tak bardzo się zachwyca jednocześnie pogardzając polskością.
Teraz rozumiem dlaczego honor, nawet z małej litery, jest dla Donalda Tuska zupełnie czymś obcym, niepojętym, czymś zupełnie nieosiągalnym. Gdyby było inaczej, to Donald Tusk nie wstydziłby się Honoru z dużej litery, to oszczędziłby sobie wstydu i nie pchałby się na stanowisko wymagające właśnie i jak najbardziej Honoru, i to z dużej litery. Nie pchałby się na premiera w kraju, który jest dla niego jedynie wynajętym przechodnim pokoikiem w Europie, jest "nienormalnością".
OdpowiedzUsuń@xxyy
@karolinakajtek Prosiłem o kontekst, czyli resztę tekstu, w którym zostały umieszczone te słowa. Nic takiego nie widzę, widzę tylko twoje wynurzenia i interpretacje zgodne z duchem, w jakim Kurski przerobił ten cytat z Tuska.
Niech więc sobie każdy wyrobi zdanie o tym, co sądzić o tekście POLAK ROZŁAMANY, który pierwotnie ukazał się w czasopiśmie ZNAK, nr 11-12 w 1987 r.
Podkreślam, w roku 1987, czyli 36 lat temu. Inna były wtedy Europa, inna Polska i inna polskość. Również o tym nikt z hejtujących pisiorów oczywiście nie wspomni, że każdy tekst należy rozpatrywać w odniesieniu do czasu, w którym powstał.
Tekst porusza wiele problemów, podejmę tylko jeden: czy kraj, który zamiast własnych zwycięstw i sukcesów, świętuje swoje porażki, jest normalny? Wielka celebra Powstania Warszawskiego – a gdzie Powstania Śląskie albo Powstanie Wielkopolskie? Kiedy uroczystości w Poznaniu szły na ogólnopolskiej antenie TVP na żywo w bloku choćby przez 1–2 h??
Samo Powstanie Warszawskie jest elementarzem polskiej nienormalności: najpierw błąd na błędzie, potem setki tysięcy ofiar, a potem świętowanie rocznic. To jest normalność??
Albo lokalne mocarstwo europejskie, które upada i znika z mapy wskutek własnej nieudolności, niewydolności, zaprzaństwa i megalomanii. To jest normalność??
Pewnie obaj z Donaldem Tuskiem pamiętamy, że od co najmniej 40 lat (do dzisiaj, sprawdziłem!), gdy w liceum na j. polskim omawia się XIX w., to 80% czasu przypada na tzw. romantyzm, a tylko 20% na pozytywizm. 80% czasu o szkodniku Mickiewiczu, któremu tak było spieszno do powstania w 1830 r., że jadąc z Niemiec do Warszawy, musiał po drodze w każdym wielkopolskim dworku zaliczać szlachcianki – i w efekcie nie zdążył? To jest normalność??
Z punktu widzenia pragmatyków (Tusk, moja osoba i wielu wielu innych Polaków, aktualnie ok 11,5 mln) – to sen wariata. Podpisuję się pod esejem Tuska obiema rękami.
Napisz do swoich pisorów, żeby nie wyjeżdżali już z tym cytatem, bo rozjadę ich jeszcze bardziej. Nie mają szans.
A tu pełen cytat, do czytania ze zrozumieniem:
„Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?
Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
Polskość to nienormalność — takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy.”
@xxyy Cała moja wypowiedź jest zbudowana na tekście Tuska. Kto to jest Kurski, bo nie kojarzę? A jeżeli nie kojarzę, to znaczy, że nie muszę. W roku 1987 polskość była taka jak zawsze, walcząca o swoje przetrwanie.
UsuńPiSory, jak się wyraziłeś, obchodzą mnie tyle samo co Donald Tusk i jego ferajna szkalująca Polskę, to znaczy, na tyle, aby obnażać ich wrogość do polskości. Szkalowanie polskości przychodzi im łatwo, ponieważ dla nich, tak jak, rozumiem, i dla Ciebie, polskość to nienormalność.
Widocznie nie są synami tej ziemi, skoro nie potrafią jej docenić.
Niech sobie myślą o polskości co chcą, ale niech też będą konsekwentni w swoim myśleniu. Niech nie pchają się na stanowiska premiera, czy prezydenta tej "nienormalności", ponieważ ludzie obsrywający gniazdo, w którym wyrośli, nie są w stanie niczego dobrego dla tego gniazda i jego polskości zrobić. Co najwyżej wysadzą polskość z jej gniazda i wsadzą ją w "przechodni wynajęty pokoik w Europie" (sic!), czyli pozbawią państwowości - co ten eseista od siedmiu boleści, Donald Tusk, właśnie chce polskości zafundować.
Jak Tusk nie ma ochoty dźwigać brzemienia jakim jest dla niego polskość, to po kiego pcha się na świecznik tej polskiej "nienormalności"?
Niech spada na wycieraczkę, tym razem, nie Angeli Nerkel, a na wycieraczkę Ursuli von der Leyen. Tam jest miejsce jego i jemu podobnym opluwaczom polskości.
Nie potrafi rzucić czego, brzemienia polskości czy dostępu do koryta, który zawdzięcza tej "nienormalnej" polskości?
Jak długo jeszcze tacy opluwacze polskości będą obdzierać ją z szat godności?
Czy Niemcy wstydzą się swojej haniebnej niemieckości? NIE! Wprost przeciwnie, są z niej dumni, chociaż naprawdę nie mają z czego być dumnymi. Dlaczego więc taki karzeł moralny jak Tusk wmawia Polakom, że ich polskość jest "nienormalnością" i każe im się jej wstydzić, a nawet pozbyć? Jaki ma w tym cel?
Jak plucie na polskość ma być dla Donalda Tuska, i jemu podobnym, dumnym jej noszeniem, to nie dziwię się, że tak trudno jest polskości wydobyć się z tej spluwaczki.
c.d.n.
c. d.
UsuńDONALD TUSK POLAK ROZŁAMANY, ZNAK 1987, nr 11-12 (pełny tekst)
"Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się
husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą
Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?
Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią,
powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro
śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
Polskość to nienormalność — takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego
niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg
wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię
(nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do
grainic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i
pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i
umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos
odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.
Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem
pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością
najwyższą — [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99,
zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy
samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od
Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas
ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.
Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? —
pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). — Nawijaniem na kawałek
tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia
mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego — do
opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków
usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą
energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami,
bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie — to ciągła
tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech
przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..."
Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne
myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia
kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się
między goryczą i wzruszeniem, dumą i
zażenowaniem. Wtedy sądzę — tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i
tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem." - koniec cytatu.
Donald Tusk
.....................
W przeciwieństwie do Donalda Tuska, jestem dumna z mojej polskości. I wcale nie czuję się przegrana tym bardziej brudna czy też biedna. Wprost przeciwnie, czuję się najbogatszą na świecie, właśnie z powodu mojej polskości.