Prawdziwa miłość zniesie i wybaczy wszystko, i nie prowadzi rachunku krzywd. Nie skupia się na wadach partnera, lecz na jego zaletach. W ten sposób małżonkowie akceptują siebie takimi jakimi są i kochają siebie bez względu na wszystko. Gdy dostrzegają w sobie te dobre cechy i doceniają je w sobie, to z czasem te złe cechy bledną, maleją i w końcu znikają. Nie ocenianie więc jest ważne w związku, a akceptowanie siebie na wzajem, miłość, zrozumienie, zaufanie i wzajemne wybaczanie sobie potknięć, i nic więcej nie trzeba aby związek był szczęśliwy.
W takim związku małżeńskim żyjemy z mężem już od 40 lat, i nadal mówimy sobie z uczuciem te dwa najpiękniejsze słowa, nadal przytulamy się do siebie na dzień dobry i zasypiamy trzymając się za ręce. Jesteśmy dla siebie otwartymi książkami i czytamy siebie nawzajem. Wiemy kiedy chce któreś z nas pobyć samo ze sobą, bądź potrzebuje chwilę rozmowy i szanujemy to, dostosowujemy się do chwili, ofiarujemy sobie siebie nawzajem. Zaistniałe problemy rozwiązujemy wspólnie, bez mieszania w nie osób trzecich, rozwiązujemy, a nie udajemy, że ich nie ma. Nie oskarżamy przy tym naszej przeszłości, czy tym bardziej rodziców, którzy, jesteśmy tego pewni, robili co mogli i dbali najlepiej jak potrafili o rodzinę, którą założyli, o nas - swoje dzieci, a wyszło jak wyszło.
Sami jesteśmy rodzicami i dziadkami i wiemy ile wysiłku, ile czasu kosztowało nas dbanie o rodzinę i wychowywanie dzieci. Dlatego, w razie jakichś niepowodzeń nie oskarżamy siebie nawzajem, ani nikogo, lecz rozmawiamy ze sobą, wyjaśniamy zaistniała sytuację, przyjmujemy wzajemną krytykę, przepraszamy. I to cała tajemnica udanego związku małżeńskiego i szczęśliwej rodziny - miłość, zrozumienie i zaufanie. Dokładnie jak napisała Pani Marzenna.
Tam, gdzie prawdziwej miłości nie ma, jest podejrzliwość i skupianie się na niewłaściwych rzeczach, wyszukiwanie w sobie nawzajem złych cech charakteru (a kto ich nie ma?), czepianie się i wyolbrzymianie ich. Szybko pojawia się niecierpliwość i brak zrozumienia, nie mówiąc już nic o zanikającym zaufaniu. Wspólna codzienność staje się wtedy nie do zniesienia.
@kiziamizia
OdpowiedzUsuń @karolinakajtek Zgadzam się w stu procentach, wszystko, to prawda miłość, szacunek, wsparcie, rozmowy i rozwiązywanie problemów są podstawą udanego związku. Jednak chodzi o to, żeby obie strony miały w sobie miłość, szacunek, gotowość do rozwiązywania problemów i udzielenia wsparcia. Czasami jest jednak tak, że tylko jedna osoba ma chęci, by pchać ten wózek i wtedy nie ma to po prostu sensu.
@kiziamizia To prawda, czasami jest tak, jak piszesz, że tylko jedna osoba ma chęci, by pchać ten wózek. Nasuwa się wtedy pytanie: Dlaczego doszło do takiego związku?
UsuńNie żyjemy przecież w czasach, w których ktoś decyduje za nas w sprawach matrymonialnych. Gdy w czasach nam współczesnych dwoje ludzi decyduje się na wspólne życie, to chyba nie robią tego nieświadomie i dla żartu, dla zabawy, ale robią to, ponieważ połączyła ich miłość. Tak przynajmniej nowożeńcy deklarują stojąc przy ołtarzu i przysięgając sobie miłość, wierność i, że siebie nie opuszczą aż do śmierci, a to zobowiązuje, tym bardziej, gdy już pojawią się dzieci.
Nie zgadzam się z Tobą w tym, że gdy małżeństwo dopada kryzys z jakiegoś powodu, podczas którego to kryzysu pchanie wózka spada jedynie na jednego z małżonków, to takie małżeństwo i trwanie w nim traci sens.
Przecież połączyli się ze sobą na dobre i na złe i nikt im nie obiecywał, że zawsze będzie tylko dobrze. Byli więc uprzedzeni o różnych scenariuszach jakie wspólne życie może im ze sobą przynieść.
Uważam, że małżeństwo, któremu wydaje się, że ich wspólne życie traci sens powinno postarać się nie o rozwód, a o odzyskanie tego sensu, i to za każdym razem, gdy nachodzi ich takie przekonanie. Dobrze jest, gdy przynajmniej jedno z dwójki je tworzącej, próbuje to robić nawet wydawałoby się, że kosztem własnego "szczęścia". Takie poświęcenie się naprawdę popłaca, wiem to z własnej autopsji.
No bo cóż to jest szczęście?
Czy jest to dogadzanie jedynie własnemu EGO, czy raczej więcej szczęścia człowiek odczuwa gdy dzieli się sobą z innymi, gdy jednak ma dla kogo żyć i "umierać" - poświęcać się, gdy walczy nie tylko o swoje szczęście ale i o szczęście swoich najbliższych, męża, żony, dzieci?
Kryzysy małżeńskie, to część pakietu, jakim jest małżeństwo i myślę, że żadna para nie jest wolna od ich przeżywania. To małżeństwo, które zbyt szybko się poddaje, szuka rozwiązania zaistniałego problemu w rozwodzie, przegrywa i ta przegrana może okazać się raną nie do zagojenia.
Wiem, łatwe i szybkie rozwiązania powstałych problemów są dzisiaj w modzie, wszyscy je polecają i to ponoć dla naszego dobra (?). Jednak odnoszę wrażenie, że ci wszyscy "życzliwi" doradcy nie mają pojęcia o czym mówią. Chowanie głowy w piasku (zerwanie więzi) niczego nie załatwia, wprost przeciwnie, przynosi nowe, jeszcze większe problemy. Że tak właśnie jest, wielu przekonuje się już po fakcie.
Walka o swoje małżeństwo i o rodzinę właściwie nigdy się nie kończy, nacechowana jest codziennością i zawsze ma sens. Życie dla nikogo nie jest łatwe. Każdy ma swoje w nim problemy i swoje biedy, z którymi musi sobie radzić. Czy to jest osoba samotna, czy związana małżeństwem i rodziną, każdy przeżywa swoje kryzysy, które, moim zdaniem, też mają swój sens, ponieważ uczą nas czegoś, sprawiają, że stajemy się coraz bardziej dojrzałymi, doświadczonymi ludźmi.
To zbyt łatwe poddawanie się i rezygnacja z walki, moim zdaniem, pozbawiają życie sensu, podobnie jak pozbawia je sensu wyczekiwanie księcia, bądź księżniczki z bajki, ponieważ nie ma ludzi bez wad, każdy je ma i to jest fakt nie do zaprzeczenia. I w tym miejscu powtórzę się:
Nie ocenianie, a wzajemna akceptacja jest a i z udanego związku. Akceptacja wyzwala wdzięczność, ta z kolei rozbudza chęć bycia lepszym dla drugiego, a przykład jest najlepszym nauczycielem, ponieważ kształci bez zbędnych słów.
Matt-jj5po
OdpowiedzUsuń@karolinakajtek dokładnie... bardzo dobrze napisane.. byłem pare miesięcy temu w takiej toksycznej relacji, która nie skupiała się na prawdziwej miłości tylko na "wkurwianiu" się nawzajem. Mimo wszystko, w głębi czuję, że i ja i ona kochaliśmy się naprawdę (być może tylko przez chwilę).
OdpowiedzUsuń@marekdutka
Aby zaistniały miłość zaufanie i zrozumienie to trzeba się poznać-wady i zalety ,
@marekdutka8852 Zapewniam Cię, że nie jest to możliwe w kilka nawet lat, że do końca życia, każdy dzień z Twoją połówką może Cię czymś nowym zaskoczyć. Człowiek sam siebie dobrze nie zna, a Ty chciałbyś poznać drugą osobę, jej wady i zalety zanim zdecydujesz się na małżeństwo z nią.
UsuńJak myślisz, dlaczego kobiety są piękne, a mężczyźni przystojni za młodych swoich lat?
Życzę Ci powodzenia. I obyś w tym poznawaniu nie obudził się na stare lata samotny.
I jeszcze jedno, małżeństwo poznające siebie każdego dnia od nowa nigdy nie jest nudne, jest ciągłą niespodzianką, raz przyjemną, raz mniej miłą, i to jest to, co sprawia, że małżeństwo jest ciekawe, żywe i trwa.
@plomie_nnie
OdpowiedzUsuń@karolinakajtek Pięknie Pani napisała i piękne podejście. Docenianie i ochrona wspólnej przestrzeni. Dodałabym do tego szczere poczucie odpowiedzialności za relację w takim samym stopniu u obu ze stron i dobrowolną chęć uczciwej pracy nad samym sobą. Partnerstwo, gdzie obie strony poczuwają się do stanięcia w roli Twórców we wspólnym życiu.
marzennakepka
OdpowiedzUsuńkarolinakajtek Karolino. Właśnie o to mi chodziło. Dziękuję :)
marzennakepka Wiem. Dlatego to ja dziękuję Tobie Marzeno za pobudzenie mnie do refleksji, które pozwoliłam sobie zapisać tutaj pod Twoim komentarzem.
Usuń