poniedziałek, 25 listopada 2013
W imię czego to wszystko?
Potrzebowałam czasu na refleksję. Stanęłam więc na chwilę by się obejrzeć wstecz i zastanowić chwilę nad tym wszystkim, co przez ostatnie miesiące z siebie wyrzucałam tylko, jakbym robiła generalne porządki w mojej głowie. Do jakich wniosków doszłam? Muszę przyznać, że zaskoczyły one mnie samą. No ale przecież o to mi właśnie chodzi, by nawet gdyby moje myślenie miało się okazać w nie jednym przypadku błędnym, to nie bać się swoich myśli, nie uciekać przed konfrontacją z nimi. Wcale nie oczekuję zrozumienia. Wiem, że dla wielu moje rozumowanie jest czystym abstraktem. Mnie samej ciężko czasami jest pojąć skąd u mnie to a priori Realpolitik się bierze. :D
Dzisiejszy świat jest taki zawiły, taki nie poukładany, podejrzliwy i nieprzyjazny dla ludzi szczególnie młodych – myślę tu o wszechobecnej inwigilacji, o bezrobociu, o życiu na kredyt i to nie tylko ekonomiczny, o braku perspektyw, o rodzinach rozbijanych przymusem ekonomicznym, bądź czystym egoizmem – jako produktu ubocznego niewłaściwie pojętej, moim zdaniem, wolności. Wreszcie o ludzkiej walce często z wiatrakami i człowieka zagubieniu się w tym wszystkim, o beznadziei na godziwą przyszłość wielu. Jest to tym dziwniejsze im bardziej uświadamia sobie człowiek, że przecież żyje w XXI wieku, w wieku ponoć ogromnego rozwoju i to pod każdym względem (?).
Nie ma tu co ukrywać i ulegać propagandzie dobrobytu i miłości, których tak naprawdę dla większości mieszkańców tego ziemskiego padołu nie ma mimo osiągnięciu wymarzonej demokracji, w której tylu pokładało nadzieję. A może właśnie to dzięki niej szerzy się wszelkiego rodzaju i wszędobylska już dzisiaj patologia, zeszmacenie społeczeństw /człowiek to tylko jest towar w wielu przypadkach bez większej wartości/ bądź też iluzja ich wspaniałości?
I jak to wszystko sprostować, jak naprawić? Jak nauczyć się żyć w tym zbiorze absurdów, w tej dzisiejszej nienormalności, która skradła niebu kolory tęczy, a człowiekowi zabrała jego spokój i rozmiękczyła grunt pod nogami do tego stopnia, że z trudem stawia po nim swoje kroki. Już nie jest on pewien co jest dobre a co złe, co jest normalne, a co tylko atrapą normalności. Wszystko się dziwnie rozłazi i zaciera. Nic już nie jest wyraźne i jasne. Noc stała się dniem, a dzień nocą, płeć pozamieniała miejsca, bądź stała się nieokreśloną. I w imię czego to wszystko? W imię iluzji wolności i zwykłego tylko posiadania bez prawa własności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz