sobota, 21 marca 2026

Chrześcijaństwo po prostu przerosło Nietzschego (?)

 

Nietzsche, moim zdaniem, to był biedny człowiek, który oszukiwał samego siebie twierdząc, że wiara ogranicza i zniewala człowieka. Jego twierdzenie, że wiara to słabość jest również nieprawdziwe, jest oparte na jego subiektywnych przeżyciach i odczuciach z dzieciństwa, na jego wyborze aby nie wierzyć w coś co, jak przypuszczam, całkowicie go przerastało. 
Dlatego właśnie do określenia wiary użył on odwrotności; nazwał wiarę słabością, podczas gdy wiara jest siłą, czy kto chce w to wierzyć czy nie i to potężną siłą. Siłą, która jednych buduje, drugich rujnuje. Buduje tych, którzy prawdziwie wierzą, wzrastają w Bogu i stają się dojrzałymi, odpowiedzialnymi ludźmi z wartościami, których na straganach targowych nie można kupić i z zasadami czyniącymi ich życie pełnym, sensownym i szczęśliwym. Rujnuje tych, którzy są jedynie konsumentami wiary, to znaczy, wierzącymi z przymusu, bo tego wymaga od nich środowisko w jakim żyją. Udają pobożnych lecz wyrzekają się mocy pobożności; Panu Bogu zapalają świecę, a diabłu ogarek. A jak przymus działa na człowieka, tego chyba nikomu nie potrzebuję tłumaczyć. 
Właśnie z tego powodu, wiara nie może być przymusem i nie jest nim, lecz jest świadomym własnym wyborem opartym, jak najbardziej, na wiedzy i znajomości Boga. A Boga poznajemy po przez Jezusa Chrystusa, który objawił ludzkości Boga Ojca w sobie samym. 
Pewność wiernych więc, że znają prawdę opiera się nie tylko na ich wierze, lecz również na poznaniu, czyli na wiedzy, która tę prawdę potwierdza. Chrześcijanie mający wątpliwości, czy kwestionujący w jakimś punkcie swoją wiarę, jak najbardziej poddają te swoje obawy pod przysłowiową lupę, aby z pomocą Ducha Świętego rozwiać je, bądź potwierdzić. Prawdziwa wiara nie boi się poddawania jej próbom, przeciwnie, ma odwagę stawiać im czoła. Cały rozwój duchowości, jej dojrzałość, polega na tym żeby szukać odpowiedzi na dręczące wiernych, kwestionujące ich wiarę pytania, czy też twierdzenia niewierzących.
Sam Nietzsche był siewcą wątpliwości wśród chrześcijan w nadziei, że dzięki temu zniszczy ich wiarę, a takich Nietzsche w czasach nam współczesnych jest tak wiele jak wiele jest ryb w oceanach, czyli niezliczona ilość. Trudno jest więc chrześcijanom omijać kwestionowanie prawdziwości ich wiary przez różnych mędrców myślących, że to oni są w posiadaniu prawdy absolutnej [przyganiał więc kocioł garnkowi], jak i nie brać pod uwagę, i nie rozważać nad tymi różnymi zarzutami kierowanymi pod adresem wierzących o "mylności" ich wiary. 
Zachowanie wiary jest więc nieustanną walką - jak widać, walką w pozytywnym tego słowa znaczeniu, uważam, ponieważ walka ta, paradoksalnie wzmacnia wiarę. 
Tym sposobem wrogowie chrześcijaństwa, można powiedzieć, robią przysługę chrześcijanom, ponieważ zmuszają ich do podjęcia jeszcze większego wysiłku w pokonywaniu sianych pośród nich i w nich wątpliwości przez ludzi niewierzących, co skutkuje wzrostem poznania, wiedzy, a więc i samej wiary. 
Wiara chrześcijańska nie jest przymusem, jest wolnym wyborem, a ponieważ być chrześcijaninem nie jest rzeczą łatwą, wielu odpada od chrześcijaństwa, wybiera, jak Nietzsche, świat bez Boga. Po jakimś czasie, gdy jak on przekonają się, że świat bez Boga jest niczym innym jak jedynie donikąd prowadzącą pustką, bezsensem istnienia, zamiast skruszyć się w swoim sercu, przyznać się do pomyłki i wrócić do Boga i wiary, zaczynają z wiarą i z Bogiem walczyć. Atakują i oczerniają chrześcijan, wiernych Jezusa Chrystusa, wymyślają na nich i o nich różne bzdury, nazywając je naukowymi, tylko dlatego, że okazało się, że jednak to chrześcijanie posiadają prawdę, w której Nietzsche i jemu podobni nie mogli wytrwać, ponieważ zwyczajnie ta prawda ich przerosła.

2 komentarze:

  1. Anonimowy21/3/26 11:24

    PaSw

    Kobietom być może ciężej jest zrozumieć jego prawdziwe przesłanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy24/3/26 10:12


    MichałS

    Ciekawe spostrzeżenie. Przypomniało mi książkę "Libido dominandi". Pozdrawiam Karolino

    OdpowiedzUsuń