I zstąpiłam na wody bezkres i ledwo palcami stóp musnęłam ją wraz z innymi duchami i natychmiast wody rozstąpiły się i spośród nich zaczął wynurzać się ląd, wierzchołek góry.
I to był początek stwarzania, w którym brałam udział.
I ogarnęła nas ogromna radość i jeden z nas stojąc na dopiero co zrodzonym szczycie zagrał na rogu wydobywając z niego cudowny, anielski dźwięk. Patrzyliśmy z zachwytem na cicho i z pokorą ustępujący lądowi miejsca ocean. Po czym, zrzucone zostało ze szczytu jajko i rozbiło się, i powoli spływało po stoku do oceanu w dole rozsiewając wokół życie w niezliczonej ilości form. Ocean zaroił się od ryb.
Lekko, bezszelestnie unosiliśmy się nad całym tym pięknem i tworzyliśmy, a radość z naszej pracy dorównywała zachwytowi nad powstającym dziełem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz