Podziwiam Justynę Kowalczyk, jej determinację, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy warto? Zaraz powiesz czytelniku, że to nic nowego, że to takie polskie! Polskie, nie polskie, jakie to ma znaczenie w przypadku sportowców, którzy i owszem, dając z siebie wszystko, przez chwilę sprawiają nam radość, rozbłysną gwiazdą, po czym, jeszcze szybciej niż nią rozbłyśli, gasną, a nasza radość z ich osiągnięć okazuje się być niewdzięczna?
Gdy odchodzą na "emeryturę", kończą swoją karierę, bardzo szybko zapomina się o ich sukcesach i co najgorsza o nich samych, o ich poświęceniu się, determinacji i walce, by nam sprawić radość. Przykładem niech będzie Małysz. Już go i jego osiągnięcia przykrywa powoli, ale skutecznie Kamil Stoch. Małysz pozostanie, gdzieś tam w cieniu ze swoimi zdobytymi krążkami i nabytymi, dzięki różnym kontuzjom chorobami, które jeżeli już nie teraz, to za jakiś czas z pewnością się w nim odezwą. Wczoraj był bożyszczem, dzisiaj jego "boskość" wydaje się być mniejsza, już nie taka wspaniała w porównaniu ze Stochem, którego dokonują ci, którzy go niby tak bardzo kochali i podziwiali.
I w tym momencie myślę o Justynie Kowalczyk i jej niesamowitym wyczynie, i znowu zadaję sobie pytanie, czy warto? Za kilka lat już nikt, oprócz garstki jej znajomych, przyjaciół i rodziny, nie będzie o niej pamiętał. Radość z jej sportowych wyników jest jak mgnienie oka, tak bardzo ulotna. Wspomni się o jej wyczynach od czasu do czasu przy okazji jakichś rocznic, a ona zostanie sama ze swoimi zdrowotnymi dolegliwościami, będącymi pochodną odniesionych kontuzji. Zostaną jej tylko zdobyte krążki i wspomnienia. Dziwny to i nic nie wart jest "bonus", moim zdaniem, za tak wielkie, z determinacją osiągnięte osiągnięcia.
Nie chodzi mi o to byśmy przestali walczyć, nie! Walczmy i to w każdej dziedzinie życia, walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o wolność, o suwerenność Ojczyzny, z wrogiem gdy zajdzie taka potrzeba, walczmy na boiskach i stokach, ale nie zapominajmy o cenie jaką przyjdzie nam za tę walkę zapłacić. Nie każda skórka warta jest wyprawki, moim zdaniem i to moje stwierdzenie tutaj nie ma się ni jak do materializmu, nie o tym bowiem myślę, nie o to mi chodzi.
Gdy odchodzą na "emeryturę", kończą swoją karierę, bardzo szybko zapomina się o ich sukcesach i co najgorsza o nich samych, o ich poświęceniu się, determinacji i walce, by nam sprawić radość. Przykładem niech będzie Małysz. Już go i jego osiągnięcia przykrywa powoli, ale skutecznie Kamil Stoch. Małysz pozostanie, gdzieś tam w cieniu ze swoimi zdobytymi krążkami i nabytymi, dzięki różnym kontuzjom chorobami, które jeżeli już nie teraz, to za jakiś czas z pewnością się w nim odezwą. Wczoraj był bożyszczem, dzisiaj jego "boskość" wydaje się być mniejsza, już nie taka wspaniała w porównaniu ze Stochem, którego dokonują ci, którzy go niby tak bardzo kochali i podziwiali.
I w tym momencie myślę o Justynie Kowalczyk i jej niesamowitym wyczynie, i znowu zadaję sobie pytanie, czy warto? Za kilka lat już nikt, oprócz garstki jej znajomych, przyjaciół i rodziny, nie będzie o niej pamiętał. Radość z jej sportowych wyników jest jak mgnienie oka, tak bardzo ulotna. Wspomni się o jej wyczynach od czasu do czasu przy okazji jakichś rocznic, a ona zostanie sama ze swoimi zdrowotnymi dolegliwościami, będącymi pochodną odniesionych kontuzji. Zostaną jej tylko zdobyte krążki i wspomnienia. Dziwny to i nic nie wart jest "bonus", moim zdaniem, za tak wielkie, z determinacją osiągnięte osiągnięcia.
Nie chodzi mi o to byśmy przestali walczyć, nie! Walczmy i to w każdej dziedzinie życia, walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o wolność, o suwerenność Ojczyzny, z wrogiem gdy zajdzie taka potrzeba, walczmy na boiskach i stokach, ale nie zapominajmy o cenie jaką przyjdzie nam za tę walkę zapłacić. Nie każda skórka warta jest wyprawki, moim zdaniem i to moje stwierdzenie tutaj nie ma się ni jak do materializmu, nie o tym bowiem myślę, nie o to mi chodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz