Gdy ukończyłam dwanaście lat .. . Wtedy to życie okrutnie mnie sponiewierało rękami takich jak ja wówczas, małych istot. Z jednej strony dokopało mi, z drugiej sprawiło, że zrozumiałam tak bardzo wiele w tak krótkim czasie, bo tylko w ciągu jednego roku szkolnego. Ale to nie ważne! Ważne jest to, że od tamtego czasu paradoksalnie lubię ludzi jeszcze bardziej, podziwiam ich geniusz, którego posiadaczem jest każdy z nas. W mniejszym lub większym stopniu, ale każdy, bez wyjątku, chociaż nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, nie każdy taż potrafi ze swojego geniuszu zrobić dobry użytek. To prawda, że od wszystkich ludzi możemy się czegoś nauczyć, także od wrogów. Od tamtego czasu wiem, że to co człowieka nie zabije, wzmocni go. Jest tylko jeden warunek – nie wolno przechodzić obojętnie obok cudzych, a tym bardziej własnych doświadczeń, bez czerpania z nich nauki i wyciągania właściwych wniosków.
Zamknęłam się w sobie! Stałam się ostrożna, przewidująca, stałam się obserwatorem ludzkiego zachowania. Z radosnego dziecka przemieniłam się w dorosłą osobę. Małe potworki ukradły mój uśmiech, moje dzieciństwo. Droga „krzyżowa” dziecka, której autorami były inne dzieci ukształtowała moją osobowość w największym stopniu.
Nikt mnie nie przekona, że dzieci nie potrafią być okrutne, albo, że nie kłamią. To mit! Dzieci, to geniusze kłamstwa, manipulacji i bezwzględnego okrucieństwa. Znacznie później zrozumiałam, że dzieje się tak dlatego, bo dzieci nie są w stanie dostrzec granic. Przekraczają je jakby bezwiednie, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa takiego działania. Nie ogranicza też ich strach, bo nie znają skutków swojego postępowania, nie mogą ich sobie nawet wyobrazić. Mimo iż w tamtych wydarzeniach, ja byłam ofiarą, to jednak na dalszą metę stałam się zwycięzcą, tak sądzę.
Ukradziono mi moje dzieciństwo, to fakt, ale w zamian otrzymałam coś znacznie bardziej cennego i trwałego. Dzięki tym małym ludzikom, w przenośni i dosłownie, poznałam wartość drugiego człowieka i chwil, z których składa się życie. Nauczyłam się cenić każdą z nich z osobna, zarówno te paskudne i złe, jak i te przyjemne i dobre, i być wdzięczną za możność ich dostrzegania, przeżywania i cieszenia się nimi. Poznałam siebie i zrozumiałam moich oprawców i wybaczyłam im z całego serca, wybaczyłam też sobie moją niegdyś nienawiść do nich. Zamiast urazy, chowam w nim raczej wdzięczność za tamte doświadczenia, które były niejako kolejnym życia szlifem na diamencie, jakim w tym konkretnym przypadku była moja osoba.
Tak! Ja przyrównuję ludzi do diamentów, nie wyłączając mnie samej. Jedni są pięknie oszlifowani, inni mają braki do poprawienia, bądź wyraźne skazy, z którymi już nic nie da się zrobić. Poza tym człowiek mimo swojej delikatności jest tak naprawdę twardy jak diament, może więcej znieść niż sam myśli.
Wartość człowieczeństwa człowieka, moim zdaniem, jest sumą raczej bolesnych jego doświadczeń i efektem wyciągniętych z nich wniosków, koniecznie podkreślonym wybaczeniem, potrzebnym bardziej dla własnego niż innych dobra. To w rezultacie staje się plusem dla wszystkich, uczy być właśnie człowiekiem nie pozbawionym ludzkich uczuć. Może to zabrzmi dziwnie, ale myślę, że to właśnie zło napotykane przez nas na co dzień i przeciwstawianie się mu, staje się naszym wychowawcą w tym względzie. Jedni złu ulegają, bo tak jest łatwiej, inni zwalczają je dobrem, bo tak jest może trudniej, ale za to bardziej uszlachetnia człowieka, podnosi jego wartość zarówno w oczach Boga, jak i ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz