Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W mojej codzienności Duch Święty działa w ciszy, napełniajac mnie swoimi owocami, dzięki którym wypełniona jestem spokojem, cierpliwością, miłością, wyrozumiałością, nie szukam swego, ale skupiam się na innych, nie prowadzę rachunku krzywd, ale wybaczam ciągle i od nowa, dziękuję i przepraszam. Nie oczekuję od siebie i nie wymagam od innych doskonałości, ale przyjmuję swoją i innych niedoskonałość jako rzecz całkowicie oczywistą, co nie znaczy, że niemożliwą aby popracować nad nią, nie obrażam się za daną mi krytykę. W zamian najczęściej otrzymuję dokładnie to samo, zarówno od rodziny, znajomych, jak i od obcych mi ludzi.
Tak, jestem pogodną i szczęśliwą osobą, która cierpiąc w ciszy (bo kto z ludzi nie ma jakichś tam problemów zdrowotnych), potrafi rozdawać uśmiech i ciepło. Kocham Boga i ludzi.
I po tym wszystkim poznaję, że Duch Święty jest zawsze ze mną, że działa we mnie, ponieważ o własnych siłach nie byłabym w stanie kochać bliźniego swego w taki naturalny, normalny, spontaniczny i niczym nie wymuszony sposób, w sposób w jaki również akceptuję i kocham samą siebie. Ludzie są piękni.
Nie byłabym też w stanie nazywać rzeczy po imieniu nie lękając się przy tym odepchnięcia, czy odtrącenia, a przede wszystkim nie byłabym w stanie rozmawiać z Bogiem Ojcem, z Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym tak jak rozmawia się z najlepszym przyjacielem, o wszystkim, bez obawy, że Bóg zniecierpliwi się moim natręctwem, albo, że źle mnie zrozumie czy odtrąci. On wie, że moim największym pragnieniem jest Jego obecność w moim życiu, a reszta niech jest taka, jak On zechce.
Ja z Jego pomocą, z pomocą Ducha Świętego potrafię się znaleźć w każdej sytuacji, dobrej czy złej, potrafię w każdej złej dostrzec i wynieść z niej jakieś dobro. Ufam Trójcy Świętej bezgranicznie, wiem, że wszystko co mnie spotyka w moim życiu jest po coś, że nie jest przypadkiem, że wszystko co przeżywam ma mnie czegoś nauczyć, coś wyjaśnić, wytłumaczyć, przed czymś ochronić.
Tak, Duch Święty działa w moim codziennym życiu w ciszy i z mocą, której to mocy, często aż nie jestem w stanie pojąć, dlatego też dziękuję Mu tylko i pozwalam się prowadzić przez Niego również w ciszy, ponieważ w ciszy dobrze siebie słyszymy, On mnie, a ja Jego.
W mojej codzienności Duch Święty działa w ciszy, napełniajac mnie swoimi owocami, dzięki którym wypełniona jestem spokojem, cierpliwością, miłością, wyrozumiałością, nie szukam swego, ale skupiam się na innych, nie prowadzę rachunku krzywd, ale wybaczam ciągle i od nowa, dziękuję i przepraszam. Nie oczekuję od siebie i nie wymagam od innych doskonałości, ale przyjmuję swoją i innych niedoskonałość jako rzecz całkowicie oczywistą, co nie znaczy, że niemożliwą aby popracować nad nią, nie obrażam się za daną mi krytykę. W zamian najczęściej otrzymuję dokładnie to samo, zarówno od rodziny, znajomych, jak i od obcych mi ludzi.
Tak, jestem pogodną i szczęśliwą osobą, która cierpiąc w ciszy (bo kto z ludzi nie ma jakichś tam problemów zdrowotnych), potrafi rozdawać uśmiech i ciepło. Kocham Boga i ludzi.
I po tym wszystkim poznaję, że Duch Święty jest zawsze ze mną, że działa we mnie, ponieważ o własnych siłach nie byłabym w stanie kochać bliźniego swego w taki naturalny, normalny, spontaniczny i niczym nie wymuszony sposób, w sposób w jaki również akceptuję i kocham samą siebie. Ludzie są piękni.
Nie byłabym też w stanie nazywać rzeczy po imieniu nie lękając się przy tym odepchnięcia, czy odtrącenia, a przede wszystkim nie byłabym w stanie rozmawiać z Bogiem Ojcem, z Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym tak jak rozmawia się z najlepszym przyjacielem, o wszystkim, bez obawy, że Bóg zniecierpliwi się moim natręctwem, albo, że źle mnie zrozumie czy odtrąci. On wie, że moim największym pragnieniem jest Jego obecność w moim życiu, a reszta niech jest taka, jak On zechce.
Ja z Jego pomocą, z pomocą Ducha Świętego potrafię się znaleźć w każdej sytuacji, dobrej czy złej, potrafię w każdej złej dostrzec i wynieść z niej jakieś dobro. Ufam Trójcy Świętej bezgranicznie, wiem, że wszystko co mnie spotyka w moim życiu jest po coś, że nie jest przypadkiem, że wszystko co przeżywam ma mnie czegoś nauczyć, coś wyjaśnić, wytłumaczyć, przed czymś ochronić.
Tak, Duch Święty działa w moim codziennym życiu w ciszy i z mocą, której to mocy, często aż nie jestem w stanie pojąć, dlatego też dziękuję Mu tylko i pozwalam się prowadzić przez Niego również w ciszy, ponieważ w ciszy dobrze siebie słyszymy, On mnie, a ja Jego.
Przeniesiona odpowiedź Ksiądza Michała Chacińskiego na ten mój komentarz umieszczony pod zapodanym przez niego filmikiem, zatytułowanym: "Deus Vult: Zaśnięcia w Duchu Świętym, to już protestantyzm, czy jeszcze Kościół katolicki?"
OdpowiedzUsuńPoczątek wypowiedzi brzmi aż tak nieprawdopodobnie jakbym miał do czynienia z ludzkim heroizmem.
@Ksiądz Michał Chaciński
UsuńRodzina i znajomi też tak to określają, ale nic z tych rzeczy, ja po prostu taka jestem z woli Boga Ojca, Który tak mnie zaprojektował, taką mnie Sobie wymyślił.
Nie potrafię być inna. Nie jest to też w moim pojęciu nic specjalnego, bo niczego nie zawdzięczam sobie.
Teraz to wiem, ale kiedyś myślałam inaczej, stałam się z tego powodu pyszna, toteż Bóg dopuścił abym trochę pocierpiała (On zawsze wie co robi i nigdy się nie myli) i żebym przez te cierpienia spokorniała. Dopuścił w moim życiu ciężkie i bolesne doświadczenia. Z początku nie rozumiałam, że robi to kierując się troską i miłością do mnie, do swojego dziecka i miałam do Niego o to pretensje, jak to córki mają w zwyczaju mieć do swoich ojców, z różnych powodów, ale po wielu burzliwych z Nim rozmowach zrozumiałam i zaczęłam Bogu Ojcu dziękować za to, że chciało Mu się mnie karcić i przywoływać do porządku, za to, że aż tak bardzo mnie kocha, że nie jestem i nigdy nie byłam Mu obojętna, że ciągle Jest obecny w moim życiu i wtedy jeszcze bardziej Go pokochałam, jeszcze bardziej Mu zaufałam.
Wiem, że zawsze mogę na Nim polegać, że zawsze mogę na Niego liczyć. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez Trójcy Świętej, bez Boga obecności w nim.