Ten, kto przyjmuje na siebie rolę historyka, musi naturalnie trzymać się tylko faktów (?) i to najczęściej tych, które pasują do aktualnie istniejącej sytuacji politycznej nie tylko w danym kraju, ale i na świecie. Przykładem może tu być np. KATYŃ, o którym również - jak już kiedyś wspominałam - prawda okazuje się jednak być wielowymiarowa – przyznanie się Amerykanów do znajomości prawdy o ZBRODNI KATYŃSKIJ od samego początku i jej tuszowaniu ze względów politycznych, podobnie jak i próby zakłamywania prawdy o NIEMIECKICH OBOZACH KONCENTRACYJNYCH nazywając je „polskimi” jest dowodem na to, że historię ciągle się zakłamuje i że robią to politycy supermocarstw przy pomocy jednostronnie patrzących historyków, mających na uwadze jedynie swoje własne interesy:
"... Kiedy Rząd Polski w Londynie zażądał, aby zbrodnię katyńską wyjaśnił Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Związek Radziecki zerwał w 1943 r. stosunki dyplomatyczne z Polską. Rządowi amerykańskiemu nie było na rękę zerwanie stosunków dyplomatycznych między Polską a Związkiem Radzieckim, toteż próbował złagodzić sytuację. Zarówno sekretarz stanu USA C. Hull, jak i jego zastępca S. Wells dali do zrozumienia ambasadorowi RP w Waszyngtonie Janowi Ciechanowskiemu, że rząd USA ma poważne zastrzeżenia do sposobu prowadzenia przez rząd polski sprawy Katynia. "Waszyngton i Londyn - pisał na ten temat prof. E.J. Rozek - głównie troszczyły się o zachowanie jedności sojuszniczej. Alianci zachodni, chociaż poruszeni wielką tragedią w Katyniu, byli niezadowoleni, że Polacy zwrócili się z apelem do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża". Prezydent Roosevelt depeszował 26 kwietnia 1943 r. do Stalina: "Całkowicie rozumiem Pana problemy, jednocześnie żywię jednak nadzieję, że w obecnej sytuacji może Pan znaleźć sposób, aby posunięciem swoim nadać charakter raczej chwilowego zaniechania rozmów z Rządem Polskim na emigracji w Londynie aniżeli kompletnego zerwania stosunków dyplomatycznych między Związkiem Radzieckim a Polską. Nie mogę uwierzyć, aby Sikorski w najmniejszej nawet mierze współpracował z hitlerowskimi gangsterami. Moim zdaniem popełnił on jednak błąd, odwołując się w tej właśnie sprawie do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Ponadto skłonny jestem sądzić, że Premier Churchill znajdzie sposób i przekona Rząd Polski w Londynie, by w przyszłości działał z większym rozsądkiem".
Ambasador Stanów Zjednoczonych przy rządzie polskim w Londynie, Anthony J. Drexel Biddle, był zdania, że Sikorski został postawiony w trudnej sytuacji przez antyradziecko nastawionych polityków ze swego gabinetu, przede wszystkim przez ministra informacji Stanisława Kota. Zdaniem Biddle'a komunikat rządu polskiego zwracający się do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) z prośbą o zbadanie sprawy katyńskiej został opracowany z inicjatywy Kota i przekazany przez niego Sikorskiemu telefonicznie w momencie, gdy premier był "zmęczony i chory". Sikorski początkowo wyraził zgodę na opublikowanie komunikatu, później jednak po zastanowieniu się, chciał wstrzymać jego ogłoszenie, ale było już za późno. Kot działał szybko i przekazał prasie tekst.
Bliski współpracownik Roosevelta Sumner Welles, który 26 kwietnia przyjął Ciechanowskiego, krytycznie ustosunkował się do tej decyzji polskiego rządu, wychodząc z założenia, że MKCK nie jest w stanie wnikliwie zbadać sprawy na obszarze kontrolowanym przez Niemców i na podstawie dostarczonych przez nich materiałów. Welles był zdania, że rząd polski decydując się na ten krok, stworzył podstawę do zerwania stosunków dyplomatycznych, jego publiczne wystąpienia w tej sprawie utrudniają Rooseveltowi interwencję w Moskwie zmierzającą do naprawienia stosunków między stroną polską i radziecką w drodze dyplomatycznej.
Podobny pogląd reprezentował Averell Harriman, który 1 maja 1943 r. spotkał się w Londynie z Sikorskim. "Zadałem mu brutalne pytanie - wspomina Harriman - dlaczego zwrócono się z apelem do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, i oświadczyłem, że niezależnie od tego, czy oskarżenia Niemców okażą się prawdziwe, czy fałszywe, oświadczenie strony polskiej będzie miało katastrofalny skutek w Moskwie".
Jak wynika z przytoczonych dokumentów, Stany Zjednoczone nie były zainteresowane utrzymaniem napięcia między Polską a Związkiem Radzieckim, ale też nie były w czasie wojny zainteresowane wyjaśnieniem, kto ponosi winę za zbrodnię katyńską. Naciskały nawet na rząd polski w Londynie, aby wyciszył swe polemiki ze Związkiem Radzieckim i posądzeniem ZSRR o zbrodnię katyńską. Kłamliwe wypowiedzi Stalina w Waszyngtonie przyjmowano za dobrą monetę, byleby tylko nie narazić na szwank współpracy w ramach Wielkiej Koalicji. Priorytetem dla Roosevelta było utrzymanie Związku Radzieckiego w koalicji i wszystko, co zagrażało spoistości koalicji, traktowane było jako sprzeczne z ówczesnym interesem amerykańskim. Ówcześni politycy amerykańscy uważali, że takim problemem grożącym współpracy alianckiej w czasie II wojny światowej są napięcia między Polską i Związkiem Radzieckim. Dlatego Waszyngton był gotów tolerować fałsz propagandy radzieckiej, a nie pomagać w dociekaniu prawdy w sprawie mordu na polskich oficerach. Polonia amerykańska bezskutecznie domagała się od rządu amerykańskiego zaangażowania w wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Ale Waszyngton nie podejmował żadnych działań wobec Moskwy w celu dotarcia do prawdy. Rząd USA wolał wówczas akceptować radziecką wersję zbrodni katyńskiej. Tę postawę władze amerykańskie utrzymywały także w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej….”
http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jak-amerykanie-tuszowali-prawde-o-katyniu
Ten, kto jak ja, jest tylko pożytecznym „idiotą” - może pozwolić swojej myśli poszaleć i jest wolny w tym, by spoglądać na omawiane fakty historyczne z każdej strony, a zatem widzieć je oczami wszystkich zamieszanych stron. Ma również prawo zgłębiać ich zrozumienie, poszerzać lub zawężać rolę i znaczenie na wpływ jaki one miały w swojej konsekwencji na rzeczywistość czasów nam współczesnych.
Zastanawianie się przez historyka: „Co by było, gdyby było?” automatycznie podważa jego obiektywizm w ocenie dziejów historycznych, bo przestaje się on w tym momencie trzymać faktów, co jest dowodem jego nie obiektywizmu i stronniczości. Tak właśnie postępowali komuniści w PRL-u zakłamując historię, tak postępują dzisiaj „nie zależni” historycy twierdzący, że medal ma tylko jedną stronę.
Moim skromnym zdaniem udowadnianie, że gdyby jajko było pierwsze, to nie kura, a gdyby kura była pierwsza, to nie jajko i kierowanie rozmowy na te tory jest bez sensu, ponieważ wszyscy już dzisiaj wiedzą, że Słońce stoi w miejscu, że Ziemia była i jest okrągła, Księżyc wokół Ziemi się kręcił i kręci, a razem z nią wokół Słońca od zawsze, zanim jeszcze tę oczywistą prawdę zrozumieliśmy.
Historyk zajmuje się faktami, a nie gdybaniem. Od gdybania są tacy jak ja – „digitalowe dzieciory” - czyli pożyteczni „idioci”, wychwytujący w zlepkach myśli ludzkich, ze źródła ich pamięci fakty, które z darem patrzenia na świat oczami dzieciora widzącymi najmniejsze nawet detale prawd rozsypanych dookoła, łączą potem ze sobą i z geografią polityki - widzą obnażoną całość. O takich jak ja mówi się pogardliwie – „wykształciuch”!
Twierdzenie, że medal ma tylko jedną stronę jest błędne samo w sobie i cuchnie fałszem. To tak jakby przy dzisiejszym rozwoju wiedzy i namacalnych dowodach nadal twierdzić, że Ziemia jest płaska i że spoczywa na grzbietach trzech słoni. Dlaczego słoni? Bo tylko słonie są tak bardzo pamiętliwe, że nigdy nie zapomną iż gdy raz, jeszcze gdy były małe i w niewoli, próbowały z palika do którego były przywiązane się uwolnić – nie mogły tego zrobić i dlatego, gdy już dorosły, dojrzały i stały się silne na tyle by stać się wolnymi, nadal niestety tkwią w tym samym miejscu uwiązane do swojego palika. Dzisiaj nawet nie próbują się z uwiązania zerwać, bo przecież doskonale pamiętają, ze nie da się tego zrobić. I tak o to w niewoli swojej, przykute do skostniałej swej pamięci trwają przekonane o jej nieomylności, bo opartej na doświadczeniach aż i tylko swoich.
Dlaczego trzy słonie? Bo światem trójka rządzi. Trzymają go nie na swoich grzbietach, na to są za mądrzy, ale w swoich karbach i nie chcą go uwolnić. Gdy ktoś twierdzi, że daremny jest ich trud i bez sensowny, bo przecież Ziemia jest okrągła i wokół własnej osi się kręci zataczając przy tym ogromne koło dookoła Słońca – nazwą go kłamcą i sprzeniewiercą, heretykiem i kolaborantem! Dlaczego? Bo podważył ich użyteczność w tym co robią, ich skamieniałą pamięć i inteligencję bez wyobraźni. Mówią: Bóg – wyrzekając się mocy słowa Bożego, posłuszeństwa wobec Jego woli, prawdy o tym, że bez Niego człowiek jest niczym! On jest naszą myślą, inteligencją, natchnieniem i prawdą. Mówia: Honor – a ciągle daleko stoją od niego kłamiąc i manipulując prawdą i człowiekiem, zaprzeczając, że medal ma jednak dwie strony! Mówią: Ojczyzna – a nie rozumieją słowa tego mocy!
"... Kiedy Rząd Polski w Londynie zażądał, aby zbrodnię katyńską wyjaśnił Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Związek Radziecki zerwał w 1943 r. stosunki dyplomatyczne z Polską. Rządowi amerykańskiemu nie było na rękę zerwanie stosunków dyplomatycznych między Polską a Związkiem Radzieckim, toteż próbował złagodzić sytuację. Zarówno sekretarz stanu USA C. Hull, jak i jego zastępca S. Wells dali do zrozumienia ambasadorowi RP w Waszyngtonie Janowi Ciechanowskiemu, że rząd USA ma poważne zastrzeżenia do sposobu prowadzenia przez rząd polski sprawy Katynia. "Waszyngton i Londyn - pisał na ten temat prof. E.J. Rozek - głównie troszczyły się o zachowanie jedności sojuszniczej. Alianci zachodni, chociaż poruszeni wielką tragedią w Katyniu, byli niezadowoleni, że Polacy zwrócili się z apelem do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża". Prezydent Roosevelt depeszował 26 kwietnia 1943 r. do Stalina: "Całkowicie rozumiem Pana problemy, jednocześnie żywię jednak nadzieję, że w obecnej sytuacji może Pan znaleźć sposób, aby posunięciem swoim nadać charakter raczej chwilowego zaniechania rozmów z Rządem Polskim na emigracji w Londynie aniżeli kompletnego zerwania stosunków dyplomatycznych między Związkiem Radzieckim a Polską. Nie mogę uwierzyć, aby Sikorski w najmniejszej nawet mierze współpracował z hitlerowskimi gangsterami. Moim zdaniem popełnił on jednak błąd, odwołując się w tej właśnie sprawie do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Ponadto skłonny jestem sądzić, że Premier Churchill znajdzie sposób i przekona Rząd Polski w Londynie, by w przyszłości działał z większym rozsądkiem".
Ambasador Stanów Zjednoczonych przy rządzie polskim w Londynie, Anthony J. Drexel Biddle, był zdania, że Sikorski został postawiony w trudnej sytuacji przez antyradziecko nastawionych polityków ze swego gabinetu, przede wszystkim przez ministra informacji Stanisława Kota. Zdaniem Biddle'a komunikat rządu polskiego zwracający się do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) z prośbą o zbadanie sprawy katyńskiej został opracowany z inicjatywy Kota i przekazany przez niego Sikorskiemu telefonicznie w momencie, gdy premier był "zmęczony i chory". Sikorski początkowo wyraził zgodę na opublikowanie komunikatu, później jednak po zastanowieniu się, chciał wstrzymać jego ogłoszenie, ale było już za późno. Kot działał szybko i przekazał prasie tekst.
Bliski współpracownik Roosevelta Sumner Welles, który 26 kwietnia przyjął Ciechanowskiego, krytycznie ustosunkował się do tej decyzji polskiego rządu, wychodząc z założenia, że MKCK nie jest w stanie wnikliwie zbadać sprawy na obszarze kontrolowanym przez Niemców i na podstawie dostarczonych przez nich materiałów. Welles był zdania, że rząd polski decydując się na ten krok, stworzył podstawę do zerwania stosunków dyplomatycznych, jego publiczne wystąpienia w tej sprawie utrudniają Rooseveltowi interwencję w Moskwie zmierzającą do naprawienia stosunków między stroną polską i radziecką w drodze dyplomatycznej.
Podobny pogląd reprezentował Averell Harriman, który 1 maja 1943 r. spotkał się w Londynie z Sikorskim. "Zadałem mu brutalne pytanie - wspomina Harriman - dlaczego zwrócono się z apelem do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, i oświadczyłem, że niezależnie od tego, czy oskarżenia Niemców okażą się prawdziwe, czy fałszywe, oświadczenie strony polskiej będzie miało katastrofalny skutek w Moskwie".
Jak wynika z przytoczonych dokumentów, Stany Zjednoczone nie były zainteresowane utrzymaniem napięcia między Polską a Związkiem Radzieckim, ale też nie były w czasie wojny zainteresowane wyjaśnieniem, kto ponosi winę za zbrodnię katyńską. Naciskały nawet na rząd polski w Londynie, aby wyciszył swe polemiki ze Związkiem Radzieckim i posądzeniem ZSRR o zbrodnię katyńską. Kłamliwe wypowiedzi Stalina w Waszyngtonie przyjmowano za dobrą monetę, byleby tylko nie narazić na szwank współpracy w ramach Wielkiej Koalicji. Priorytetem dla Roosevelta było utrzymanie Związku Radzieckiego w koalicji i wszystko, co zagrażało spoistości koalicji, traktowane było jako sprzeczne z ówczesnym interesem amerykańskim. Ówcześni politycy amerykańscy uważali, że takim problemem grożącym współpracy alianckiej w czasie II wojny światowej są napięcia między Polską i Związkiem Radzieckim. Dlatego Waszyngton był gotów tolerować fałsz propagandy radzieckiej, a nie pomagać w dociekaniu prawdy w sprawie mordu na polskich oficerach. Polonia amerykańska bezskutecznie domagała się od rządu amerykańskiego zaangażowania w wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Ale Waszyngton nie podejmował żadnych działań wobec Moskwy w celu dotarcia do prawdy. Rząd USA wolał wówczas akceptować radziecką wersję zbrodni katyńskiej. Tę postawę władze amerykańskie utrzymywały także w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej….”
http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jak-amerykanie-tuszowali-prawde-o-katyniu
Ten, kto jak ja, jest tylko pożytecznym „idiotą” - może pozwolić swojej myśli poszaleć i jest wolny w tym, by spoglądać na omawiane fakty historyczne z każdej strony, a zatem widzieć je oczami wszystkich zamieszanych stron. Ma również prawo zgłębiać ich zrozumienie, poszerzać lub zawężać rolę i znaczenie na wpływ jaki one miały w swojej konsekwencji na rzeczywistość czasów nam współczesnych.
Zastanawianie się przez historyka: „Co by było, gdyby było?” automatycznie podważa jego obiektywizm w ocenie dziejów historycznych, bo przestaje się on w tym momencie trzymać faktów, co jest dowodem jego nie obiektywizmu i stronniczości. Tak właśnie postępowali komuniści w PRL-u zakłamując historię, tak postępują dzisiaj „nie zależni” historycy twierdzący, że medal ma tylko jedną stronę.
Moim skromnym zdaniem udowadnianie, że gdyby jajko było pierwsze, to nie kura, a gdyby kura była pierwsza, to nie jajko i kierowanie rozmowy na te tory jest bez sensu, ponieważ wszyscy już dzisiaj wiedzą, że Słońce stoi w miejscu, że Ziemia była i jest okrągła, Księżyc wokół Ziemi się kręcił i kręci, a razem z nią wokół Słońca od zawsze, zanim jeszcze tę oczywistą prawdę zrozumieliśmy.
Historyk zajmuje się faktami, a nie gdybaniem. Od gdybania są tacy jak ja – „digitalowe dzieciory” - czyli pożyteczni „idioci”, wychwytujący w zlepkach myśli ludzkich, ze źródła ich pamięci fakty, które z darem patrzenia na świat oczami dzieciora widzącymi najmniejsze nawet detale prawd rozsypanych dookoła, łączą potem ze sobą i z geografią polityki - widzą obnażoną całość. O takich jak ja mówi się pogardliwie – „wykształciuch”!
Twierdzenie, że medal ma tylko jedną stronę jest błędne samo w sobie i cuchnie fałszem. To tak jakby przy dzisiejszym rozwoju wiedzy i namacalnych dowodach nadal twierdzić, że Ziemia jest płaska i że spoczywa na grzbietach trzech słoni. Dlaczego słoni? Bo tylko słonie są tak bardzo pamiętliwe, że nigdy nie zapomną iż gdy raz, jeszcze gdy były małe i w niewoli, próbowały z palika do którego były przywiązane się uwolnić – nie mogły tego zrobić i dlatego, gdy już dorosły, dojrzały i stały się silne na tyle by stać się wolnymi, nadal niestety tkwią w tym samym miejscu uwiązane do swojego palika. Dzisiaj nawet nie próbują się z uwiązania zerwać, bo przecież doskonale pamiętają, ze nie da się tego zrobić. I tak o to w niewoli swojej, przykute do skostniałej swej pamięci trwają przekonane o jej nieomylności, bo opartej na doświadczeniach aż i tylko swoich.
Dlaczego trzy słonie? Bo światem trójka rządzi. Trzymają go nie na swoich grzbietach, na to są za mądrzy, ale w swoich karbach i nie chcą go uwolnić. Gdy ktoś twierdzi, że daremny jest ich trud i bez sensowny, bo przecież Ziemia jest okrągła i wokół własnej osi się kręci zataczając przy tym ogromne koło dookoła Słońca – nazwą go kłamcą i sprzeniewiercą, heretykiem i kolaborantem! Dlaczego? Bo podważył ich użyteczność w tym co robią, ich skamieniałą pamięć i inteligencję bez wyobraźni. Mówią: Bóg – wyrzekając się mocy słowa Bożego, posłuszeństwa wobec Jego woli, prawdy o tym, że bez Niego człowiek jest niczym! On jest naszą myślą, inteligencją, natchnieniem i prawdą. Mówia: Honor – a ciągle daleko stoją od niego kłamiąc i manipulując prawdą i człowiekiem, zaprzeczając, że medal ma jednak dwie strony! Mówią: Ojczyzna – a nie rozumieją słowa tego mocy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz