Alkohol i inne używki mają to do siebie, że jednych uzależniają od siebie, a innych nie. Jedni wpadają w ich sidła, drudzy przechodzą po nich bez większego uszczerbku. Podobnie jest z "obowiązkową" cyfrową tożsamością, cokolwiek to znaczy. To czy się na nią zgodzę, czy nie, jednak zawsze będzie zależeć ode mnie samej, ponieważ to jestem ja, która decyduje o tym, czy chcę istnieć w świecie cyfrowym, czy w rzeczywistym, czy chcę być tylko numerem, czy człowiekiem.
Co to znaczy obowiązkowa tożsamość cyfrowa?
Przekonali się o tym więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej.
Nie muszę doświadczyć, żeby rozumieć, jak wielkie jest to zło. Na pytanie więc o numer PESEL, zawsze odpowiadam imieniem i nazwiskiem, ponieważ nie jestem jakimś tam numerem ewidencyjnym, nie jestem więźniem obozu, jestem wolnym człowiekiem mającym swoje imię i nazwisko i godność.
Mam wybrać fejsa, żeby "istnieć", wybieram "nieistnienie" poza fejsem.
To ciągle jest tylko i wyłącznie moja wola, a moją wolą jest nie uzależniać się od niczego i tego się trzymam.
I gdyby wszyscy w taki sposób podchodzili do sprawy, to takie sorosy, szwaby i inne czerwone szyldy musieli by się gryźć we własne ogony. Nic by nie mogli, gdyby człowiek zrozumiał wreszcie, że ma władzę nad tymi bestiami w ludzkich skórach. Ma władzę pokazać tym psom diabła, gdzie jest ich miejsce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz