Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Karmię się słowem Bożym, mogę śmiało powiedzieć, że nieustannie, nawet gdy się budzę w nocy, to okazuje się, że jestem w trakcie rozmowy z Bogiem Ojcem. Dopasowuję moje życie do słowa Bożego, a nie odwrotnie. Jest to możliwe, ponieważ każdą wolną chwilę spędzam ze słowem Bożym, albo je czytam, albo go słucham, albo rozważam nad nim, zagłębiam się w nie gdy jadę rowerem do pracy, gdy idę na spacer, w trakcie sprzątania, gotowania, czy innych zajęć domowych.
Nic mi tak nie smakuje, jak właśnie duchowa strawa przy stole obficie zastawionym słowem Boga przez Boga.
Nie wyobrażam sobie życia bez Niego. On jest nie tylko moim Ojcem, ale i najlepszym Przyjacielem, powiernikiem, Który nigdy mnie źle nie zrozumie, nie zdradzi i tak, jak ja niczego od Niego nie chcę, oprócz tego aby po prostu Był w moim życiu, tak i On chce ode mnie tego samego. No, więc jesteśmy dla siebie nawzajem. Piękna to przyjaźń, taka bezinteresowna, prawdziwa.
Rozmawiam z Nim przy tym stole duchowym o wszystkim, tak jak dziecko, zadaję Mu masę pytań, na które wymagam odpowiedzi. Czasami to nawet pokłócę się z Bogiem o jakąś tam bzdurę dla Niego, a ważną rzecz dla mnie, albo powiem Mu nawet: Boże Ojcze, tak się nie robi. I zauważyłam, że Bóg Ojciec bardzo to lubi, ponieważ zna motywy mojego serca i wcale nie gniewa się na mnie za moją dziecięcą zuchwałość i dociekanie, wprost przeciwnie.
Piszę, że rozmawiam z Bogiem o wszystkim, a to znaczy, że tak jak On mnie słucha, tak i ja słucham tego, co Bóg ma mi do powiedzenia.
Czasami mnie za coś pochwali, ale częściej karci w miłości i z miłością. Tak ja to rozumiem, ponieważ po wstrząsie wywołanym karceniem ogarnia mnie nie bunt, ale pokora. Olśniewa mnie zrozumienie i niesamowita wdzięczność do Boga Ojca, za to, że tak bardzo mnie kocha, że ma dla mnie cierpliwość. Przyznaję Mu, jak zwykle rację, przepraszam Go i na nowo czymś tam zawracam Mu głowę, no bo życie, to przecież studnia bez dna, tyle niesie ze sobą nieodgadnionego.
A jak studnia, to wybieram tą z wodą życia, wybieram Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela mojego, Jego nauki, przestrogi i napomnienia. Przyjmuję Jego miłość i każde słowo, którym mnie On karci, bądź błogosławi, bo chociaż szczeniakiem jestem, to jednak raduję się za każdym razem, gdy Go spotykam i mogę zajadać się do woli okruchami spadającymi z Jego stołu, ku Jego (wiem o tym) nie skrywanej moim widokiem radości.
Karmię się słowem Bożym, mogę śmiało powiedzieć, że nieustannie, nawet gdy się budzę w nocy, to okazuje się, że jestem w trakcie rozmowy z Bogiem Ojcem. Dopasowuję moje życie do słowa Bożego, a nie odwrotnie. Jest to możliwe, ponieważ każdą wolną chwilę spędzam ze słowem Bożym, albo je czytam, albo go słucham, albo rozważam nad nim, zagłębiam się w nie gdy jadę rowerem do pracy, gdy idę na spacer, w trakcie sprzątania, gotowania, czy innych zajęć domowych.
Nic mi tak nie smakuje, jak właśnie duchowa strawa przy stole obficie zastawionym słowem Boga przez Boga.
Nie wyobrażam sobie życia bez Niego. On jest nie tylko moim Ojcem, ale i najlepszym Przyjacielem, powiernikiem, Który nigdy mnie źle nie zrozumie, nie zdradzi i tak, jak ja niczego od Niego nie chcę, oprócz tego aby po prostu Był w moim życiu, tak i On chce ode mnie tego samego. No, więc jesteśmy dla siebie nawzajem. Piękna to przyjaźń, taka bezinteresowna, prawdziwa.
Rozmawiam z Nim przy tym stole duchowym o wszystkim, tak jak dziecko, zadaję Mu masę pytań, na które wymagam odpowiedzi. Czasami to nawet pokłócę się z Bogiem o jakąś tam bzdurę dla Niego, a ważną rzecz dla mnie, albo powiem Mu nawet: Boże Ojcze, tak się nie robi. I zauważyłam, że Bóg Ojciec bardzo to lubi, ponieważ zna motywy mojego serca i wcale nie gniewa się na mnie za moją dziecięcą zuchwałość i dociekanie, wprost przeciwnie.
Piszę, że rozmawiam z Bogiem o wszystkim, a to znaczy, że tak jak On mnie słucha, tak i ja słucham tego, co Bóg ma mi do powiedzenia.
Czasami mnie za coś pochwali, ale częściej karci w miłości i z miłością. Tak ja to rozumiem, ponieważ po wstrząsie wywołanym karceniem ogarnia mnie nie bunt, ale pokora. Olśniewa mnie zrozumienie i niesamowita wdzięczność do Boga Ojca, za to, że tak bardzo mnie kocha, że ma dla mnie cierpliwość. Przyznaję Mu, jak zwykle rację, przepraszam Go i na nowo czymś tam zawracam Mu głowę, no bo życie, to przecież studnia bez dna, tyle niesie ze sobą nieodgadnionego.
A jak studnia, to wybieram tą z wodą życia, wybieram Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela mojego, Jego nauki, przestrogi i napomnienia. Przyjmuję Jego miłość i każde słowo, którym mnie On karci, bądź błogosławi, bo chociaż szczeniakiem jestem, to jednak raduję się za każdym razem, gdy Go spotykam i mogę zajadać się do woli okruchami spadającymi z Jego stołu, ku Jego (wiem o tym) nie skrywanej moim widokiem radości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz