Supermarkety, moim zdaniem, są błędnie nazywane galeriami. Uważam, że są one powodem zmiany stylu życia, na gorsze niestety, przez wielu ludzi. Gdy widzę te tłumy spędzające swój wolny czas na bezmyślnym łażeniu i wydawaniu swoich często ciężko zarobionych pieniędzy lub co gorsza zdobytych przez zaciąganie kolejnych kredytów, to ogarnia mnie przerażenie, albo raczej odczuwam litość dla nich. Mam wrażenie, że ludzie ci w jakimś sensie uzależnili się od tej wątpliwej jakości „rozrywki”.
Supermarkety stały się, w moim przekonaniu, jakby złodziejami ludzkiego nie tylko czasu, ale i smaku, i wrażliwości na to, co naprawdę jest piękne i wartościowe, co wzbogaca ludzką duszę i podnosi standard życia człowieka, mianowicie źródeł prawdziwej kultury i rozrywki jakimi są np. teatr, filharmonia, czy chociażby czas spędzony w bibliotecznej czytelni, na jakiejś ciekawej prelekcji lub zwyczajnie na łonie natury.
Mimo woli przez chwilę wróciłam wspomnieniami do mojego domu rodzinnego, do miejsca, w którym wyrosłam, do ludzi jeszcze nie otumanionych nowym stylem życia tak do końca i bez reszty.
Przypominam sobie jak już w sobotnie wieczory ludzie z sąsiedztwa razem z moimi rodzicami organizowali dla nas, dla swoich dzieci ogniska z pieczeniem ziemniaków, kiełbasek na patykach, gotowaniem dzień wcześniej złowionych raków. Były piosenki przy wtórze gitary, były różne zawody, śmiech i zabawa – my dzieci razem z naszymi rodzicami. Wyrosłam w pięknym środowisku. Nauczyłam się tak bardzo wiele i nie tylko od moich rodziców.
Niedziela najczęściej była dniem zarezerwowanym dla Boga i rodziny. Po mszy św. Szłyśmy z mamą do przytulnej kawiarenki na kawę, gdy już byłam panienką. Był to nasz czas – córki i matki, czas wspaniałej więzi, przyjaźni i zaufania, zwierzeń, dobrych rad i delikatnego karcenia, intymnych pytań i odpowiedzi. Po powrocie do domu tradycyjny obiadek w gronie rodziny, po czym mała sjesta, czytanie książek, prowadzenie ciekawych rozmów na wszystkie możliwe tematy przy herbatce z własnymi wypiekami, tatko grał z nami np. w warcaby lub w remika.
Te wyniesione tradycje z domu kontynuuję w miarę moich możliwości w tym jakże skołowanym i pełnym sprzeczności dzisiejszym świecie, rozkochanym bardziej w rzeczach materialnych niż w potrzebie szukania zaspokojenia potrzeb duchowych, równie ważnych, a może nawet i ważniejszych, ponieważ pomagają one człowiekowi zachować równowagę, rozwagę i tak bardzo dzisiaj potrzebną mądrość życiową.
Nie! Nie daję się zwariować, gwiżdżę na reklamy. Sklepy odwiedzam tylko wtedy gdy już naprawdę muszę, jedynie czasami robię to tak sobie, dla głupoty. Życie jest zbyt drogocenne, by marnować je na takie bzdety jak niedzielne zakupy w supermarkecie i to jeszcze na kredyt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz