Wszystko pięknie Panie Listek Elf, jedynie to się nie zgadza, że Niemcy dopiero teraz zmieniły front. Nie zmieniły! Zgadza się natomiast to, że teraz po tym jak były prezydent USA, Biden dał Niemcom zielone światło, Niemcy OTWARCIE już myślą i coraz głośniej mówią o budowie infrastruktury wojennej, oczywiście na koszt wszystkich krajów członkowskich UE (sic!). Front Niemiec zawsze był i jest taki sam, mianowicie niewygasłe w nich nigdy marzenie o 1000-letnim panowaniu nad światem.
Nie udało im się zdobyć tego 1000-letniego panowania przez byłe trzy rzesze niemieckie, to mają nadzieję, że uda im się zbudować IV rzeszę niemiecką i dzięki temu osiągnąć swój cel imperialny. No bo jak Niemcy, ci "nadludzie" - rasa panów, w ich mniemaniu, mają równać się z pozostałymi "podludźmi" - Europejczykami?
Niemcy przecież tak bardzo cierpią z tego powodu, że od czasów II wojny światowej musieli godzić się na to aby siedzieć w swoich granicach i nie podskakiwać zbytnio. Prawdziwi biedacy, którym należy jedynie "współczuć" z powodu tego "upodlenia".
Pycha zawsze idzie przed upadkiem. Tak było podczas I wojny światowej, tak było podczas II wojny światowej i tak będzie podczas następnej wojny, do której Niemcy dążą już otwarcie. Jestem tylko ciekawa, kto będzie chciał walczyć i umierać za te przeklęte, pyszne Niemcy, które jedyne co potrafią to wywoływać wojny, mordować sąsiednie narody, niszczyć ich państwa i bogacić się przez okradanie swoich sąsiadów?
Odpowiedź jest jedna, mianowicie taka:
Raczej żaden z narodów środkowej Europy, nazywanej przez Niemcy Wschodnią Europą, które Niemcy do społu z Rosją krzywdziły od wieków. To dlatego, podejrzewam, Angela Merkel w 2015 roku zaprosiła i sprowadziła do Niemiec "gości" z Bliskiego Wschodu, a Ursula von der Leyen kontynuuje politykę migracyjną Angeli Merkel jednocześnie i dla pozoru nagłaśniając kryzys migracyjny. Tym sposobem wymusza na narodach członkowskich UE zgodę na relokację migrantów, moim zdaniem, niemiecką piątą kolumnę w razie czego, paradoksalnie nazywając tę swoją politykę migracyjną, solidarnością (sic!), podczas gdy tak Merkel jak i von der Leyen miały głęboko gdzieś solidarność z narodami członkowskimi UE, gdy tych "gości" jedna z nich zapraszała, a druga przedłuża ich goszczenie, oczywiście chętnie na koszt innych.
Niemcy zawsze tak działają, bezwstydnie, z premedytacją i bezwzględnie załatwiają własne interesy kosztem innych narodów, o czym donosi historia. Ci przybysze mają być niemieckim "mięsem armatnim" w razie kolejnej wojny, którą Niemcy mają ponoć zamiar wywołać i prowadzić z Rosją na polskiej ziemi (sic!) w 2029 roku. Migranci mają być kamyczkiem za pomocą, którego, Niemcy marzą pokonać i Polskę, i wszystkie kraje Europy wschodniej, które nie zechcą się Niemcom podporządkować. I to jest główny powód, uważam, dla którego Niemcy wpychają swoich "gości", i to na siłę do naszego kraju. A skoro planują wojnę z Rosją, to zrozumiałe już dla mnie jest, dlaczego Niemcy nie chcą zakończenia wojny na Ukrainie. Chodzi o całkowite osłabienie militarne i gospodarcze Rosji, podczas gdy Niemcy w tym samym czasie będą spokojnie budowały swoją infrastrukturę wojenną w nadziei, że dzięki temu pokonają Rosję w planowanej przez nie wojnie na 2029 rok, czego nawet już nie ukrywają.
Jednak ja myślę, że ta planowana przez Niemcy przyszła wojna z Rosją to jest jedynie ich pretekst, ponieważ nie od dzisiaj jest wiadome, że Niemcy z Rosją to jest tak zwane małżeństwo "doskonałe", raz się kłócą ze sobą, innym razem godzą się i tulą się do siebie, niczym papużki nierozłączki.
Niemcy chętnie chciałyby zdobyć Rosję i jej naturalne zasoby, wchodzi to w zakres ich marzeń o władaniu przez 1000 lat całym światem (to taki ich syndrom imperialisty rzymskiego), ale wiedzą, że jest to nie możliwe, przynajmniej jak na razie, dlatego przypuszczam, że po tej dzisiejszej kłótni, to małżeństwo "doskonałe" nadal będzie trwać, ponieważ Niemcy potrzebują Rosji, a Rosja potrzebuje Niemiec.
Zatem budowana armia niemiecka ma być, według mnie, postrachem nie tyle dla Rosji (chociaż też), co dla tych pomniejszych narodów Europy Wschodniej. Dla narodów, które nie chcą całkowicie oddać swojej suwerenności UE (czytaj: Niemcom) w zamian za jakieś tam ochłapy, które, w przeciwieństwie do Niemiec, nie marzą o wielkości imperialnej a jedynie o współpracy gospodarczej na zasadzie partnerstwa, jak to miało miejsce na początku, gdy te kraje wstępowały do UE, zachowując przy tym swoją odrębność narodową. A to nie pasuje Niemcom marzącym o byciu kolejnym Cesarstwem Rzymskim (?). Mania wielkości, to ciężka i nieuleczalna choroba psychiczna, na którą chorują Niemcy.
Zatem armia jest potrzebna Niemcom głównie po to, aby w przyszłości było kim i czym "uspokoić" ewentualnych zbuntowanych, czyli mniejsze kraje członkowskie UE ciężko doświadczone w niedalekiej jeszcze przeszłości przez sowiecki kołchoz. Gdy te kraje odkryją, a z pewnością to zrobią, że UE to drugi Sowiet, a nawet pod wieloma względami gorsza, jestem pewna, że do buntów dojdzie, zresztą już dochodzi w co niektórych, bardziej świadomych i zdroworozsądkowo myślących narodach krajów niegdyś znajdujących się pod butem sowieckim, a dzisiaj pod brukselskim (czytaj: niemieckim), niestety.
I to jest główny powód dla, którego Niemcy budują armię i to na koszt swoich przyszłych ofiar, które dzisiaj von der Leyen zmusiła strachem przed Rosją, do kolejnego zadłużenia się na rzecz budowy tej przyszłej armii niemieckiej, dla niepoznaki nazywanej armią europejską.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz