I ja muszę w tym miejscu oddać Bogu Ojcu chwałę za przywrócenie oczu mojemu synowi.
Jako dziecko został zdjagnozowany przez okulistów w jednej z klinik okulistycznych, że ma wadę wzroku, która jest nieuleczalna i że z roku na rok będzie widział coraz gorzej, aż do utraty wzroku. Coroczne badania zdawały się to potwierdzać i syn musiał nosić coraz to silniejsze okulary. Byliśmy wtedy, ja i moi dwaj synowie prześladowani przez mojego męża, a ich ojca z powodu wiary. Modliliśmy się po kryjomu, czytaliśmy Biblię po kryjomu.
Wyglądało to tak, że podczas nieobecności męża w domu, my spotykaliśmy się z Bogiem, to znaczy, podczas czytania Jego Słowa, rozważaliśmy je. Młodszy syn siedział wtedy przy oknie i wypatrywał wracającego do domu ojca. Gdy mówił:
- "Tatuś wraca"- chowaliśmy Biblię i rozchodziliśmy się, każde do swoich zajęć, dziękując wpierw Bogu za nasze spotkanie z Nim.
Dlaczego chowaliśmy Biblię? Ponieważ już jedną wyrwał mąż z moich rąk i porwał ją. Ale to wspominam tak nawiasem.
Wracam do cudu uzdrowienia przez Boga Ojca oczu mojego starszego syna.
Gdy synowie dorośli, starszy zapragnął studiować teologię. Bardzo ucieszyłam się z tego jego wyboru i błogosławiłam mu całym sercem, mąż natomiast był wściekły. Cierpliwie brałam tą jego wściekłość na siebie. Pozwalałam mężowi wyładowywać swoje niezadowolenie z wyboru syna na mnie, ponieważ wtedy mniej obrywało się synowi, który stał mocno przy swoim postanowieniu.
Z Bożą pomocą uzyskaliśmy w końcu męża zgodę na studiowanie przez syna wybranego kierunku. Mało tego, Bóg tak pokierował sercem męża, że opłacał on te syna studia, płacił czynsz za stancję i dwa razy w miesiącu zawoziliśmy synowi prowiant. Musiałam się wtedy wiele nasłuchać, przyjąć na siebie wiele wymówek od męża, którymi nieustannie i bezlitośnie mnie biczował, lecz ciągle dziękowałam Bogu i prosiłam Boga o cierpliwość, o spokój serca, o to aby pomagał mi przyjmować z pokorą całe to bicie psychiczne, to psychiczne znęcanie się męża nade mną, abym pomimo wszystko mogła okazywać mężowi miłość i szacunek.
Syna stancja, to było małe, jednopokojowe mieszkanko z niewielką kuchnią i łazienką. Którejś nocy, syn jak zwykle po skończonym obcowaniu z Bogiem przez rozważanie Jego Słowa, po modlitwie, zdjął okulary i położył się spać. W środku nocy obudziła go czyjaś obecność w pokoju. Takie miał wrażenie, ale w pokoju nikogo nie było, więc na powrót zasnął. Pierwsze co zawsze rano robił, to wkładał okulary bez których nic nie widział. Tak zrobił i tym razem i przestraszył się, ponieważ gdy je włożył, to nic nie widział. Zdjął je i przetarł oczy i gdy je otworzył, oddał głośno chwałę Bogu, dziękował Mu za to, że oddał mu oczy. Zadzwonił do mnie i powiedział:
- "Mamo, dzisiaj w nocy Bóg sam mnie odwiedził, wzmocnił mnie i oddał mi moje oczy! Ja widzę! Czytam najdrobniejsze teksty bez okularów!".
I ja oddałam chwałę Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa i opowiedziałam mężowi co się stało. Pojechaliśmy do syna w odwiedziny, bo mąż nie chciał w to uwierzyć. Gdy mąż zobaczył syna bez okularów czytającego swoje księgi, zdumiał się i zamilkł.
Od tamtej pory syn nie ma problemów ze wzrokiem, nie nosi okularów, a mąż złagodniał i powoli zaprzestawał swojego nas prześladowania z powodu naszej wiary.
Całkowicie się uspokoił po tym jak syn podczas robienia doktoratu, zaczął wykładać na Uczelni i prowadzić seminaria w różnych krajach na świecie. Dzisiaj nie przeszkadza nam już wielbić Pana, nie przeszkadza mu też moja ciągle otwarta Biblia mająca swoje miejsce w pokoju dziennym i to bez wzgledu na to czy ktoś nas odwiedza czy nie. Nie muszę już jej chować, mało tego, coraz częściej mogę z mężem rozmawiać na temat tego, co w niej wyczytuję, nawet czasami sam mnie o to pyta, a ja Bogu dziękuję za to, za te wszystkie cuda jakich dokonał On w mojej rodzinie, za Jego obecność w naszym życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz