czwartek, 18 czerwca 2020

Pytania, które sobie samej zadaję

Słabe to narzędzie (Kościół) skoro bardziej boi się wirusa, aniżeli Boga. Bóg nigdy nie opuszcza swoich dzieci, a Kościół? Co z niego za matka? Jakaś wyrodna chyba, bo w biedzie porzuciła swoje dzieci.
Maryja nigdy nie porzuciła Jezusa, więc porównywanie Kościoła z Maryją nie jest trafne, delikatnie mówiąc.
Bóg poddał KK próbie i Kościół tej próby nie zdał, niestety. Gdy ktoś odchodzi teraz od Kościoła, to czyja jest to wina? Gdy żona zdradzi męża i mąż odchodzi z tego powodu od żony, i potem zgrzeszy łącząc się z inną kobietą, to na kogo spadnie ten grzech cudzołóstwa, na niego, czy na nią? No właśnie.
Jeżeli Kościół nie wypełnia swojej misji i dopuszcza się cudzołóstwa, zdradza swoich wiernych, to czyja to jest wina gdy ci wierni będą szukać Boga gdzie indziej, wiernych czy Kościoła?
Są to pytania, które sobie samej zadaję po tej pandemii strachu wywołanej, jak sądzę, po to abyśmy zobaczyli prawdę o Kościele, któremu ufaliśmy, a który okazał się być nie matką, a macochą, abyśmy też zobaczyli prawdę o samych sobie.
Trudne są to pytania, jeszcze trudniejsze jest być niekochanym dzieckiem, ba! Nie tylko niekochanym dzieckiem, ale i odrzuconym przez tę macochę, którą Kościół okazał się być w czasie niedogodnym.
Przepraszam za tę moją szczerość, ale taka już jestem, że mówię to co myślę. To ma swoje plusy - rodzi refleksję, konfrontuje wiarę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz