Wezmę do ręki książkę, wezmę do ręki długopis i zeszyt, i będę sobie czytać i pisać do woli, co tylko będę chciała, i to bez żadnej kontroli.
Nikt nie będzie blokował moich myśli, nie będzie usuwał tego co napiszę. Dotknę wolności słowa w prawdziwym i pełnym tego pojęcia znaczeniu.
Przeniesiona odpowiedź Marek na ten mój komentarz umieszczony pod filmikiem zapodanym przez PCh24TV - Polonia Christiana, zatytułowanym: "Co zrobisz, gdy "zabraknie" prądu?"
OdpowiedzUsuńTylko nikt tego nie będzie czytał...
@Marek
UsuńCo Ty nie powiesz? Świat bez prądu już istniał, podobnie jak i książki, które zawsze miały swoich nie tylko autorów, ale i czytelników.
Przeniesiona odpowiedź Weather Sun na mój komentarz:
OdpowiedzUsuńi będziesz je jadł, no chyba, że jesteś samowystarczalnym rolnikiem.
@Weather Sun
UsuńJestem kreatorem własnego życia i to z woli Boga. Nie straszne są mi zatem żadne sztuczne czy też prawdziwe kryzysy. Jestem człowiekiem rozumnym i dlatego w każdych warunkach dam sobie radę, bo chcę.
Przeniesiona odpowiedź Jarek Iwan na mój komentarz:
OdpowiedzUsuńTylko kto wyproduje ten długopis zeszyt wyda książkę dostarczy czytelnikowi owszem świąt istniał bez prądu ale w tedy było miliard ludzi a 100 tysięczne miasto było olbrzymią metropolią dziś to zwlke małe miasto jak wyżywić miasto o 2-3 mil. populacji jak dostarczyć tysiące ton zaopatrzenia a 7 miliardów ludzi. Dla nie wiawiarkow proponuje spacer koło 3-4 rano na obrzeża miasta i zobaczenie ile tirów wjeżdża do przeciętnego miasta . W markecie nie produkuje się jajek
@Jarek Iwan
UsuńPatrzysz na świat oczami człowieka nie tylko uzależnionego, ale i zniewolonego.
Po to właśnie globaliści spędzili ludzi do gett zwanych miastami, aby ich ubezwłasnowolnić. Pracowali nad tym projektem długo, bardzo długo i byli cierpliwi.
Aby ich plany globalizacji mogły się powieść, użyli do ich realizacji miedzy innymi takich narzędzi jak wygodnictwo, dobrobyt, ale i zapewnianą ludziom przez życie w miastach anonimowość, która z kolei stała się świetnym środkiem do demoralizacji i deprawacji ludzi. Ludzie wyszli bowiem z założenia, że skoro nikt ze znajomych ich nie widzi, to wszystko im wolno i zapomnieli o hamulcach takich jak np. bojaźń Boża, czy szacunek samego siebie, a co za tym idzie wpadli w matnię fałszywej wolności.
Ta fałszywa wolność całkowicie ich pochłonęła i to do tego stopnia, że bezgranicznie pokochali swoje zniewolenie nią, swoje ubezwłasnowolnienie.
Nie rozpoznają w tych narzędziach swoich wrogów i dlatego stali się życiowymi kalekami. Chociaż istnieją, to nie ma ich, stali się jednolitą, bezrefleksyjną masą ogłupiałych chwalców swojego ubezwłasnowolnienia.
To dlatego przestali wierzyć w to, że potrafią sami o siebie zadbać, że potrafią tworzyć i być odpowiedzialnymi za swoje i swoich rodzin życie, że ich inteligencja nie zawiedzie ich w chwilach krytycznych, a kreatywność w parze z nią potrafi przysłowiowe góry przenosić.
Trzeba ludziom, nie tylko na powrót, w to uwierzyć, ale i nie bać się działać zgodnie z tą wiarą, a to już jest wysiłek.
Co robić, gdy ludzie odwykli już od tego wysiłku do tego stopnia, że obawiają się samodzielności? Odwykli od niej i dlatego jej nie chcą, ciąży im za bardzo aby chciało im się o nią powalczyć. Mało tego, wygodniccy przywykli do braku samodzielności tak bardzo, że tym co jednak jej pragną na wszystkie możliwe sposoby przeszkadzają w osiągnięciu jej z obawy, że wtedy utracą swoją wygodę, swoje życie bez wysiłku na koszt nie ważne kogo, byle nie na ich własny.
Dlatego rodzą się w ich głowach obawy typu: I co zrobią gdy im prąd wyłączą? Co zrobią gdy zabraknie w sklepach towaru? Kto wyprodukuje im długopis, albo papier toaletowy? Hmm? Skąd wezmą jajka, marchewkę czy boczek?
Biedacy! Nie chcą pamiętać, że takie problemy to każde poprzedzające nas pokolenie już przerabiało i jakoś przeżyło i przekazało swoim potomnym życie i nadal istniejemy dzięki ich chceniu, ich wysiłkom aby jednak walczyć i coś robić w kierunku samodzielności gwarantującej człowiekowi przetrwanie. I jak widać nadal istniejemy, i rozwijamy się, cokolwiek to znaczy w czasach nam współczesnych.
To nie 7 miliardów ludzi jest problemem dzisiejszego świata, ale problemem tym są źli gospodarze, ubezwłasnowolnieni politycy sterowani przez bankierów i korporacje.