Ja nie potrafię obcować z Bogiem Ojcem inaczej, jak właśnie tak, twarzą w twarz.
Podchodzę do Niego swobodnie, kiedy tylko chcę, z szacunkiem, z miłością i z ufnością, i rozmawiam z Nim tak zwyczajnie, jak z moim rodzicem, o wszystkim i o niczym, czasami to nawet posprzeczam się z Nim o coś i już nie raz i nie dwa doświadczyłam, że On to bardzo lubi.
Uśmiecham się do Niego i często mówię Mu o tym jak bardzo Go kocham i jak bardzo się cieszę, że On jest w moim życiu i że mnie kocha. Rozmawiam z Bogiem Ojcem jak z Przyjacielem, bo On jest nim. Rozmawiam z Nim będąc na spacerze, jadąc rowerem, czy podczas prac domowych, raczej bardzo rzadko padam przed Bogiem Ojcem na kolana, nie czuję takiej potrzeby, a i On wcale ode mnie tego nie wymaga, takie mam wrażenie. Przyjaciele nie klękają przed sobą, nie robią niczego, co mogłoby ich w jakikolwiek sposób krępować, czy pomniejszać jednego z nich. Akceptują siebie takimi jakimi są. Usługują sobie wzajemnie bez chęci zniewalania. Właściwie to jesteśmy jak papóżki nierozłączki.
Bóg Ojciec jest dla mnie rzeczywistą osobą, kimś najbliższym, zawsze obecnym przy mnie, zawsze ma dla mnie czas, cierpliwie słucha mojego mędrkowania i nie gniewa się na mnie za moje błędne myśli, ale zachęca do poszukiwania, do rozwijania ich, wskazując mi przy tym, w taki czy inny sposób, właściwy kierunek. Czasami mnie skarci delikatnie, a czasami ostro w zależności od popełnionej głupoty. Wiem wtedy, że Mu na mnie zależy, dlatego przywołuje mnie do porządku.
Nie zastanawiam się nad Jego wyglądem, nie wyobrażam Go sobie, nie muszę tego robić, tak bardzo jest dla mnie rzeczywisty i tak bardzo znajomy. Mam do Niego całkowite zaufanie.
Właściwie to ja nie proszę Boga Ojca o nic specjalnego dla siebie, czasami coś tam napomknę. Nie przepraszam Go też za moją niedoskonałość, bo przecież jest Mu ona doskonale znana. On wie jaka jestem, zna pobódki mojego serca, jedynie oddaję Mu chwałę i dziękuję Mu za to, że Jest przy mnie, że ma dla mnie cierpliwość, że mnie rozumie i że nie opuszcza mnie pomimo wszystko.
Podchodzę do Niego swobodnie, kiedy tylko chcę, z szacunkiem, z miłością i z ufnością, i rozmawiam z Nim tak zwyczajnie, jak z moim rodzicem, o wszystkim i o niczym, czasami to nawet posprzeczam się z Nim o coś i już nie raz i nie dwa doświadczyłam, że On to bardzo lubi.
Uśmiecham się do Niego i często mówię Mu o tym jak bardzo Go kocham i jak bardzo się cieszę, że On jest w moim życiu i że mnie kocha. Rozmawiam z Bogiem Ojcem jak z Przyjacielem, bo On jest nim. Rozmawiam z Nim będąc na spacerze, jadąc rowerem, czy podczas prac domowych, raczej bardzo rzadko padam przed Bogiem Ojcem na kolana, nie czuję takiej potrzeby, a i On wcale ode mnie tego nie wymaga, takie mam wrażenie. Przyjaciele nie klękają przed sobą, nie robią niczego, co mogłoby ich w jakikolwiek sposób krępować, czy pomniejszać jednego z nich. Akceptują siebie takimi jakimi są. Usługują sobie wzajemnie bez chęci zniewalania. Właściwie to jesteśmy jak papóżki nierozłączki.
Bóg Ojciec jest dla mnie rzeczywistą osobą, kimś najbliższym, zawsze obecnym przy mnie, zawsze ma dla mnie czas, cierpliwie słucha mojego mędrkowania i nie gniewa się na mnie za moje błędne myśli, ale zachęca do poszukiwania, do rozwijania ich, wskazując mi przy tym, w taki czy inny sposób, właściwy kierunek. Czasami mnie skarci delikatnie, a czasami ostro w zależności od popełnionej głupoty. Wiem wtedy, że Mu na mnie zależy, dlatego przywołuje mnie do porządku.
Nie zastanawiam się nad Jego wyglądem, nie wyobrażam Go sobie, nie muszę tego robić, tak bardzo jest dla mnie rzeczywisty i tak bardzo znajomy. Mam do Niego całkowite zaufanie.
Właściwie to ja nie proszę Boga Ojca o nic specjalnego dla siebie, czasami coś tam napomknę. Nie przepraszam Go też za moją niedoskonałość, bo przecież jest Mu ona doskonale znana. On wie jaka jestem, zna pobódki mojego serca, jedynie oddaję Mu chwałę i dziękuję Mu za to, że Jest przy mnie, że ma dla mnie cierpliwość, że mnie rozumie i że nie opuszcza mnie pomimo wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz