czwartek, 31 października 2013

Ludobójstwa ofiarom - cześć ich pamięci!

Niektórzy myślą, że pozostawienie NIEMIECKICH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH jako muzeów na terenie Polski - gdzie one powstawały w czasie IIWŚ, by stać się kaźnią dla nie tylko Żydów, ale i Polaków, Cyganów, a nawet Niemców nie podzielających entuzjazmu wyznawców faszyzmu i Hitlera – nie ma sensu. Ja uważam, że takie myślenie jest błędne, wręcz szkodliwe i nie tylko dla naszego Narodu. Abstrahując od SOWIECKICH OBOZÓW/ŁAGRÓW, które również istniały, co nie ulega żadnym wątpliwościom, twierdzę, że NIEMIECKIE OBOZY ZAGŁADY w przeciwieństwie do tamtych były zakładane w większości tylko na terenach Polski.

Są tacy, którzy mówią: „ .. dajcie spokój z pomyłką Obamy.., bo .. bla, bla, bla .. i ..”

Przyznaję rację tym, którzy co do istnienia w ogóle obozów/łagrów pracy twierdzą, że to ruscy byli ich pomysłodawcami, a konkretniej Trocki - tu. Sama kiedyś o tym pisałam w jakiejś dyskusji z kimś na jednym z forów. Różnica polega na tym, że nie chodzi o pomysłodawców tych kaźni ale konkretnie o NIEMIECKIE OBOZY KONCENTRACYJNE, które - powtórzę jeszcze raz - były zakładane przez NIEMCÓW w czasie IIWŚ głównie na terenach Polski i to o tych właśnie obozach powiedział Obama „Polskie obozy”. Więcej tu i tu

Na zarzut co niektórych, że nigdzie na świecie nie ma czegoś takiego żeby przemieniać byłe obozy zagłady na muzea i przy tym ich zachęcanie byśmy przestali zwracać uwagę na to co Obama powiedział i żebyśmy zrównali z ziemią te obozy i zapomnieli o tym piekle, reagowałam i będę reagować, bo mam odmienne zdanie na ten temat, które to zdanie zawsze będę głośno podkreślać. Uważam bowiem, że propozycje zrównania z ziemią dowodu zbrodni niemieckich faszystów i hitlerowców są na rękę tylko Niemcom, bo z czasem mogliby oni już bez przeszkód wmówić światu, że te obozy były „polskimi obozami zagłady”. Gdyby było inaczej, to sami Niemcy jako nasi dzisiejsi przyjaciele (?), pragnący żyć z nami w zgodzie i zacieśniać naszą przyjaźń (?) zrobiliby wszystko by tę wypowiedź Obamy sprostować. Zamiast tego siedzą jak zając cicho pod miedzą i czekają - tylko na co?

Jeżeli dzisiaj przy tylu dowodach hitlerowskich zbrodni jakich dopuścili się oni na Narodach żydowskim, polskim, na Cyganach świat myśli, że NIEMIECKIE OBOZY KONCENTRACYJNE były polskimi, że to my Polacy jesteśmy nazistami i antysemitami, to co będzie, gdy już pozbędziemy się dowodów naszej niewinności?

Ktoś napisał na jednym z forów: „a co do łagrów sowieckich w Rosji, to wiadomo, że oni nie będą się chwalić swoim własnym ludobójstwem na swoim Narodzie...... w Rosji chcą swoje morderstwa zamieść pod dywan historii, bo się ich wstydzą....”

Ja dodam do powyższej wypowiedzi, że również Niemcy z tego samego powodu co Ruscy nie stawiają pomników własnych zbrodni, chociaż może się mylę, ponieważ czym innym jest fakt tak skrupulatnego przez nich dokumentowania swoich własnych zbrodni na ludziach podczas IIWŚ, jak nie pomnikiem, który chcieli sobie postawić będąc pewnymi pogromu „podludzi”, jak nas wtedy nazywali? Tak! Gdy świat potępił ludobójstwo w czasie tej okrutnej wojny, którą przegrali, nie mają się czym chwalić, ale jestem pewna, że mieli taki zamiar w razie odniesienia zwycięstwa. Niemców bestialstwo wtedy sięgało zenitu. Z dumą fotografowali sami siebie podczas każdej dokonywanej masakry. Szczycili się tym, a nawet rywalizowali między sobą o pomysłowość w zabijaniu. Tu

Nie stawiają tych pomników, jak sądzę, również dlatego, żeby ukryć swoje zbrodnie, zbrodnie popełnione na nie tylko Żydach, Polakach, Cyganach, ale i na innych Narodach, nie wykluczając również ich własnego Narodu. Przecież wielu Niemców także poniosło śmierć w NIEMIECKICH OBOZACH ZAGŁADY z rąk swoich ziomków tylko dlatego, że np. ktoś tam, kiedyś w rodzinie ożenił się, czy wyszła za mąż za Żyda, Żydówkę. I dlatego właśnie takie myślenie jakie opisałam powyżej jest Niemcom jak najbardziej na rękę.

Ciekawostką jest, a może i nie, że sami Niemcy sprzeciwiają się nazywaniu OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH niemieckimi (?). Konsekwentnie i z uporem twierdzą, że były to NAZISTOWSKIE OBOZY ZAGŁADY w Polsce i właśnie dlatego świat błędnie odczytuje, uważam, nas Polaków jako nazistów i sprawców ludobójstwa, za które odpowiedzialni są NIEMCY, a którego Polacy między innymi byli ofiarami. I to nas obciąża się powoli, acz skutecznie winą za wybuch IIWŚ.

Głównie dlatego jako Naród nie powinniśmy milczeć w tej sprawie. NIE WOLNO NAM MILCZEĆ, NIE W TEJ SPRAWIE ponieważ nasze MILCZENIE ODCZYTA SIĘ W ŚWIECIE JAKO PRZYZNANIE RACJI OSZCZERCOM, PRZYZNANIE SIĘ DO ZBRODNI NIE POPEŁNIONYCH. NIEMCY TYLKO NA TO CZEKAJĄ. Chętnie zrzuciliby z siebie ten ciężar (jak każdy zbrodniarz) jakim jest POPEŁNIONE PRZEZ NIEMCÓW LUDOBÓJSTWO PODCZAS IIWŚ NA NARODACH i obciążyli za to/tym swoje byłe ofiary.

NIEMIECKIE OBOZY ZAGŁADY TO JEST NIEMIECKI WSTYD I HAŃBA GŁOS ICH SUMIENIA, którego nikt nie ma prawa uciszyć, a to dlatego, by nigdy więcej coś podobnego nie miało miejsca.

Właśnie dlatego, uważam, że myśl o zrównaniu tych obozów z ziemią jest błędna i nie do przyjęcia przez szanujących się Polaków, uczciwych Żydów i Niemców. Poza tym również dlatego, aby przy okazji prowadzonych na ten temat dyskusji wspominać między innymi podobne obozy, które istniały i istnieją nadal w niejednym ponoć „szanującym” się państwie, w których nadal popełniane są zbrodnie i to najczęściej na własnych ich Narodach. NIEMIECKIE OBOZY KONCENTRACYJNE na terenach Polski PRZEMIENIONE W MUZEA są zatem POMNIKAMI PAMIĘCI WSZYSTKICH OFIAR, KTÓRE PONIOSŁY ŚMIERĆ W PODOBNYCH „FABRYKACH” ŚMIERCI NA CAŁYM ŚWIECIE. Ich istnienie ma zatem głębszy i szerszy sens niż niektórym się wydaje. Ich istnienie jest również możliwe tylko na terenie kraju, który sam był ofiarą, z tej prostej przyczyny, że ŻADEN OPRAWCA NIE BĘDZIE STAWIAŁ POMNIKÓW POPEŁNIONYM PRZEZ SIEBIE ZBRODNIOM, BO NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ! Wprost przeciwnie, będzie robił wszystko by zbrodnie swoje zatuszować.


Niech to moje rozważanie tutaj będzie moim zniczem pamięci, który zapalam dzisiaj za wszystkie okrutnie zadręczone dusze we wszystkich OBOZACH ZAGŁADY CZŁOWIEKA na świecie, z prośbą – Boże nie zapomnij o nich i nam nie pozwól zapomnieć! Amen!


środa, 30 października 2013

Żyją jak muszą

Godzenie się na: „żyją jak muszą” jest błędem. Rodzina jest podstawową i najważniejszą komórką w każdym społeczeństwie, dlatego powinna być pod szczególną ochroną. Bez dobrze funkcjonującej rodziny nie można budować zdrowego i silnego społeczeństwa. Dobrze funkcjonująca rodzina to szczęśliwa rodzina. Rodzina jest szczęśliwa wtedy gdy jest razem i gdy ma stworzone przez państwo warunki do zadbania o siebie, czyli przede wszystkim pracę. To jest podstawa właściwego rozwoju i rodziny i państwa.

Przymus powinien więc zmierzać we właściwym kierunku. Tym kierunkiem jest nieobojętność na podejmowane przez polityków – istniejącym dzięki nam – decyzje, które w końcu dotyczą nas, zwykłych śmiertelników. To my jako społeczeństwo demokratycznego ponoć kraju powinniśmy mieć zawsze możliwość przeprowadzania różnego rodzaju referendum w sprawach bezpośrednio dotyczących nas i mających ogromny wpływ na nasze życie, a rząd ma obowiązek liczyć się z naszą decyzją.

Tak jest w krajach już zaawansowanej demokracji, w których rządy nie ośmielą się występować przeciwko swoim wyborcom tak jak to ma miejsce w naszym kraju (przykład – podwyższenie wieku emerytalnego mimo dwóch milionów podpisów przeciw). Obojętność zatem i bierność – żyję jak muszę –nie jest dobrym rozwiązaniem ponieważ suma summarum jest to poddanie się niszczące całe społeczeństwo począwszy od jego pojedynczej komórki jaką jest rodzina, a skończywszy na zdemoralizowaniu rządu, który odchodzi od swojego demokratycznego charakteru i staje się na powrót dyktatorskim. Tak myślę.

wtorek, 29 października 2013

Agape

Agape, to miłość niesamolubna, bezwarunkowa, bezinteresowna, największa. Kierujący się nią, zapominają o sobie. Najważniejsi są dla nich ci, których kochają. Agape to poświęcenie bez reszty i w ciszy serca, nie oczekuje zapłaty. Nie prowadzi rachunków krzywd, nie pamięta złego. Miłość doskonała, nie ciąży, nie przygniata, nie narzuca się, nie zniewala.

Więcej tu   

Ja dopiero się uczę

No właśnie! Ja dopiero się uczę blogowania. Ponieważ kompletne ze mnie beztalencie digitalowe, idzie mi ta nauka dosyć opornie. :)

Kliknij tu, kliknij tam! No to klikuję i czytam i okazuje się, że żadna ze mnie poliglotka, bo digitalowego języka ni jak nie mogę pojąć. Dosłownie obłęd! To prawdziwa dżungla jest dla mnie.

Małymi kroczkami, popełniając wiele błędów, posuwam się jednak do przodu. Uff! Nie jest łatwo.

poniedziałek, 28 października 2013

Grzech pierworodny

Każdy kto skazany jest na mękę i śmierć jest skazany bo jest winny. Człowiek, który się rodzi już z natury skazany jest na cierpienia, mękę i ostatecznie śmierć. I to jest fakt niezaprzeczalny. Logicznie więc rozumując, nasze skazanie na mękę i śmierć musi być konsekwencją jakiejś winy. Jakiej? Zaraz do tego dojdziemy.

Zła nie musi się uczyć nawet dziecka, natomiast dobra tak. Czego by dzisiejsi mądrale od widzi mi się na każdy temat nie mówili, to kolejnym faktem jest, że dzieci, chociaż złe się nie rodzą, jednak są samolubne, zazdrosne, brutalne i niewdzięczne. Właśnie dlatego trzeba je wychowywać i oswajać z cywilizacją, uczyć je moralności.

Często słyszymy, a czasami nawet sami mówimy, zastanawiamy się - za jakie grzechy ja tak muszę cierpieć, albo – co zrobiłem złego, że mnie to spotyka? Kiedyś ludzie nie wiedzieli co to był za grzech, wiedzieli, że cierpią, że się męczą idąc przez życie, chorują i umierają mimo, że żyli uczciwie i nikomu zła nie wyrządzali. Dzisiaj już znamy odpowiedź na powyższe pytania, a pomógł nam to zrozumieć Św. Jan, który wykazał Jezusa jako baranka Bożego, który znosi GRZECH świata. Dlaczego GRZECH, a nie grzechy? Ponieważ jest jeden grzech, który wszyscy mamy, każdy kto się urodził. Jest on naszą wspólną skazą. Dlatego już nawet niemowlę jest skazane na śmierć, chociaż żadnego jeszcze grzechu nie popełniło. Jaki to grzech? Tylko Kościół Katolicki ma na to pytanie korekt odpowiedź – jest to grzech pierworodny.

Wróćmy teraz na chwilę do Adama i Ewy szczęśliwych mieszkańców raju i do momentu kiedy to Ewa wpierw skuszona przez Szatana, podobnie jak on wypowiada posłuszeństwo Bogu, a następnie namawia do tego samego Adama. Teraz proszę uważać, to bardzo ważne!

Adam jako głowa mających się z niego narodzić przyszłych pokoleń mógł na nie ściągnąć albo przekleństwo, albo błogosławieństwo. Miał więc wybór i WYBRAŁ ŹLE! Ewa była zwiedziona, natomiast Adam dokonał świadomego wyboru. Skazał tym samym wszystkich swoich potomnych na cierpienie, mękę i śmierć. Mimo iż ci jeszcze nie zrodzeni nie popełnili żadnego przewinienia z chwilą przyjścia na świat już są skazani na śmierć i umierają, ponieważ grzech ten, GRZECH PIERWORODNY odziedziczyli po ojcu i żeby było łatwiej to pojąć wyjaśniam - w taki sam sposób jak dziedziczy się geny. Reasumując powiem tak – konsekwencja złego wyboru Adama jest taka, że każdy człowiek rodzi się jako przeklęty z potrzebą zbawienia.
Zobacz tu  

niedziela, 27 października 2013

Tańcz człowieku, tańcz ...

Są tacy, którym przeszkadza ciągłe wracanie do przeszłości. Wyidealizowali sobie wszystko, nawet swoją tolerancję. Ludzie bez skazy, dzisiejsi nie kołtuni, bo mają przecież taki nowoczesny pogląd na sprawy, bo są tacy kol i przyjmują wszystko z czym współczesność zawieje, nawet gdy w ich wypadku, beznadziejnym położeniem. Strach to tylko, czy głupota? A może jedno i drugie razem?

Najlepiej zrobisz człowieku, gdy cicho będziesz siedział i nic nie mówił przeciw, by nie zaklasyfikowano cię do spiskowców, nie modnych moherów, bądź by nie okrzyknięto cię anty ... czemuś tam, czy czegoś lub zacofanym nienormalnym Polaczkiem. Najlepszym dialogiem dzisiaj jest przytakiwanie, więc siedź cicho i przytakuj.

Tańcz człowieku tańcz i nie pytaj kto do tańca ci gra. Zapomnij się, zharmonizuj z tłem, stań się niewidoczny, to kameleonów jest czas. Dopasuj się więc do dzisiaj, wtop się w tłum owiec, nie myśl o jutrze, zapomnij wczoraj, trwaj! Nie ważne jak! Trwaj w swojej amnezji, żyj w amoku człowieka trendy. To takie modne i takie wygodne i przy tym głowa cię o nic nie boli. W nagrodę poklepią cię po ramieniu i usłyszysz:

- Jesteś kol, ... frajer! Echo rozlega się śmiechem szyderców.

sobota, 26 października 2013

Oburza mnie

Oburza mnie oburzenie Pani Merkel w sprawie podsłuchiwania jej rozmów telefonicznych. Hipokryzja polityków nie ma granic - mentalność Kalego! Sami podsłuchiwać chcą cały świat, mało tego, chcą wchodzić z buciorami i bez pardonu w życie zwykłych ludzi, gwałcą ich prywatność na każdym kroku, każdego dnia zaglądając nawet do ich żołądków. Inwigilują dosłownie wszystko co się rusza, ale sami chcą być nietykalni.

Przecież inwigilacja jest ich własnym batem, który ukręcili na nas, zwykłych, ciężko pracujących między innymi na nich śmiertelników, chcąc w ten sposób zająć miejsce Boga, który jako jedyny ma prawo wiedzieć o nas wszystko. Dopiero gdy ich własnym batem przejedzie im ktoś po ich własnych plecach rozumieją albo i nie, że tak żyć się nie da, że nie tędy droga, a prywatność każdego z nas jest rzeczą świętą.

Uderzenie batem inwigilacji boli, bo sprawia, że człowiek czuje się obnażonym z godności. A my „kochani” politycy musimy z tym żyć na co dzień. Wszędzie i zawsze jesteśmy rejestrowani, obnażani całkowicie bez powodu.

Na złodzieju czapka gore, a wy niestety okradacie nas nieustannie z naszej prywatności waszymi idiotycznymi prawami, przepisami zezwalającymi na totalną inwigilację zwykłego człowieka i na nieprawość dopuszczalną tylko dla wybranych. Aby usprawiedliwić swoją niecność i dostać na to przyzwolenie demokratycznej społeczności wymyśliliście sobie raka toczącego świat nazywając go terroryzmem. Tylko w tej chwili zadaję sobie pytanie, kto tu kogo terroryzuje?

Medal zawsze ma dwie strony, a miecz jest obusieczny, tak jak i bat zanim uderzy konia, wpierw smagnąć może równie boleśnie samego woźnicę. „Nie czyń komu, co tobie nie miłe!” Proste, nie?

Kopalnia wiedzy

Największą przeszkodą w rozumieniu przeciwnika, czy to w dyskusji czy przekonań, moim zdaniem, jest zamykanie swojego umysłu i zakodowanie w nim, że tylko ja mam rację. Moim zdaniem nie ma ludzi tylko mądrych i tylko głupich, tak jak nie ma tylko pozytywnych, albo tylko negatywnych decyzji znanych postaci historycznych. Są zarówno jedne i drugie, które wpłynęły z takim, czy innym skutkiem na historię świata i na naszą teraźniejszość.

Każdy z nas coś wie i czegoś nie wie, uważam. Możemy więc przy odrobinie dobrych chęci wymieniać się naszą wiedzą i doświadczeniami w celu przybliżenia się do prawdy historycznej, tej obiektywnej oczywiście, tej pisanej nie tylko przez historyków starego, czy nowego systemu często zresztą pod dyktando aktualnie w danym okresie rządzących, ale i tej spisywanej losami najzwyklejszych ludzi, zawsze płacących największą cenę za historyczne huragany.

Te wczorajsze doświadczenia są już historią, dzisiejsze z każdą minioną sekundą stają się nią i gonią nieustannie przyszłość by ciągle zamieniać ją w historię. Wniosek stąd, że historia jest jakby fundamentem naszego istnienia. Od tego jak solidnie będziemy pracować przy nadawaniu tym fundamentom kształtu zależy istnienie człowieka teraźniejszego i tego który przyjdzie po nim. Na błędach nie tylko można, ale trzeba się uczyć.

Wreszcie, uważam, że prowadzenie rozmów o wydarzeniach historycznych powinno być w celu wyciągania z nich wniosków i nauki, głównie po to, by nie powtarzać popełnionych już kiedyś błędów, a nie w celu obrażania się na nie, ponieważ nas z czegoś ograbiły. Jak już raz pisałam – jaka by ta nasza historia nie była, to jest ona dla współczesnych bezcenna, jest kopalnią wiedzy, którą możemy użyć w budowaniu lepszej naszej przyszłości. Historia wcale nie musi się powtarzać. Nie musi być macochą źle życzącą swoim pasierbom, ale może być kochającą matką, jej rózgą, której używa ona z miłości do nas, by ustrzec nas przed pułapką lekceważenia jej przestróg.

Na koniec, uważam, że na tym właśnie polega ta wymarzona przez nas demokracja, jak sądzę, na prawie do własnego zdania każdego z nas, na wolności mówienia o swoich przekonaniach bez obawy, że będzie się obrzuconym inwektywami za być może niepopularny punkt widzenia. Staram się więc nie przekreślać od razu tych moich rozmówców, którzy inaczej myślą ode mnie, wprost przeciwnie, daję zarówno im jak i sobie szansę na pogłębienie wiedzy i zrozumienia dlaczego każde z nas myśli tak, a nie inaczej, co skutkuje w sumie porozumieniem, wzajemną akceptacją i tolerancją drugiego człowieka mimo różnicy zdań i przekonań. I o to przecież chodzi, szczególnie wtedy, gdy marzy się nam Polska suwerenna.

piątek, 25 października 2013

Sytuacja ludzi w wieku produktywnym

Jedni pracują ponad miarę (12-16 godz. na dobę), często za marne wynagrodzenie lub na umowach śmieciowych, inni marnują się jako bezrobotni.

Sytuacja jednych i drugich nie jest do pozazdroszczenia, jest niezwykle trudna ponieważ jedni wiedząc, że są wykorzystywani, świadomie godzą się na to w strachu, że w przeciwnym razie stracą pracę (nawet tą „gów.nianą”), drudzy nie znajdują pracy z „różnych” powodów, a tak naprawdę z jednego, mianowicie pracodawców chciwości. Chcą oni bowiem osiągać jak największe zyski, przy jak najmniejszych nakładach, a przecież każdy nowo zatrudniony, to dodatkowy koszt dla pracodawcy, który on może ominąć obciążając większą ilością obowiązków i tak już nadmiernie obarczonych zatrudnionych „szczęściarzy”.

Można powiedzieć, że nadmierna prywatyzacja nie poparta odpowiednimi przepisami chroniącymi pracowników, a jedynie przepisami mającymi na uwadze tylko dobro przedsiębiorców, zarówno za czasów Marksa jak i w czasach nam współczesnych odgrywa negatywną rolę w gospodarce, ponieważ, moim zdaniem, staje się ona źródłem wyzysku dla kapitalistów i powodem niezadowolenia społeczeństwa i jego sprzeciwu wobec istniejących warunków ustrojowych. Samą wolnością słowa zagwarantowaną przez demokrację, co i tak przestaje być respektowane, nie da się przecież żyć.

Marks zauważył, że jedni panują nad drugimi na ich zgubę, że wszelkie relacje międzyludzkie zostały zastąpione brutalną grą interesów, podobnie wg mnie, jak to ma miejsce w czasach nam współczesnych, gdzie niby demokratyczne rządy przestają się liczyć ze zdaniem swoich wyborców i za wszelką cenę chcą dopiąć swego, np. awantura wokół podnoszenia wieku emerytalnego, do czego ciągle z uporem wracam i będę wracać. Jak można było zignorować 2mil. podpisów przeciw temu pomysłowi w ponoć demokratycznym kraju i uchwalić ustawę nie zgodną z wolą wyborców? Nigdy tego nie zrozumiem i nawet nie chcę zrozumieć inaczej jak tylko jako dyktaturę. Każdy przymus jest, moim zdaniem przeciwieństwem demokracji.

Zarówno wtedy, jak i dzisiaj człowiek stał się tylko towarem o czym już niejednokrotnie pisałam. Ograbiono go z jego godności, skazano na tułaczkę za chlebem, przez co niszczy się najważniejszą komórkę społeczną jaką jest rodzina, dzięki której to komórce może istnieć jakiekolwiek społeczeństwo/naród. To z kolei doprowadza do demoralizacji, do jej akceptacji i to, co jest złe zaczyna nazywać się dobrem, a to, co jest dla człowieka dobrem nazywa się złem.

Pazerność magnatów finansjery popchnęła ich do wymieszania narodów w celu uzyskania jak najtańszej siły roboczej i zwiększenia przez to swoich zysków. Jednak to, co pasuje rządzącym i finansjerze przestaje się podobać ludom. Podobnie jak to miało miejsce w czasach Marksa i dzisiaj dochodzi do nadprodukcji, co z kolei wywołuje jeden kryzys po drugim. Te powstające po sobie kryzysy zmuszają magnaterię finansową i polityków do szukania nowych rynków dla swoich towarów. Niszczą więc siły wytwórcze w granicach swoich państw, przenoszą swój przemysł do np. Chin, co z czasem doprowadzi do jeszcze większego kryzysu. Historia naprawdę lubi się powtarzać i ja też, ciągle z uporem pisząc o tym.

Taka nie przemyślana polityka społeczno-ekonomiczna o czym wyżej piszę już dzisiaj skutkuje rodzeniem się nienawiści jednych narodów do drugich, np. wzrastająca nietolerancja narodów zachodnich do Polaków i innych cudzoziemców osiedlających się w ich krajach. To staje się faktem, któremu nie można już zaprzeczyć. Wymieszanie więc narodów w nadziei pozbawienia ich możliwości jednoczenia się w walce o swoje racje może okazać się wielkim niewypałem i pułapką zastawioną przez dzisiejsze elity na samych siebie, tak sądzę, ponieważ właśnie taka sytuacja sprzyja odradzaniu się konserwatywnego nacjonalizmu.

Ludzi można ogłupiać złudnym blaskiem, kiczem wszelkiego rodzaju i atrapą wolności tylko do jakiegoś czasu. Każdy sen, prędzej czy później kończy się przebudzeniem.

czwartek, 24 października 2013

Nie skarżę się, ja tylko ...

WCZORAJ spotykam jedynie raz do roku. Radość to ogromna.
KIEDYŚ nie zawsze pozwala się znaleźć. Wspomnienia coraz gęstszą mgłą owite.
DAWNO przeminęło z czasem, który już nigdy nie wróci.

Tęsknota?

Nic nie pomaga. Łzami maluję WCZORAJ, KIEDYŚ i DAWNO, bo tu gdzie jestem brakuje moich korzeni – śladów z przeszłości na próżno szukać.
Gdzie się nie obrócę, tam nie ma tych trzech, jest tylko DZISIAJ i JUTRO.

Jest tylko teraźniejszość i być może przyszłość moich potomnych, dla których będę pierwszym śladem na tej ziemi - przesadzoną roślinką, silną jak niepozorne tussilogo. Być może, być może, …? Z nadziei tej najpewniejszy jest jednak jedynie ZNAK ZAPYTANIA. Uśmiecham się smutno.

Płynę jakby po wodzie nie dotykając jej, jak zjawa znikąd i donikąd unoszę się w nie mojej jednak przestrzeni. Przeklęta na wieki, zawsze OBCA, na darmo szukająca wytchnienia cudzoziemka. Ktoś, kiedyś napisał: „Nikt nie może być szczęśliwy w oderwaniu od najbliższych, od swoich korzeni.”

I to jest święta prawda.

Gdy wracam do wczoraj, to czego szukam najpierw, to zapach i smak naszego, polskiego chleba. Delektuję się! W nim zawarte jest wszystko - i WCZORAJ, i KIEDYŚ, i DAWNO, miłość i skrywana tęsknota.

TAM już nigdy nie będę sobą, podobnie zresztą, jak i TUTAJ. Nie skarżę się, ja tylko (??) ... uśmiechając się smutno wspominam, tęsknię i maluję łzami ślady, tam gdzie ich już nie ma.
 

środa, 23 października 2013

Ot i co!

Prawo Polskie w Polsce powinno być nadrzędne nad prawem Unii, moim zdaniem, w przeciwnym razie znaczyłoby to, że rzeczywiście z pod Moskwy wpadliśmy pod Brukselę, a nasza wolność to tylko iluzja. O suwerenności to w ogóle zapomnijmy – to fikcja!

O jakim więc odzyskaniu niepodległości przez Polskę jest mowa?
Czy Polska w ogóle odzyskała niepodległość?
Czy raczej tylko zmieniła zarządzającego nią?

UNIA. Co to jest unia? Co się kryję pod tym pojęciem?
Najprostsza definicja to: zjednoczenie dwóch lub więcej krajów.  

Zjednoczenie wg politycznego pojęcia, to – UWAGA! – utworzenie się jednolitego państwa z dwóch lub więcej mniejszych, w którym to silniejsze państwo przejmuje władzę.

Zbliżonym pojęciem do zjednoczenia jest INKORPORACJA, co znaczy ni mniej, ni więcej jak wchłanianie przez jedno państwo innego państwa/państw, czyli pozbawienie tychże ich podmiotowości prawnomiędzynarodowej przy jednoczesnym zachowaniu swojej i rozszerzeniu w ten sposób własnego terytorium.  

Czy dociera wreszcie do was, co „nasi” politycy nam zrobili swoim dążeniem do globalizacji?

W dniu wejścia do Unii 1 maja 2004 roku sprzedali nas Niemcom!
I za co! - syknięcie.
Za iluzję wolności i zachowanie fikcyjnego państwa, które tak naprawdę już nie istnieje. To czego Hitler (Żyd) nie mógł zdobyć zbrojną okupacją, narody Europy oddały Merkel same. Ścięły swoje własne „głowy” i na tacach zaniosły je w darze i złożyły je pod jej stopy. Czy możecie to pojąć?

To nie tylko Polacy, ale wszyscy Europejczycy okazują się być stadem baranów z wyjątkiem niemieckich Żydów, którzy przechytrzyli wszystkich i rosną w siłę, podczas gdy państwa wchłonięte przez unijnego władcę – Niemcy, upadają i będą upadać jedne po drugich doprowadzone celowo do stanu bankructwa zmyślną polityką unijną mającą na celu tylko i wyłącznie dobro i potęgę Niemiec.

Śmiem twierdzić z czystym sumieniem, że to nie tylko Polak, ale i każdy Europejczyk oprócz Żydów i Niemców, jak i przed szkodą, tak i po szkodzie jest głupi. Sorki!

W czasie wakacji, gdy sobie wędrowałam po eurolandzie, w rozmowie z jednym, przypadkowo spotkanym Szwedem usłyszałam od niego coś na co wtedy nie zwróciłam szczególnej uwagi, a co przypomniało mi się teraz, mianowicie, że jego zdaniem, na świecie są tylko dwa Narody niesamowicie inteligentne, a są to Żydzi i Chińczycy. Snując moje rozważania nad prawdziwością słów Ryszarda Nowaka (tu) i coraz bardziej przekonując się do tego, że to o czym on pisze jednak może być prawdą, zaczynam rozumieć, co ten stary Szwed chciał mi przez to powiedzieć, co zasygnalizować.

W tym momencie ogarnia mnie coś w rodzaju małego szoku, zresztą ten temat utrzymuje mnie w ciągłym szoku. Zadaję sobie sama pytania:
Czy to może być prawdą?
Czy rzeczywiście jesteśmy tacy głupi i naiwni, że nawet nie zauważyliśmy, że zadrwiono sobie z nas?
Gdzie podziała się nasza inteligencja? Zostawiliśmy ją na targowisku? Zamieniliśmy ją na złudny, mamony blask i puste obietnice wolności, możliwości jakie dają nam otwarte granice na podjęcie pracy wszędzie, gdzie tylko chcemy w Europie?
Pracy, której tak naprawdę nie ma, albo jak jest, to byle jaka i na dodatek na czarno, a nawet jak nie na czarno, to bez większych perspektyw na dorobienie się dzięki niej godziwej emerytury.

CZY WARTO BYŁO?
Czy warto było również z tego względu, że naszą obecność na europejskich rynkach pracy znienawidzili zwykli obywatele poszczególnych krajów, którzy nie mogą pracować za tak niskie stawki jak to robią np. Polacy, bo nie przeżyją za takie małe pieniądze we własnych krajach? Zwyczajnie – realia są tam inne.

Na jaki Zachód oni mają pojechać by sobie dorobić?

JEST TAKI?
Nie ma, niestety! NIE MA!! - chwila zamyślenia, słyszę bicie własnego serca.
I .. ? Teraz rozumiem!

Pozostaje więc nienawiść do obcych, którzy popsuli i psują ich życie i skazują na bezrobocie, na brak widoków na przyszłość. To już jest ogólnoeuropejski problem, bardzo duży problem – BEZNADZIEJA!!

Po otwarciu granic rzuciliśmy się na ten zakazany Zachód jak prawdziwe, bezmyślne barany do wodopoju. Wodopoju, który okazuje się być wypełnionym ściekami, zgnilizną moralną i zatruwającym nas jadem współczesnej propagandy o wolności (na każdym kroku monitorowanej), prawach człowieka - chwyt poniżej pasa, zapomnieliśmy bowiem przy tym zachwycie naszymi odzyskanymi prawami człowieka, że aby zachować równowagę w „przyrodzie”, mamy też i obowiązki.

Jednym, najważniejszym z nich jest dbałość nie tylko o własne ja, ale również i przede wszystkim o swoją Ojczyznę, o jej rozwój i przyszłość. Wydawało mi się, że o to nam chodziło w walce z byłym ustrojem, o lepsze życie we własnym Kraju i na własnej ziemi i co? Zdradziliśmy naszą Mateczkę! I tyle!

Zaniedbanie jej, to zaniedbanie samych siebie, przyszłych naszych pokoleń, co w dobie dzisiejszej jest już aż nadto widoczne.  Zbyt duża, nagła emigracja ludzi młodych ograbiła nasz Kraj z siły roboczej na JEGO RZECZ, na rzecz między innymi naszych dzisiejszych i przyszłych starców – rezultat!?

Podnoszenie wieku emerytalnego, spadek przyrostu naturalnego, co skutkuje zamykaniem i likwidowaniem szkół, a tym samym w końcowym rezultacie pozbawienie nauczycieli pracy i obniżenie poziomu nauczania w pozostałych, często przeładowanych szkołach. W przyszłości niedoborem inteligentów.

W sumie to łączenie Europy okazuje się być największym dzieleniem jej mieszkańców – Europejczyków, moim zdaniem. Dzielenie jakiego nigdy przedtem nie było, które coraz bardziej wymyka się też spod kontroli pomysłodawców tego gigantycznego projektu wymieszania Narodów po to, by je wykorzystywać bezkarnie, by zawładnąć ich mienie i pozbawić je dosłownie wszystkiego, łącznie z na moment darowaną im wolnością i prawami człowieka.

Zmanipulowano nas wszystkich i oszukano z kretesem. I to jest prawdziwy BREHT! Niestety! Tylko jakoś śmiać mi się nie chce. Na ratunek jest już za późno, tak myślę ja, zwykły digitalowy dziecior.

Człowiek, to jednak jest głupek (sorki!) „Głupi się rodzi i głupi umiera!” Tylko Żyd cwaną jest bestią, która wszystkich za nos wodzi i wszystko, co na swojej drodze spotyka pożera, a na koniec zje samego siebie, bo już dawno Boga się wyrzekł, a Bóg od niego odwrócił swoje oblicze i spojrzał łaskawie na uciśnione Narody i ulitował się nad nimi. Rękę pomocną do nich wyciągnie i wyprowadzi je z wielkiego ucisku, jakim jest Żydów panowanie nad nimi.

To jest moja, niezależna konkluzja w tym temacie, do której mam prawo ze względu na gwarantowaną nam wolność słowa w TEJ demokracji. Zło zawsze w końcu przegrywa i nie może być inaczej.

W tym, co tu piszę nie ma ani cienia nienawiści do Żydów, ani cienia złorzeczenia, jest tylko niesmak do ich pazerności, która nie cofa się przed niczym. Dla kasy zdolni są popełnić wszelkie niegodziwości, a więc wybrali już swojego „boga” – pieniądz! Kiepski to bożek i tak naprawdę bezwartościowe jest jego wielbienie. Wbrew temu, co pazerni sądzą nie można za niego wszystkiego kupić, jego wartość i siła działania jest bardzo ograniczona, tak jak i Żydów inteligencja, którą podziwiał u nich przypadkowo spotkany przeze mnie Szwed, niestety!

Tak naprawdę biedny jest ten Naród i nawet bardzo zabawny z tą swoją pazernością w pożądaniu bogactwa, które w rzeczywistości ograbia ich ze wszystkiego, bo z miłości zarówno Boga jak i ludzi.

„Co człowiek sieje, to i żąć będzie!”- jest napisane.

Ot i co!

wtorek, 22 października 2013

PUSTE NACZYNIE ZAMIEŃ NA PEŁNE

To czy czujemy się szczęśliwi czy nie zależy w dużej mierze od nas samych, jak sądzę, od tego jak patrzymy na świat nas otaczający, jak odbieramy to co ma on nam do zaoferowania, jaki robimy z tego użytek i od tego z jakich pobudek stawiamy coś lub kogoś na pierwszym miejscu.

Zgadzam się w 100% z opinią, że pieniądze szczęścia nie dają, a w każdym bądź razie posiadanie ich nie jest najważniejsze w życiu. Zgadzam się też w 100%, że miłość nie zawsze daje szczęście, a już na pewno nie "chora miłość" jaką przejawiała np. Whitney Houston do swojego męża, której to miłości byli ofiarami oni oboje i ich córka. Nie tylko moim zdaniem, była to OGROMNA miłość. Ogromna, to wcale nie znaczy dobra. Ta miłość w pewnym momencie zaczęła ciążyć im obojgu, stała się dla nich ciężarem nie do uniesienia i przerodziła się w toksyczny związek.

Whitney w rezultacie tych 14 lat patologicznego związku, w jakim żyła, zaniedbała nie tylko córkę, ale przede wszystkim siebie samą. Zgubiła wątek! Stała się pustym naczyniem, nasiąkniętym toksynami, które ulatniając się z jego ścianek zatruły całe jej środowisko. W rezultacie ta jej ogromna miłość do męża zniszczyła ich związek, rodzinę i na końcu, chociaż nie najmniej ważną - ją samą.

Ktoś mądry, kiedyś powiedział, że: "Z pustego i Salomon nie naleje." - zgadzam się z tym. Jeżeli człowiek poświęca się drugim bez reszty, co jest godne podziwu, ale w tym samym czasie zapomina o sobie samym, co z kolei jest godne pożałowania, to takie poświęcenie staje się, moim zdaniem, bezsensowne, ponieważ prędzej czy później doprowadza do tragedii nie tylko pojedynczej osoby, ale całych rodzin. Takie bezwarunkowe poświęcenie się drugim doprowadza w końcu do tego, że stajemy się PUSTYMI NACZYNIAMI, z których już nic oprócz toksyn i goryczy nie jesteśmy w stanie wydobyć.

Jeżeli inni widząc takie bezwarunkowe poświęcenie się jednej osoby dla drugich nie reagują w porę i nie pomogą takiej osobie zrozumieć, że odrobina egoizmu nie jest niczym złym, że jest raczej tym, co pomaga człowiekowi zachować balans we wszystkim i czymś pomocnym w naszym żeglowaniu po oceanie jakim jest życie, czymś co pomaga nam bez większych uszczerbek pokonywać napotykane na nim sztormy, jeżeli nie pomogą takiej osobie zrozumieć, że gwarancją jej szczęścia i jej najbliższych jest to, by jednak każdy z nas stawiał w nim sam siebie na pierwszym miejscu (w przypadku wierzących zaraz po Bogu, bo: "Bez Boga ani do proga."), to takich tragedii, jak tragedia Whitney Houston będzie, moim zdaniem, coraz więcej.

Dlaczego to nie jest nic złego w naszym dążeniu do osiągnięcia szczęścia zadbać najpierw o to, byśmy sami dobrze się czuli ze sobą, byśmy najpierw zadbali o swoje potrzeby? Dlaczego nie jest egoizmem najpierw pokochać siebie samego (nie mylić z narcyzmem)?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ tylko wtedy jesteśmy w stanie zachować potrzebny nam balans i jedynie  wtedy, gdy oprócz dawania, nauczymy się też brać, stajemy się PEŁNYM NACZYNIEM, z którego zawartością możemy się dzielić z innymi. Tak, dopiero, gdy kochamy siebie samych (w granicach rozsądku), jesteśmy w stanie kochać innych miłością niesamolubną. Tylko taka miłość może przynieść ze sobą wiele szczęścia, tylko taka miłość nie zabija, nie niszczy lecz staje się motorem wiodącym nas ku prawdziwemu szczęściu, w którym i pieniądze i sława zachowują swoje miejsce i nie wypaczają naszego życia tak, że staje się ono niechcianą tragedią, jednym wielkim nieszczęściem. Tak myślę.

Spadek po wspaniałym Człowieku


Dziadunio był wspaniałym Człowiekiem, a przy tym nieskończenie skromnym. Przeżył bardzo wiele i złego i dobrego - jak sam mówił o swoim niebanalnym, pełnym wydarzeń życiu: "Wszystko dziecino, co mnie spotkało i co przeżyłem złego i dobrego miało swój sens, niczego nie żałuję. To złe formowało mnie na człowieka równie mocno, jak i to dobre. Człowiek dotknięty tylko złem nie rozumie, podobnie jak człowiek napotykający tylko dobro, o ile taki ktoś istnieje, nie rozumie ani Boga, ani sensu istnienia człowieka. Człowiek pamiętający tylko zło staje się wrakiem, niszczy sam siebie, lecz człowiek nie pamiętający zła niszczy nie tylko siebie, bo pozwala złu odradzać się ciągle i na nowo."

Na moje stwierdzenie, że nawet sobie nie wyobrażam okrucieństwa wojny, odpowiedział: "Nie wojna, dziecino, sama w sobie była największym złem, ale oderwanie od najbliższych, oderwanie od wszystkiego, co sercu było najmilsze, tułaczka, która wydawało się nie ma końca. Tęsknota, gorsza od głodu i krwawiących stóp, sprawiała ból okrutny i nieustanny tam na wojnie, a nadzieja, że kiedyś ...., dodawała sił do walki z wrogiem, do walki o przetrwanie i mimo wszystko zachowania człowieczeństwa. Nadzieja i nasz Miś!" I tu rozmowa na chwilę zeszła na Misia Wojtka, który był dla żołnierzy Armii Andersa wszystkim tym czym były utracone więzi z bliskimi, ich rodzeństwem, rodzicami, kolegami, przyjaciółmi, kompanem pomagającym nie tylko zachować ludzkie uczucia, ale i okazywać je mimo wojny. Misia kochali wszyscy, bez wyjątku. Dbali o niego i czerpali siły z tej niezwykłej przyjaźni. Tak mówił mój dziadek.

Powiedział mi też coś bardzo ważnego, co tak naprawdę rozumiem dopiero dzisiaj, gdy sama jestem cudzoziemką: "Po wojnie, powoli wszystko wracało na swoje miejsce, tylko żołnierz-tułacz, taki jak ja nie mógł. Tęsknota nadal toczyła takiego i czasami stawała się bólem nie do zniesienia. Wierz mi kochanieńka, to było i jest najgorsze. Nikt nie może być szczęśliwym, żyjąc w oderwaniu od swoich najbliższych i tego co sercu jest najdroższe - swojej Ojczyzny, tożsamości każdego człowieka."

Cieszył się, że nareszcie odnalazł rodzinę i mógł nawiązać z nią kontakt, cieszył się, że do niego wydzwaniałam i stawiałam masę pytań, że interesował mnie tylko on i jego historia. Obiecał: "Jak dożyję i jak zdrowie mi na to pozwoli, to przyjadę odwiedzić Mateńkę w przyszłym roku, latem. Porozmawiamy sobie wtedy do woli, dziecinko, oj będziemy mieli o czym!" Mówił oczywiście o Polsce, którą zawsze tak czule nazywał. Niestety, zmarł na początku roku planowanych odwiedzin u Mateńki, za którą tak bardzo tęsknił. Z tą tęsknotą i miłością do Ojczyzny żył i umarł i z nią został pochowany na angielskiej, obcej ziemi, tak jak i wielu innych wspaniałych, naszych polskich chłopców i ich Miś.

Dziadek miał mi dużo więcej do opowiedzenia i przekazania i chociaż nie zdążył, to jednak przekazał mi coś, co nie ma ceny, przekazał mi swoją miłość do Ojczyzny, pokazał jej wartość, pomógł mi zrozumieć sens tej niezwykłej i jedynej w swoim rodzaju miłości i zaszczepił w moim sercu wartości, które nie mają sobie równych i to jest mój największy spadek po nim. Dla mnie dziadek nie umarł, będzie też z pewnością żył dla moich potomnych, zadbam o to.

Patriotyzm jest tylko i aż solą

Patriotyzm jest tylko i aż solą, nie ma nic wspólnego z faszyzmem.

Jak sól podkreśla smak potrawy, tak patriotyzm podkreśla przynależność, miłość i oddanie dla swojej Ojczyzny, wzmacnia nasze korzenie bez których zwyczajnie bylibyśmy nikim. Patrz: Niemcy i Żydzi - oni nie wstydzą się swojego patriotyzmu, nie nazywają go też faszyzmem, ale pielęgnują go i krzewią u swoich zarówno starych, jak i młodych. Dla nich nie być patriotą, jest równoznaczne z wyrzeczeniem się swojego pochodzenia. Patrzmy na nich i uczmy się! W niczym nie jesteśmy od nich gorsi, tym bardziej nasz patriotyzm nie jest w niczym gorszy od ich patriotyzmu, nasza Ojczyzna od ich Ojczyzn.

Człowiek szanujący swój Kraj i Naród, jednocześnie szanuje inne kraje i narody, bo doskonale rozumie co znaczy miłość do Ojczyzny.


poniedziałek, 21 października 2013

"Raj Zachodni" pęka, koniec iluzji coraz bliżej

Ktoś kiedyś zadał komuś takie pytanie: „ .. wyjaśnij mi jaka była przyczyna, że w RFN w okresie "zimnej wojny" nie wprowadzono kapitalizmu w stylu amerykańskim, czyli nie sprywatyzowano wszystkiego co sprywatyzować można oraz istniał tak szeroki zakres ochrony socjalnej, oraz dlaczego radykalna zmiana w tym zakresie tak w RFN jak i innych państwach EWG (później UE) nastąpiła dopiero po upadku (ściślej obaleniu) systemu socjalistycznego w Europie Wschodniej. Dlaczego dopiero w ostatnich latach następuje pełna liberalizacja gospodarki i rynku w krajach UE mimo, że jej efektem jest wzrost rozwarstwienia społecznego, pauperyzacja, rozszerzanie się patologii a może także tzw. kryzys gospodarczy ? ”

Ponieważ uwielbiam zabawę myślą, po prostu nie mogłam sobie i tym razem tej przyjemności odmówić i wtrąciłam się do rozmowy snując moje rozważania. Oto one:

Był to jeden, moim zdaniem, z mechanizmów obronnych RFN przed ewentualnym zagrożeniem wejścia komunizmu do ich kraju. Tak szeroki zakres ochrony socjalnej w RFN i w innych krajach wchodzących w skład byłego EWG nie był polityczną ekspresją kapitalizmu lecz jego sublimacją. Innymi słowami mówiąc kapitaliści bali się komunizmu, dlatego właśnie gwarantowali swoim Narodom dobrobyt nawet, gdy nie do końca mogli wszystkim zagwarantować pracę. Robili to aż do momentu, gdy udało im się wykończyć komunizm, czy jak Ty piszesz system socjalistyczny w Europie Wschodniej – realnie zagrażającego im przeciwnika ideologicznego. Po osiągnięciu tego celu już nie muszą dłużej występować w masce „dobrego wujka”. Teraz mogą ją zdjąć! Co prawda nie mogą tego zrobić nagle, tak zwyczajnie z dnia na dzień, aby skutek nie był odwrotny do zamierzonego, ale mogą to robić sukcesywnie, co też i robią. Przykładem może tu być wydłużanie wieku emerytalnego – dwa miliony podpisów przeciw, np. dla „demokratycznego” rządu w Polsce nic nie znaczy, czy chociażby durne przepisy o refundacji.

Jak zachowuje się dziecko, któremu nagle zabierze się ulubioną zabawkę? Właśnie! Aby uniknąć jego wrzasku i tupania nóżkami trzeba je pozbawić tej zabawki podstępem lub powoli, każdego dnia odzwyczajać je od niej, tak że w końcu nie zauważy kiedy zabawka zniknie na dobre. I właśnie tymi metodami posługują się kapitaliści by pozbawić klasę robotniczą już w całej UE przywilejów, które jej dano tylko na ten okres strachu przed zagrażającym im komunizmem. Nagła bowiem zmiana życia zachodniej klasy robotniczej na gorsze, mogłaby się zakończyć skutkiem odwrotnym do zamierzonego.

Przypominam, że kapitaliści zawsze myśleli i myślą perspektywicznie, planują i działają z rozmachem, a ryzyko i koszty, które przy tym ponoszą są wliczane nie w straty, ale w zyski długofalowej inwestycji w swoje przetrwanie, a nawet odrodzenie się w nowej jeszcze bardziej pazernej postaci, czego właśnie w dobie obecnej jesteśmy świadkami. Demokracja jest bajką dla nas, oni mają ją za nic, to słodki lizak dla dzieci, po którym zostanie tylko patyk i rozczarowanie, że tak szybko lizak się skończył.

Demokracja, jak już nie raz pisałam, okazuje się być tylko narzędziem w ich rękach do pomyślnego przeprowadzenia i osiągnięcia zamierzonego celu. Widzę to bardzo wyraźnie obserwując to, co dzieje się w dzisiejszej Europie. Już nigdzie, w żadnym kraju zachodnim nie jest tak różowo jak było kiedyś. Zauważyłam, że wraz z obaleniem komunizmu zaczęto w całej Europie powoli acz skutecznie zabierać prawa człowieka w tym socjalne jakimi rozrzutnie obsypywano ludzi pracy na Zachodzie. Było to powodem naszej zazdrości, o co zadbała propaganda zachodnia i motorem, którym posłużył się Zachód do obalenia ciągle zagrażającego im konkurenta ideologicznego, w strachu, że w przeciwnym razie komunizm nieuchronnie wedrze się do nich. Paradoksalnie więc komunizm w Bloku Wschodnim był gwarancją zachowywania dobrobytu, wolności i praw człowieka - demokracji w Bloku Zachodnim. Wygląda na to, że zlikwidowanie konkurencyjnego ustroju doprowadza do stopniowego, sukcesywnego zabierania całym Narodom europejskim tych przywilejów jakimi cieszyły się one przed dokonanym przewrotem w Europie Wschodniej. Ostatnio nawet zaczęto ten proces przyśpieszać, co jest powodem wychodzenia ludzi na ulice. Czyżby kapitalistom zaczynało brakować cierpliwości? Jeżeli tak, to sądzę że już niedługo sami wpadną do dołka który wykopują przed swoimi Narodami. Pośpiech nigdy nie był dobrym doradcą. Z drugiej strony, ten pośpiech może się okazać ratunkiem dla budzących się z letargu Narodów. Nawet nie chcę myśleć, co się wtedy stanie.

Czy bardzo myliłam się w swojej odpowiedzi? Sądząc z tego co się w czasach nam współczesnych dzieje z całymi państwami i narodami, chyba jednak nie! Wystarczy tylko spojrzeć na współczesną mapę nie tylko geograficzną, ale również polityczną, gospodarczą i socjalną całego Zachodu aby znaleźć potwierdzenie moich rozważań w tym temacie. „Raj Zachodni” powoli acz skutecznie przestaje istnieć. To jest tylko kwestia czasu gdy podział na państwa zachodnie i wschodnie przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie i ponownie znajdziemy się na samym dnie „piekła”, my zwykli śmiertelnicy. Duża część z nas już dawno go dosięgnęła. „Raj” zarezerwowany jest tylko i wyłącznie dla wybranych, dla elit.

sobota, 19 października 2013

Moje filozofowanie z historią w tle

Nikt nie może być pewny tego, czy jakby Churchill i Roosevelt byli mniej zauroczeni Stalinem, mniej spolegliwi, a bardziej stanowczy w swoich w stosunku do niego żądaniach, to PRL nigdy by nie zaistniał. A jednak! Były duże szanse by tak się stało, tak uważam. W końcu, jak ktoś kiedyś napisał: „Tak, oni potrzebowali pomocy Stalina, aby pokonać hitlerowskie Niemcy, tak, jak Stalin potrzebował ich pieniędzy i zaopatrzenia, by się bić.”

Właśnie! Oni bez Stalina nie byli w stanie pokonać Niemców, tak jak i Stalin nie mógłby tego zrobić bez ich pomocy finansowej. Dlaczego więc Stalin mógł przeforsować swoje żądania, a oni nie? W ponowny sojusz Stalina z Hitlerem ja nie wierzę, ponieważ Stalin nigdy i nikomu nie wybaczał zdrady.

Ktoś, kiedyś mnie zapytał: „Czy premier Anglii może posłać tyle swoich żołnierzy na śmierć na jakimś tam wschodzie dla jakiejś tam Polski?”

Po zastanowieniu się odpowiedziałam pytaniem na pytanie – dlaczego by nie, skoro nasz mógł to zrobić? Czy wartość życia żołnierza angielskiego jest cenniejsza od życia żołnierza polskiego? Skoro żołnierze polscy mogli się bić za jakąś tam Anglię, na jakimś tam zachodzie, to dlaczego Twoim zdaniem nie mogło być odwrotnie? My jako Naród nie jesteśmy ani gorsi, ani mniej warci od Anglików, czy innych nacji zachodnich. Poznajmy wreszcie i zaakceptujmy swoją wartość. Ceńmy siebie sami wysoko, by inni też mogli to robić. Tak to właśnie działa. Jesteśmy przecież wcale nie małym i dumnym Narodem, tak czy nie?

Przecież Stalin zależał od Churchilla tak samo jak Churchill od Stalina, może wcale więc Churchill nie musiałby wysyłać na niepotrzebną śmierć swoich żołnierzy za jakąś tam Polskę na wschodzie, gdyby użył lepiej swojego talentu polityka i stratega, gdyby rzeczywiście się trochę postarał, gdyby chciał się postarać. Skoro Stalin mógł wynegocjować dla siebie Polskę, to dlaczego nie głupszy i nie mniej znaczący od niego Churchill nie mógł tego zrobić dla siebie, a tym samym i dla nas, swoich sojuszników, tym bardziej, że jednak Stalin finansowo był zależny od niego? Powiem Ci – nie zrobił tego, nie tyle dla samej poprawności politycznej, co dlatego, że mu się nie chciało, bo jak sam stwierdził - Polska była dla niego kłopotem (?), którego chciał się jak najszybciej pozbyć. No i się pozbył, ku uciesze Stalina, a naszemu nieszczęściu.

Naprawdę, ja niczego tu nie upraszczam, to prawda sama w sobie jest prosta. Dlaczego przyjęcie jej przez nas jest tak bardzo ważne? Ponieważ jak powiedział w swoim super dobrym przemówieniu po zakończonym marszu „Obudź się Polsko” Pan Prezes Jarosław Kaczyński: "... Prawda bywa niekiedy trudna. Prawda wyzwala, prawda daje szansę na zmiany, prawda daje szansę na odnowę. ... ... Co buduje? Buduje teraźniejszość, buduje pomyślną przyszłość. ...".

Moim zdaniem są to święte słowa zawierające w sobie moc przebudzenia i wyzwolenia z naszych niestety kompleksów niższości, co nie znaczy, że mamy z kolei wpaść w drugą skrajność – nie! To znaczy ni mniej ni więcej jak uświadomienie sobie naszej wartości nie mniejszej i nie większej od wartości innych Narodów.

Dlaczego jest to takie ważne? Ponieważ to z kolei, moim zdaniem, pozwoli nam na zasiadanie przy stole pokerowym jako współgraczy w rozgrywanych partyjkach, a nie bycie ciągle tylko monetą przetargową na nim. Zresztą o to właśnie chodziło, jak sądzę, śp. Panu Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, i jak przypuszczam to chcenie właśnie było bezpośrednią przyczyną jego śmierci, bo był w nim osamotniony.

Gdyby politycy polscy lepiej go rozumieli i nie ignorowali go, nie wyśmiewali swojego Prezydenta na oczach świata, to z pewnością świat też by go inaczej przyjął. Ten zachodni świat oczywiście. Przede wszystkim traktowałby go z należytą powagą, a tym samym NARESZCIE i nasze państwo, nasz Naród, co mogłoby doprowadzić do wymarzonej przez nas suwerenności na takich zasadach jak suwerenność niemiecka, czy francuska w tej dzisiejszej zjednoczonej Europie. Bo jak słusznie ktoś inny zauważył: „…polityki nie robi się w osamotnieniu …”. Ale o tym to pofilozofuję sobie innym razem.


czwartek, 17 października 2013

Historia - nasze być albo nie być.

Historia, moim zdaniem, jest jak rozpościerające się niebo nad nami, jak atmosfera, dzięki której możliwe jest życie na Ziemi, jego przedłużanie i zachowanie, jest jak powietrze, którym wszyscy mieszkańcy ziemi oddychają. Historia jest wspólnym tłem ludzkości, o różnych odcieniach lecz wspólnym, od którego zależy ogólny wygląd malowanego życiem obrazu naszego istnienia: wojna i pokój, zacofanie i rozwój, dostatek i bieda, nasze człowieczeństwo.

Historia tworzona przez nas bowiem, również tworzy nas samych, a raczej kształtuje każde następne pokolenie, które w swoim przemijaniu szkicuje ciągle nowe jej oblicze. Wygląd historii, jej kształt, wpływ na nasze być, albo nie być zależy głównie od naszej dojrzałości, myślę, od tego czy potrafimy przeglądać się w niej jak w lustrze w trakcie naszej teraźniejszości i zobaczyć w nim samych siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy jako jednostka i jako Naród. Nabycie tej umiejętności jest bardzo ważne, uważam, ponieważ pomaga ludzkości, w oparciu o zdobytą wiedzę i doświadczenia naszych przodków, malować obraz przyszłości przemieniającej się w sekundzie w historię każdego z nas z osobna i wszystkich razem. Czy malowany przez nas obraz okaże się dziełem sztuki, czy tylko kiczem zależy więc od naszej powagi spoglądania wstecz i chęci czerpania z doświadczeń przeszłości.

Każde mrugnięcie, każdy zrobiony ruch, to już jest przeszłość, dlatego w błędzie jest ten, kto twierdzi, że głupotą jest żyć przeszłością, jej bezustannym wspominaniem. Bez przeszłości nie byłoby teraźniejszości i przyszłości. Mądrością więc jest przekonanie, że wszystkie minione dzieje ludzkości, bez względu na ich mniej czy bardziej szlachetny rys/obraz, zwycięstwa czy porażki na każdej możliwej płaszczyźnie, są naszym nauczycielem i dlatego warto do nich wracać, przepracowywać je ciągle i od nowa. Te powroty są źródłem nieskończonej wiedzy. Tak myślę! Gdybyśmy chętniej korzystali z tego źródła, na świecie mniej było by dzisiaj różnego rodzaju potworności, moim zdaniem, powtarzania dawnych, ciągle tych samych błędów. Tak się zastanawiam, czy ludzkość jest gotowa do bezstronnego, refleksyjnego spoglądania wstecz i do prowadzenia bezemocjonalnych, obiektywnych rozmów w temacie – nasze dzieje historyczne w oparciu o spojrzenie naszych sąsiadów (myślę tu o wszystkich Narodach i ich sąsiadach)? Czy w ogóle będzie kiedykolwiek na to gotowa?

Jeżeli chodzi o mnie, to szczerze mówiąc dopiero się tego uczę. Moje kroki w tym względzie można wciąż przyrównać tylko do stawiania pierwszych nieudolnych kroków rocznego dziecka. Nie ważne! Ważne natomiast jest to, że mimo ciągłego przewracania się i siadania na pupę, próbuję. Skądinąd wiem, że upór i wytrwałość przynoszą dobre efekty. :D Zobaczymy!? Póki co, nie poddaję się i w tym względzie.

środa, 16 października 2013

Błędem jest ...

To prawda, że Sowiety były piekłem na ziemi, którym dowodził Szatan we własnej osobie chociaż pod różnymi nazwiskami na przestrzeni całego XX wieku. Nie znaczy to jednak dla mnie, że Niemcy hitlerowskie były lepsze, mniej okrutne.

Gdybyśmy próbowali w rozmowie z byłymi cudem ocalałymi ofiarami hitleryzmu, NIEMIECKICH OBOZÓW ZAGŁADY, gestapowców, łapanek i ulicznych egzekucji przeprowadzanych każdego dnia, tym osieroconym na skutek tego rodzinom w czasie IIWŚ powiedzieć, że – no nie narzekajcie tak, Hitlerowcy nie byli jeszcze tacy źli w porównaniu z Sowietami, ci to dopiero byli kanaliami pozbawionymi wszelkich uczuć i człowieczeństwa, to od razu napotkalibyśmy ich sprzeciw, ich przejmujący do szpiku kości smutek malujący się w ich całych sylwetkach, a nie tylko w oczach. Smutek jakiego nie można nawet słowami opisać. Błędem jest więc twierdzenie, że jedni zbrodniarze/ludobójcy byli bardziej humanitarni od drugich.

Dla mnie LUDOBÓJCY TO LUDOBÓJCY, ZBRODNIARZE TO ZBRODNIARZE – nie ma dla nich usprawiedliwienia.

Zarówno hitlerowcy, jak i Sowiety wywozili ludzi jak bydło w bydlęcych wagonach, jedni do NIEMIECKICH OBOZÓW ZAGŁADY, drudzy do ŁAGRÓW na SYBERII, by ich tam uśmiercać na różne wymyślne sposoby. Jedni i drudzy dopuszczali się okrutnych tortur na człowieku, traktując ludzi gorzej niż bydło, niż dzikie zwierzęta. Nie mieli litości nawet dla swoich. Sowiety przeprowadzali czystkę etniczną między innymi tak jak na Ukrainie głodem, a hitlerowcy natomiast przeprowadzali ją w bardziej wymyślny sposób, np. poprzez nieludzkie eksperymenty i badania medyczne przeprowadzane na ludziach jak na królikach doświadczalnych. Moim zdaniem ani jedna z tych metod masowego uśmiercania ludzi nie była i nie jest bardziej humanitarna, a zezwierzęcenie oprawców nie ma usprawiedliwienia. Nie potrafię patrzeć na jednych czy drugich inaczej jak tylko na zbrodniarzy szalejących bezkarnie w swoich chorych, zbrodniczych systemach. Dla mnie jedni i drudzy byli i są wcielonymi diabłami, bo PRAWDZIWY BOŻY CZŁOWIEK NIGDY BY SIĘ TAKICH ZBRODNI NIE DOPUŚCIŁ NA DRUGIM CZŁOWIEKU.

Oprawcy z czasów hitleryzmu i sowietyzmu to byli demony Szatana, istoty bez poczucia winy, bezlitosne, bez sumienia. Ktoś, kto nie ma sumienia nie jest człowiekiem. Wszystko to, czego się dopuścili jedni i drudzy, a zatem czystek etnicznych w czasie IIWŚ i nawet po jej zakończeniu mieli zaplanowane wspólnie. Pracowali nad tym razem przez cały okres międzywojenny, a dzisiaj nadal kontynuują współpracę między sobą z oczywiście pomijaniem Polski i Polaków chociaż sprawy przez nich omawiane jak najbardziej dotyczą również nas i naszego Kraju. Przykładem niech tu będzie chociażby gazociąg puszczony po dnie Bałtyku.

Kiedyś ktoś w jakimś wywiadzie powiedział jaki Sowiety i Niemcy mieli stosunek do Polski i to od zawsze – „nazywali Polskę ziemią niczyją i tak ją traktowali, mimo iż miała ona i nadal ma swoich właścicieli.”

Patrząc na naszą historię przyznaję temu komuś rację. Dla naszych potężnych sąsiadów zawsze byliśmy tylko nikim na ziemi niczyjej. Właśnie dlatego wmawia się nam niewolnictwo jako rzecz dla nas naturalną, ponieważ jak samo nasze słowiańskie pochodzenie niby wskazuje jesteśmy stworzeni tylko po to by być niewolnikami. Nic bardziej mylnego! Wszyscy bowiem, zarówno Grecy, Germanie, Celtowie, Bałtowie, jak i Słowianie pochodzimy od ludności praindoeuropejskiej od pasterskich nomadów, którzy w czasach prehistorycznych zasiedlili szerokie stepy południowej Rosji, skąd następnie migrowali do zarówno Europy jak i Azji.

WSPÓŁPRACA NIEMIECKO-SOWIECKA

Nostalgiczne akcenty „Prawdy"

"Wszystko to tłumaczy, że w 1936, tylko w kadrach sowieckiego przemysłu ciężkiego można było naliczyć 6800. cudzoziemców, w tym 1700 Amerykanów i jeszcze prawie 300. Niemców, którzy pozostali na dziwnych warunkach, co do których nie mogłem odnaleźć zbyt wiele szczegółów, oprócz tego, że zarabiali siedem razy mniej niż Amerykanie. Rozumiemy teraz nostalgiczne akcenty „Prawdy" z 8 września 1955, gdy, przypominając Rapallo i jego wstrząs, podkreślała: „Jeżeli historia stosunków niemiecko-sowieckich zaznała ciemnych stron, to naród sowiecki nie zapomniał tych lat współpracy między naszymi dwoma krajami." Rozumiemy równocześnie apele, redagowane w 1935 przez niemieckiego profesora komunistę Niekischa, który zapraszał Niemcy hitlerowskie do podjęcia „w zgodzie z Rosją azjatycką drogi przymierza, która pozwoliłaby tym dwóm państwom żyć w pokoju, a Niemcom zapewnić dominację w Europie przeciw Francji". Trzeba będzie tylko przekonać Hitlera i pewną część jego otoczenia. Inna grupa, w MSZ-cie oraz w środowisku policyjnym SD i Gestapo, jest już gotowa do tego zbliżenia. To oni będą, w 1939, najbardziej chętni do współpracy z ich sowieckimi odpowiednikami w polowaniach na ludzi w Polsce, a często w całej Europie. A ci z nich, którzy przeżyją po 1945, przejdą łatwo na stronę Moskwy i stamtąd poszukają schronienia gdzieś w świecie, podczas gdy pewna ich część znajdzie natychmiast miejsce w aparacie wschodnioniemieckim. Zresztą atmosfera „Tygodnia przyjaźni niemiecko-sowieckiej" w 1929, o którym powiemy, pozwala zrozumieć pakt z 1939 (Mołotow-Ribbentrop - przyp. tłum.) i przyjęcie sowieckie od 1969 „Ost-Politik" Willy Brandta."

http://www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/komunizm/kom3.html

Tak sobie myślę, że dzisiejsza ich wzajemna współpraca również nie polega na tym, by budować Polskę. Polskę to oni mają tam, gdzie Słońce nie dochodzi, jest ona dla nich jedynie poszerzeniem ich przestrzeni, a my Polacy jesteśmy tylko tanią siłą roboczą, białymi niewolnikami ich Europy. N I E S T E T Y!

wtorek, 15 października 2013

Minionyzm*

Swoją drogą to dziwne! Miliony ludzi dzisiaj żyją całkowicie poza marginesem społecznym. Ich bieda dawno już przestała być biedą, a przybrała oblicze nędzy i to tej najgorszej z najgorszych.
Bezdomność, bezrobocie, beznadzieja, żebractwo. Ludzie po kilka dni nic nie jedzą, bo nie mają za co sobie kupić nawet najpodlejszego jedzenia.

Życie nie jednego psa jest lepsze od życia dzisiejszego nędzarza, który w nie jednym przypadku zaczął rywalizować z bezdomnymi psami o resztki ze śmietnika, a mimo to wzbrania się tak wielu w przyznaniu się do tego, że najgorsza bieda w minionyzmie w porównaniu z dzisiejszą nie była tak straszna. Że gotowane jajko na śniadanie do chleba z margaryną, to nie była żadna bieda, że gotowane ziemniaki ze szczypiorkiem i koperkiem, a do tego garnuszek kwaśnego mleka na kolację (bieda?), to dzisiejsze są wymyślne diety dla znudzonych bogaczy, za których układanie płacą oni swoim dietetykom niemałe pieniądze.

Świat stanął do góry nogami, ludzie pogubili się już i sami nie wiedzą czego tak naprawdę chcieli, co w życiu jest rzeczywiście ważne? Bo obalając minionyzm, chyba nie o takiej przyszłości dla swoich dzieci myśleli – przyszłości, w nie jednym przypadku i nie w dwóch, gorszej od życia, które oni sami mieli.

Moim zdaniem większość bojowników o wolność i demokrację spod deszczu wpadła pod rynnę, ale ich własne zakłamanie nie pozwala im się do tego przyznać i nadal nie potrafią powiedzieć Bogu przepraszam za grzech niedoceniania tego „małego” co kiedyś mieli.

Walczyli o wolność! Gdzie ona jest? Czy jest nią może wszechobecna inwigilacja? A może przymus szukania szczęścia poza granicami własnego Kraju?

Jakiś czas temu byłam kilka dni w Hamburgu w interesach. Serce chciało mi pęknąć z bólu na widok moich bezdomnych, marnujących się rodaków, zajmujących się żebractwem, albo tylko leżących tam, na głównym deptaku jednej tylko z dzielnic Hamburga ( a ile ich jest?) wymiętych, sinych z zimna i spuchniętych z głodu, młodych i starszych już ludzi wpatrujących się w niebo oczami bez wyrazu. Nie mogą wrócić do domu, bo wstyd, bo nie ma za co, ale i zostanie tam równa się z zatraceniem. Zmarnowane życia, oszukane obietnicą raju.

Walczyli z monopolem pod każdą postacią, a takiej globalizacji i centralizacji jak obecnie, nigdy przedtem nie było. Wszystko narzucane jest odgórnie i tak okrojone różnymi przepisami, że wielu, którzy kiedyś mogli sobie radzić prowadząc jakąś małą działalność, dzisiaj są zmuszeni przywitać się z nędzą. Pogoda jest tylko dla bogaczy, podobnie jak i wolność, o którą walczyli, a której paradoksalnie pozbawili i siebie i swoje dzieci. Tam w Hamburgu widziałam tłumy chodzących zombie i pomyślałam sobie, że zabijanie ludzi wcale się nie skończyło, tylko przybrało inną, może jeszcze gorszą formę.

Ja też nie narzekam, ja tylko się dziwię i zastanawiam, próbuję zrozumieć.
..................................................................................................
*Minionyzm - określenie tego co minęło zapożyczone od anna s.

poniedziałek, 14 października 2013

Pokolenie obywateli świata

Nie mogę znieść, że z mojego Narodu ktoś na siłę chce uczynić nazistów, antysemitów i obarczyć go odpowiedzialnością za nie jego winy. Nowe pokolenie rośnie, całkowicie oderwane od rzeczywistości, karmione próżnością i kiczem. Pokolenie obywateli świata bez większych ambicji, pokolenie Y, a więc ludzi z wpajaną im pogardą dla własnych korzeni, bez przywiązania do czego i kogokolwiek, zwanych przeze mnie bezpaństwowcami na własne życzenie, dla których liczy się tylko tu i teraz, i kasa, a patriotyzm jest czymś oderwanym od rzeczywistości, przeżytkiem nie mającym sensu.

Jakże okrutne będzie ich przebudzenie, gdy nadejdzie jego pora! Jakąż pustkę odczują wtedy, ponieważ w miejscu pochodzenie nie będzie nic, jedynie czarna dziura, nie znajdą miejsca powrotu. Tymczasem elity uczą swoich następców przywiązania do ziemi, często ziemi, która nigdy nie była i nie jest ich. Dlaczego jest to dla nich takie ważne, a dla zwykłego śmiertelnika ma nie być? Dlaczego ojcowizna ma być wstydem dla mnie? Dlaczego wartości wyniesione z domu rodzinnego to obciach? – że powiem współczesnym językiem młodych, albo zacytuję słowa obecnego premiera naszego Kraju D Tuska: „Polskość to nienormalność!”. Zastanawiam się jak to jest możliwe, że ktoś mający takie zdanie o Polsce i Polakach mógł zostać premierem tej „nienormalności” polskiej?

I nie ma zmiłuj się!

Człowiek, a ściślej mówiąc pracownik nie może zapominać, że jest coś takiego jak PRAWO PRACY, dotyczące praw i obowiązków zarówno pracownika jak i pracodawcy. I nie ma zmiłuj się!

Podobnie jak pracodawca ma prawo wymagać od pracownika przestrzegania tego prawa, tak i pracownik ma prawo żądać tego od swojego pracodawcy. Jednak, jak mi się zdaje i jak znam życie, to w praktyce to nie przejdzie ponieważ za bramą czeka cała masa desperatów by zająć nasze miejsce. Dopóki więc będziemy mieli bezrobocie, dopóty specjalnie wysoko nie podskoczymy. Ponieważ bezrobocie to coś pozytywnego dla pracodawców, śmiem twierdzić, że nigdy się go nie pozbędziemy, a co za tym idzie, nie pozbędziemy się również wyzysku człowieka przez człowieka. Koło się zamyka. Smutne to, ale prawdziwe!

Tak sobie myślę, że to nie jest wina skołowanych ludzi, ale strachu przed jutrem, który dzisiejszemu człowiekowi, niestety, ciągle towarzyszy. Znak dzisiejszych czasów. To strach przed utratą, często gó(w)nianej pracy, może jedynego dochodu rodziny sprawia, że człowiek pozwala drugiemu pastwić się nad nim.

Wolny rynek?

To nie wolny rynek, to draństwo! To kradzież ludzkiego czasu, siły i pieniędzy w tym samym czasie gdy się wymaga lojalności wobec pracodawcy. Bo jak inaczej nazwać umowy śmieciowe? A jak inaczej nazwać rynek tylko dla monopolistów? Co powiedzieć o rządzie pozwalającym na to?

To jest totalna hipokryzja, głównie współcześnie nam rządzących, którzy pozwalają przedsiębiorcom na takie anomalia, bo sami czerpią z tego korzyści w postaci różnych prowizji. Korupcja ma ogromną ilość twarzy. Politycy chcą dobrze żyć, ktoś też musi pokrywać koszty ich kampanii wyborczych. Muszą więc się słuchać finansujących ich, prawdziwych władców tego świata ukrytych za parawanem, bardziej aniżeli swoich wyborców. Jak to się mówi – „.. ryba psuje się od głowy.”

Zatem nie ma się co dziwić, że tak się dzieje, skoro sam rząd oszukał swoich wyborców i tylu drobnych przedsiębiorców chociażby w czasie np. piłkarskiej gorączki w 2012 roku, nie wypłacając należnych im pieniędzy za wykonane prace przy budowie stadionów i „autostrad”, dając w ten sposób jeszcze większe poparcie draństwom przedsiębiorców, tych od siedmiu i jeszcze jednej boleści. Jedni oszukują drugich a cenę za ich machlojki płacą zwykli zatrudnieni, którzy muszą przecież żyć za coś i przecież uczciwie na to swoje g.wniane utrzymanie pracują.

Przecież to jasne jest jak słońce, że „wolny” rynek jest skorumpowanym rynkiem i głównie dla największych monopolistów tego świata. Takie są fakty. Małe rybki zjadane są przez rekiny rechoczące z naiwności ludzkiej i wiary w wolny rynek, który tak naprawdę nie istnieje. I owszem, ktoś może sobie otworzyć jakąś działalność za kasę na kredyt, ale tylko po to, by za jakiś czas splajtować i w ten sposób nabijać jeszcze bardziej kieszenie rządzących rynkiem banków i monopolistów, z których największymi są właśnie banki. To taka zabawa w ciuciu-babkę jest, albo w kota i myszkę, jak kto woli. Wszystkim wiadomo kto w tej zabawie kogo pożre.

Dziwny jest ten dzisiejszy świat! Miało nie być monopolu, jest globalizacja. Miał być wolny rynek, jest rynek skorumpowany, tylko dla największych monopolistów. Miało nie być cenzury, jest totalna inwigilacja. Miała być konkurencja, rozumiem, że również w polityce, tym czasem jest centralizacja wszystkiego, a więc wszystko to, przed czym niby uciekaliśmy i z czym walczyliśmy w komunizmie. Doprawdy, dziwny jest ten świat! Mam wrażenie, że spod leninizmu przeszliśmy pod marksizm, niestety.

Sprytna ta transformacja, której tak naprawdę i moim zdaniem, nie było, że zacytuję w tym miejscu słowa nieznanego mi autora:

„To było tak, że bociana dziobał szpak, potem przyszła zmiana i szpak dziobał bociana.”

NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO, poza tym, że spod deszczu wpadliśmy pod rynnę. Gorzkie to stwierdzenie, ale myślę, że prawdziwe. N I E S T E T Y!


Dusze Narodów

Biblioteki to dusze Narodów. Aby zniszczyć jakiś naród wystarczy wpierw zniszczyć jego inteligencję, a reszcie ograniczyć dostęp do źródła jego spisanej historii. Palą książki i zamykają biblioteki jedynie wrogowie Narodu. Historia zna wiele takich przykładów. Naród, który wciąż i od nowa musi odradzać swoją inteligencję raczej nigdy nie stanie się samodzielnym.

niedziela, 13 października 2013

Vox populi, to vox Dei

Mniejszość opozycyjna, to może i nie vox populi, vox Dei, ale naiwnością rządzących jest zapominanie przez nich, że bieda i beznadzieja tych wyrzuconych poza margines może się przerodzić w falę gniewu szybciej niż myślą i stać się opozycji „oddechem” – sprzymierzeńcem powalającym wszystko na swojej drodze z szybkością huraganu.

I mieszanie narodów w celu uniknięcia ich gniewu za niedemokratyczny wyzysk, nie będzie już żadnym ubezpieczeniem ani gwarancją (jak myślą dzisiejsi „miłościwie” nam panujący bez wyobraźni pseudo politycy), naturalnej przeszkody w porozumieniu się uciśnionych ludów. Tym łączącym ich spoiwem stanie się BIEDA i BEZNADZIEJA, jak zawsze zresztą, których to oblicze wszędzie wygląda tak samo i ma jeden jednak wspólny język – NIEDOSTATEK, a determinacja by to zmienić, stanie się ich wspólną myślą przewodnią ich siłą nie do pokonania. I prędzej, czy później tak właśnie będzie, bo jednak vox populi, to vox Dei. Tak myślę.

Brak równowagi zawsze kończy się upadkiem.
 

piątek, 11 października 2013

Cztery księżniczki

To nie żart! Odwiedziły mnie trzy księżniczki. Dwie jasnowłose, jedna ciemnowłosa. Dwie z nich brązowookie, jedna z oczami błękitnymi jak chabry. Piękne, mądre, trochę swawolne. Zrobiło się nagle głośno w moim domu. Śmiech, szczebiot, radosne okrzyki. Ta coś chce , tamta czegoś się domaga, trzecia z jakiegoś powodu zaczyna się dąsać na cały świat.

Jedna z nich to pewnie przyszła pianistka sławy światowej. Ma dopiero sześć lat a gra na pianinie jakby nic innego od urodzenia nie robiła, czytając przy tym z nut jednocześnie. Druga, nieco młodsza rysuje jakby samego Picassa podglądała, trzecia to urodzona alpinistka. Nie ma w domu szafy, której by nie zaliczyła. Wspina się gdzie się da i na co się da. Uśmiech przy tym włączony ma na dziesiątkę. Po zdobyciu kolejnego mebla tryumfuje! Gniewać się na nią? A skądże! Gdy ją zganisz patrzy przeciągle i prowokująco człowiekowi prosto w oczy i dalej robi swoje. Gdy ją pochwalisz, zawstydza się tak pięknie. Mają swój maleńki świat, swoje małe tajemnice, które szepczą sobie na uszy, wybuchając przy tym śmiechem, bądź pogrążając się w zamyśleniu.

Bieganina, krzątanina, rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Ma się wrażenie, że przez dom huragan przeleciał, a mimo to jestem taka szczęśliwa, że je goszczę u siebie. :D

Brakuje mi tylko tej czwartej do kompletu. Jest u siebie w domu. To ci dopiero długodystansowiec. Uwielbia chodzić to małe, prześliczne stworzenie. Trudno jest za nią nadążyć. Wszędzie zajrzy, wszystkiego dotknie. Odkrywa świat robiąc przy tym wielkie oczy. Gdy już coś pozna, mówi - już! - i biegnie dalej jakby bała się nie zdążyć na spotkanie kolejnej, przemijającej chwilki. Rejestruje wszystko w mgnieniu oka i zadziwia wszystkich swoją pamięcią. Uśmiech z jej małej buźki nigdy nie znika, tak jak z mojego serca miłość do tych czterech małych księżniczek.


wtorek, 8 października 2013

Rozdarcie


Już zanim zamieszkałam za granicami naszego Kraju wiedziałam, że największą wartością dla człowieka i szczęściem jest życie na własnej ziemi i pod własnym niebem. Udowadniałam to moim przyjaciółkom, z którymi w burzliwych dyskusjach wykłócałam się o to, nie wiedząc jeszcze wtedy, że jest mi pisane życie przez jakiś czas na emigracji. Już wtedy byłam pewna, że bogactwem nie jest posiadanie dóbr materialnych, ale ludzka godność i wartości, które są bezcenne. Dzisiaj wiem to na pewno, że miałam wtedy rację.

NIKT NIE MOŻE BYĆ SZCZĘŚLIWYM W ODERWANIU OD SWOICH NAJBLIŻSZYCH, OD SWOICH KORZENI. ZIEMIA OJCZYSTA PACHNIE INACZEJ, NIEBO JEST BŁĘKITNIEJSZE NAD NIĄ I SŁOŃCE JAKOŚ JAŚNIEJ I CIEPLEJ ŚWIECI.

Życie z dala od tego co sercu jest najbliższe to tylko jest imitacja życia, to gra nie warta świeczki, naprawdę nie ma czego zazdrościć! To samotność w tłumie, niezrozumienie, to los banity wiecznie szukającego swojego miejsca na ziemi. To rozdarcie nie do naprawienia, to głos serca nieustannie mówiący: OBCY! OBCY! OBCY! Jesteś i już na zawsze i wszędzie będziesz tylko OBCY! TU czy TAM, jakie to ma znaczenie? Jesteś TU, tęsknisz do TAM! Jesteś TAM, tęsknisz do TU! Serce kocha i TAM i TU, a jednak? A jednak TAM to utracony klejnot, którego nigdy nie przestaniesz szukać, mimo iż może TU wydaje się być klejnotem cenniejszym. WSZĘDZIE JEST DOBRZE, GDZIE NAS NIE MA! NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI.

poniedziałek, 7 października 2013

Nieśmiertelność myśli

Śmierć jest granicą wszystkiego, ale nie musi być końcem. Ożywiając nasze pragnienia, chcę przez to powiedzieć, spełniając swoje marzenia możemy korzystać z nieograniczonej wolności naszego wnętrza, odkrywania, poznawania siebie i tworzenia w oparciu o to co czujemy, widzimy i słyszymy. W ten sposób człowiek staje się nieśmiertelny. Żyje w tym co stworzył.

Nasze jestestwo jest cudowne! Nie ogranicza go tylko ciało jakie posiadamy, fizyka i chemia ale wyposażone jest ono w umysł – nieskończony kosmos, wszechświat wypełniony rozwijającą się ciągle myślą. Czy nieograniczoną? Moim zdaniem i tak i nie! Nasze myśli są nieograniczone dopóki żyjemy, kończą się w momencie, gdy zasypiamy w śmierci, chociaż nie wszystkich. Są tacy wśród nas, którzy swoją myślą pokonali, pokonują i pokonają panią z kosą, ponieważ ich myśl stała się wiecznie żywą. Przeszłość połączyła z teraźniejszością i przenosi te dwie do przyszłości, by na już wymyślonym tworzyć coś nowego. Bez wczorajszej myśli kogoś, dzisiejsze czyjeś odkrycie czegoś byłoby niemożliwe, jutrzejsze nie miałaby szans się narodzić. Nie byłoby rozwoju, bo tylko myśl może zrodzić myśl nową „genetycznie” ulepszoną.

Myśl jest więc motorem mobilizującym ludzi do działania, nie wnikam już czy do pozytywnego, czy do negatywnego, chociaż sądzę że jedno z drugim się równoważy. Bez poznania zła nie wiedzielibyśmy co jest dobre i odwrotnie. Ziemia też, z jakiegoś powodu ma dwa bieguny. Gdyby się człowiek nie sparzył, to nie wiedziałby, co to jest ból i mam tu na myśli sparzenie i ból nie tylko ten fizyczny.

Człowiek jest istotą wyjątkową, bo może myśleć, wypowiadać swoje myśli, wprowadzać je w czyn, wymieniać się nimi z innymi ludźmi i nawet gromadzić dla swoich potomnych.

Sens powrotów do tego co już za nami

Wracamy, bo nasza pamięć jest życiem obok naszego życia. To skarbnica doświadczeń i wiedzy i nie koniecznie tylko osobistej. Naszą przeszłość w każdej chwili możemy ożywiać przenosząc się w czasie dokładnie do miejsca do którego chcemy. Tak naprawdę nasza przeszłość jest teraźniejszością, moim zdaniem, bo ciągle żyje w nas i z nami. Umiera dopiero wtedy, gdy my umieramy.

Nasz umysł jest korytarzem pomiędzy dwoma światami, w których jednocześnie żyjemy.

Tu i teraz jest najkrótszą chwilką w naszym życiu, to mgnienie oka, rejestrator wszystkiego co dzieje się wokół, tego czego możemy i nie możemy dotknąć. Wczoraj jest chwilą długą i obfitującą w doświadczenia, z których bezpłatnie czerpać możemy wiedzę i mądrość, a jutro? Jutro to czekająca nas kolejna przygoda! Od nas samych zależy czy odważymy się ją przeżyć dotykając przy tym prawdy.

Jedyną, stałą prawdą jest to, że żyjemy, a razem z nami żyje to do czego wracamy - nasza przeszłość. Już wspomniałam, że umiera ona dopiero razem z nami, chyba że nie spóźnimy się na nasze własne życie i w końcu odważymy się je żyć nie omijając prawdy o naszych pragnieniach ożywiając je, a wtedy nasza przeszłość stanie się naszą wiecznością, punktem odniesienia dla tych, którzy również odważą się wracać i dotykać, chodzić jednocześnie dwoma korytarzami.

niedziela, 6 października 2013

Niczego dobrego nie zrobili dla Polski i Polaków

Zamiast demokracji zaserwowali nam dyktaturę - przymusowa, dożywotnia praca, której zresztą nie ma. Chwalą się stadionami idioci, a przecież można było za te pieniądze wyrzucone w błoto zbudować chociażby sieć kanałów wodnych by przynajmniej zmniejszyć skutki powtarzających się co roku powodzi. I to są tylko dwa przykłady. Ech! Szkoda gadać! Aż niedobrze się robi na samą myśl o tych nieudacznikach stojących dzisiaj przy sterze w naszym Kraju.

sobota, 5 października 2013

NIE MA DWÓCH HISTORII I DWÓCH PRAWD


Zarówno w sprawie KATYNIA, jak i narzuconego nam KOMUNIZMU odpowiedzialność ponoszą nie tylko Sowieci, moim zdaniem. Winni są również ich cisi sprzymierzeńcy, a nasi fałszywi przyjaciele – alianci.

Ktoś, kiedyś powiedział, że „NIE MA DWÓCH HISTORII I DWÓCH PRAWD”.

Tak, nie ma! Zgadza się! Są tylko zbrodnie dokonywane przez kogoś i przez kogoś drugiego przemilczane w imię poprawności politycznej. Są tylko oszustwa dokonywane na zakłamywaniu historii przez supermocarstwa wg ich interesów i jej odkłamywaniu w dogodnych dla nich momentach, również tylko i wyłącznie dla ich interesów. Dlaczego w takim razie potępia się tylko zbrodniarzy a gloryfikuje ich cichych wspólników? Czyż prawo nie mówi, że próba zatajenia zbrodni jest również przestępstwem kwalifikującym się do współodpowiedzialności?

czwartek, 3 października 2013

środa, 2 października 2013

Pytam się: dlaczego?

Mój polski patriotyzm, moim zdaniem nie jest mniej wart od patriotyzmu np. Niemców, czy Żydów do ich krajów. Życzę wszystkim, by się mieli dobrze w swoich własnych domach i by im nikt w nich „mebli” nie przestawiał i sobie, jak i moim ziomkom życzę dokładnie tego samego.:D

Czy to jest chore życzenie? Nie do przyjęcia? Czy jako Polka nie mam prawa do spełnienia tych skromnych życzeń? Czy moje marzenie o prawdziwie wolnej Polsce, jest aż tak wygórowane i nie do przyjęcia? Jeżeli tak, to pytam się: dlaczego?