wtorek, 22 października 2013

PUSTE NACZYNIE ZAMIEŃ NA PEŁNE

To czy czujemy się szczęśliwi czy nie zależy w dużej mierze od nas samych, jak sądzę, od tego jak patrzymy na świat nas otaczający, jak odbieramy to co ma on nam do zaoferowania, jaki robimy z tego użytek i od tego z jakich pobudek stawiamy coś lub kogoś na pierwszym miejscu.

Zgadzam się w 100% z opinią, że pieniądze szczęścia nie dają, a w każdym bądź razie posiadanie ich nie jest najważniejsze w życiu. Zgadzam się też w 100%, że miłość nie zawsze daje szczęście, a już na pewno nie "chora miłość" jaką przejawiała np. Whitney Houston do swojego męża, której to miłości byli ofiarami oni oboje i ich córka. Nie tylko moim zdaniem, była to OGROMNA miłość. Ogromna, to wcale nie znaczy dobra. Ta miłość w pewnym momencie zaczęła ciążyć im obojgu, stała się dla nich ciężarem nie do uniesienia i przerodziła się w toksyczny związek.

Whitney w rezultacie tych 14 lat patologicznego związku, w jakim żyła, zaniedbała nie tylko córkę, ale przede wszystkim siebie samą. Zgubiła wątek! Stała się pustym naczyniem, nasiąkniętym toksynami, które ulatniając się z jego ścianek zatruły całe jej środowisko. W rezultacie ta jej ogromna miłość do męża zniszczyła ich związek, rodzinę i na końcu, chociaż nie najmniej ważną - ją samą.

Ktoś mądry, kiedyś powiedział, że: "Z pustego i Salomon nie naleje." - zgadzam się z tym. Jeżeli człowiek poświęca się drugim bez reszty, co jest godne podziwu, ale w tym samym czasie zapomina o sobie samym, co z kolei jest godne pożałowania, to takie poświęcenie staje się, moim zdaniem, bezsensowne, ponieważ prędzej czy później doprowadza do tragedii nie tylko pojedynczej osoby, ale całych rodzin. Takie bezwarunkowe poświęcenie się drugim doprowadza w końcu do tego, że stajemy się PUSTYMI NACZYNIAMI, z których już nic oprócz toksyn i goryczy nie jesteśmy w stanie wydobyć.

Jeżeli inni widząc takie bezwarunkowe poświęcenie się jednej osoby dla drugich nie reagują w porę i nie pomogą takiej osobie zrozumieć, że odrobina egoizmu nie jest niczym złym, że jest raczej tym, co pomaga człowiekowi zachować balans we wszystkim i czymś pomocnym w naszym żeglowaniu po oceanie jakim jest życie, czymś co pomaga nam bez większych uszczerbek pokonywać napotykane na nim sztormy, jeżeli nie pomogą takiej osobie zrozumieć, że gwarancją jej szczęścia i jej najbliższych jest to, by jednak każdy z nas stawiał w nim sam siebie na pierwszym miejscu (w przypadku wierzących zaraz po Bogu, bo: "Bez Boga ani do proga."), to takich tragedii, jak tragedia Whitney Houston będzie, moim zdaniem, coraz więcej.

Dlaczego to nie jest nic złego w naszym dążeniu do osiągnięcia szczęścia zadbać najpierw o to, byśmy sami dobrze się czuli ze sobą, byśmy najpierw zadbali o swoje potrzeby? Dlaczego nie jest egoizmem najpierw pokochać siebie samego (nie mylić z narcyzmem)?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ tylko wtedy jesteśmy w stanie zachować potrzebny nam balans i jedynie  wtedy, gdy oprócz dawania, nauczymy się też brać, stajemy się PEŁNYM NACZYNIEM, z którego zawartością możemy się dzielić z innymi. Tak, dopiero, gdy kochamy siebie samych (w granicach rozsądku), jesteśmy w stanie kochać innych miłością niesamolubną. Tylko taka miłość może przynieść ze sobą wiele szczęścia, tylko taka miłość nie zabija, nie niszczy lecz staje się motorem wiodącym nas ku prawdziwemu szczęściu, w którym i pieniądze i sława zachowują swoje miejsce i nie wypaczają naszego życia tak, że staje się ono niechcianą tragedią, jednym wielkim nieszczęściem. Tak myślę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz