To nie żart! Odwiedziły mnie trzy księżniczki. Dwie jasnowłose, jedna ciemnowłosa. Dwie z nich brązowookie, jedna z oczami błękitnymi jak chabry. Piękne, mądre, trochę swawolne. Zrobiło się nagle głośno w moim domu. Śmiech, szczebiot, radosne okrzyki. Ta coś chce , tamta czegoś się domaga, trzecia z jakiegoś powodu zaczyna się dąsać na cały świat.
Jedna z nich to pewnie przyszła pianistka sławy światowej. Ma dopiero sześć lat a gra na pianinie jakby nic innego od urodzenia nie robiła, czytając przy tym z nut jednocześnie. Druga, nieco młodsza rysuje jakby samego Picassa podglądała, trzecia to urodzona alpinistka. Nie ma w domu szafy, której by nie zaliczyła. Wspina się gdzie się da i na co się da. Uśmiech przy tym włączony ma na dziesiątkę. Po zdobyciu kolejnego mebla tryumfuje! Gniewać się na nią? A skądże! Gdy ją zganisz patrzy przeciągle i prowokująco człowiekowi prosto w oczy i dalej robi swoje. Gdy ją pochwalisz, zawstydza się tak pięknie. Mają swój maleńki świat, swoje małe tajemnice, które szepczą sobie na uszy, wybuchając przy tym śmiechem, bądź pogrążając się w zamyśleniu.
Bieganina, krzątanina, rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Ma się wrażenie, że przez dom huragan przeleciał, a mimo to jestem taka szczęśliwa, że je goszczę u siebie. :D
Brakuje mi tylko tej czwartej do kompletu. Jest u siebie w domu. To ci dopiero długodystansowiec. Uwielbia chodzić to małe, prześliczne stworzenie. Trudno jest za nią nadążyć. Wszędzie zajrzy, wszystkiego dotknie. Odkrywa świat robiąc przy tym wielkie oczy. Gdy już coś pozna, mówi - już! - i biegnie dalej jakby bała się nie zdążyć na spotkanie kolejnej, przemijającej chwilki. Rejestruje wszystko w mgnieniu oka i zadziwia wszystkich swoją pamięcią. Uśmiech z jej małej buźki nigdy nie znika, tak jak z mojego serca miłość do tych czterech małych księżniczek.
Jedna z nich to pewnie przyszła pianistka sławy światowej. Ma dopiero sześć lat a gra na pianinie jakby nic innego od urodzenia nie robiła, czytając przy tym z nut jednocześnie. Druga, nieco młodsza rysuje jakby samego Picassa podglądała, trzecia to urodzona alpinistka. Nie ma w domu szafy, której by nie zaliczyła. Wspina się gdzie się da i na co się da. Uśmiech przy tym włączony ma na dziesiątkę. Po zdobyciu kolejnego mebla tryumfuje! Gniewać się na nią? A skądże! Gdy ją zganisz patrzy przeciągle i prowokująco człowiekowi prosto w oczy i dalej robi swoje. Gdy ją pochwalisz, zawstydza się tak pięknie. Mają swój maleńki świat, swoje małe tajemnice, które szepczą sobie na uszy, wybuchając przy tym śmiechem, bądź pogrążając się w zamyśleniu.
Bieganina, krzątanina, rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Ma się wrażenie, że przez dom huragan przeleciał, a mimo to jestem taka szczęśliwa, że je goszczę u siebie. :D
Brakuje mi tylko tej czwartej do kompletu. Jest u siebie w domu. To ci dopiero długodystansowiec. Uwielbia chodzić to małe, prześliczne stworzenie. Trudno jest za nią nadążyć. Wszędzie zajrzy, wszystkiego dotknie. Odkrywa świat robiąc przy tym wielkie oczy. Gdy już coś pozna, mówi - już! - i biegnie dalej jakby bała się nie zdążyć na spotkanie kolejnej, przemijającej chwilki. Rejestruje wszystko w mgnieniu oka i zadziwia wszystkich swoją pamięcią. Uśmiech z jej małej buźki nigdy nie znika, tak jak z mojego serca miłość do tych czterech małych księżniczek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz