poniedziałek, 30 września 2013

Taka amnezja

Ludzie, gdy już osiągną swój cel, szybko zapominają o co walczyli i po co? To jest bardzo ciekawe zjawisko, moim zdaniem, taka amnezja! Dobrym przykładem mogą tu być dawni przywódcy Solidarności. Przejmując władzę w naszym Kraju po jego transformacji stali się gorszymi gospodarzami od ich poprzedników. Tamci służyli Moskwie, dzisiejsi płaszczą się przed Niemcami, bo to oni, nie łudźmy się, rządzą unią. Wszystkie kraje Europy zaczynają podupadać, co niektóre już upadły, ale Niemcy kwitną! To także jest przynajmniej zastanawiające zjawisko dzisiejszej unijnej „współpracy”. Znowu słychać rżenie konia, co mnie osobiście nie dziwi. Jak ma się on nie śmiać skoro tak ogromną ludzką głupotę widzi.

Wtedy, przed transformacją ludzie mieli pieniądze, ale nie było towaru w sklepach. Mogli go jednak spod lady kupić i jakoś nakarmić swoje dzieci. Dzisiaj w sklepach półki pod towarem się uginają, ale miliony ludzi nie ma za co tego towaru kupić, ich dzieci chodzą głodne! Moim zdaniem na jedno wychodzi. Tym uprzywilejowanym ani wtedy ani dzisiaj niczego nie brakowało i nie brakuje. Samo życie! A świat już się nie śmieje, raczej gorzko płacze, ten drugi świat, świat „pod ludzi”, których omamiono obietnicą raju. Czy aby na pewno walczyli oni o bezrobocie i bezdomność? O rozbite rodziny i o niepewne jutro swoich dzieci? Czy nie mieli raczej wyzwolić Naród spod ucisku upiornego komunizmu?

Moim skromnym zdaniem, ci, którzy poderwali Naród do walki z upiorem sami stali się dla tego Narodu upiorami i jeszcze sobie za to pomniki za życia stawiają – ZDRAJCY! Już otrzymali swoją nagrodę, swoje trzydzieści srebrników, nic więcej im się nie należy. Koniec zdrajców zawsze był i jest taki sam. I zburzone zostały ich pomniki, i pamięć o nich przekleństwem jest i na wieki będzie odziana.

Właśnie dlatego nazywam pieniądze i władzę afrodyzjakami dla ludzi nie posiadających w sobie takich wartości jak Bóg, honor, Ojczyzna, patriotyzm, uczciwość, szczerość – również wobec siebie samych, czy nieprzekupność, lojalność wobec zasad w pozytywnym ich znaczeniu (nie zapominajmy, że świat przestępczy również ma swoją etykę).

Te cnoty wyśmiewane już dzisiaj przez różnego kalibru cwaniaczków, są jednak niezbędne w posiadaniu, szczególnie u ludzi wybieranych do rządzenia krajem, jak mi się wydaje. Bez ich posiadania rządzący myślą tylko o własnych interesach i prowadzą swój Naród i Kraj prosto do przepaści, jak to ma miejsce, moim zdaniem, w czasach nam współczesnych. Wystarczy, że przypomnę w tym miejscu o kosmicznych długach bez możliwości ich spłaty z powodu uśmiercenia całego rodzimego przemysłu – obłożyli nasz Kraj lichwą, a więc spisali go na straty. Dla fałszywego blasku sprzedali najcenniejszy nasz klejnot.

Nie można żyć tylko dniem dzisiejszym, o przyszłość również trzeba zadbać, a nie można tego robić oddając się pod kontrolę innego państwa (wrogiego nam kiedyś, a i dzisiaj nie szczególnie nas miłującego), tak jak to zrobił sikorski (z małej litery, na znak braku dla niego szacunku z mojej strony) w Berlinie. Nie po to, moim zdaniem, całe pokolenia Polaków walczyły o wolność oddając często swoje życie za nią i za swoją Ojczyznę, by dzisiaj tych wartości nie myślący perspektywicznie rząd ponownie i dobrowolnie pozbawiał swój Naród. DŁUGI ZAWSZE TRZEBA SPŁACAĆ!
 

niedziela, 29 września 2013

Życiodajna psychika i wiara

Bóg jest doskonały. Przy tym nie ma On początku i końca, jest alfą i omegą. Zawsze był, jest i będzie, jest nieśmiertelny.

Skoro Bóg jest nieśmiertelny, a nas ludzi stworzył na wzór i podobieństwo swoje, to myślę, że człowiek też jest nie tylko inteligentną istotą, ale również jest i nieśmiertelny. Każdy z nas jest prawdziwym kosmosem. Aż trudno jest to sobie wyobrazić. Nasze ciała, nasz mózg to są nieskończoności same w sobie. Mają zdolność nieustannej regeneracji i odnawiania się bez ingerencji kogokolwiek z zewnątrz. Tak myślę ja i nauka to coraz częściej potwierdza. Dlaczego więc starzejemy się, chorujemy i umieramy? Oto jest pytanie warte poszukania na nie odpowiedzi.

Czasami tak mam i nic nie mogę na to poradzić. Budzę się z całą masą pytań w głowie, które wymagają ode mnie szukania na nie odpowiedzi. Dopada mnie to moje małe filozofowanie.

Skoro ludzki organizm i mózg posiada zdolność regeneracji, ciągłego samoleczenia i odnawiania się, to gdzie leży błąd całego naszego systemu jakim jest życie, nasz zamknięty obieg? Może się mylę, ale myślę, że błąd ten tkwi w naszej psychice.

To nasza psychika albo czyni z nas geniuszy, ludzi zawsze zdrowych i silnych, czerpiących z niej siłę do życia i wiarę we własne możliwości, albo trzyma nas ona w swoich szponach wmawiając nam, że nie jesteśmy w stanie z tych szponów się uwolnić. Gdy uwierzymy w to, sami siebie skazujemy na niewolę i śmierć jeszcze za życia (nazywam to symptomem słonia) ponieważ przerywamy jedno, najważniejsze, jak mi się wydaje, ogniwo naszego zamkniętego obiegu – życiodajną psychikę, przez co osłabiamy cały nasz fizyczny kosmos, nasze ciało. Zamiast więc naszym sprzymierzeńcem, psychika staje się wtedy naszym wrogiem i powoli ale skutecznie osłabia nas pod każdym względem. Dlatego właśnie, tak myślę, starzejemy się, chorujemy i umieramy. Hmm!?

Nasza doskonałość jest niestety jedynie kopią doskonałości Boga. Nie pochodzimy bezpośrednio z Niego, ale jesteśmy Jego dziełem, które On obdarzył doskonałością warunkową. Zależy ona od WIARY. Wiary w naszego Stwórcę i w możliwości w jakie nas, nasze ciała i głównie psychikę/duszę On wyposażył. Dochodzę więc do wniosku, może mylnego, że to psychika jest główną naszą siłą. To od niej zależy jakość całego naszego życia, a od wiary jego długość.

Często posługujemy się sami zwrotami: uwierz w siebie, w swoje możliwości; wiara czyni cuda!

Ludzkie więc ciało, tak myślę sobie, jest nieskończonym, doskonałym kosmosem, zawsze żywym, nigdy nie kończącym się kosmosem. Aż uginają mi się kolana przed uświadomieniem sobie ogromu inteligencji zawartej w każdym dziele Stwórcy jakim jest każdy z nas z osobna i wszyscy razem wzięci. Moim zdaniem, raz ożywiona materia nigdy nie umiera, jeżeli już, to tylko zasypia na jakiś czas, by znowu kiedyś się obudzić. Ten sen jest jej potrzebny by mogła zregenerować swoją doskonałość. Sam Bóg po okresie stwarzania, też udał się na spoczynek, potrzebował go, a przecież jest bezwarunkowo Doskonały.
 

Czy trwała zmiana na lepsze jest w ogóle możliwa?


Kiedyś myślałam, że przysłowiowy pies jest pogrzebany tylko w braku tradycji przekazywania z pokolenia na pokolenie wartości takich jak: Bóg Honor Ojczyzna, dzisiaj skłonna jestem myśleć, że przyczyna niepowodzeń takich narodów jak nasz leży znacznie głębiej, mianowicie w narodowej amnezji, że NIC NIE JEST DANE CZŁOWIEKOWI RAZ NA ZAWSZE! O wszystko w życiu trzeba dbać. Tak jak nie podlewana miłość umiera, tak i niepodsycane wartości jednakowe przecież dla wszystkich - bo moim zdaniem wszyscy nasi bohaterowie walczyli o to samo, o wolną i sprawiedliwą Polskę - giną, a wraz z nimi ludzkie dotychczasowe osiągnięcia, głównie społeczno-ekonomiczne.

A wszystkiemu winny jest monopol, nazywany dzisiaj globalizacją, który mi zawsze kojarzył się i kojarzy z komunizmem. Wracamy do tego co już było i to w różnym wydaniu i z czym walczyli nasi przodkowie, moim zdaniem. CAŁA MASA BEZROBOTNYCH O TYM ŚWIADCZY, CAŁA MASA LUDZI CHARUJĄCYCH NA ŚMIECIOWYCH UMOWACH albo NIE OTRZYMUJĄCYCH ZA SWOJĄ UCZCIWĄ PRACĘ WYNAGRODZENIA. Zamykane szkoły i biblioteki, bo po co „hołocie” wiedza większa od umiejętności tylko pisania, czytania i co najwyżej prostej matematyki? Obniżanie poziomu nauczania w pozostałych szkołach. Głupi niewolnik, to dobry niewolnik, bo nie rozumie, że jest niewolnikiem. I to są jedynie nieliczne przykłady z pominięciem przymusowych robót aż do śmierci – podwyższony wiek emerytalny, opieki zdrowia schodzącej na psy – jeżeli już leczyć, to tak aby nie wyleczyć lub cofanie refundacji leków dla osób ciężko chorych, które bez leków skazuje się na pewną śmierć. Czy to jest może innego rodzaju eutanazja? Nie sposób jest tu tego wszystkiego „dobrodziejstwa” XXI wieku, wieku ponoć wolności i demokracji, powszechnego dobrobytu i szczęśliwości, wyzwolenia od komunizmu (?) wymienić.

Obserwując to wszystko, co się dzieje w dzisiejszej rzeczywistości, pomijając medialną propagandę fikcyjnego sukcesu i dobrobytu (?), tak sobie myślę:

Jeszcze nie tak dawno świat zachodni wydawał się być rajem na ziemi. Wszystkim na Zachodzie żyło się dobrze. Była praca godziwie wynagradzana, wszelkiego rodzaju świadczenia socjalne zarówno dla pracujących jak i dla tej garstki bezrobotnych. Solidna opieka zdrowia. Wszyscy żyli, jak to się mówi, pełną gębą i cieszyli się życiem czego zazdrościli im pracujący we wschodnim bloku, nazywanym komunistycznym.

Tak się zastanawiam ................. - czy była to jedynie propaganda obliczona zaledwie na jakiś czas, tylko na okres do pozbycia się konkurenta ideologicznego, którym dla kapitalizmu zachodniego był komunizm? Czy była to strategia magnaterii finansowej wliczona w koszty?

Dali ludziom pracującym na Zachodzie dobrobyt na chwilę, jak zabawkę dziecku do ręki, a teraz, gdy osiągnęli już swój cel, gdy pozbyli się konkurenta zarówno ideologicznego jak i do rynku światowego, powoli ale skutecznie pozbawiają ludzi wszystkich przywilejów jakimi ich wpierw obsypywali. Zabierają daną im na chwilę zabawkę do ręki. Nie pomaga płacz Narodów i zgrzytanie zębami, nie pomaga ludzkie tsunami, płacz coraz większej rzeszy głodnych dzieci, bezrobotnych i bezdomnych. Nie pomaga wolność słowa i demokracja (?). Wywołując sztuczne kryzysy, powoli  pozbawiają ludzi wszystkich praw jakie wywalczyli dla nich ich przodkowie.

Historia jednak kołem się toczy. Człowiek znowu wraca do błota, z którego na chwilę dane mu było wyjść. Jest to możliwe, moim zdaniem, ponieważ nie ma już konkurenta, mimo „wolnego” rynku, jest tylko monopol o szumnej nazwie globalizacja – kapitalizm wolnorynkowy!?

Hmm!? Koń by się uśmiał! Przecież już taką globalizację, tylko na mniejszą skalę przerabialiśmy! Była cenzura, dzisiaj jest totalna inwigilacja. No a jakże!? Mamy chyba rozwój, nie? Był mini monopol, dzisiaj mamy monopol maxi, stosownie do wielkości terytorium objętego „wolnorynkowym” dziwadłem pozbawiającym ludzi możliwości pracy i środków do życia we własnym kraju. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mamy WOLNOŚĆ (?) .... , pod ścisłą kontrolą i pod dyktando, ale jednak (?) ..................., możemy przecież emigrować za chlebem, robić karierę na zmywaku, wziąć kredyt .................. . Co to jest wolność?

Ładna to miska! Szkoda tylko, że nie dla wszystkich i że nie można się z niej najeść. Można na nią tylko tęsknym okiem patrzeć.

Trwała zmiana na lepsze dla wszystkich, moim zdaniem, nie jest możliwa, a najsmutniejsze jest to, że przegranymi zawsze są ci, którzy o tę zmianę walczyli, bądź walczą.
 

piątek, 27 września 2013

Żeby nigdy nie zobaczyć dna

Zdaję sobie sprawę z tego, że to co tu piszę może być dla wielu niezrozumiałe, a nawet przesadzone i śmieszne, jednak wszystkie znaki na niebie i na ziemi o tym mówią i to bardzo wyraźnie. Wystarczy tylko rozejrzeć się wokół siebie i chcieć je dojrzeć. Ja je dostrzegam, dlatego nie mogę ich przemilczeć.

Dla przykładu: nieprzemyślana strategia magnatów finansjery dotycząca przenoszenia przemysłu z Europy do Chin. To właśnie ten manewr, moim zdaniem, doprowadza do starzenia się nie tylko Polski, ale i całej Unii, do jej ogromnych dzisiaj problemów nie do rozwiązania, moim zdaniem.

Żeby nigdy nie zobaczyć dna naczynia, należy czerpiąc z niego jednocześnie nieustannie go napełniać. Nie można tego robić bez przemysłu i inwestycji w niego, co daje ludziom pracę i siłę nabywczą, czyli innymi słowami utrzymuje we właściwych proporcjach popyt z podażą - pieniądz się obraca i rodzi pieniądz. Jedynie wtedy, gdy jest zachowany balans między nimi i gospodarka i Narody i magnateria finansjery mogą czuć się dobrze i rozwijać się każdy w swoich możliwościach i wg swoich zaspokojonych potrzeb. Wszyscy są zadowoleni – wilk syty i owca cała. Tak właśnie myślę.

I znowu chciwość człowieka i brak empatii doprowadza go powoli acz skutecznie do zguby.

 

czwartek, 26 września 2013

Prosty, zwykły człowiek

Naród to nie tylko inteligencja ze swoimi potrzebami, to również są chłopi i robotnicy, też ludzie! Z trochę mniej wygórowanymi marzeniami, ale jednak krążącymi wokół również wolności, sytości i stabilności jaką zapewnić im może jedynie dobrze czujące się/funkcjonujące państwo, myślące również o nich.

Ich pojmowanie dobra kraju może jest bardziej przyziemne, bo łączy się niewątpliwie w większej mierze z ich dobrem osobistym, z ich małymi Ojczyznami. Nie zmienia to faktu, że te małe ich Ojczyzny gdy są zadbane i z troską pielęgnowane sprawiają, że dzięki temu cały kraj dobrze się czuje.

To jest właśnie ten ich mały wkład, jak mi się wydaje, to ich robienie wszystkiego co mogą dla swojego Kraju w tej sytuacji w jakiej przyszło im żyć.

Wszyscy nie mogą być bohaterami! Ktoś musi dbać o sprawy codziennego, zwykłego życia, o codzienne potrzeby tych mających się za wartościowszych. Hmm!? Chociaż mam wrażenie, że to właśnie ten prosty, ciężko pracujący człowiek jest największym bohaterem, bo trwa jak mróweczka, niestrudzenie w swoim mozole tyle, że nie docenianym, a nawet często pogardzanym. Jest jak żyzna ziemia bez której nic nie urośnie, jest jak sól, jak woda na pustyni. Bez niego, jego uporu i mozołu nic by nie istniało. Tak! Ten zwykły człowiek, moim zdaniem, jest największym bohaterem.

środa, 25 września 2013

Heureka!!

Emocje nigdy nie były i nie są dobrym doradcą w czymkolwiek. :))

Hmm!? Ameryki chyba nie odkryłam? :D 

Czego uczyli mnie moi rodzice?


W życiu nie chodzi o to by mieć rację za wszelką cenę i by twoje zawsze było na wierzchu, ale o to, byś umiała docenić punkt widzenia innych i nabyła umiejętności czerpania nauki nie tylko z ich wiedzy, ale i z błędów jakie popełniają, jak również z tych, które są twoim własnym doświadczeniem.

Mądrość, to towar, który leży wszędzie, wystarczy tylko chcieć ją dojrzeć i wyciągnąć po nią "rękę". Kluczem zrozumienia jest prostota myśli.

Samo życie!

Do spięć dochodzi nawet między najlepszymi przyjaciółmi, co niejednokrotnie wychodzi im tylko na dobre, chociaż w pierwszym momencie może się wydawać bolesne.

poniedziałek, 23 września 2013

Młodość

Młodość, wiadomo, swoje prawa ma i najczęściej świat widzi w różowych kolorach. Często nie przejmuje się zbytnio gospodarką i polityką dlatego często przeocza rzeczy ważne, dziejące się np. tu i teraz, ale mające ogromny wpływ na to jaka będzie jej przyszłość.

Młodość żyje dniem dzisiejszym, beztrosko i trochę swawolnie, nawet swoje studia traktuje trochę z przymrużeniem oka, potrafi znaleźć odrobinę dobrego humoru we wszystkim i nawet z poważnych problemów się pośmiać, dlatego wydaje jej się, że czasy w których żyje też są takie beztroskie, super i najpiękniejsze.

Nie ma zwyczaju zastanawiać się nad rzeczywistą rzeczywistością otaczającego ją świata. Odbiera go tak jak każdy młody zawsze to robił i do dzisiaj robi - świat jest piękny, kocham cię życie, po co mam się zastanawiać ile soli jest w soli, a ile cukru w cukrze? Do czego mi jest to potrzebne?

Młodość zawsze wiodła i wiedzie życie beztroskie, jak to młodość i ma przy tym wrażenie, że wszyscy tak mają. Młodość i rzeczywistość nigdy nie idą w parze, chociaż to właśnie najczęściej młodzi ludzie dokonują historycznych przewrotów. Kieruje nimi, jak mi się wydaje, bardziej bunt/przekora aniżeli świadomość tego jak sprawy rzeczywiście się mają. Chyba właśnie dlatego mówi się, że: „Rewolucje pożerają swoje dzieci.” Hmm??

Inaczej otaczającą nas rzeczywistość odbierają już ludzie dorośli, a raczej właściwiej będzie użyć w tym miejscu terminu - ludzie dojrzali, obarczeni rodziną i odpowiedzialnością za nią. Wtedy świat zaczyna mieć jednak trochę ciemniejsze barwy, a beztroskie życie młodych zastępuje twarda rzeczywistość.

niedziela, 22 września 2013

Finansowa broń XXI wieku


Aby wyniszczyć kraj finansowo wystarczy wpędzić go w niebotyczne długi (patrz Grecja), co właśnie nasi pożal się Boże politycy bezmyślnie uczynili, że nie wspomnę już nic o podpisanym pakcie fiskalnym, uzależniając w ten sposób nasz kraj od tz. Zachodu, ściślej mówiąc od unijnego władcy – Niemiec.

W czasie od przeprowadzonej transformacji do dzisiaj zlikwidowali prawie cały nasz rodzimy przemysł, doprowadzili do upadku rolnictwo przemysłowe. Pytam się więc - z czego mamy w przyszłości spłacać zaciągnięte długi?

To, że obce firmy otwierają swoją działalność w całej Polsce wiele dla niej nie znaczy. Robią to głównie dla taniej siły roboczej jaką stanowią dla nich Polacy i dla własnych zysków, ponieważ pierwsze lata swojej działalności mają nieopodatkowane. Wszystkie więc ich wpływy zasilają obce budżety, a nie budżet Polski. Gdy ten okres mija zamykają lub sprzedają swoje firmy i wynoszą się gdzie indziej, do innych krajów, które mogą bez karnie okradać podobnie jak nasz. Biznes się kręci, jest kołem fortuny ale niestety nie dla naszego Kraju, nie dla krajów "nowo" europejskich, że tak powiem. Te stały się jedynie pożywką. Oślepione pustymi obietnicami jak barany idą bez sprzeciwu na własną śmierć.


 

sobota, 21 września 2013

Bo tak się czuję

Zawsze mam tylko naście lat, bo tak się czuje! Bo chociaż już dawno wyrosłam z kokardek we włosach, o czym już pisałam, to jednak taki mały „bachorek” ciągle tkwi gdzieś tam w środku mnie i nie pozwala mi zapominać, że życie jest piękne w każdym wieku i jednakowo ciekawe i fantastyczne. Życie nigdy mnie nie męczy i nie nudzi. Każdy następny dzień jest darem, z którego każdego dnia jednakowo się cieszę. Poza tym z dzieciorka naturą życie jakoś jest przyjemniejsze, warte zachodu, by je przeżywać w pełni i brać je takim jakim jest, świat ciągle jest piękny, a głowa pełna pytań, na które szuka odpowiedzi.:D

Szczerość

Szczerość nie ma nic wspólnego z wrogością.

Nic się nie zmieniło oprócz nazwy

Dyktatura w żadnym wypadku nie gwarantuje krajowi i narodowi żyjącemu pod jej skrzydłami bezpieczeństwa, ani socjalnego, ani gospodarczego, a tym bardziej politycznego. Dyktatorzy najczęściej też w dzisiejszym świecie mogą istnieć tylko i wyłącznie dzięki przyzwoleniu tych, w których interesie jest w jakimś kraju, czy części świata takie dyktatury podtrzymywać, tak myślę. Będą wtedy nawet z daleka i po cichu chronione przez swoich sponsorów aż do momentu, gdy ich dalsza egzystencja straci na wartości i przestaje spełniać swoją rolę. Świetnym przykładem tego może tu być Saddam Husajn, były dyktator Iraku.

Zarówno w czasie dyktatury Saddama jak i dzisiejszego rządu w Iraku ginęli i nadal giną ludzie. Dla narodu irackiego, zatem, nic się nie zmieniło. Jak żyli w piekle, tak nadal w nim żyją, z tym tylko, że to ich piekło zmieniło nazwę z dyktatury na „demokrację”.

Demokracja jest produktem zachodnim i jako taki produkt nigdy nie będzie spełniał swojej roli w świecie arabskim, moim zdaniem. To, co w demokracji jest dobre dla nas, dla ludzi Bliskiego Wschodu już nie musi być z tej prostej przyczyny, że ich pojęcie demokracji ma zupełnie inny wymiar.

Potwierdzeniem tego, o czym tu i w tej chwili piszę, jest chociażby ich trudna asymilacja w krajach europejskich do demokracji w nich istniejącej, akceptowanie wszystkiego, co się z tą demokracją, której przecież szukali i do której tęsknili, „je”. Serwowanie więc im tego zachodniego produktu na siłę nie ma najmniejszego sensu, moim zdaniem, ponieważ rezultatem będzie jeszcze większy bałagan i zamieszanie w ich krajach, czego przykładem jest właśnie Irak, czy Afganistan, a dla świata zachodniego jeszcze większy problem z napływem niechcianych imigrantów.
 

Nie potrzebuję większych dowodów

Dla mnie Bóg jest realną osobą. Widzę Go wszędzie dookoła mnie, a we wszystkim co mnie otacza widzę Jego miłość i dobroć. Zawsze też czuję Jego obecność przy mnie i nie potrzebuję większych dowodów na Jego istnienie aniżeli to.

To takie ludzkie


Czasami każdy z nas myśli, że jest wielki. :D

To takie ludzkie popełniać błędy.

Ludzkie tsunami


Czy naprawdę i dosłownie wszystko było złe w socjalistyczno-komunistycznej Polsce? Ludzie napotykani przeze mnie, z którymi rozmawiam na temat PRL-u wcale nie są tego tacy pewni, szczególnie ci, którym ostatnie zmiany społeczno-gospodarczo-polityczne znacznie pogorszyły życie, ba sprowadziły ich do życia w nędzy, bez jakichkolwiek widoków na lepsze jutro, mimo iż pracują od świtu do nocy i ponad siły. Ja sama, coraz częściej zastanawiam się, czy jakikolwiek wysiłek dla celów wyższych ma jakikolwiek sens, skoro ludzie z taką łatwością skreślają osiągnięcia swoich przodków w dążeniu ku lepszej przyszłości swoich potomnych? Skoro dzisiaj ich potomni tańczą w przenośni i dosłownie na grobach swoich bohaterów?

Gdyby Bóg chciał, aby ludzie byli jednym narodem, to przy budowie wieży Babel nie pomieszałby im języków. Wg mnie, to człowiek chce panować nad drugim człowiekiem na jego zgubę i dlatego wymyślił globalizację, co moim zdaniem, podobnie jak wieża Babel nie podoba się Bogu, ani coraz bardziej zawiedzionym tym dziwadłem XXI w ludziom.

Całe Narody przecież coraz częściej wychodzą „ludzkim tsunami” na ulice świata, by pokazać swoje niezadowolenie i dezaprobatę dla „demokratycznych” rządów, o które sami kiedyś walczyli wierząc, że przyniosą one im sprawiedliwość, bezpieczeństwo i spodziewany dobrobyt. Wychodzi na to, że ludzkość spotkało kolejne rozczarowanie. Przynajmniej nie małą jej część.
 

Ważne pytania

Czy błędem jest kochać swoją Ojczyznę?

Czy patriotyzm jest nienormalnością jak i cały nasz Naród, że przypomnę wypowiedź pana premiera Tuska: „POLSKOŚĆ, TO NIENORMALNOŚĆ!”?

Jeżeli dla Polaka Polskość ma być nienormalnością, to co dla Polaka ma być normalne? EUROPEJSKOŚĆ? A może NIEMIECKOŚĆ? Czyżbyśmy wcześniej nie byli Europejczykami? Jeżeli nimi byliśmy, co jest niezaprzeczalnym faktem, to o co chodzi z tą miłością do Europy, większą niż do własnej Ojczyzny?

piątek, 20 września 2013

Brak pomysłu na Polskę


Za czasów PRL-u, moim zdaniem, tak jak i w czasie zaborów, czy w czasie międzywojennym, Polacy w przeciwieństwie do swoich rządów, z małymi wyjątkami, robili co mogli dla swojego Kraju, który kochali. Przecież wszyscy nie byli komunistami!? A nawet jak niejedni nimi byli, to może jedynie dlatego, że była to konieczność, by móc pod „czerwonym płaszczem”, najpewniejszym kamuflażem wówczas, działać na rzecz Polski, co jak wszyscy już wiemy zaowocowało w końcu obaleniem „komunizmu”.

Szkoda tylko, że odbyło się to bardziej spontanicznie niż planowo, dlatego, że przez to, w tym przełomowym okresie Polacy nie mieli konkretnego pomysłu na to, co dalej będzie z Polską? Ten brak pomysłu na Polskę otworzył furtkę post-komunistom, takim jak np. BOLEK i jego ferajna i doprowadził nasz kraj zamiast do większego rozkwitu, do jego gospodarczej (likwidacja przemysłu), ekonomicznej (niebotyczne długi), politycznej (rządzenie na szkodę własnego Narodu) i moralnej (szerząca się patologia różnego rodzaju) ruiny.

Historię zwycięzcy piszą!


Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że historię piszą zwycięzcy, dlatego poszukuję, sprawdzam i dociekam. To co piszą różni profesorowie historii na temat różnych dziejów historycznych naszego Kraju jest bardzo ważne, ale uważam, że nie można ślepo wierzyć we wszystkie spisane przez nich relacje, chyba, że są one wyraźnie udokumentowane. Natomiast jeżeli chodzi o ich osobiste konkluzje na temat opisywanych przez nich wydarzeń, to moim zdaniem są one już podyktowane ich punktem widzenia z perspektywy poglądów i przekonań jakich byli oni, są przedstawicielami, wyznawcami i z punktu własnego ich interesu - kariery.

Często zadaję sobie pytanie: czy w zdarzeniach historycznych jest w ogóle możliwe obiektywne spojrzenie na nie? Czy obiektywny opis jakichkolwiek wydarzeń historycznych jest możliwy? Weźmiemy np. pod uwagę opis wielu świadków tego samego wypadku. Często możemy odnieść wrażenie, że każdy z nich mówi jakby o zupełnie innym wydarzeniu. Dzieje się tak dlatego, że każdy ze świadków patrzył na wypadek pod różnym kątem, z innego położenia i chociaż widzieli to samo zdarzenie, to jednak inaczej. Nie można wtedy kategorycznie stwierdzić, że któryś ze świadków kłamie, bo faktem jest, że widzieli to samo aczkolwiek każdy inaczej to odebrał, przeżył, każdy z punktu własnego widzenia i położenia. Myślę, że z historycznymi wydarzeniami i oceniającymi je historykami jest podobnie. Wniosek stąd taki, że prawda historyczna może być, a nawet jest zawsze wielowymiarowa, uzależniona od tego kto i jak ją postrzega, co w konkretnym wydarzeniu jest dla kogoś ważne lub jaki i kto ma w tym interes. Historię zwycięzcy piszą! Jest to prawda znana nie od dziś.

Może moje „filozofowanie” ma jakiś sens? Może wcale nie taki głupi i naiwny, bo poszukujący nowego spojrzenia na sprawy dotyczące nie tylko nas Polaków. 
 

środa, 18 września 2013

Wiem coś o tym


Na razie Polacy ciągle jeszcze znajdują się w okresie zachłyśnięcia się Zachodem i dlatego chwalą cudze, o swoim zapominając. Można powiedzieć, że wielu jest ślepo zapatrzonych w zachodni kicz, tak ślepo, że stara się we wszystkim naśladować cudzą kulturę mając swoją rodzimą w pogardzie, a nawet zapomina o własnej historii i własnego języka w gębie. Mam czasami wrażenie, że jednak Rej się pomylił mówiąc: „Polacy nie gęsi, też swój język mają.” To jest bardzo smutne.

Z drugiej strony coraz więcej Polaków zaczyna widzieć i rozumieć zachodnią iluzję, zaczyna powracać do tego co polskie, szuka tego, szczególnie ci , którym dane było na własne oczy zobaczyć zachodni „raj” i zderzyć się z nim.

Pieniądze to jednak nie wszystko, chociaż jak śpiewała Danusia Rinn:

„Pieniądze szczęścia nie dają,
lecz kufereczek stóweczek daj Boże.”

Są one potrzebne by móc żyć i utrzymać siebie i rodzinę. I w tym miejscu ukłon do przyszłego rządu Polski (bo na ten dzisiejszy nie ma co liczyć, to są OBCY, którym na Narodzie polskim nie zależy ), postawcie na młodzież, stwórzcie dla niej miejsca pracy o godziwych zarobkach, by chcieli i mogli zostać w swoim Kraju i ten Kraj budować, by chcieli zakładać rodziny i rodzić dzieci i by miał kto zadbać o naszych starców teraz i w przyszłości. Europejczykami nigdy nie przestaliśmy być i nigdy nie przestaniemy, ale to Polska jest naszą Europą. „Wszędzie jest dobrze, ale we własnym domu najlepiej”. I to jest prawda nie do obalenia. Wiem coś o tym.
 

wtorek, 17 września 2013

"Prawdziwa" demokracja w Polsce

Kto właściwie walczył o tą "prawdziwą" demokrację w Polsce?

Prawdziwą? Hmm!? Na pewno nie byli to robotnicy, którzy w latach 80-tych, w naszym kraju wyszli na ulice. Im nie chodziło o taką „prawdziwą” demokrację jaką teraz mamy w naszym Kraju, która sprawiła, że ci walczący o lepsze jutro, obalający komunę robotnicy stali się ofiarami "własnej" rewolucji. Stali się dzisiaj w ogromnej większości bezrobotnymi nędzarzami najmującymi się do byle jakiej pracy na byle jakich, śmieciowych umowach by nie poumierać z głodu, albo ich dzieci zmuszone są do opuszczenia swojej Ojczyzny w poszukiwaniu chleba. Przecież tak naprawdę to w PRL-u żyło im się lepiej. Opieka zdrowia była za darmo i była też prywatna - jak kto wolał, za leki płacili tylko 30% ich wartości, jeździli na wczasy z zakładów pracy, a dzieci na kolonie, po przepracowanych latach odchodzili na zasłużoną emeryturę, a przede wszystkim mieli pracę. Dzisiaj mogą sobie tylko o tym wszystkim pomarzyć. Ciekawe komu to przeszkadzało?

W moim pojęciu jeżeli się już przeprowadza rewolucję to chyba po to by było człowiekowi lepiej a nie gorzej? Czy samą tylko wolnością można się najeść? Czy w ogóle można mówić o wolności w czasach gdzie wszystko jest monitorowane i podlega totalnej inwigilacji? Czy demokracja ogranicza się tylko do wyborów, kolorowych pochodów wszelkiej maści mnożących się jak grzyby po deszczu odmieńców? A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na normalność? Na zwyczajne życie? Czyżby ono miało być nieosiągalne w tym tak bardzo oczekiwanym demokratycznym świecie? A może ta demokracja ma być tylko dla mniejszości, a większość ma wsadzić mordeczki w kubeł i nic nie mówić, ma udawać zadowolonych, bo inaczej zostanie oskarżona o sympatię do minionego systemu i nazwana komuchami, których przecież obalili by mieć się lepiej. Mam wrażenie, że ktoś tu kogoś oszukał i to bardzo.

Poza tym ja osobiście uważam, że demokracja nie jest ustrojem, ale raczej narzędziem potrzebnym do osiągnięcia takiego ustroju jakim dzisiaj jest kapitalizm wolnorynkowy w zglobalizowanym świecie. Bez wmówienia całym społeczeństwom potrzeby demokratycznej wolności byłoby to niemożliwe do osiągnięcia. Tak mi się wydaje. Patrząc na perspektywy stojące dzisiaj przed ludźmi młodymi, a raczej ich brak zastanawiam się nad jednym - co właściwie oznacza globalizacja? Czy aby nie jest to monopol, z którym ponoć walczyliśmy pod koniec XX wieku w naszym Kraju i nie tylko? Jeżeli tak, jeżeli się nie mylę, to muszę niestety stwierdzić, że nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu jesteśmy tam gdzie byliśmy, tylko spod deszczu wpadliśmy chyba pod rynnę, bo zamiast lepiej jest tylko coraz gorzej.
 

Prawdziwa Polska

Jakiś czas temu pojeździłam sobie „trochę” po naszej pięknej Ojczyźnie, urządziłam sobie, można powiedzieć wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. Chciałam zobaczyć zmiany w niej zachodzące i dokonać własnej oceny tego co zobaczę. Nie można zaprzeczyć, że Polska jest w ciągłej przebudowie i że zmienia się z dawnego, szarego kraju w bardziej kolorowy, że budowane dzisiaj domy i osiedla są dużo ładniejsze niż były jeszcze 15 lat temu. Zadawałam sobie pytanie: skąd ludzie mają pieniądze na stawianie sobie pięknych dworków, czy kupowanie mieszkania w rezydencji? Jednocześnie sama sobie odpowiadałam na nie: albo wzięli kredyt, zadłużając się po uszy, albo wykombinowali czyli ukradli lub też zarobili niewolniczą pracą na zachodzie, co raczej stanowi niewielki procent nowobogackich. Potwierdzenie tego otrzymałam w rozmowach z ludźmi.

Nie można jednak zaprzeczyć też i temu, że wiele jest w nim biedy, którą płotami, wartownikami i monitoringiem oddziela się od uprzywilejowanych mieszkańców np. rezydencji, że przepych sklepów nie jest osiągalny dla wszystkich, że miliony ludzi w dzisiejszej Polsce żyje w skrajnej nędzy i kradnie w tych sklepach z głodu.

Zamki na lodzie

Wielu Polaków twierdzi, że postęp w naszym Kraju jest ogromny ,ale w wykupywaniu.

Tak! W wykupywaniu naszego narodowego majątku, np. zakładów pracy przez obcych i przez naszych rodzimych złodziei za przysłowiową złotówkę, by później ogłosić ich nieopłacalność i doprowadzić do upadku, co pozbawiło ludzi pracy i jest bezpośrednim powodem ich zubożenia i nie tylko ich, ale i całego kraju. No ale przecież mamy wolny rynek ... ?? A to jest powód do radości... ?? I jesteśmy Europejczykami ... ?? To jest drugi powód do radości?? Hmm!? Tak jakbyśmy przed transformacją mieszkali na Księżycu a nie w Europie i to na dodatek w samym jej środku.

Moim zdaniem, dobrobyt budowany na kredytach, jak to ma miejsce w obecnych czasach, to żaden dobrobyt, tylko życie ponad stan.

Prędzej czy później trzeba będzie długi spłacać i wtedy się okaże, że nagle przestaliśmy być właścicielami czegokolwiek, że budowaliśmy zamki na lodzie. Oślepieni złudnym blaskiem ludzie kręcą się jak ćmy wokół ognia ciesząc się złudnym rozwojem i dobrobytem, by w rezultacie paść tej złudy ofiarami.

Lód się roztopi i zamki znajdą się pod wodą i nie może być inaczej. Mało, że utracimy swój dobytek, to jeszcze staniemy się po uszy zadłużonymi nędzarzami. Co ja piszę!? MY JUŻ JESTEŚMY PO USZY ZADŁUŻONYMI NĘDZARZAMI! I tak oto tym podstępnym sposobem propagatorów "demokracji i wolnego rynku" znowu sprzeniewierzyliśmy swoją suwerenność, pogwałciliśmy pamięć wszystkich naszych bohaterów walczących o wolność i niepodległość.
      

poniedziałek, 16 września 2013

Podniesiony wiek emerytalny


Podniesiony wiek emerytalny - to jest kara dożywotnich łagrów lub jak kto woli przymusowych robót. Tak, tak, to wcale nie żart. Tak to właśnie wygląda, przynajmniej w moich oczach. Dlaczego? Ponieważ w tym samym czasie gdy bezrobocie ludzi młodych w wieku od 15 – 35 lat sięga zenitu podnosi się wiek emerytalny. Przecież to jest nonsens, jakaś polityczna parodia.

Starsi wiekiem, spracowani już ludzie, na dodatek pozbawieni dzisiaj, głównie z powodów ekonomicznych  możliwości leczenia, nie dożyją emerytury, przynajmniej większa ich część, ta ciężko pracująca fizycznie.

Młodzi ludzie natomiast przez przymusowe długotrwałe bezrobocie staną się najzwyklejszymi kalekami życiowymi bez względu na wykształcenie, nie mającymi żadnych szans na wejście do systemu emerytalnego i to ani we własnym kraju ani na ewentualnej emigracji za pracą. Staną się więc "szumowiną" i to nie tylko swojego kraju, "szumowiną" nie przydatną do niczego, a więc będą jak martwi dla swojego kraju i dla kraju swojego ewentualnego pobytu. Dlaczego jak martwi? Bo niczego do tych krajów nie będą wnosić, mało tego, nie będą ich obchodziły kraje, których oni nie obchodzą. Ich jedynym zmartwieniem będzie - JAK PRZEŻYĆ? – a nie troska o swoją starą, czy nową Ojczyznę. Raczej nie będą skłonni do zakładania rodzin, bo rodzina w ich przypadku byłaby tylko niepotrzebnym, dodatkowym balastem. O co więc tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?  Boję się, że stoi za tym chęć pozbawienia ludzi korzeni, ich wynarodowienie i w rezultacie redukcję „nadwyżki” w ludziach?
  
 

Samotność

Jestem pewna, że samotność ma różne oblicza. Najczęściej jest przerażająco wstrętna, ale jest też samotność piękna, której od czasu do czasu sami szukamy bo chcemy odpocząć i pobyć trochę sam na sam z własnymi myślami. Potrzebujemy odskoczni od wszystkich i wszystkiego. Taką samotnością, gdy już ją osiągniemy, potrafimy się delektować i zachwycać. Pragniemy jej, jak na pustyni spragniony wody. Tak myślę, chociaż nie każdy musi się ze mną zgadzać.

Doznałam i nadal doznaję ich obu na przemian. Ta wstrętna, wręcz paskudna i porażająca samotność, to z kolei jest samotność w otoczeniu innych ludzi. Myślę, że nie ma gorszego rodzaju samotności jak samotność w tłumie. Sam w domu, sam na ulicy mimo otaczających człowieka ze wszystkich stron ludzi. Nikt ciebie nie rozumie, ty nikogo nie rozumiesz. Jesteś otoczony milionami, a jednak tak bardzo samotny, że słychać samotności tej bezgłośne wycie. Przeżyłam taką samotność na początku mojej emigracji. Tej obcości nie można zapomnieć, jest nie do skasowania. Nie da się też zapomnieć rozpaczliwych poszukiwań bratniej duszy, tęsknoty za znajomymi dźwiękami ojczystego języka. Bezlitosna izolacja wyciskająca już na całe życie piętno na sercu nie do zagojenia.

Jest też samotność wyobcowania ze środowiska, samotność młodzieńcza i starcza. Nie można zapomnieć o samotności, która jest jakby znakiem dzisiejszych czasów – samotność spowodowana ochłodzeniem się, a nawet wręcz zanikaniem życia socjalnego zastępowanego w czasach nam współczesnych technicznymi wynalazkami i w wielu przypadkach odwiedzinami jedynie dostawcy właśnie zamówionej picy. Może ktoś wie dokąd to wszystko zmierza?
 

sobota, 14 września 2013

Pracuj dla siebie a nie na banki


Mądry człowiek unika banków podobnie jak policji, ponieważ spotkanie z nimi, to zderzenie pierwszego stopnia z prawem ponad prawem.

Dzisiejsze banki nie mają nic wspólnego z prawdziwą bankowością. Są to tylko naciągacze, instytucje legalnie okradające swoich klientów, za które to okradanie żądają na dodatek ogromnych haraczy w postaci niebotycznych procentów. Dzisiejsze banki to złodzieje w białych rękawiczkach. Nie chcesz mieć problemów, nie chcesz pójść z torbami, to unikaj tych złodziei i ich kuszenia kredytami.

Nie musisz od razu mieć wszystkiego. Poza tym życie jest ciekawsze, gdy powoli zdobywa się w nim to wszystko co ma ono do zaoferowania. Wbrew pozorom, nie jest ono aż tak krótkie i na pewno zdążysz je przeżyć. Im rozsądniej, tym ciekawiej. Im mniej pazernie tym bogaciej. Poza tym poczujesz w powolnym spełnianiu swoich marzeń ogromną radość i spełnienie, bo wszystko co zdobędziesz będzie twoje, będzie miało prawdziwą wartość. Po co się zbytnio śpieszyć, a potem nie wiedzieć co robić z nudą i bezsensownością, która dopadnie każdego zestresowanego szczura w pogoni za tym wszystkim co w końcu okaże się być własnością banku. Życia szkoda.

Gdy stracisz pracę, to tylko pracę, a nie za jednym zamachem wszystkiego, nawet tego czego dorobiłeś się zanim zawarłeś znajomość z bankiem. Całe nasze życie jest jedną wielką inwestycją. Zamiast więc inwestować w banki, zainwestuj w siebie i ciesz się życiem i byciem wolnym człowiekiem.

Ja bojkotuję banki. Im bardziej mi się narzucają, tym bardziej je olewam/ignoruję i bardzo dobrze na tym wychodzę. Polecam wszystkim życie bez długów. Jest warte wyrzeczeń rzeczy tak naprawdę nam niepotrzebnych i zbędnych, o których potrzebie posiadania przekonują nas ci, którym zależy na naszym zniewoleniu, na tym byśmy pracowali dla nich, a nie dla siebie.
  

piątek, 13 września 2013

Wyjątek potwierdzający regułę?

Wszystkie stworzenia mają jedną wspólną nazwę - organizmy żywe. Mają one też tu na ziemi jedno wspólne zadanie, mianowicie - rozmnażanie się wg własnego gatunku, by przedłużyć życie, by zapewnić jego ciąg, a nawet dalsze istnienie naszego globu.

Naturalnym więc dla mnie jest, że związki homoseksualne są nienaturalne nie tylko dla KK, ale i dla samej natury. Są zaprzeczeniem tego, co stanowi sens istnienia organizmów żywych. Homoseksualiści nie mogą się przecież rozmnażać i tym samym zapewnić przedłużenie gatunku ludzkiego. Tak sądzę. Ktoś inny może jednak użyć argumentu, że - homoseksualizm jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Wyjątkiem, ale zjawiskiem całkowicie naturalnym w przyrodzie występuje bowiem tak w świecie ludzi jak i zwierząt.

Można to i tak wytłumaczyć, co moim zdaniem nie może być usprawiedliwieniem powszechnego i nagminnego propagowania homoseksualizmu, ponieważ wtedy nie ma już mowy o wyjątkach potwierdzających regułę, ale raczej o rozpowszechnianiu i akceptowaniu zboczeń seksualnych. A to już jest chore i nie naturalne. No dobrze - ktoś powie - przecież już dawno naukowo udowodniono, że nikt nie jest homoseksualistą dlatego, że tak chce, ale jest nim dlatego, że tak ukształtowała go natura. (?)

W takim razie, to samo można odnieść do pedofili, czyż nie? - i w ten sposób ich tłumaczyć, jeszcze litować się nad nimi i nie mieć do nich pretensji o to, że gwałcą małe dzieci. Przecież to natura ich takich stworzyła. (?) Dlaczego więc potępiamy ich za zboczenie, karzemy ich za nie? Czy nikt nie widzi w tym jakiejś ogromnej niekonsekwencji?

Moim zdaniem naturalnymi są związki mężczyzny z kobietą, każde inne to są zboczenia seksualne. Tłumaczenie ich „wyjątkiem potwierdzającym regułę” jest tylko szukaniem usprawiedliwienia tych chorych i nienaturalnych zachowań ludzi nie mających żadnych granic i hamulców. To jest tak jak z tysiąc razy powtarzanym kłamstwem. Za tysiąc pierwszym razem wydaje się ono być prawdą, chociaż nią nie jest i nigdy nie było.
 

Czy kara śmierci, jak i całkowity zakaz aborcji to coś złego?


Ja uważam, że nie, szczególnie jeżeli chodzi o aborcję. O karze śmierci jeszcze nie do końca wiem co myśleć, dlatego nie będę się na razie na jej temat specjalnie dużo wypowiadać. Natomiast sama aborcja, to moim zdaniem jest wydawanie wyroku śmierci na dopiero co poczętego człowieka, a więc człowieka bez winy i na domiar złego nie mającego żadnych szans obrony.

Zadaję sobie wobec tego pytanie: jak można więc z jednej strony być przeciwnikiem kary śmierci dla niepoprawnego np. wielokrotnego zabójcy, a jednocześnie być za aborcją - karą śmierci dla niewinnego jakim jest poczęty człowiek? Czy w tej sytuacji nie zamienia się miejsca dobra ze złem, tz. czy przeciwnicy kary śmierci, a jednocześnie zwolennicy aborcji nie bronią tego co złe - zasłużonej kary przez bandziora, a krytykują to, co jest dobre - prawo do narodzin każdego człowieka? Czy bandzior ma dla nich większą wartość niż dopiero co poczęty człowiek z czystą kartą, którego jedyną „winą” jest to, że został poczętym, ale jest niechcianym przez swoich samolubnych i nieodpowiedzialnych za swoje czyny rodziców?
 

środa, 11 września 2013

Korupcja

Korupcja to jest globalny problem. Jest ona wszechobecna i od zawsze. Jej nasilenie lub spadek zależy od aktualnej sytuacji gospodarczej nie tylko w kraju, ale i na świecie. W dobie sztucznie wywoływanych kryzysów korupcja ma tendencje wzrastające w mniej zamożnych państwach. W takich krajach jak Dania czy Szwecja korupcja się nie opłaca, chyba, że chodzi o naprawdę ogromne pieniądze dla których warto jest jej się dopuścić. Dla małych łapówek nikt nie będzie ryzykował swojego prestiżu. Poza tym ogólnospołeczny dobrobyt ma to do siebie, że uszlachetnia ludzi.

Polska ma wiele do nauczenia się od krajów skandynawskich - przede wszystkim tego, że człowiek jest najważniejszy i wszystko, zarówno gospodarka jak i polityka istnieją dzięki człowiekowi i są głównie dla człowieka, dla niego i przez niego wszystko się kręci, a obowiązkiem silniejszych jest dbanie o najbiedniejszych i to nie tylko z okazji zbliżających się świąt, ale na co dzień. Państwo ma nie tylko prawa, państwo ma przede wszystkim obowiązki w stosunku do swoich wyborców. Tego trzymają się kraje skandynawskie, jak widać z bardzo dobrym skutkiem.

wtorek, 10 września 2013

Każdy popełnia błędy

To nie ilość popełnionych przez człowieka błędów czyni go mędrcem i dojrzałym, ale wnioski i nauka jaką z popełnianych pomyłek człowiek wyciąga. Moim zdaniem nie ma ludzi, którzy nie błądzą. Każdy popełnia błędy, mniejsze lub większe, ale je popełnia. I dobrze! Bo to jednak na własnych błędach uczymy się najlepiej. Uczymy się rozumieć. Człowiek, „nie popełniający” błędów, a raczej nie chcący tego widzieć u siebie, że jest w ich robieniu podobny do wszystkich, jest pusty – moim zdaniem – nie ma nic, czym mógłby się podzielić z drugimi i często staje się pyszny i nie wyrozumiały, uważa, że wszystko zawdzięcza tylko sobie, a jaka jest prawda? Wszyscy wiemy. Nikt nie jest wolny od popełniania błędów i niczego nie zawdzięczamy tylko sobie. Żeby ktoś miał, ktoś inny musi się poświęcić. I taka jest prawda! Ktoś, kto twierdzi, że jest inaczej oszukuje samego siebie i niczego w życiu się nie uczy oprócz bezwzględnego egoizmu.

Owszem, być może osiąga sukcesy w życiu zawodowym, ale jak to jest z jego życiem prywatnym? Puki jest „kimś” może i ma masę „przyjaciół”, ale jak to jest, gdy mu się noga powinie? Mało, że zostaje sam, to jeszcze całkiem bezbronny. Nagle przestaje sobie radzić z tymi najprostszymi rzeczami w życiu, płaci cenę za brak wiedzy – tej życiowej i najważniejszej i niedostrzeganie wokół siebie ludzi, którym tak naprawdę wiele zawdzięcza chociaż nie chciał tego widzieć, podobnie jak i swoich błędów.

czwartek, 5 września 2013

Liberalizm obyczajowy czy doktryny KK?

Liberalizm obyczajowy opierający się na etyce – normach społecznych, czyli świeckim produkcie mającym zastąpić moralność nie jest i nie może być lepszy od doktryn KK opierających się na moralności najwyższego stopnia, bo moralności Boga. Etyka, to jednak nie to samo co moralność.

Nowoczesne standardy życia, opierające się na liberalizmie obyczajowym, jak na razie pogłębiają tylko, wg mnie, problemy współczesnego człowieka ( spychają go na samo dno zła, rodzącego tylko jeszcze większe zło), któremu się wydaje, że nauka ma odpowiedź na wszystko, dlatego ślepo wierzy w jej przewodnictwo. Tylko dlaczego ludzkość w miarę jej rozwoju zamiast mieć się coraz lepiej, ma się coraz gorzej?

środa, 4 września 2013

Pamięć słonia

Ten, kto przyjmuje na siebie rolę historyka, musi naturalnie trzymać się tylko faktów (?) i to najczęściej tych, które pasują do aktualnie istniejącej sytuacji politycznej nie tylko w danym kraju, ale i na świecie. Przykładem może tu być np. KATYŃ, o którym również - jak już kiedyś wspominałam - prawda okazuje się jednak być wielowymiarowa – przyznanie się Amerykanów do znajomości prawdy o ZBRODNI KATYŃSKIJ od samego początku i jej tuszowaniu ze względów politycznych, podobnie jak i próby zakłamywania prawdy o NIEMIECKICH OBOZACH KONCENTRACYJNYCH nazywając je „polskimi” jest dowodem na to, że historię ciągle się zakłamuje i że robią to politycy supermocarstw przy pomocy jednostronnie patrzących historyków, mających na uwadze jedynie swoje własne interesy:

"... Kiedy Rząd Polski w Londynie zażądał, aby zbrodnię katyńską wyjaśnił Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Związek Radziecki zerwał w 1943 r. stosunki dyplomatyczne z Polską. Rządowi amerykańskiemu nie było na rękę zerwanie stosunków dyplomatycznych między Polską a Związkiem Radzieckim, toteż próbował złagodzić sytuację. Zarówno sekretarz stanu USA C. Hull, jak i jego zastępca S. Wells dali do zrozumienia ambasadorowi RP w Waszyngtonie Janowi Ciechanowskiemu, że rząd USA ma poważne zastrzeżenia do sposobu prowadzenia przez rząd polski sprawy Katynia. "Waszyngton i Londyn - pisał na ten temat prof. E.J. Rozek - głównie troszczyły się o zachowanie jedności sojuszniczej. Alianci zachodni, chociaż poruszeni wielką tragedią w Katyniu, byli niezadowoleni, że Polacy zwrócili się z apelem do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża". Prezydent Roosevelt depeszował 26 kwietnia 1943 r. do Stalina: "Całkowicie rozumiem Pana problemy, jednocześnie żywię jednak nadzieję, że w obecnej sytuacji może Pan znaleźć sposób, aby posunięciem swoim nadać charakter raczej chwilowego zaniechania rozmów z Rządem Polskim na emigracji w Londynie aniżeli kompletnego zerwania stosunków dyplomatycznych między Związkiem Radzieckim a Polską. Nie mogę uwierzyć, aby Sikorski w najmniejszej nawet mierze współpracował z hitlerowskimi gangsterami. Moim zdaniem popełnił on jednak błąd, odwołując się w tej właśnie sprawie do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Ponadto skłonny jestem sądzić, że Premier Churchill znajdzie sposób i przekona Rząd Polski w Londynie, by w przyszłości działał z większym rozsądkiem".
Ambasador Stanów Zjednoczonych przy rządzie polskim w Londynie, Anthony J. Drexel Biddle, był zdania, że Sikorski został postawiony w trudnej sytuacji przez antyradziecko nastawionych polityków ze swego gabinetu, przede wszystkim przez ministra informacji Stanisława Kota. Zdaniem Biddle'a komunikat rządu polskiego zwracający się do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) z prośbą o zbadanie sprawy katyńskiej został opracowany z inicjatywy Kota i przekazany przez niego Sikorskiemu telefonicznie w momencie, gdy premier był "zmęczony i chory". Sikorski początkowo wyraził zgodę na opublikowanie komunikatu, później jednak po zastanowieniu się, chciał wstrzymać jego ogłoszenie, ale było już za późno. Kot działał szybko i przekazał prasie tekst.

Bliski współpracownik Roosevelta Sumner Welles, który 26 kwietnia przyjął Ciechanowskiego, krytycznie ustosunkował się do tej decyzji polskiego rządu, wychodząc z założenia, że MKCK nie jest w stanie wnikliwie zbadać sprawy na obszarze kontrolowanym przez Niemców i na podstawie dostarczonych przez nich materiałów. Welles był zdania, że rząd polski decydując się na ten krok, stworzył podstawę do zerwania stosunków dyplomatycznych, jego publiczne wystąpienia w tej sprawie utrudniają Rooseveltowi interwencję w Moskwie zmierzającą do naprawienia stosunków między stroną polską i radziecką w drodze dyplomatycznej.
Podobny pogląd reprezentował Averell Harriman, który 1 maja 1943 r. spotkał się w Londynie z Sikorskim. "Zadałem mu brutalne pytanie - wspomina Harriman - dlaczego zwrócono się z apelem do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, i oświadczyłem, że niezależnie od tego, czy oskarżenia Niemców okażą się prawdziwe, czy fałszywe, oświadczenie strony polskiej będzie miało katastrofalny skutek w Moskwie".
Jak wynika z przytoczonych dokumentów, Stany Zjednoczone nie były zainteresowane utrzymaniem napięcia między Polską a Związkiem Radzieckim, ale też nie były w czasie wojny zainteresowane wyjaśnieniem, kto ponosi winę za zbrodnię katyńską. Naciskały nawet na rząd polski w Londynie, aby wyciszył swe polemiki ze Związkiem Radzieckim i posądzeniem ZSRR o zbrodnię katyńską. Kłamliwe wypowiedzi Stalina w Waszyngtonie przyjmowano za dobrą monetę, byleby tylko nie narazić na szwank współpracy w ramach Wielkiej Koalicji. Priorytetem dla Roosevelta było utrzymanie Związku Radzieckiego w koalicji i wszystko, co zagrażało spoistości koalicji, traktowane było jako sprzeczne z ówczesnym interesem amerykańskim. Ówcześni politycy amerykańscy uważali, że takim problemem grożącym współpracy alianckiej w czasie II wojny światowej są napięcia między Polską i Związkiem Radzieckim. Dlatego Waszyngton był gotów tolerować fałsz propagandy radzieckiej, a nie pomagać w dociekaniu prawdy w sprawie mordu na polskich oficerach. Polonia amerykańska bezskutecznie domagała się od rządu amerykańskiego zaangażowania w wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Ale Waszyngton nie podejmował żadnych działań wobec Moskwy w celu dotarcia do prawdy. Rząd USA wolał wówczas akceptować radziecką wersję zbrodni katyńskiej. Tę postawę władze amerykańskie utrzymywały także w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej….”

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jak-amerykanie-tuszowali-prawde-o-katyniu

Ten, kto jak ja, jest tylko pożytecznym „idiotą”  - może pozwolić swojej myśli poszaleć i jest wolny w tym, by spoglądać na omawiane fakty historyczne z każdej strony, a zatem widzieć je oczami wszystkich zamieszanych stron. Ma również prawo zgłębiać ich zrozumienie, poszerzać lub zawężać rolę i znaczenie na wpływ jaki one miały w swojej konsekwencji na rzeczywistość czasów nam współczesnych.

Zastanawianie się przez historyka: „Co by było, gdyby było?” automatycznie podważa jego obiektywizm w ocenie dziejów historycznych, bo przestaje się on w tym momencie trzymać faktów, co jest dowodem jego nie obiektywizmu i stronniczości. Tak właśnie postępowali komuniści w PRL-u zakłamując historię, tak postępują dzisiaj „nie zależni” historycy twierdzący, że medal ma tylko jedną stronę.

Moim skromnym zdaniem udowadnianie, że gdyby jajko było pierwsze, to nie kura, a gdyby kura była pierwsza, to nie jajko i kierowanie rozmowy na te tory jest bez sensu, ponieważ wszyscy już dzisiaj wiedzą, że Słońce stoi w miejscu, że Ziemia była i jest okrągła, Księżyc wokół Ziemi się kręcił i kręci, a razem z nią wokół Słońca od zawsze, zanim jeszcze tę oczywistą prawdę zrozumieliśmy.

Historyk zajmuje się faktami, a nie gdybaniem. Od gdybania są tacy jak ja – „digitalowe dzieciory” - czyli pożyteczni „idioci”, wychwytujący w zlepkach myśli ludzkich, ze źródła ich pamięci fakty, które z darem patrzenia na świat oczami dzieciora widzącymi najmniejsze nawet detale prawd rozsypanych dookoła, łączą potem ze sobą i z geografią polityki - widzą obnażoną całość. O takich jak ja mówi się pogardliwie – „wykształciuch”!

Twierdzenie, że medal ma tylko jedną stronę jest błędne samo w sobie i cuchnie fałszem. To tak jakby przy dzisiejszym rozwoju wiedzy i namacalnych dowodach nadal twierdzić, że Ziemia jest płaska i że spoczywa na grzbietach trzech słoni. Dlaczego słoni? Bo tylko słonie są tak bardzo pamiętliwe, że nigdy nie zapomną iż gdy raz, jeszcze gdy były małe i w niewoli, próbowały z palika do którego były przywiązane się uwolnić – nie mogły tego zrobić i dlatego, gdy już dorosły, dojrzały i stały się silne na tyle by stać się wolnymi, nadal niestety tkwią w tym samym miejscu uwiązane do swojego palika. Dzisiaj nawet nie próbują się z uwiązania zerwać, bo przecież doskonale pamiętają, ze nie da się tego zrobić. I tak o to w niewoli swojej, przykute do skostniałej swej pamięci trwają przekonane o jej nieomylności, bo opartej na doświadczeniach aż i tylko swoich.

Dlaczego trzy słonie? Bo światem trójka rządzi. Trzymają go nie na swoich grzbietach, na to są za mądrzy, ale w swoich karbach i nie chcą go uwolnić. Gdy ktoś twierdzi, że daremny jest ich trud i bez sensowny, bo przecież Ziemia jest okrągła i wokół własnej osi się kręci zataczając przy tym ogromne koło dookoła Słońca – nazwą go kłamcą i sprzeniewiercą, heretykiem i kolaborantem! Dlaczego? Bo podważył ich użyteczność w tym co robią, ich skamieniałą pamięć i inteligencję bez wyobraźni. Mówią: Bóg – wyrzekając się mocy słowa Bożego, posłuszeństwa wobec Jego woli, prawdy o tym, że bez Niego człowiek jest niczym! On jest naszą myślą, inteligencją, natchnieniem i prawdą. Mówia: Honor – a ciągle daleko stoją od niego kłamiąc i manipulując prawdą i człowiekiem, zaprzeczając, że medal ma jednak dwie strony! Mówią: Ojczyzna – a nie rozumieją słowa tego mocy!
 

niedziela, 1 września 2013

Powrót jeża

Gdy wracałam do domu któregoś dnia tego tygodnia, chyba w środę zobaczyłam przed bramą mojego ogrodu jeża. Ucieszyłam się jego widokiem jakbym wygrała na loterii.

- Och jesteś! Znalazłeś drogę do domu! Tak się cieszę, że znowu jesteś. Tak bardzo się cieszę. Witam cię i mam nadzieję, że z czasem przyprowadzisz do swojego rodzinnego domu również żonę i dzieci – mówiłam już do chowającego się szybciutko w rabacie jeżyka.

Zaraz opowiem dlaczego widok jeża sprawił mi tyle radości.

Mój ogród, zanim jeszcze projektant ogrodów w nim zamieszał, był domem rodziny jeży. Mieszkały sobie w nim i czuły się świetnie kompletnie nas ludzi ignorując albo najzwyczajniej akceptując jako współmieszkańców zajmowanego przez nie terytorium. Zawsze późnym wieczorem wychodziły na spacer, albo na łowy z sobie tylko znajomego kącika w ogrodzie, który zamieszkiwały. Trudno było to wyśledzić, zresztą po co? Przechodziły po przekątnej ogrodu tuptając z jednej jego strony na drugą gęsiego. Rodzice z przodu i z tyłu, a dwójka małych w środku miedzy nimi. Był to dziwny i zastanawiający widok ponieważ zawsze myślałam, że jeże to samotnicy. Moja suczka na ich widok zaczynała szaleć. Podbiegała do jeży szczekając i często kłując się w nos o zwinięte w kolczaste kuleczki jeże, odskakiwała od nich z jeszcze większym hałasem. Po czym na powrót podbiegała do czterech najeżonych piłeczek i próbowała się do nich dobrać. Na moją komendę odstępowała od jeży aczkolwiek bardzo niechętnie.

Wpadłam na pomysł, żeby oswoić zwierzaki ze sobą. Gdy jeże co wieczór pokonywały tą samą drogę przez ogród zakładałam mojej suczce smycz i powolutku podchodziłam z nią do jeży. Te natychmiast przyjmowały pozycję obronną zwijając się w iglaste kulki. Z czasem przyzwyczaiły się również do obecności w ogrodzie mojej suczki, a ona do jeży. Już nie szczekała na nie, one się jej nie bały, chociaż wyraźnie można było zauważyć, że panowała nad sobą z trudem. Patrzyła raz na mnie, raz na jeże, raz na mnie, raz na jeże jakby chciała nas zapewnić, że z jej strony nic małym, sympatycznym współlokatorom naszego ogrodu nie grozi. Tylko spuść mnie ze smyczy, błagała oczami.

- Nic z tego moja droga! Nie wolno ci straszyć jeży! Ten ogród jest też ich domem.

Lubię widzieć zarówno te wszystkie dziko żyjące, jak i domowe zwierzęta mieszkające lub tylko odwiedzające mój ogród. Dla mnie są to zawsze mili goście. Srokom postawiłam dużą donicę wypełnioną wodą w rabacie pod płotem naprzeciwko okna z jadalni. Miło jest patrzeć jak przylatują do niej by się napić w upalne dni i przy okazji wziąć w niej kąpiel. Jest jednak ktoś kto cały czas sabotuje srokom ich SPA przewracając donicę i wylewając z niej wodę. To przepiękny, biały jak niedźwiedź polarny, kocur. Upodobał sobie tę złośliwą zabawę ze srokami, no i oczywiście mój ogród, a mieszka naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy. Teraz, już od dwóch tygodni goszczę u siebie piękną rottweilerkę i kocur nie przychodzi drażnić się ze srokami. Chyba się boi wczasującej u mnie suczki, która, co tu kryć, zawładnęła nie tylko moim ogrodem, ale i sercem. Jest cudna i tak bardzo dobrze wychowana, no i oczywiście bardzo sobie przypadłyśmy do gustu. Lubimy się! No ale o tym wspomniałam tak tylko na marginesie. Tematem głównym mojego dzisiejszego wpisu jest historia jeży. :) Że też zawsze musze skręcać na boki, gdy coś opowiadam!? To przez to, że okropna gaduła ze mnie. Przepraszam! :D

W czasie gdy projektant ogrodów buszował w moim ogrodzie jeże gdzieś przepadły. Martwiłam się o nie. Już myślałam, że na dobre z niego zniknęły. Prawdę mówiąc brakowało mi tych naszych małych, sympatycznych współlokatorów. Powoli jednak zaczynałam się godzić z myślą, że odeszły gdzieś na zawsze, aż tu nagle pojawił się jeden znowu, o czym wspominam na początku tego tekstu. Myślę, że jest to jeden z młodych, widywany przeze mnie przed przebudową ogrodu, który wrócił na „ojcowiznę”. :D

To dobrze! Tak bardzo się cieszę! Jego powrót to dobra wróżba, bo ponoć jeże przynoszą ze sobą szczęście. Oby tak było naprawdę, bo kto nie potrzebuje w dzisiejszych niczego nie pewnych czasach odrobiny szczęścia? :D