Bóg jest doskonały. Przy tym nie ma On początku i końca, jest alfą i omegą. Zawsze był, jest i będzie, jest nieśmiertelny.
Skoro Bóg jest nieśmiertelny, a nas ludzi stworzył na wzór i podobieństwo swoje, to myślę, że człowiek też jest nie tylko inteligentną istotą, ale również jest i nieśmiertelny. Każdy z nas jest prawdziwym kosmosem. Aż trudno jest to sobie wyobrazić. Nasze ciała, nasz mózg to są nieskończoności same w sobie. Mają zdolność nieustannej regeneracji i odnawiania się bez ingerencji kogokolwiek z zewnątrz. Tak myślę ja i nauka to coraz częściej potwierdza. Dlaczego więc starzejemy się, chorujemy i umieramy? Oto jest pytanie warte poszukania na nie odpowiedzi.
Czasami tak mam i nic nie mogę na to poradzić. Budzę się z całą masą pytań w głowie, które wymagają ode mnie szukania na nie odpowiedzi. Dopada mnie to moje małe filozofowanie.
Skoro ludzki organizm i mózg posiada zdolność regeneracji, ciągłego samoleczenia i odnawiania się, to gdzie leży błąd całego naszego systemu jakim jest życie, nasz zamknięty obieg? Może się mylę, ale myślę, że błąd ten tkwi w naszej psychice.
To nasza psychika albo czyni z nas geniuszy, ludzi zawsze zdrowych i silnych, czerpiących z niej siłę do życia i wiarę we własne możliwości, albo trzyma nas ona w swoich szponach wmawiając nam, że nie jesteśmy w stanie z tych szponów się uwolnić. Gdy uwierzymy w to, sami siebie skazujemy na niewolę i śmierć jeszcze za życia (nazywam to symptomem słonia) ponieważ przerywamy jedno, najważniejsze, jak mi się wydaje, ogniwo naszego zamkniętego obiegu – życiodajną psychikę, przez co osłabiamy cały nasz fizyczny kosmos, nasze ciało. Zamiast więc naszym sprzymierzeńcem, psychika staje się wtedy naszym wrogiem i powoli ale skutecznie osłabia nas pod każdym względem. Dlatego właśnie, tak myślę, starzejemy się, chorujemy i umieramy. Hmm!?
Nasza doskonałość jest niestety jedynie kopią doskonałości Boga. Nie pochodzimy bezpośrednio z Niego, ale jesteśmy Jego dziełem, które On obdarzył doskonałością warunkową. Zależy ona od WIARY. Wiary w naszego Stwórcę i w możliwości w jakie nas, nasze ciała i głównie psychikę/duszę On wyposażył. Dochodzę więc do wniosku, może mylnego, że to psychika jest główną naszą siłą. To od niej zależy jakość całego naszego życia, a od wiary jego długość.
Często posługujemy się sami zwrotami: uwierz w siebie, w swoje możliwości; wiara czyni cuda!
Ludzkie więc ciało, tak myślę sobie, jest nieskończonym, doskonałym kosmosem, zawsze żywym, nigdy nie kończącym się kosmosem. Aż uginają mi się kolana przed uświadomieniem sobie ogromu inteligencji zawartej w każdym dziele Stwórcy jakim jest każdy z nas z osobna i wszyscy razem wzięci. Moim zdaniem, raz ożywiona materia nigdy nie umiera, jeżeli już, to tylko zasypia na jakiś czas, by znowu kiedyś się obudzić. Ten sen jest jej potrzebny by mogła zregenerować swoją doskonałość. Sam Bóg po okresie stwarzania, też udał się na spoczynek, potrzebował go, a przecież jest bezwarunkowo Doskonały.
Skoro Bóg jest nieśmiertelny, a nas ludzi stworzył na wzór i podobieństwo swoje, to myślę, że człowiek też jest nie tylko inteligentną istotą, ale również jest i nieśmiertelny. Każdy z nas jest prawdziwym kosmosem. Aż trudno jest to sobie wyobrazić. Nasze ciała, nasz mózg to są nieskończoności same w sobie. Mają zdolność nieustannej regeneracji i odnawiania się bez ingerencji kogokolwiek z zewnątrz. Tak myślę ja i nauka to coraz częściej potwierdza. Dlaczego więc starzejemy się, chorujemy i umieramy? Oto jest pytanie warte poszukania na nie odpowiedzi.
Czasami tak mam i nic nie mogę na to poradzić. Budzę się z całą masą pytań w głowie, które wymagają ode mnie szukania na nie odpowiedzi. Dopada mnie to moje małe filozofowanie.
Skoro ludzki organizm i mózg posiada zdolność regeneracji, ciągłego samoleczenia i odnawiania się, to gdzie leży błąd całego naszego systemu jakim jest życie, nasz zamknięty obieg? Może się mylę, ale myślę, że błąd ten tkwi w naszej psychice.
To nasza psychika albo czyni z nas geniuszy, ludzi zawsze zdrowych i silnych, czerpiących z niej siłę do życia i wiarę we własne możliwości, albo trzyma nas ona w swoich szponach wmawiając nam, że nie jesteśmy w stanie z tych szponów się uwolnić. Gdy uwierzymy w to, sami siebie skazujemy na niewolę i śmierć jeszcze za życia (nazywam to symptomem słonia) ponieważ przerywamy jedno, najważniejsze, jak mi się wydaje, ogniwo naszego zamkniętego obiegu – życiodajną psychikę, przez co osłabiamy cały nasz fizyczny kosmos, nasze ciało. Zamiast więc naszym sprzymierzeńcem, psychika staje się wtedy naszym wrogiem i powoli ale skutecznie osłabia nas pod każdym względem. Dlatego właśnie, tak myślę, starzejemy się, chorujemy i umieramy. Hmm!?
Nasza doskonałość jest niestety jedynie kopią doskonałości Boga. Nie pochodzimy bezpośrednio z Niego, ale jesteśmy Jego dziełem, które On obdarzył doskonałością warunkową. Zależy ona od WIARY. Wiary w naszego Stwórcę i w możliwości w jakie nas, nasze ciała i głównie psychikę/duszę On wyposażył. Dochodzę więc do wniosku, może mylnego, że to psychika jest główną naszą siłą. To od niej zależy jakość całego naszego życia, a od wiary jego długość.
Często posługujemy się sami zwrotami: uwierz w siebie, w swoje możliwości; wiara czyni cuda!
Ludzkie więc ciało, tak myślę sobie, jest nieskończonym, doskonałym kosmosem, zawsze żywym, nigdy nie kończącym się kosmosem. Aż uginają mi się kolana przed uświadomieniem sobie ogromu inteligencji zawartej w każdym dziele Stwórcy jakim jest każdy z nas z osobna i wszyscy razem wzięci. Moim zdaniem, raz ożywiona materia nigdy nie umiera, jeżeli już, to tylko zasypia na jakiś czas, by znowu kiedyś się obudzić. Ten sen jest jej potrzebny by mogła zregenerować swoją doskonałość. Sam Bóg po okresie stwarzania, też udał się na spoczynek, potrzebował go, a przecież jest bezwarunkowo Doskonały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz