Jestem pewna, że samotność ma różne oblicza. Najczęściej jest przerażająco wstrętna, ale jest też samotność piękna, której od czasu do czasu sami szukamy bo chcemy odpocząć i pobyć trochę sam na sam z własnymi myślami. Potrzebujemy odskoczni od wszystkich i wszystkiego. Taką samotnością, gdy już ją osiągniemy, potrafimy się delektować i zachwycać. Pragniemy jej, jak na pustyni spragniony wody. Tak myślę, chociaż nie każdy musi się ze mną zgadzać.
Doznałam i nadal doznaję ich obu na przemian. Ta wstrętna, wręcz paskudna i porażająca samotność, to z kolei jest samotność w otoczeniu innych ludzi. Myślę, że nie ma gorszego rodzaju samotności jak samotność w tłumie. Sam w domu, sam na ulicy mimo otaczających człowieka ze wszystkich stron ludzi. Nikt ciebie nie rozumie, ty nikogo nie rozumiesz. Jesteś otoczony milionami, a jednak tak bardzo samotny, że słychać samotności tej bezgłośne wycie. Przeżyłam taką samotność na początku mojej emigracji. Tej obcości nie można zapomnieć, jest nie do skasowania. Nie da się też zapomnieć rozpaczliwych poszukiwań bratniej duszy, tęsknoty za znajomymi dźwiękami ojczystego języka. Bezlitosna izolacja wyciskająca już na całe życie piętno na sercu nie do zagojenia.
Jest też samotność wyobcowania ze środowiska, samotność młodzieńcza i starcza. Nie można zapomnieć o samotności, która jest jakby znakiem dzisiejszych czasów – samotność spowodowana ochłodzeniem się, a nawet wręcz zanikaniem życia socjalnego zastępowanego w czasach nam współczesnych technicznymi wynalazkami i w wielu przypadkach odwiedzinami jedynie dostawcy właśnie zamówionej picy. Może ktoś wie dokąd to wszystko zmierza?
Doznałam i nadal doznaję ich obu na przemian. Ta wstrętna, wręcz paskudna i porażająca samotność, to z kolei jest samotność w otoczeniu innych ludzi. Myślę, że nie ma gorszego rodzaju samotności jak samotność w tłumie. Sam w domu, sam na ulicy mimo otaczających człowieka ze wszystkich stron ludzi. Nikt ciebie nie rozumie, ty nikogo nie rozumiesz. Jesteś otoczony milionami, a jednak tak bardzo samotny, że słychać samotności tej bezgłośne wycie. Przeżyłam taką samotność na początku mojej emigracji. Tej obcości nie można zapomnieć, jest nie do skasowania. Nie da się też zapomnieć rozpaczliwych poszukiwań bratniej duszy, tęsknoty za znajomymi dźwiękami ojczystego języka. Bezlitosna izolacja wyciskająca już na całe życie piętno na sercu nie do zagojenia.
Jest też samotność wyobcowania ze środowiska, samotność młodzieńcza i starcza. Nie można zapomnieć o samotności, która jest jakby znakiem dzisiejszych czasów – samotność spowodowana ochłodzeniem się, a nawet wręcz zanikaniem życia socjalnego zastępowanego w czasach nam współczesnych technicznymi wynalazkami i w wielu przypadkach odwiedzinami jedynie dostawcy właśnie zamówionej picy. Może ktoś wie dokąd to wszystko zmierza?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz