Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że historię piszą zwycięzcy, dlatego poszukuję, sprawdzam i dociekam. To co piszą różni profesorowie historii na temat różnych dziejów historycznych naszego Kraju jest bardzo ważne, ale uważam, że nie można ślepo wierzyć we wszystkie spisane przez nich relacje, chyba, że są one wyraźnie udokumentowane. Natomiast jeżeli chodzi o ich osobiste konkluzje na temat opisywanych przez nich wydarzeń, to moim zdaniem są one już podyktowane ich punktem widzenia z perspektywy poglądów i przekonań jakich byli oni, są przedstawicielami, wyznawcami i z punktu własnego ich interesu - kariery.
Często zadaję sobie pytanie: czy w zdarzeniach historycznych jest w ogóle możliwe obiektywne spojrzenie na nie? Czy obiektywny opis jakichkolwiek wydarzeń historycznych jest możliwy? Weźmiemy np. pod uwagę opis wielu świadków tego samego wypadku. Często możemy odnieść wrażenie, że każdy z nich mówi jakby o zupełnie innym wydarzeniu. Dzieje się tak dlatego, że każdy ze świadków patrzył na wypadek pod różnym kątem, z innego położenia i chociaż widzieli to samo zdarzenie, to jednak inaczej. Nie można wtedy kategorycznie stwierdzić, że któryś ze świadków kłamie, bo faktem jest, że widzieli to samo aczkolwiek każdy inaczej to odebrał, przeżył, każdy z punktu własnego widzenia i położenia. Myślę, że z historycznymi wydarzeniami i oceniającymi je historykami jest podobnie. Wniosek stąd taki, że prawda historyczna może być, a nawet jest zawsze wielowymiarowa, uzależniona od tego kto i jak ją postrzega, co w konkretnym wydarzeniu jest dla kogoś ważne lub jaki i kto ma w tym interes. Historię zwycięzcy piszą! Jest to prawda znana nie od dziś.
Może moje „filozofowanie” ma jakiś sens? Może wcale nie taki głupi i naiwny, bo poszukujący nowego spojrzenia na sprawy dotyczące nie tylko nas Polaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz