Może i idiota, ale szczęśliwy idiota. No bo któż jest prawdziwszym człowiekiem od szczęśliwego idioty, żyjącego w prawdzie o sobie, żyjącego bez maski, bez udawania kogoś kim nie jest, a więc w absolutnej wolności?
Nikt bowiem nie ma na niego wpływu, nikt i nic nie jest w stanie odebrać mu jego szczęścia, ani tym bardziej zniewolić czymkolwiek, odczłowieczyć.
Przecież każdy z nas ciągle wymaga prawdy od innych, jednak rzadko od siebie samego.
Rządamy prawdy lecz żyć nią i w niej nie chcemy, pozwalamy zniewalać się przez kłamstwo. Mądrością bowiem nazywamy umiejetność kłamstwa.
Lecz czy nie większą sztuką dojrzałego rozumu jest życie prawdą i w prawdzie, jaka by ta prawda nie była i jakkolwiek świat by nie spoglądał pogardliwie i z góry na żyjącego nią i w niej, na tego jednak mądrego, moim zdaniem, "idiotę"?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz