niedziela, 2 marca 2014

Czy wojna na Ukrainie jest nieunikniona?

To wszystko, moim zdaniem jest tylko gra wielkich mocarstw, teatr przez nich reżyserowany. Przypomnij sobie jak było w czasie i po IIWŚ. Polaków wykorzystywano jako mięso armatnie na wszystkich frontach świata, obiecując im w zamian wolną, suwerenną Polskę, chociaż od samego początku nikt z zainteresowanych nie miał zamiaru przywrócić Polsce całkowitej wolności. Nie przeszkadzało to jednak tym łotrom łgać nam prosto w oczy. Tak samo jest i tym razem, w sprawie Ukrainy.

Tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, chodzi zawsze i tylko o interesy super mocarstw i tak jest tym razem jeżeli chodzi o Ukrainę. Zarówno Zachód i Wschód noszą na sobie piętno zdrajców i nic sobie z tego nie robią co cała reszta, a więc zaścianek światowy będzie o nich myślał. Dla super mocarstw najważniejszy jest ich własny interes. Ich obietnice są puste i nie mają pokrycia w niczym. W chwili obecnej zasiedli do kolejnej partyjki pokera i bawią się Narodami, bo tak właśnie im pasuje w tej chwili. I możesz być pewny, że sobie, jak zwykle, nie wyrządzą wielkiej krzywdy nawzajem. A, że przy okazji zginą ludzie? Dla nich to tylko są konieczne koszty, zresztą ich zdaniem, i tak jest ludzi za dużo i trzeba się tej nadwyżki w taki, czy w inny sposób pozbyć. To jest ich zaplanowana polityka, wyniszczać narody i ich ekonomię to tu, to tam, by znowu mieć rynek zbytu dla siebie i okazję do poszerzenia swoich obszarów.

Dlaczego UE reaguje tak, jak reaguje na to co się dzieje na Ukrainie? Ponieważ od samego początku nie chodziło jej o Ukraińców, a tylko o ich ziemię, ich kraj, o kolejny rynek zbytu na swoje towary. Taniej siły roboczej Zachód ma i tak już nadmiar i nie wie co ma z tym nadmiarem począć. Rozejrzyj się tylko wokół, przyjrzyj się wszystkim państwom nowo członkowskim Unii a zrozumiesz o co tak naprawdę jej pomysłodawcom chodzi. Ruskim i Amerykanom chodzi o to samo, zresztą. Super mocarstwa zawsze działały razem i dla siebie, bawiąc się narodami jak kot myszą. Jeżeli uznają, że wojna jest konieczna, to do niej doprowadzą, jeżeli uznają, że dla ich wspólnego interesu będzie lepiej jej uniknąć, to szybko znajdą sposób na zaprowadzenie pokoju na Ukrainie. 

czwartek, 20 lutego 2014

Najlepsze lekarstwo

Lekiem na wiele chorób jest po prostu miłość najbliższych.

Myśl moja nieskrępowana niczym

Tak sobie myślę, że kobieta, żona, matka w jednym, jest sercem rodziny.
Jak ona czuje się dobrze, to cała rodzina czuje się dobrze.



sobota, 15 lutego 2014

Czy warto?

Podziwiam Justynę Kowalczyk, jej determinację, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy warto? Zaraz powiesz czytelniku, że to nic nowego, że to takie polskie! Polskie, nie polskie, jakie to ma znaczenie w przypadku sportowców, którzy i owszem, dając z siebie wszystko, przez chwilę sprawiają nam radość, rozbłysną gwiazdą, po czym, jeszcze szybciej niż nią rozbłyśli, gasną, a nasza radość z ich osiągnięć okazuje się być niewdzięczna?

Gdy odchodzą na "emeryturę", kończą swoją karierę, bardzo szybko zapomina się o ich sukcesach i co najgorsza o nich samych, o ich poświęceniu się, determinacji i walce, by nam sprawić radość. Przykładem niech będzie Małysz. Już go i jego osiągnięcia przykrywa powoli, ale skutecznie Kamil Stoch. Małysz pozostanie, gdzieś tam w cieniu ze swoimi zdobytymi krążkami i nabytymi, dzięki różnym kontuzjom chorobami, które jeżeli już nie teraz, to za jakiś czas z pewnością się w nim odezwą. Wczoraj był bożyszczem, dzisiaj jego "boskość" wydaje się być mniejsza, już nie taka wspaniała w porównaniu ze Stochem, którego dokonują ci, którzy go niby tak bardzo kochali i podziwiali.  

I w tym momencie myślę o Justynie Kowalczyk i jej niesamowitym wyczynie, i znowu zadaję sobie pytanie, czy warto? Za kilka lat już nikt, oprócz garstki jej znajomych, przyjaciół i rodziny, nie będzie o niej pamiętał. Radość z jej sportowych wyników jest jak mgnienie oka, tak bardzo ulotna. Wspomni się o jej wyczynach od czasu do czasu przy okazji jakichś rocznic, a ona zostanie sama ze swoimi zdrowotnymi dolegliwościami, będącymi pochodną odniesionych kontuzji. Zostaną jej tylko zdobyte krążki i wspomnienia. Dziwny to i nic nie wart jest "bonus", moim zdaniem, za tak wielkie, z determinacją osiągnięte osiągnięcia.

Nie chodzi mi o to byśmy przestali walczyć, nie! Walczmy i to w każdej dziedzinie życia, walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o wolność, o suwerenność Ojczyzny, z wrogiem gdy zajdzie taka potrzeba, walczmy na boiskach i stokach, ale nie zapominajmy o cenie jaką przyjdzie nam za tę walkę zapłacić. Nie każda skórka warta jest wyprawki, moim zdaniem i to moje stwierdzenie tutaj nie ma się ni jak do materializmu, nie o tym bowiem myślę, nie o to mi chodzi.

sobota, 8 lutego 2014

Miłość

Magia, czy magiczna potrzeba każdego człowieka? Co to właściwie jest miłość? Jak pogodzić ze sobą jej różne rodzaje? Jak je rozróżnić i jak oswoić się z faktem, że nasze serce może kochać jednocześnie wiele osób, nawet te, które wydawałoby się na miłość naszą nie zasługują? Czy w ogóle musimy się z tym faktem oswajać? Wreszcie, jak zrozumieć, że nie ma w tym wszystkim ani miejsca, ani powodu do zazdrości?

Kobieta, żona, matka, babcia, córka, siostra, wnuczka. Wszystko to w jednym, podobnie jak mężczyzna, mąż, ojciec, dziadek, syn, brat, wnuczek. Siedem! Siedem rodzajów uczucia tylko w rodzinie, uczucia zwanego miłość, jaką każda z tych osób przejawia do siebie nawzajem i do wszystkich razem. Nie mylić proszę miłości z lubieniem, bo to są dwie zupełnie inne sprawy. Można kogoś kochać, a jednocześnie nie lubić i odwrotnie, a można kogoś i kochać i lubić również jednocześnie. Wychodzi na to, że miłość to prawdziwy jest labirynt. Gdy już się w nim człowiek znajdzie, to nie ma wyjścia, musi nauczyć się w nim poruszać tak by nie błądzić, by nie zawieść siebie i innych, by brać i dawać każdemu to, co do niego należy. Trudne?

Nikt nam nie obiecywał, że miłość będzie łatwa, a mimo to ciągle jej szukamy i tęsknimy do niej, do każdego z jej rodzajów z osobna, ponieważ każdy z nich, moim zdaniem, ma swoją niepowtarzalną i jedyną rolę, jedyną w swoim rodzaju wartość, której inna miłość nie jest w stanie zastąpić. Wszystkich tych miłości człowiek potrzebuje jednocześnie, by nie powstała w jego sercu bolesna pustka, niegojąca się zadra uniemożliwiająca odczuwanie prawdziwej pełni, prawdziwego szczęścia wypływającego z przynależności do rodziny, jaka by ona nie była.

Człowiek jest stworzony do życia w gromadzie, do akceptacji jej i bycia akceptowanym przez nią i to jest to, czego mu najbardziej potrzeba do szczęścia. Samotność dla niego jest czymś nienaturalnym, wyobcowanie kalectwem. Gdy kocha, nie ma problemu, bo miłość jest różnobarwnym, pełnym niuansów tłem jego życia, nadaje mu sens i znaczenie. Bez miłości człowiek jest nikim, dlatego jest ona tak bardzo ważna w naszym życiu, mimo swojej niedoskonałości. Szukajmy jej w sobie i w drugich bez wytchnienia, podsycajmy ją, by nie wygasła, wybaczajmy swoje nawzajem niedoskonałości i kochajmy się mimo wszystko, mimo nieustannie popełnianych błędów. Rodzina jest najważniejsza.

Życie jest zbyt krótkie by się gniewać na tych, których kochamy. Miłość, silniejsza jest od gniewu. Wybacza i nie prowadzi rachunku krzywd. Przypomina nam, że wszyscy jesteśmy niedoskonali i czasami potrzebujemy okazania nam tego rodzaju miłości. Być może niezasłużonej, tym bardziej staje się ona wtedy bezcenna, a z czasem wypełni serca wdzięcznością, żeśmy się nią pokierowali. Nie ma nic większego od miłości. Ona jest w stanie wszystko pokonać, wszystko naprawić.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Oni nie mają powodu by kłamać

Dzisiejsi ludzie nie są głupi. Jeszcze nie! Jednego nie można MINIONYZMOWI* polskiemu odmówić, tak sądzę, mianowicie tego, że w czasie jego panowania społeczeństwo polskie zostało wyprowadzone z analfabetyzmu.

Według moich spostrzeżeń Polacy stali się Narodem światłym właśnie dzięki odpowiednim prawom i przepisom opracowanym w MINIONYZMIE, rozpowszechnionym na całe społeczeństwo, wprowadzającym obowiązek uczęszczania i ukończenia szkoły podstawowej oraz otwierającym różne możliwości tym, którzy chcieli zdobywać dalsze kwalifikacje w jakimś zawodzie, bądź wyższe wykształcenie. Szkoły były powszechne i stały otworem dla wszystkich chcących się uczyć i to nie tylko podstawowe i zawodowe. Stwarzano możliwości nauki czytania i pisania dla dorosłych analfabetów, jak również dalszego kształcenia się dla ludzi pracujących zawodowo, a pragnących poszerzyć swoją wiedzę i podnieść kwalifikacje. Mam tu na myśli wieczorowe licea i technika. I to moim zdaniem było bardzo dobre i niewątpliwie wielkim osiągnięciem w powojennej Polsce.

Przeprowadziłam wiele wywiadów z absolwentami PRL-owskich Szkół Wyższych, Uniwersytetów i Politechnik. Aby było ciekawiej i wiarygodniej dla mnie, wybierałam swoich rozmówców spośród studiujących wówczas w Polsce cudzoziemców, a więc całkowicie neutralnych w sprawach naszego Kraju akademików.

Zdecydowana większość wśród nich miała zdanie, które mnie zaskoczyło i zmusiło do głębszego spojrzenia na omawiany tu przeze mnie temat, mianowicie twierdzą oni, że w porównaniu z poziomem nauczania napotkanym przez nich w krajach ich obecnego zamieszkania, nauka w PRL-u była na bardzo wysokim poziomie i że komuniści byli dosłownie rozrzutni w rozdawaniu wiedzy (?). Mało tego, większość z nich po osiągnięciu swoich dyplomów rozpierzchła się na cały świat i bez trudu, z powodzeniem znajdowała zatrudnienie i zastosowanie nabytej wiedzy w różnych dziedzinach zarówno przemysłu jak i szkolnictwa. Solidna i wszechstronna wiedza, tych absolwentów PRL-owskich Uczelni zadziwia wszystkich, którzy mają przywilej być ich kolegami, mnie również, chociaż przyznam się, że czegoś tu nie rozumiem. Jak to było możliwe skoro MINIONYZM był taki zły i zacofany i taki sto lat za Księżycem, jak wielu pamiętających ten okres twierdzi? Jest ktoś, kto może mi to w miarę rozsądnie wytłumaczyć?
........................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce. 

niedziela, 2 lutego 2014

Kazirodztwo, homoseksualizm, wiara, Raj

Pojęcie kazirodztwa w czasach Adama i Ewy nie istniało, tak uważam. Oni byli pierwszą parą doskonałych ludzi na ziemi pobłogosławioną przez Boga. Otrzymali wyraźne zadanie od Niego – mieli się rozmnażać i zaludnić całą ziemię. Dwoje ludzi miało zaludnić ziemię! Wystarczy użyć swojej logiki, by się domyślić, że skoro mieli się rozmnażać, to zostali stworzeni z pociągiem seksualnym do siebie nawzajem, kobieta do mężczyzny, mężczyzna do kobiety i dlatego z czasem zrodzone z Adama i Ewy dzieci, prawie doskonałe, dorastały i co jest, moim zdaniem, nie trudne do zrozumienia, łączyły się ze sobą w pary, brat z siostrą, siostra z bratem, zaczynały ze sobą współżyć i mieć swoje dzieci, również prawie doskonałe, aczkolwiek już w mniejszym stopniu niż ich rodzice.

Wśród prawie doskonałych ludzi żyjących w czystym, niczym nieskażonym środowisku, współżycie rodzeństwa ze sobą nie było czymś złym, ponieważ nie mogło ono w żaden sposób szkodzić rodzącym się z nich dzieciom, tak jak to ma miejsce dzisiaj przy bardzo już osłabionych genach i zanieczyszczonym do maksimum środowisku człowieka. Wtedy wszystko było naturalne, dzisiaj wg mnie, naturalne już nie egzystuje. My nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego naturalne wyobrazić.

W tym miejscu chce zwrócić Twoją czytelniku uwagę na to, że od początku istnienia człowieka na ziemi istniały jedynie związki heteroseksualne. Tylko takie związki mogły wydać potomstwo wg zamierzenia Boga i zaludnić ziemię. Jest to niezbity dowód na to, że homoseksualizm nie pochodzi od Boga, a więc jest niczym innym jak tylko zboczeniem, zwyrodnieniem, lub też wynalazkiem Szatana do zwodzenia ludzi, by w ten sposób uczynić z nich przeciwników Boga, Jego wyśmiewców i odciągać ich od wiary w Niego, która miała się narodzić i narodziła się z chwilą śmierci pierwszych ludzi, tych jedynych mających w pamięci kontakt z Bogiem w Raju, świadków istnienia zarówno Jednego - Boga, jak i drugiego - Raju.

Wtedy, w świecie ludzi prawie doskonałych, poruszających się w nim po omacku wiara w Boga jeszcze nie egzystowała, ponieważ nasi pra rodzice widzieli Boga w Raju, rozmawiali z Nim, On rozmawiał z nimi, nawet po wypędzeniu ich z Raju. Po zabiciu przez Kaina Abla, Bóg zapytał Kaina, gdzie jest jego brat Abel? Rozmawiał z Kainem. W istnienie kogoś, kogo widzimy, z kim rozmawiamy nie musimy wierzyć, ponieważ to, że ten ktoś istnieje jest namacalne i dlatego nie wymaga wiary. Jego istnienie jest faktem. Wniosek stąd płynie taki, że dla pierwszych ludzi na ziemi istnienie Boga było faktem, podobnie jak istnienie Raju.

W dalszym ciągu posługując się logiką i inteligencją, którą Pan Bóg obdarował człowieka, w tym również mnie, za co niech będą Mu dzięki i po przeczytaniu Księgi Rodzaju w Biblii powiem tak: Rację mają ci, którzy twierdzą, że Raj był na ziemi, co niezbicie dowodzi, że po zaprowadzeniu przez Boga obiecanego porządku na świecie po Armagedonie (Księga Objawienia), ziemia na nowo uzyska status Raju, mówiąc współczesnym nam językiem, który tym razem nie będzie dany człowiekowi już gotowy do zamieszkania, ale ocalały z wojny Szatana przeciwko Bogu - w jakiej ludzkość znajduje się od momentu wypędzenia z Raju -człowiek sam, własnymi rękami będzie musiał go odbudować, by już na zawsze móc się cieszyć życiem w nim, w swojej prawdziwej niegdyś utraconej Ojczyźnie, jako na powrót doskonały człowiek.

Bóg stwarzał ziemię z przeznaczeniem na dom dla ludzi, nazwał ją Rajem. Zamierzeniem Jego było by stworzeni przez Niego pierwsi ludzie Adam i Ewa zamieszkali w nim, by zaludnili Ziemię i uczynili ją sobie poddaną. A skoro Bóg tak zamierzył, to tak się i stanie. Jego tak znaczy tak, Jego nie znaczy nie. Co postanowił, to też i uczyni, bo słowo, które raz wypowie nie wraca do Niego bezowocne. Jeżeli stworzył Raj na Ziemi, to też i na niej Raj ten przywróci.

Europejczycy coraz bardziej zmęczeni Unią.

Wiadomo, że polityki nie robi się w pojedynkę. Właśnie dlatego sądzę, że jednak nikomu nie chodzi o całkowitą izolację swojego Kraju, ale przypuszczam, że i nie o całkowite poddaństwo do jakiego coraz wyraźniej zmuszane są przez Brukselę wszystkie państwa członkowskie UE. Przecież to jej centralne zarządzanie odbierające coraz więcej swobody państwom członkowskim, my Polacy doskonale znamy. Dla nas to nic nowego, to tylko powtórka z rozrywki! Czy rzeczywiście o to nam chodziło gdy obalaliśmy centralnie nami zarządzających komunistów? Czy nie znienawidziliśmy centralizacji do tego stopnia, że popchnęło nas to do dokonania przewrotu? Czy nie marzyliśmy o wolności i nie dążyliśmy do niej przez cały MINIONYZM*? (tu) Czy nie dlatego właśnie chcieliśmy się uwolnić od wglądu "DOBREGO WÓJKA" ZSSR w nasze Polaków sprawy?

Nie dalej jak wczoraj, będąc w powrotnej drodze do domu, słuchałam świetnej dyskusji w radio szwedzkim z jedną z unijnych pań minister o tym, że Europejczycy coraz bardziej są zmęczeni Unią. Szybko łączę fakty i wyciągam wnioski, podobnie i w tym przypadku. To już nie tylko ogromna część Polaków jest coraz bardziej rozczarowana i zmęczona tą unijną hybrydą, ale powoli wszyscy Europejczycy mają jej dosyć. Pani minister była niezwykle powściągliwa w swoich odpowiedziach, ale Pani redaktor z nią rozmawiająca okazała się niezłomna i wydobyła z niej co nie co.

W Grecji np. dzięki temu nieudanemu związkowi mamy już dzisiaj 60% bezrobotnych (słownie: sześćdziesiąt procent!!) (?), a jeszcze więcej niezadowolonych Greków z dzisiejszej, opłakanej sytuacji Grecji. W innych państwach członkowskich Unii sytuacja nie jest dużo lepsza. Tego nigdy przedtem nie było. Czy można się dziwić w tej sytuacji, że w każdym już z niedawno wcielonych do Unii Europejskiej państw rodzą się nowe, coraz silniejsze partie nacjonalistyczne, w Szwecji nazywane dosłownie faszystowskimi?

Unia jest źle zarządzana, widzę to nie tylko ja, jej mieszkańcy coraz bardziej są niezadowoleni! Bruksela tłumaczy to kryzysem (?). Nie takiego rezultatu łączenia Europy wszyscy się spodziewali, nie takiego oczekiwali. Coraz więcej jej mieszkańców uważa, że lepiej się żyło w dawnej Europie, gdy była ona podzielona na suwerenne państwa mające swobodę w decydowaniu o sobie, że jej łączenie to była wielka pomyłka, za którą cała Europa płaci coraz wyższą cenę. Okazuje się, że skórka nie była warta wyprawki i to dla żadnego z państw członkowskich z wyjątkiem Niemiec.

Mówi się, że wszelką dobroczynność należy zaczynać od siebie, NO WŁĄŚNIE! Zgadza się! Dlaczego zatem okazuje się, że tylko Niemcom się to udaje w tej zjednoczonej Europie? Oto jest pytanie!
......................................................
*MINIONYZM - były ustrój socjalistyczno-komunistyczny w Polsce.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

NIENORMALNOŚĆ


Aby rozwijać gospodarkę kraju nie wystarczą tylko chęci, trzeba też mieć idee, marzenia i wizje co do tego jak ta gospodarka ma wyglądać, czego dla naszej Ojczyzny chcemy i dążyć do urzeczywistniania tej wizji. Trzeba też, tak sądzę, by nasi politycy opierali się na historii, czerpiąc z niej naukę, by nie popełniali ciągle tych samych błędów. Aby to robić odpowiedzialni za Polskę i Polaków politycy powinni pracować przede wszystkim głową. Dlaczego tak nie jest?

Ponieważ politycy w naszym kraju sami się powołali na te funkcje, które pełnią, a raczej skorzystali z nadarzającej się okazji, by zaistnieć i poprawić jedynie swój własny, osobisty status, a nie całego Narodu. Byli to i nadal są ludzie niewykwalifikowani, moim zdaniem, nie przygotowani do pełnienia tak ważnych funkcji w państwie, do rządzenia nim.

Przypuszczam, że zaraz po przewrocie, to nierówne jarzmo w jakie się przedstawiciele „Solidarności” zaprzęgli ich przerosło (bo przecież nie o to im chodziło od początku, by przejąć władzę, ale o to, by poprawić swój byt), było ponad ich siły i ponad ich świadomość. Władza spadła na nich niespodziewanie, dlatego stali się łatwo sterowalnymi marionetkami (np. Wałęsa) przez nie tylko światową finansjerę, ale i przez ówczesne krajowe mózgi – „byłych” komunistów, z których co sprytniejsi w zaistniałej sytuacji dostrzegli szansę dla siebie nie tylko na wyrwanie się ze służby partyjnej, ale i na wzbogacenie się głównie z wyprzedaży czego się tylko da z majątku narodowego i jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej przemienić się z dnia na dzień w „kapitalistów” pełną gębą i to „demokratycznych” kapitalistów.

Była to dla nich świetna okazja, by zająć miejsce elit i to tych przedwojennych, bez narażania siebie samych w razie niepowodzenia „Solidarności”. Taki śmieszny Wałęsa i jemu podobni niedouki byli tylko przykrywką tych, którzy i wtedy i dzisiaj naprawdę rządzili i rządzą Polską i to wcale nie dla jej dobra, nie dla dobra Polaków jak widać.

Dzisiejsi politycy są jak kameleony – zmieniają nie tylko barwę i to natychmiast kiedy tylko nadarza się okazja na osobisty sukces, lecz również wypierają się wyższych wartości. Właśnie to sprawia, że nie mają żadnych skrupułów. Kraj i Naród znaczą dla nich tyle, co NIENORMALNOŚĆ!

niedziela, 12 stycznia 2014

POLITYKA BEZSENSU I ABSURDU. W odpowiedzi na komentarz Abu Adema

No właśnie! Tylko rząd składający się z idiotów, bądź wrogów państwa może prowadzić taką politykę bezsensu i absurdu.

Kwiat narodu, młodzież potrzebna jest we własnym kraju by go budować i rozwijać. Nie bez powodu mówi się, że: „Młodzież to przyszłość Narodu”. Dzisiejsi politycy jakby zapominają o tej prawdzie i nie robią nic by młodych zatrzymać w Kraju. Wygląda na to, jakby robili to celowo. Oni chcą wypędzić z Polski tylu młodych ilu się tylko da skazując ich bezrobociem i brakiem perspektyw na tę banicję.

Pozbywać się młodzieży, na dodatek wszechstronnie wykształconej, marnotrawić tyle dobra narodowego, podsyłać ich jako już gotowy produkt, że tak brzydko się wyrażę, krajom zachodnim, to moim zdaniem jest ZDRADA. Przecież gołym okiem widać, że Naród polski się starzeje. Polityków więc priorytetem powinno być robienie wszystkiego by młodych zatrzymać w Kraju, stwarzając im warunki do rozwoju, dając im do tego możliwości tak by widzieli swoją przyszłość w swojej Ojczyźnie.

Człowiek musi pracować żeby żyć samemu i pomóc żyć swojej rodzinie. Gdy tej pracy nie ma w Kraju, bo pseudo politycy pozbawili nasz Kraj jego przemysłu w pierwszym rzędzie tuż po przeprowadzonej transformacji (idiotyzm do potęgi entej), gdy następnie nic z tym fantem nie robią, nie budują nowych fabryk, tylko zadłużają Polskę i pożyczone pieniądze przeznaczają jedynie na konsumpcję, na niewytłumaczalnie drogą infrastrukturę (przy okazji oszukując i doprowadzając do ruiny ekonomicznej jej podwykonawców CHCĄCYCH WIDZIEĆ SWOJĄ PRZYSZŁOŚĆ W SWOIM KRAJU), czyniąc w ten sposób z Polski bezproduktywną kolonię Unii, to można się dziwić, że młodzi Polacy są zmuszeni opuszczać swój DOM?

Przecież tu nie potrzebni są tłumacze, by rozumieć, że ta ich polityka jest nastawiona na zrujnowanie naszej Ojczyzny.

sobota, 11 stycznia 2014

Stańcie się wreszcie odpowiedzialni

Uparcie twierdzę, że dzisiejsze emigracje ludzi młodych to jest banicja, czyli przymus wyjazdu za granice spowodowany brakiem pracy, a tym samym środków do życia we własnym kraju.

Twierdzę też, że dzisiejsi politycy zamiast szukać rozwiązań na to jak stworzyć więcej miejsc pracy w Polsce, produktywnych miejsc pracy, by zatrzymać młodych w kraju, idą po najmniejszej linii oporu i w ten sposób zasilają polską siłą roboczą rynek państw zachodnich. Wzbogacają kraje zachodnie przez okradanie własnego Kraju. To jest przecież chore! W ten sposób, moim zdaniem, działają oni na szkodę własnej Ojczyzny. Ograbiają ją z przyszłości Narodu, tak jak by chcieli i ten Naród i Polskę pognębić. Mało, że Polska się starzeje, to jeszcze zadłużana jest po uszy. Pytam się – kto i kiedy w tej sytuacji spłaci te długi?

Po to wybieramy polityków, by zachować porządek w państwie, by ktoś tym wszystkim, co jest z państwem związane kierował i pełnił nadzór nad rozwojem całości dla dobra wszystkich. To tak jak w rodzinie. Gdy głowa domu bierze za nią odpowiedzialność, to robi wszystko by rodzina dobrze się czuła i by dobrze się jej powodziło. Otrzymuje za to zaufanie, szacunek i przywiązanie. Członkowie rodziny chętnie współpracują ze sobą dla wspólnego dobra i nie muszą uciekać z domu, by szukać szczęścia gdzie indziej.

To bardzo proste. Najwyższy już czas panowie politycy byście wreszcie wzięli odpowiedzialność za dom, którego staliście się głową, za Polskę i rodzinę w niej mieszkającą, Polaków. Najwyższy już czas abyście przestali marnotrawić powierzone wam dobro i mienie narodowe, byście przestali pozbywać się z Polski wszystkiego co w niej jest najlepsze i w ten sposób doprowadzać ją do statusu zastawu za długi. Stańcie się wreszcie odpowiedzialni albo ustąpcie miejsca tym, którzy potrafią takimi być!

czwartek, 9 stycznia 2014

Już NIGDY nie mówię NIGDY

Kiedyś myślałam, że nigdy z mojej ukochanej Polski nie wyjadę. Owszem na wycieczkę, ale nigdy na stałe. I bardzo się myliłam. Oczywiście wolałabym żyć na własnej ziemi i pod własnym niebem, ale w życiu tak już chyba jest że często dostajemy od niego to czego nie chcemy, o co nie prosiliśmy i nie zabiegaliśmy. Właśnie dlatego już nigdy nie mówię nigdy. Człowiek nie może wiedzieć co go jutro spotka.

Nietypowa przyjaźń

Z zamyślenia wyrwał mnie telefon przyjaciółki. Trochę nie typowa jest ta nasza przyjaźń, bo na odległość. Mieszkamy w różnych miastach, oddalonych od siebie o ok. 200 km. Widujemy się niezmiernie rzadko, za to często rozmawiamy przez telefon. Jesteśmy dla siebie nawzajem, o ile mogę tak powiedzieć, ostoją i terapeutkami. Ta przyjaźń już trwa dwa desenia i nie zmienia się w swojej formie. Wiemy o sobie wszystko, no, prawie wszystko, ponieważ są sprawy, których nigdy nie poruszamy z tej prostej przyczyny, że są one zbyt intymne i prywatne, nie nadające się do dzielenia się nimi nawet z najlepszą przyjaciółką.

- I jak się dzisiaj czujesz moja droga?
- Co mam Ci powiedzieć? Nie wiem jak się czuję, jestem jak zawieszona w próżni.
- Nie zamartwiaj się, to tylko kwestia czasu.
- Mam taką cichą nadzieję, co nie zmienia faktu, że powoli zaczynam mieć wszystkiego dosyć.
- Masz „doła”?
- Na to wygląda! Masz drabinę, to mi ją podaj.
- Nie mam! Nie wiem jak mogłabym Ci pomóc.
- Już mi pomogłaś swoim telefonem i okazaniem zainteresowania bez zbędnych i dociekliwych pytań.
- Czuję, że znalazłaś jakieś wyjście z sytuacji.
- Nie jestem tego taka pewna.
- Ale ja jestem. Wiem, że i tym razem dasz radę, jak zawsze zresztą.
- Też to wiem, tylko jakim kosztem?
- Podziwiam Twoją siłę.
- Ja natomiast nie! Czasami chciałabym być tylko słabą, rozkapryszoną kobietką i po prostu jedynie być.
- Ja też!
- Ocho! Czuję, że nie tylko ja mam „doła”. Co Tobie leży na sercu?
- Głowa mnie boli i tam takie inne bzdury mi doskwierają!
- Dzwonisz do mnie z pracy?
- Nie! Jestem w domu, chora i podobnie jak ty mam wszystkiego dosyć!
- No to już jesteśmy dwie nieszczęśliwe, szczęśliwe, że mamy siebie nawzajem i możemy sobie razem ponarzekać!

Ha ha ha! Zaczęłyśmy się śmiać i nagle poczułyśmy jak powoli pozytywna energia wraca do nas.

- Głowa do góry moja droga, będzie dobrze.
- Nawzajem. Prześpij ten ból głowy.
- Tak właśnie zrobię!
- Do usłyszenia jutro!
- Pa! Miłej reszty dnia Ci życzę.
- I ja Tobie!

Telefon cichnie. Wycisza się również mój wewnętrzny niepokój. Czuję jak pozytywna energia wypełnia moje całe ja. Znowu chce mi się żyć, działać i śmiać. Tak niewiele, a może aż tak wiele potrzebuje człowiek by odzyskać nadszarpnięte siły i wiarę w siebie – wystarczy czyjeś serce, ucho, dobre słowo, odrobina współczucia, poświęconego czasu. Tego dokonać może jedynie prawdziwa przyjaźń, która potrafi czytać między wierszami.

Naiwne pytania?

Brakuje mi zimy. Zaczęłam za nią tęsknić, za jej bielą i ciepłym chłodem, za drobnym puchem spadającym z nieba na mnie podczas jazdy rowerem czy spaceru. Mroczne dni, ni to jesienne, ni to wiosenne wyciskają bezlitośnie swoje piętno na psychice i to nie tylko mojej. Na ulicach da się zauważyć pełno chodzących smutasów, szukających światła, jak latem cienia, by się w nim schronić przed otaczającym ich mrokiem. Jednak i to nie pomaga. Sztuczne światło nie otula człowieka i nie pieści go delikatnym dotykiem ciepła. Jest takie zimne i nieczułe! Nawet nie ma się już siły by narzekać na to zimy zbuntowane oblicze, tak jak narzekamy na lato podczas jego upalnych dni.

Dziwne są te zawirowania w naturze. W Stanach zamiecie śnieżne i mróz dochodzący do -50 stopni, u nas ciepła chociaż mroczna, zraszana deszczem zima. A przecież wystarczy tylko spojrzeć na mapę świata by się przekonać, że powinno być raczej odwrotnie. Zatem co się dzieje? Czym podyktowana jest aż taka zmiana?

Naiwne pytania?

Być może!

Jeżeli jednak znamy na nie odpowiedź, to dlaczego nic nie robimy z tym fantem?

Tak! Trudno jest przyznać się człowiekowi do tego, że wszystkiemu jest winny jedynie człowiek. Lepiej jest zrzucić winę na bydło rogate! (?)
Tylko moim zdaniem, wśród bydła, człowiek jest niestety największym bydlakiem.

niedziela, 5 stycznia 2014

To nie jest niemożliwe

„Ciężko dziś wierzyć w zasady, a jeszcze ciężej je stosować.” *

To prawda, ale prawdą jest też to, że nie jest to niemożliwe.

Pomyśl, co by było, gdyby wszyscy pędzili tylko za materializmem, jaki smutny byłby wtedy świat? Bez wartości, bez empatii, miłości, bez dostrzegania prawdziwego, a nie plastikowego piękna. Poza tym, o czym rozmawiać ze skarbonką, albo z robotem zanurzonym tylko w zdobywaniu coraz to większego majątku, a nie mającego czasu na zauważenie, że życie to coś o wiele więcej?

Ja lubię moje, pełne poświęceń życie, jego wartość jest bezcenna. Czuję, że naprawdę żyję, a moje życie ma niepodważalny sens, jest potrzebne tym, których kocham. A wszystko inne traktuję jako dodatek, jako bonus za stawianie zasad i wartości na pierwszym miejscu. To się naprawdę opłaca.
..............................................
* (cytat) Przesłanka rozumowania Portiera

sobota, 4 stycznia 2014

Zrozum że


Szczęścia należy szukać u siebie, w sobie samym bez porównywania się z innymi.

Prawdziwe bogactwo


Prawdziwego bogactwa nie przelicza się na pieniądze ponieważ ono jest w nas, w człowieku.

czwartek, 2 stycznia 2014

Człowieczeństwo sumą doświadczeń


Gdy ukończyłam dwanaście lat .. . Wtedy to życie okrutnie mnie sponiewierało rękami takich jak ja wówczas, małych istot. Z jednej strony dokopało mi, z drugiej sprawiło, że zrozumiałam tak bardzo wiele w tak krótkim czasie, bo tylko w ciągu jednego roku szkolnego. Ale to nie ważne! Ważne jest to, że od tamtego czasu paradoksalnie lubię ludzi jeszcze bardziej, podziwiam ich geniusz, którego posiadaczem jest każdy z nas. W mniejszym lub większym stopniu, ale każdy, bez wyjątku, chociaż nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, nie każdy taż potrafi ze swojego geniuszu zrobić dobry użytek. To prawda, że od wszystkich ludzi możemy się czegoś nauczyć, także od wrogów. Od tamtego czasu wiem, że to co człowieka nie zabije, wzmocni go. Jest tylko jeden warunek – nie wolno przechodzić obojętnie obok cudzych, a tym bardziej własnych doświadczeń, bez czerpania z nich nauki i wyciągania właściwych wniosków.

Zamknęłam się w sobie! Stałam się ostrożna, przewidująca, stałam się obserwatorem ludzkiego zachowania. Z radosnego dziecka przemieniłam się w dorosłą osobę. Małe potworki ukradły mój uśmiech, moje dzieciństwo. Droga „krzyżowa” dziecka, której autorami były inne dzieci ukształtowała moją osobowość w największym stopniu.

Nikt mnie nie przekona, że dzieci nie potrafią być okrutne, albo, że nie kłamią. To mit! Dzieci, to geniusze kłamstwa, manipulacji i bezwzględnego okrucieństwa. Znacznie później zrozumiałam, że dzieje się tak dlatego, bo dzieci nie są w stanie dostrzec granic. Przekraczają je jakby bezwiednie, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa takiego działania. Nie ogranicza też ich strach, bo nie znają skutków swojego postępowania, nie mogą ich sobie nawet wyobrazić. Mimo iż w tamtych wydarzeniach, ja byłam ofiarą, to jednak na dalszą metę stałam się zwycięzcą, tak sądzę.

Ukradziono mi moje dzieciństwo, to fakt, ale w zamian otrzymałam coś znacznie bardziej cennego i trwałego. Dzięki tym małym ludzikom, w przenośni i dosłownie, poznałam wartość drugiego człowieka i chwil, z których składa się życie. Nauczyłam się cenić każdą z nich z osobna, zarówno te paskudne i złe, jak i te przyjemne i dobre, i być wdzięczną za możność ich dostrzegania, przeżywania i cieszenia się nimi. Poznałam siebie i zrozumiałam moich oprawców i wybaczyłam im z całego serca, wybaczyłam też sobie moją niegdyś nienawiść do nich. Zamiast urazy, chowam w nim raczej wdzięczność za tamte doświadczenia, które były niejako kolejnym życia szlifem na diamencie, jakim w tym konkretnym przypadku była moja osoba.

Tak! Ja przyrównuję ludzi do diamentów, nie wyłączając mnie samej. Jedni są pięknie oszlifowani, inni mają braki do poprawienia, bądź wyraźne skazy, z którymi już nic nie da się zrobić. Poza tym człowiek mimo swojej delikatności jest tak naprawdę twardy jak diament, może więcej znieść niż sam myśli.

Wartość człowieczeństwa człowieka, moim zdaniem, jest sumą raczej bolesnych jego doświadczeń i efektem wyciągniętych z nich wniosków, koniecznie podkreślonym wybaczeniem, potrzebnym bardziej dla własnego niż innych dobra. To w rezultacie staje się plusem dla wszystkich, uczy być właśnie człowiekiem nie pozbawionym ludzkich uczuć. Może to zabrzmi dziwnie, ale myślę, że to właśnie zło napotykane przez nas na co dzień i przeciwstawianie się mu, staje się naszym wychowawcą w tym względzie. Jedni złu ulegają, bo tak jest łatwiej, inni zwalczają je dobrem, bo tak jest może trudniej, ale za to bardziej uszlachetnia człowieka, podnosi jego wartość zarówno w oczach Boga, jak i ludzi.

środa, 1 stycznia 2014

Było pięknie, będzie ...

Nowy Rok, nowe postanowienia, nowe obowiązki w pracy, czekająca nas zmiana miejsca zamieszkania i wszystkiego co z tym związane, oprócz malowanych przeze mnie obrazów. Zmiana nastawienia do większości spraw i zmiana znajomych, tylko nie rodziny i przyjaciół. Oni pozostają ci sami. Tacy moi, kochani, bez których świat byłby nic nie wart. Dla nich nigdy nie byłam i nie jestem ciężarem, podobnie jak i oni dla mnie. Bezwarunkowa akceptacja, miłość.

JAK DOBRZE JEST MIEĆ BLISKICH!!

Gwar prowadzonych męskich dysput w pokoju, przeplatany hałasem biegających wokół dzieciaków, stukanie naczyniami w kuchni wymieszany z szeptem współpracujących w niej ze sobą kobiet powoli ustępuje miejsca wyczekiwaniu. Szampana wypijemy w ogrodzie! W nim przywitamy Nowy Rok życzeniami szczęśliwego, najlepszego, zdrowego, przeplatanymi uściskami, cmokaniem i śmiechem zagłuszanym wybuchami fajerwerków i okrzykami uradowanych podniebnym widowiskiem dzieciaków. Szkoda, że całą rodziną nie mogliśmy być razem.

BYŁO PIĘKNIE!!

Teraz jest cicho i spokojnie. Wszyscy śpią jeszcze smacznie po zarwanej nocy. Ciekawe jaki będzie ten rok? Jakie jeszcze zmiany przyniesie oprócz tych mi znanych?