środa, 11 grudnia 2013

Trochę z innej beczki - skąd my to znamy?

Sytuacja ludzi w wieku produktywnym.

Jedni pracują ponad miarę (12-16 godz. na dobę), często za marne wynagrodzenie lub na umowach śmieciowych, inni marnują się jako bezrobotni.

Sytuacja jednych i drugich nie jest do pozazdroszczenia, jest niezwykle trudna ponieważ jedni wiedząc, że są wykorzystywani, świadomie godzą się na to w strachu, że w przeciwnym razie stracą pracę (nawet tą „gów.nianą”), drudzy nie znajdują pracy z „różnych” powodów, a tak naprawdę z jednego, mianowicie pracodawców chciwości. Chcą oni bowiem osiągać jak największe zyski, przy jak najmniejszych nakładach, a przecież każdy nowo zatrudniony, to dodatkowy koszt dla kapitalisty, który on może ominąć obciążając większą ilością obowiązków i tak już nadmiernie obarczonych zatrudnionych „szczęściarzy”.

Można powiedzieć, że nadmierna prywatyzacja nie poparta odpowiednimi przepisami chroniącymi pracowników, a jedynie przepisami mającymi na uwadze tylko dobro przedsiębiorców, zarówno za czasów Marksa jak i w czasach nam współczesnych odgrywa negatywną rolę w gospodarce, ponieważ, moim zdaniem, staje się ona źródłem wyzysku dla kapitalistów i powodem niezadowolenia społeczeństwa i jego sprzeciwu wobec istniejących warunków ustrojowych.

Samą wolnością słowa zagwarantowaną przez demokrację, co i tak przestaje być respektowane, nie da się przecież żyć.

Marks zauważył, że jedni panują nad drugimi na ich zgubę, że wszelkie relacje międzyludzkie zostały zastąpione brutalną grą interesów, podobnie wg mnie, jak to ma miejsce w czasach nam współczesnych, gdzie niby demokratyczne rządy przestają się liczyć ze zdaniem swoich wyborców i za wszelką cenę chcą dopiąć swego, np. awantura wokół podnoszenia wieku emerytalnego.

Zarówno wtedy, jak i dzisiaj człowiek stał się tylko towarem o czym już niejednokrotnie pisałam. Ograbiono go z jego godności, skazano na tułaczkę za chlebem, przez co niszczy się najważniejszą komórkę społeczną jaką jest rodzina, dzięki której to komórce może istnieć jakiekolwiek społeczeństwo/naród.

To z kolei doprowadza do demoralizacji, do jej akceptacji i to, co jest złe zaczyna nazywać się dobrem, a to, co jest dla człowieka dobrem nazywa się złem.

Pazerność magnatów finansjery popchnęła ich do wymieszania narodów w celu uzyskania jak najtańszej siły roboczej i zwiększenia przez to swoich zysków. Podobnie jak to miało miejsce w czasach Marksa i dzisiaj dochodzi do nadprodukcji, co z kolei wywołuje jeden kryzys po drugim.

Te powstające po sobie kryzysy zmuszają magnaterię finansową i polityków do szukania nowych rynków dla swoich towarów. Niszczą więc siły wytwórcze w granicach swoich państw, przenoszą swój przemysł do np. Chin, co z czasem doprowadzi do jeszcze większego kryzysu. Historia naprawdę lubi się powtarzać, ja też ciągle z uporem pisząc o tym. :D

Taka nie przemyślana polityka społeczno-ekonomiczna o czym wyżej piszę i moim zdaniem już dzisiaj skutkuje rodzeniem się nienawiści jednych narodów do drugich, np. wzrastająca nietolerancja narodów zachodnich do Polaków i innych cudzoziemców osiedlających się w ich krajach. To staje się faktem, któremu nie można już zaprzeczyć. Wymieszanie więc narodów w nadziei pozbawienia ich możliwości jednoczenia się w walce o swoje racje może okazać się wielkim niewypałem i pułapką zastawioną przez dzisiejsze elity na samych siebie, niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz