Nawet gdyby Trump zadawał się z tą "gwiazdką", to nie był jeszcze wtedy prezydentem i mógł się zadawać z kim chciał, podobnie jak i ta "gwiazdka".
Jedynym więc powodem wyciągania takich starych spraw na światło dzienne przez jego przeciwników jest, moim zdaniem, chęć zniszczenia Trumpa jako polityka i jako człowieka, chęć niedopuszczenia do tego aby ponownie stał się on prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Przeciwnicy Trumpa, już za czasów jego prezydentury, blokowali mu, i to bez pardonowo, konta na mediach społecznościowych, co, moim zdaniem, było kary godne i absolutnie nie powinno było mieć miejsca. Pochłonięci prywatą i żądzą władzy niszczyli Trumpa, nie bacząc na to, że jest on prezydentem nie tylko USA, ale i poniekąd świata, gdyż USA uważane były za hegemona światowego.
"Demokraci" amerykańscy pokazali więc światu, że prezydent USA jest nikim, tak naprawdę, że nie ma on nic do gadania, nie ma żadnej mocy sprawczej, bo byle media społecznościowe mogą go zakneblować i potraktować jak zwykłego śmiecia. Co innego, bowiem, jest krytykować prowadzoną politykę prezydenta swojego kraju, a co innego jest traktować go jak kogoś, kto nic nie może, kto nie ma nic do gadania.
Wysłali w ten sposób sygnał na cały świat, że z prezydentem USA nie trzeba się liczyć, ani go szanować. Podkopali tym sposobem pozycję Stanów Zjednoczonych jako hegemona światowego. Prezydent USA utracił dawne znaczenie i moc sprawczą.
Dzisiaj nikt nie traktuje już Stanów Zjednoczonych poważnie, dlatego kraj ten powoli odchodzi w cień geopolityczny.
Państwo środka, Chiny, natychmiast dostrzegły tę słabość USA, tak jak i swoją szansę na zajęcie miejsca Stanów Zjednoczonych w geopolityce światowej. Inne kraje dostrzegają to również i dlatego coraz więcej z nich zaczyna się wyłamywać spod tej uciążliwej hegemoni amerykańskiej i szukać dla siebie innych rozwiązań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz