poniedziałek, 14 marca 2022

szczerość Sorosa (?)

 

Przykro mi, lecz nie wierzę w szczerość Sorosa i jemu podobnych "filantropów", nie budowniczych, a burzycieli, nie dobroczynców ludzkości, a jej gnębicieli, niestety. 
Nic się nie udało, łącznie z tak zwaną kulturą zachodnią - cokolwiek to znaczy - imputowaną nam w miejsce naszej rodzimej kultury. 
To budowanie przez Sorosa swojego imperium na terenach postsowieckich jest niczym innym jak moralną, gospodarczą, polityczną i duchową rozsypką narodów zamieszkujących te tereny. Efektem jego budowy, są np: rozbite rodziny, coraz bardziej zdemoralizowane społeczeństwa, deprawacja i coraz większy chaos. Obserwując tego "filantropa" i innych takich, podobnych mu sorosów na świecie, już w 2013 roku zadawałam sobie pytania: 
Do czego nas doprowadzi to poprawianie przez nich porządku Bożego? 
Do czego zmierza współczesny człowiek? 
Przyznam się, że przeraziły mnie wtedy moje własne myśli skonfrontowane z rzeczywistością. Dzisiejsza nasza rzeczywistość jedynie potwierdza, że moje przewidywania nie były mylne. Faktem jest bowiem niezaprzeczalnym, że współczesna nam rzeczywistość stoi pod znakiem, z jednej strony okupacji ekonomicznej, z drugiej zaś utopijnej wolności prowadzącej człowieka donikąd. 
Czyżby kolejna cywilizacja chyliła się ku upadkowi? 
Ekonomiczna okupacja, moim zdaniem, prędzej czy później doprowadzi do całkowitej dewastacji środowiska naturalnego i do ogólnoświatowego krachu, utopijna wolność natomiast zniszczy wszystkie wartości, jakimi kieruje się człowiek i w rezultacie zgubi go - pisałam wtedy. I tego wszystkiego właśnie jesteśmy świadkami dzisiaj. 
Wolność nie okrojona granicami i pozbawiona hamulców to nie jest wolność, to jest tylko utopia, a więc coś co nie istnieje. Człowiek zmierzając do tego czegoś nieistniejącego całkowicie siebie zatraci. Przestając rozumieć co jest dla niego naprawdę dobre, a co złe powoli ale skutecznie będzie unicestwiał samego siebie. 
Do tej pory strażnikiem granic nie do przekroczenia dla człowieka była wiara w Boga, chcę przez to powiedzieć, że dzięki niej człowiek potrafił sam siebie kontrolować/pilnować, trzymać w ryzach, a więc był naprawdę wolnym człowiekiem – tak sądziłam wtedy, w 2013 roku i tak sądzę dzisiaj. Kierując się Dekalogiem/Prawem Bożym i otrzymaną od Niego wolną wolą w rzeczywistości człowiek sam o sobie decydował. 
Obecnie wyśmiewana i negowana wiara jest zastępowana świeckością „jedynej i nieomylnej” władzy ludzkiej opartej na nauce podważającej istnienie Stwórcy Wszechświata i Jego mierniki moralności. Władzy, która samą siebie usadawia na świeczniku świata, chcąc w ten sposób zająć miejsce Boga. Przerwany został łańcuch tworzący jedyną, logiczną całość, doskonałość w swojej formie – koło zamknięte, w którym ludzkość, mimo wszystko, mogła się, wsparta inteligencją i moralnością Bożą, rozwijać i pod Jego niewidzialnym kierownictwem czuć się w miarę bezpieczna i wolna w podejmowaniu swoich decyzji konsultowanych w oparciu o mierniki Boże. Odchodzenie od tych mierników zawsze kończyło się i kończy dla ludzkości tragedią, o czym świadczy historia i co również jest aż nadto widoczne dzisiaj dla ludzi widzących, a nie tylko mających oczy. 
Dzisiaj dominuje hasło „Hulaj duszo, piekła nie ma!” – czy aby na pewno go nie ma? 
Wolność nie okrojona granicami nie istnieje, tak jak nie istniałby nasz świat bez szczelnej powłoki ozonowej. Niszcząc więc wiarę człowieka w Boga i zabierając mu w ten sposób jego wolność, trzeba czymś wypełnić to nagle opustoszałe miejsce, najlepiej zrobić to przy pomocy iluzji wolności. Dlaczego iluzji? 
Ponieważ dzisiejsza, pozbawiona moralności Bożej wolność to tylko fatamorgana - złudzenie, którego ludzkość stała się więźniem. Człowiek już sam nie wybiera i nie decyduje o tym, co jest dla niego dobre, a co złe, to mu się narzuca takim, między innymi, modnym dzisiaj narzędziem jak tolerancja. Co to jest tolerancja w dzisiejszym, zmienionym znaczeniu tego pojęcia? To jest nic innego, jak zezwolenie na i akceptowanie wyzysku człowieka przez człowieka na wszystkie możliwe sposoby we współczesnym „wolnym” świecie. Jest to więc narzędzie bardzo pomocne i skuteczne w zniewalaniu człowieka. Drugim narzędziem do tego celu jest kontrola. 
Właśnie dlatego potrzebna jest w dobie obecnej tak bardzo rozbudowana inwigilacja dosłownie wszystkich i wszystkiego, bo wraz ze znikającą wiarą w Boga znika wiara jednego człowieka w uczciwość drugiego człowieka. Świat bez wiary w Boga staje się więc jakąś mroczną czeluścią, w której wszystkich stać na wszystko, bo jedyny prawdziwy hamulec przed zezwierzęceniem się człowieka – wiara w Boga – został podważony przez takich, między innymi, "filantropów", jak Soros, budowniczych wieży Babel. Burzą oni porządek Boży, aby w tegoż miejsce wprowadzić nic innego, jak tylko chaos. 
Tak jak życie na planecie Ziemi jest możliwe jedynie dzięki obiegowi zamkniętemu, tak człowieka istnienie, uważam, jest możliwe jedynie dzięki nieprzerwanej więzi z doskonałością, z Bogiem Wszechmogącym. Gdy ta więź jest przerwana, człowiek zostaje odcięty od źródła prawdziwego życia. Karmiony różnymi science fiction ideami, serwowanymi mu przez władców tego świata, przez globalistów, fałszywych filantropów, miota się między różnymi skrajnościami, jak zwierzyna w potrzasku. W rezultacie, zwiedziony, kończy swój ziemski bieg ginąc w nicości, jaką sam na siebie sprowadził swoją butą i zarozumiałością, odrzuceniem Boga, który jest, w przeciwieństwie do Sorosa i mu podobnych współczesnych Nimrodów, jedynym prawdziwym filantropem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz