Mój tatko zawsze mnie uczył aby kroić z tego co się ma, mówił: „dobry zwyczaj, nie pożyczaj.”
Gdy dzisiaj patrzę na tych wszystkich „bogatych” biedaków, jak muszą pracować od świtu do nocy, by spłacać swój „dobrobyt”, jak ich życie zamienia się w jeden wielki stres i zmartwienie, jak robią wszystko, by nie stracić tego, co i tak nie jest ich - słowem stają się niewolnikami banku, to dziękuję Bogu, że mi dał mądrego tatkę i że się go posłuchałam.
Dzisiaj nie tylko mam wszystko, co współczesnemu człowiekowi jest potrzebne do szczęścia, ale przede wszystkim jestem wolnym człowiekiem. Nie muszę się bez sensu wpędzać w wyścig szczurów, nie muszę się bać kryzysu, chociaż mnie również dotknie, to i tak jestem w lepszej sytuacji niż ci, którzy dali się nabrać na wspaniałomyślność banków i zadłużyli się bez sensu po to tylko, by się cieszyć chwilą, by żyć iluzją dostatku.
Przecież, żeby się cieszyć chwilą tak niewiele potrzeba, np. mieć uśmiech i więcej czasu dla siebie i swoich najbliższych – bezcenne!
Dzisiaj ludziom wszystko się pomieszało. Rzeczy drugoplanowe postawili na pierwszym miejscu i w rezultacie tracą więcej niż zyskują. Wprzęgnęli siebie samych w jarzmo często nie do udźwignięcia.
Najgorsze jest to, że nie mają czasu na cieszenie się tym swoim stworzonym „dobrobytem” i korzystać z niego w pełni, nie mają czasu na samo życie zajęci ciągłą walką o swoje miejsce w wyścigu szczurów.
Życie ponad stan kosztuje i dlatego czas kredytobiorcy nie jest jego własnością.
Moim zdaniem ta skórka nie jest warta wyprawki. Życie mamy tylko jedno, szkoda go marnować na wzbogacanie i tak już bogatych bankierów, którzy jak pasożyci żyją w przepychu wypracowanym dla nich w pocie czoła przez ich ofiary – kredytobiorców. No ale świat oszalał, ludziska uwierzyli, że jedynym szczęściem jest posiadanie dóbr materialnych za wszelką cenę, nawet za cenę, co jest paradoksalne, właśnie tego szczęścia, którego tak pragną i szukają, a którego nie rozpoznając tak łatwo się pozbywają dobrowolnie uzależniając się od zadłużenia po to tylko by „cieszyć się” chwilą.
Gdy dzisiaj patrzę na tych wszystkich „bogatych” biedaków, jak muszą pracować od świtu do nocy, by spłacać swój „dobrobyt”, jak ich życie zamienia się w jeden wielki stres i zmartwienie, jak robią wszystko, by nie stracić tego, co i tak nie jest ich - słowem stają się niewolnikami banku, to dziękuję Bogu, że mi dał mądrego tatkę i że się go posłuchałam.
Dzisiaj nie tylko mam wszystko, co współczesnemu człowiekowi jest potrzebne do szczęścia, ale przede wszystkim jestem wolnym człowiekiem. Nie muszę się bez sensu wpędzać w wyścig szczurów, nie muszę się bać kryzysu, chociaż mnie również dotknie, to i tak jestem w lepszej sytuacji niż ci, którzy dali się nabrać na wspaniałomyślność banków i zadłużyli się bez sensu po to tylko, by się cieszyć chwilą, by żyć iluzją dostatku.
Przecież, żeby się cieszyć chwilą tak niewiele potrzeba, np. mieć uśmiech i więcej czasu dla siebie i swoich najbliższych – bezcenne!
Dzisiaj ludziom wszystko się pomieszało. Rzeczy drugoplanowe postawili na pierwszym miejscu i w rezultacie tracą więcej niż zyskują. Wprzęgnęli siebie samych w jarzmo często nie do udźwignięcia.
Najgorsze jest to, że nie mają czasu na cieszenie się tym swoim stworzonym „dobrobytem” i korzystać z niego w pełni, nie mają czasu na samo życie zajęci ciągłą walką o swoje miejsce w wyścigu szczurów.
Życie ponad stan kosztuje i dlatego czas kredytobiorcy nie jest jego własnością.
Moim zdaniem ta skórka nie jest warta wyprawki. Życie mamy tylko jedno, szkoda go marnować na wzbogacanie i tak już bogatych bankierów, którzy jak pasożyci żyją w przepychu wypracowanym dla nich w pocie czoła przez ich ofiary – kredytobiorców. No ale świat oszalał, ludziska uwierzyli, że jedynym szczęściem jest posiadanie dóbr materialnych za wszelką cenę, nawet za cenę, co jest paradoksalne, właśnie tego szczęścia, którego tak pragną i szukają, a którego nie rozpoznając tak łatwo się pozbywają dobrowolnie uzależniając się od zadłużenia po to tylko by „cieszyć się” chwilą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz