niedziela, 16 października 2022

Dar pojednania

 

Zwykłam mówić, że pierwszy mąż, żona są darem dla siebie od Boga, każdy następny, następna nie. Poza tym, Bóg brzydzi się rozwodami i tego ja się trzymam, tego wierzący, zrobią dobrze, gdy będą się trzymać. Jeżeli zatem, Bóg postawił na wspólnej drodze życia dwie osoby, które zawarły ze sobą związek małżeński, to wiedział co robi wg mojego rozumienia. To znaczy, że zaufał im, że dadzą radę żyć ze sobą nawzajem, że będą siebie wzajemnie wspierać i podnosić w chwilach upadku. Bóg się nigdy nie myli, mylimy się my. Dlatego ja w chwilach krytycznych myślę tak: 
U Boga nie ma przecież przypadków. Zatem, skoro Bóg postawił na mojej drodze tego człowieka, mojego męża, skoro nie narzuca On na ludzi większych ciężarów niż mogą oni unieść, to i na mnie ich nie narzucił, a więc skoro Bóg ufa, że dam radę dźwigać mój małżeński krzyż właśnie z tym człowiekiem, to jaki ja mam powód aby nie ufać w tym Bogu? 
I te myśli natychmiast wyciszają mnie i przywracają mi rozsądek. Cenię sobie ogromnie Boga zaufanie do mnie jakie mi okazuje. Czuję się wyróżniona, że Bóg postawił na mojej drodze życia właśnie mojego męża. Nie łatwym jest on człowiekiem we współżyciu, lecz i jemu ze mną też nie zawsze jest lekko. Jesteśmy tylko ludźmi, a nie aniołami bez skazy. Gdy więc, napotykam na trudności w moim małżeństwie, natychmiast przypominam sobie o tym i pokornieję. Zwykłam wtedy mówić: 
Wiem Panie Boże, wiem, Ty kochasz mojego męża tak samo jak kochasz mnie. Przecież nie bez przyczyny uczyniłeś nas jednym ciałem. Przepraszam za ten chwilowy brak wiary! Po czym pokornieję jeszcze bardziej pomna na słowa Pana Jezusa, cyt: 
"Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!", no bo przecież ode mnie to zależy czy będę unosić się pychą czy nie i wtedy przechodzę nad zaistniałym problemem bez chowania urazy do męża. Gdy natomiast wina leży po mojej stronie, po prostu przepraszam i Boga i męża. Mąż jest niewierzący, dlatego ja każde nasze pojednanie przypisuję i oddaję Bogu, dziękując Mu w krótkiej modlitwie za dar pojednania.

12 komentarzy:

  1. Tadeusz Gromala

    Piękne świadectwo

    OdpowiedzUsuń

  2. Wszystko Badajcie

    Biblia mówi, że możesz mieć pewność już za życia, że trafisz do nieba:
    1. Uświadom sobie, że jesteś grzesznikiem i zasługujesz na piekło.
    "Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym." Rzymian 6,23
    "A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga."Apokalipsa 21,8

    2. Uwierz, że Jezus umarł, został pochowany i zmartwychwstał dla Ciebie.

    "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne." Jana 3,16
    "i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki." Jana 10,28

    3. Zaufaj Jezusowi Chrystusowi jako swojemu jedynemu Zbawicielowi.

    "I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni." Dzieje Apostolskie 4:12"
    "Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie." Ewangelia Jana 14, 6

    OdpowiedzUsuń
  3. Dancer Ballet

    Naprawde uwazasz ze Bog postawil Ci tego czlowieka? Przeciez zawsze mamy wybor i mozemy powiedziec komus ze go nie chcemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dancer Ballet Tak, naprawdę uważam, że mój mąż jest dany mi przez Boga.
      Zrozumiałam to nie od razu, lecz dopiero po czasie. Mieszkaliśmy wtedy w domu jednopiętrowym z dwójką dzieci. Była niedziela, dlatego ładnie ubrana, wbrew woli mojego męża, wybierałam się razem z dziećmi na spotkanie z Bogiem. Schodziłam po schodach z piętra na parter, mój mąż stał przy schodach i wpatrywał się we mnie. Nagle przypomniałam sobie tę scenę, którą lata wcześniej, gdy byłam jeszcze nastolatką, widziałam w moim śnie. Przypomniałam sobie słowa, które słyszałam w tym śnie, słowa opisujące człowieka, który w przyszłości będzie moim mężem. Znieruchomiałam.
      Ten człowiek z mojego snu właśnie stał przede mną i był moim mężem już od ok. dziesięciu lat. Różnica była tylko taka, że we śnie nie widziałam jego twarzy, ponieważ wtedy jeszcze go nie znałam, natomiast wszystko inne zgadzało się co do joty. I wygląd, i zawód męża, i to, że bardzo siebie kochamy, tak bardzo, że nasza miłość pokonuje wszystko to, co nas dzieli.
      Kiedyś mąż bardzo się sprzeciwiał mojej wierze, nawet groził, że mnie zabije, gdy nie przestanę. Oddawałam te groźby Bogu, a On mnie chronił przed gniewem męża, wyciszał go i uspokajał, mnie dawał siłę i błogosławił niezłomnością.
      Mąż sprzeciwiał się również wychowywaniu naszych dzieci po chrześcijańsku, ja jednak, bez względu na wszystko, robiłam co do mnie należało, mianowicie, byłam bardziej posłuszna Bogu w tym wypadku. Jednocześnie robiłam wszystko aby mój mąż nie miał innych powodów do narzekania na mnie, jak tylko ten jeden, moją wiarę.
      Dzisiaj gdy widzi on rezultat tego mojego uporu i wychowania naszych synów, spokorniał. Już nie ma wiele przeciwko temu, nawet nie oponuje, gdy mu mówię, że Bóg bardzo go kocha i ufa mu, ponieważ dał mu właśnie nas jako rodzinę, a mnie kocha, ponieważ dał mi go za męża.
      Zarówno synowie, jak i ich dzieci są chrześcijanami, nad drzwiami w naszym domu wisi krucyfiks, a na moim biurku stoi mały obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, Czarnej Madonny, obok leży różaniec.
      Nie przeszkadza już mężowi widok mnie klęczącej i modlącej się, wprost przeciwnie, potrafi nawet mnie zachęcać do modlitwy. Czasami, gdy nadarzy się taka okazja wchodzi ze mną do Kościoła, o czym kiedyś nawet nie mogło być mowy. Mogę też już bez większych przeszkód rozmawiać z mężem o świętej rodzinie i o Bogu, o mojej wierze.
      Bez Boga nie byłoby to możliwe. Ja wiem, że z jakiegoś powodu Bóg chciał nas widzieć razem idących przez życie. I to mi wystarczy, resztą zajmuje się sam Pan Jezus. Chwała Mu za to.

      Usuń

  4. Dancer Ballet

    @Karolina Kajtek 😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Moniw 25

    @Karolina Kajtek Piękne i pokrzepiające świadectwo! Dziękuję z całego serca❤ Mam tylko małe pytanie, czy na obecnym etapie życia, wybrałaby Pani tak samo?( W sensie czy zawsze była Pani pewna, że to właściwy mężczyzna?). Pytam , bo wielu dziś pochopnie podejmuje decyzję o małżeństwie, nie rozeznanie, zakochuje się w iluzji... Czy wtedy można mówić o tym, że Bóg chciał dla nas takiego życia, czy to sami , przez brak rozeznania, podjęliśmy (może) błędną decyzję? Pozdrawiam i jeśli to możliwe, to proszę o odpowiedź 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. ​ @Moniw 25 Ja myślę, że mój mąż nie był tak do końca moim wyborem. Gdy się ubiegał o moje względy nie byłam w nim nawet zakochana, wprost przeciwnie, wydawał mi się być natrętem, od którego chętnie chciałam się uwolnić, tym bardziej, że nie był katolikiem. Przedstawiłam mu nawet moją bardzo piękną koleżankę w nadziei, że się nią zainteresuje i w ten sposób uwolni mnie od swojej ciągłej adoracji. Bardzo się pomyliłam w tym moim ludzkim myśleniu, moja koleżanka w ogóle go nie interesowała. On nie ustępował i w końcu ujął mnie swoim uporem i dobrocią. Powoli zaczęłam go lubić, powoli w moim sercu zaczęła kiełkować miłość, która mnie samą zaskoczyła, ponieważ w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że poszłabym wszędzie za tym człowiekiem, że dla niego mogłabym znieść wiele, lecz jednak nie wszystko. Nie była to więc miłość od pierwszego wejrzenia ani ślepa, z mojej strony. Ze strony mojego męża było inaczej, jak on sam twierdzi. Gdy tylko mnie zobaczył, miał wrażenie, że zna mnie od bardzo, bardzo dawna, właściwie to od zawsze. Od razu pomyślał: "To jest ona." I od tej chwili nie spuszczał mnie już, jak to się mówi, z oczu.
      I tak z czasem staliśmy się małżeństwem, założyliśmy rodzinę.
      Idę za moim mężem wszędzie, podporządkowuję się jego woli, lecz nie we wszystkim, nie ustępuję w sprawach mojej wiary. W tym jednym punkcie bardziej słucham Boga niż mojego męża i jestem z mężem w tym uczciwa i szczera. Wiele musiałam z tego powodu wycierpieć. Jednak zamiast szukać rozwiązania problemu w rozwodzie, zamiast prosić Boga o uwolnienie, prosiłam Go o to, aby dał mi cierpliwość i o to abym w tych trudnych chwilach naszego małżeństwa mogła się skupiać na dobrych cechach mojego męża i na tym, dlaczego pokochałam go, a nie na tym, że znowu mnie zdołował, czy uraził. Za zło starałam się odpłacać mu dobrem, chociaż nie zawsze przychodziło mi to łatwo, nigdy nie gniewałam się na niego dłużej niż do zachodu słońca. Z czasem mąż wziął w tym przykład ze mnie. Moja nieustępliwość w preferowaniu chrześcijańskich wartości została wynagrodzona. A dojrzała miłość, mogę tak już dzisiaj powiedzieć, mojego męża do mnie, a moja do niego, pomogła nam pokonać wszelkie różnice, nieporozumienia i zniechęcenia.

      c.d.n.

      Usuń
    2. c.d. mojej odpowiedzi:

      Mówię mężowi prawdę, a prawda jest taka, że Mój mąż jest dla mnie na drugim miejscu, zaraz po Bogu, Który jest najważniejszą osobą w moim życiu, jednak wśród ludzi najważniejszym człowiekiem dla mnie jest on, mój mąż. Mówię też i pokazuję mojemu mężowi, że nie musi być o Boga zazdrosny, ponieważ to właśnie dzięki Panu Bogu jesteśmy ciągle razem, to On pomaga nam znosić siebie nawzajem i błogosławi nam wzajemną do siebie cierpliwością i miłością, uczy nas pokory, posłuszeństwa i oddania sobie nawzajem i rodzinie, sprawia, że jesteśmy dobrym przykładem do naśladowania dla naszych synów i synowych, dla naszych wnuków.
      Tę naszą miłość podlewamy każdego dnia i nie wstydzimy się jej pokazywać przed naszymi bliskimi i znajomymi. Często przytulamy się do siebie, na dzień dobry i na do widzenia dajemy sobie buzi, na spacerach trzymamy się za ręce, które często całujemy sobie na wzajem, lubimy też być obok siebie i z sobą, mamy o czym rozmawiać, wiele naprawczych prac w domu wykonujemy razem. Tylko przy tych pracach sprzeczamy się ze sobą, najczęściej o to, który z nas ma lepszy pomysł. Gdy na to wszystko patrzę z perspektywy czasu i pod wpływem Pani pytania, mogę śmiało Pani odpowiedzieć zgodnie z prawdą:
      Tak, na obecnym etapie życia wybrałabym właśnie mojego męża. Niczego, co przeżyliśmy razem nie żałuję, a gdy spoglądam wstecz widzę jak Bóg działał w naszym życiu, jak nas chronił, karcił i kochał, jak dokonywał i nadal dokonuje cudów w naszym życiu.
      Na drugie Pani pytanie odpowiem tak:
      Bóg się nigdy nie myli, mylimy się my. Dlaczego się mylimy? Ponieważ nie wsłuchujemy się w wolę Boga i zbyt łatwo rezygnujemy z walki w tym miejscu i w tym punkcie, w którym się znaleźliśmy. Zbyt łatwo się poddajemy. Szukamy wtedy usprawiedliwienia naszej rezygnacji z walki nie tam gdzie trzeba, a powinniśmy w takich momentach zajrzeć głównie w siebie samych, aby uzyskać właściwą i prawdziwą odpowiedź na zaistniały problem. Ja w takich momentach zwykłam stawiać siebie w miejscu mojego męża i spojrzeć na wszystko jego oczami, zwykłam szukać jego racji, wtedy moje racje dziwnie jakoś bledną. Pozdrawiam.

      Usuń

  6. Moniw 25

    @Karolina Kajtek Bardzo dziękuję za tak dokładny opis i świadectwo ❤Jak najwięcej osób powinno to przeczytać, zwłaszcza tych, które przeżywają trudności w małżeństwie i myślą o rozwodzie... Ja na pewno przeczytam to i rozważę jeszcze kilka razy, I pewnie często będę do Pani swiadectwa wracać 🙂 Naprawdę jestem ogromnie wdzięczna, w dobrym momencie na Panią ,,trafiłam"( podobno przypadek , to drugie imię Ducha Świętego 🙃) . Wszystkiego dobrego dla Pani i całej rodziny, wielu łask Bożych i miłości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ​ @Moniw 25 Dziękuję i cieszę się, że te moje doświadczenia mogą być Pani w czymś pomocne.
      Wierzę, że to Bóg natchnął mnie odwagą abym się nimi dzieliła, a On zawsze wie co robi i po co. Dziękuję też za życzenia, które z całego serca odwzajemniam. Z Panem Bogiem.

      Usuń
  7. Moniw 25

    @Karolina Kajtek Dziękuję serdecznie ❤ Z Panem Bogiem.

    OdpowiedzUsuń