wtorek, 18 sierpnia 2020

Bóg Ojciec nie jest Tobą, ani mną


Choroby i śmierć człowiek zawdzięcza temu, którego i Ty słuchasz, za którym i Ty podążasz.

Bóg Ojciec stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a więc doskonałym na ciele i na umyśle. Człowiek wzgardził tym, odwrócił się do Boga plecami, wypowiedział Mu swoje posłuszeństwo, zrzekł się Jego Ojcostwa, podobnie jak i Ty to zrobiłeś. Ludzie nie żyją wg przykazań Boga, ale chętnie chcą Go wystawiać na próbę, tylko, że Bóg Ojciec nie jest Tobą, ani mną, nie musi nikomu niczego udowadniać. Nie musi udowadniać, że nie jest wielbłądem.
Już nadchodzi czas, w którym wszyscy ujrzą chwałę Boga Ojca, Jego moc, a wtedy i taki ktoś jak Ty odda należną Mu chwałę!

2 komentarze:

  1. Przeniesiona odpowiedź Rio Bravo na ten mój komentarz umieszczony pod filmikiem zapodanym przez Carioner, zatytułowanym: "10 Pytań Na Które Chrześcijanie Nie Mają Odpowiedzi"

    Kiedy kreacjoniści przypisują powstanie każdego gatunku Bogu, który miał je powołać do istnienia, każdy gatunek osobno, w oddzielnym akcie stworzenia zawsze mają na myśli coś tak pięknego jak np. koliber, orchidea czy słonecznik. Ale ja wtedy myślę o pasożycie, który drąży oko chłopca siedzącego na brzegu rzeki w Zachodniej Afryce i po jakimś czasie go oślepi; chcę zapytać ich, czy chcecie mi powiedzieć, że Bóg, w którego wierzycie i o którym mówicie, że jest miłosierny wobec wszystkich i o wszystkich się troszczy stworzył to zwierzę, które nie może żyć inaczej jak w oku niewinnego dziecka? Bo mi to nie wygląda na dzieło Boga, który jest pełen miłosierdzia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Rio Bravo
      Wszystko co Bóg Ojciec stworzył nazwał On bardzo dobrym i takie wszystko było do czasu skażenia tego przez zbuntowanego Anioła, przez Lucyfera.
      W jaki sposób do tego doszło, że ten doskonały Anioł stał się nagle złym Aniołem?
      Wyjaśnię Ci to na przykładzie wirusa: Nie jest już dzisiaj tajemnicą, że wirusy mutują się i to zawsze na coraz bardziej zjadliwe i złośliwe, aż w końcu doprowadza je to do samozagłady.
      Takim wirusem, zabójcą i samobójcą, można powiedzieć, jest Lucyfer, który zmutował siebie z Anioła Światłości na Anioła Ciemności. Zabił w sobie Miłość, czyli Boga Ojca, Który jest Miłością, przez co odłączył się od Źródła Życia i jest jak wirus, pasożytuje na innych organizmach aby niszcząc je móc samemu trwać. W dalszej swojej mutacji stał się buntownikiem i w rezultacie demonem. Po czym, swoim demonizmem zaraził stworzenia duchowe w Niebie, Aniołów, które jak on stały się wirusami, demonami.
      Wynikła z tego tytułu kwestia sporna, mianowicie: "Świat bez Boga będzie lepszy". Powstał bunt zarażonych wirusem (czyt. ideami Lucyfera), który zakończył się wojną. Wirusy tę wojnę przegrały i Niebo zostało z nich oczyszczone. Zaatakowały więc ludzi na Ziemi, będącej wtedy Rajem, zaczęły w nich mutować, czyli zarażać ludzi ideami Lucyfera. Ponieważ ludzie nie skorzystali z antydotum na wirusy, którym to antydotum było pielęgnowanie w sobie Miłości, czyli Boga obecności w nich, stali się oni upadłymi ludźmi, podobnie jak Lucyfer odłączyli się od Źródła Życia, Którym Bóg Ojciec Jest.
      No i stąd wzięło się całe zło na Ziemi. Ono nie pochodzi od Boga Ojca, ale jest skutkiem złego wyboru.
      Ludzie i nie tylko ludzie, ale wszystko co żyje na Ziemi, która przestała być Rajem, zaczęli się starzeć, chorować i umierać. Raj przemienił się za sprawą Lucyfera (bo to on namówił ludzi do buntu przeciwko Bogu Ojcu) i jego demonów w to coś, co znamy dzisiaj, w piekło dla jednych, w czyściec dla innych, a dla niektórych w atrapę nieba.
      I tak będzie aż do końca czasu wyznaczonego przez Boga Ojca buntownikom, którym czas ten został dany aby mogli, zgodnie ze swoją wolą udowodnić całemu Wszechświatu, że mogą żyć lepiej w odłączeniu od Boga, od Miłości i Źródła Życia, Którym Bóg Ojciec Jest.
      Tak, Bóg Ojciec od samego początku wiedział czym to się skończy dla buntowników, ale tego nie wiedzieli oni, dlatego Bóg nie mógł postąpić inaczej jak tylko tak, aby pozwolić im samym zrozumieć to, czego nie chcieli przyjąć do wiedzy od Niego.
      Ile to razy tłumaczenia naszych rodziców i ich proźby są dla nas jak groch rzucany o ścianę? Wtedy, gdy widzą oni nasz upór, pozwalają nam doświadczyć na własnej skórze tego dobrego, czego naszym zdaniem, nam zabraniają, abyśmy przez własne doświadczenia poznali, że nie mieliśmy racji trwając przy swoim uporze. I chociaż wiedzą, że będziemy z tego powodu cierpieć, a oni patrząc na nas, robią to, bo nie dajemy im innego wyjścia, bo nie chcą odbierać nam naszej wolności, bo nas kochają i pragną dla nas jedynie dobra.

      Usuń