sobota, 30 listopada 2013

Dlaczego jestem katoliczką?

Na zadawane mi często pytanie - dlaczego jestem katoliczką? – mogłabym odpowiedzieć, że urodziłam się i wychowałam w tej religii, że dziedziczę ją po moich przodkach, dlatego jest to niejako naturalną koleją rzeczy, że wyznaję tę właśnie religię, co zresztą jest także zgodne z prawdą. Jest to jednak tylko pół prawdy. Druga połowa, to przede wszystkim moja dociekliwość.

Nie wystarczała mi ślepa wiara w to, co mówią księża, miałam ogromną potrzebę sprawdzania czy rzeczy rzeczywiście tak się mają i dlatego poszłam za radą biblijną i zaczęłam sprawdzać. Mało tego, dałam sobie czas na studiowanie i porównywanie tego co głosi KK i tego co twierdzą inne wyznania chrześcijańskie z wolą Boga zapisaną w Piśmie Świętym i na to, jaki ma to wpływ na życie wiernych, na ich moralność, a co za tym idzie jakość tego życia? Proszę nie mylić jakości z ilością, czyli z posiadaniem rzeczy materialnych, bo te ostatnie nie koniecznie łączą się z osiągnięciem szczęścia, podobnie jak to pierwsze szczęścia nie wyklucza. Dałam sobie też czas na obserwowanie i poznawanie innych religii i ich wyznawców. Poza tym dzięki podróżowaniu poznałam też różne systemy polityczne, .. z autopsji. Skala mojego porównania stała się ogromna.

Ponieważ jedynie Katolicyzm w czasach nam współczesnych stara się trzymać Słowa Bożego i wypełniać je, właśnie dlatego jest atakowany ze wszystkich możliwych stron, a głównie przez dzisiejszy Judaizm i lewactwo, dla którego Bóg i wiara w Niego jest powodem do kpin. Nie podobają się im ograniczenia i wymagania przez ten Kościół stawiane, mające oparcie w woli Boga, dlatego też opluwają Kościół i negują istnienie Boga. Ich też zdaniem, wiara pozbawia człowieka wolności, moim zdaniem jest odwrotnie – wiara w Boga wyzwala człowieka z niewoli rozpasania, rozpusty i niemoralności - domen „demokracji”, które niosą ze sobą jedynie cierpienia.

Tak, wiem, można KK zarzucić wiele, ale gdy człowiek wierzący w Boga da sobie czas na bliższe przyjrzenie się wszystkim odłamom Chrześcijaństwa i innym religiom głoszonym na świecie, w tym demokracji, którą uważam za religię Szatana, to nieuchronnie musi zauważyć, że mimo swojej niedoskonałości Katolicyzm stoi najbliżej Boga. Właśnie dlatego pozostaję katoliczką.

Dla mnie Bóg jest bardzo ważną osobą, zawsze był. Dzięki temu, że stawiam Go na pierwszym miejscu w moim życiu, jestem prawdziwie wolnym człowiekiem, chociaż nie koniecznie od mylnych decyzji i złych doświadczeń. Traktuję je jednak jako pakiet zwany życiem niedoskonałego człowieka, jako coś pozytywnego, z czego mogę czerpać naukę i dzięki temu formować swoją osobowość. Jednak w sumie omija mnie wiele problemów z którymi borykają się inni zamykający drzwi przed Bogiem i pogardzający Jego radą.

Na koniec uczciwie będzie, gdy zaznaczę, że nie jestem strickte praktykującą katoliczką, w sensie regularnego chodzenia do Kościoła i przystępowania do spowiedzi. Powodem tego nie jest lenistwo, ale brak Kościoła Katolickiego w miejscu, w którym mieszkam. Do najbliższego mam ponad 200 km.

piątek, 29 listopada 2013

Zastanawiam się ...

Co jest dobrego w bezmyślnej konsumpcji- przystąpienie do wyścigu szczurów pozbawiającego człowieczeństwa i prawdziwej radości z życia, bo na nią już ani czasu, ani siły nie wystarczy?

środa, 27 listopada 2013

Ocena zbyt radykalna?


Każdy polityk, to też jest tylko człowiek z dokładnie takimi samymi potrzebami jak przeciętny Kowalski. Nie spadł z księżyca i nie przebudził się nagle ze snu zimowego, by nie zdawać sobie sprawy z tak oczywistych rzeczy jak bieda wśród Narodu, którego śmie nazywać siebie reprezentantem.

Może jestem w tej ocenie zbyt radykalna, ale skoro jakiś człowiek decyduje się być politykiem i reprezentantem swoich wyborców w parlamencie, to w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić na późniejsze izolowanie się od nich i od rzeczywistości w jakiej oni żyją. To, za przeproszeniem, jest polityków zasranym obowiązkiem, by być na bieżąco zorientowanymi jak się sprawy mają i na bieżąco reformować, poprawiać, polepszać, rozwijać i zapobiegać, a nie nagle okazywać czymś oczywistym jakieś specjalne zainteresowanie tylko w okresach przedwyborczych by nabić sobie plusów.

Na dzień dzisiejszy nie widzę niestety w żadnej z obecnych partii i pośród ich reprezentantów dojrzałych, poważnych polityków, którym naprawdę zależy na Polsce i Polakach. Twierdzę, że wszyscy oni to tylko żądni władzy karierowicze zajęci głównie sobą. Zaprzepaścili Polskę i historia ich z tego rozliczy. Zrobili z Polski plastikowe okno wystawowe i to zadłużone powyżej uszu, w którym jako główną i atrakcyjną ofertę towarową postawili swój własny Naród – tania siła robocza tylko u nas! Powinni odpowiadać przed trybunałem za handel żywym towarem. Basta!

wtorek, 26 listopada 2013

Witam w rzeczywistości polskiej!

Dlaczego Polacy nie mogą znaleźć wspólnego mianownika? Ponieważ, moim zdaniem, na nasze dzisiaj ogromny wpływ ma to, co wydarzyło się wczoraj. I znowu ten powrót do historii! Jakie to polskie, jakie niedzisiejsze i nie europejskie! Takie nieustanne nurzanie się w przeszłości, wspominanie klęsk narodowych i ciągłe rozdrapywanie ran – powie ktoś już bardzo tym zmęczony.

Gwiżdżę na to!

W okolicznościach takich jak dzisiejsza rzeczywistość Polski nie możliwy wydaje mi się wspólny mianownik dla zamieszkujących ten kraj, ponieważ tak jeszcze nie daleka przeszłość nie została rozliczona. Rany są zbyt świeże, a pamięci nie da się tak po prostu odstawić do archiwum aż do momentu gdy historia z nią się rozliczy, udając przy tym, że nic się nie stało, ponieważ tak naprawdę żyjemy w zmumifikowanej historii. Chcę przez to powiedzieć, że paradoksalnie nic się nie zmieniło oprócz ram i siły iluzji oprawionej tym razem w podróbkę demokracji i nic się nie zmieni aż do momentu nastąpienia prawdziwego rozliczenia z przeszłością. Winni powinni siedzieć za kratami, a nie w parlamencie. Dopiero wtedy będzie możliwy wspólny tor dla Polaków, tak sądzę.

Pobożnym życzeniem wielu jest ZGODA, tylko kto ma do niej pierwszy wyciągnąć rękę? Byli oprawcy przepoczwarzeni w demokratów i to nie byle jakich, bo europejskich (cokolwiek to znaczy) i to pełną gębą, czy ich byłe ofiary?

Zaistniała na przełomie lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych TRANSFORMACJA w Polsce, to tylko zmiana koloru przez kameleona [komunizm], moim zdaniem, a nie rewolucja dokonująca konkretnych zmian ustrojowych o 180 stopni, niestety! To tylko przemiana, a nie zmiana, to tylko przeobrażenie tego co było w hybrydę, a nie konkretna przebudowa od podstaw. To tylko przekształcenie się, czyli zastąpienie czegoś czymś „innym” – UWAGA! – równoważnym, będącym w gruncie rzeczy tylko odpowiednikiem tego samego, chociaż w nieco innej formie.

Jaśniej powiem tak: zmieniając sobie fryzurę i makijaż nie przestałam być mną. To nadal jestem ja! Wprawdzie zastąpiłam jedną fryzurę drugą, jeden makijaż innym, a nawet w trosce o nierozpoznanie mnie, przytyłam bądź schudłam, to jednak nadal to będę ja. Ta sama osoba! Nic się bowiem u mnie nie zmieniło oprócz mojego wyglądu. Zarówno charakter jak i światopogląd, czy przekonania pozostają nadal te same. TRANSFORMACJA, to jednak nie REWOLUCJA. To tylko zmiana, której tak naprawdę nie było. Witam w rzeczywistości polskiej!

poniedziałek, 25 listopada 2013

W imię czego to wszystko?

Potrzebowałam czasu na refleksję. Stanęłam więc na chwilę by się obejrzeć wstecz i zastanowić chwilę nad tym wszystkim, co przez ostatnie miesiące z siebie wyrzucałam tylko, jakbym robiła generalne porządki w mojej głowie. Do jakich wniosków doszłam? Muszę przyznać, że zaskoczyły one mnie samą. No ale przecież o to mi właśnie chodzi, by nawet gdyby moje myślenie miało się okazać w nie jednym przypadku błędnym, to nie bać się swoich myśli, nie uciekać przed konfrontacją z nimi. Wcale nie oczekuję zrozumienia. Wiem, że dla wielu moje rozumowanie jest czystym abstraktem. Mnie samej ciężko czasami jest pojąć skąd u mnie to a priori Realpolitik się bierze. :D

Dzisiejszy świat jest taki zawiły, taki nie poukładany, podejrzliwy i nieprzyjazny dla ludzi szczególnie młodych – myślę tu o wszechobecnej inwigilacji, o bezrobociu, o życiu na kredyt i to nie tylko ekonomiczny, o braku perspektyw, o rodzinach rozbijanych przymusem ekonomicznym, bądź czystym egoizmem – jako produktu ubocznego niewłaściwie pojętej, moim zdaniem, wolności. Wreszcie o ludzkiej walce często z wiatrakami i człowieka zagubieniu się w tym wszystkim, o beznadziei na godziwą przyszłość wielu. Jest to tym dziwniejsze im bardziej uświadamia sobie człowiek, że przecież żyje w XXI wieku, w wieku ponoć ogromnego rozwoju i to pod każdym względem (?).

Nie ma tu co ukrywać i ulegać propagandzie dobrobytu i miłości, których tak naprawdę dla większości mieszkańców tego ziemskiego padołu nie ma mimo osiągnięciu wymarzonej demokracji, w której tylu pokładało nadzieję. A może właśnie to dzięki niej szerzy się wszelkiego rodzaju i wszędobylska już dzisiaj patologia, zeszmacenie społeczeństw /człowiek to tylko jest towar w wielu przypadkach bez większej wartości/ bądź też iluzja ich wspaniałości?

I jak to wszystko sprostować, jak naprawić? Jak nauczyć się żyć w tym zbiorze absurdów, w tej dzisiejszej nienormalności, która skradła niebu kolory tęczy, a człowiekowi zabrała jego spokój i rozmiękczyła grunt pod nogami do tego stopnia, że z trudem stawia po nim swoje kroki. Już nie jest on pewien co jest dobre a co złe, co jest normalne, a co tylko atrapą normalności. Wszystko się dziwnie rozłazi i zaciera. Nic już nie jest wyraźne i jasne. Noc stała się dniem, a dzień nocą, płeć pozamieniała miejsca, bądź stała się nieokreśloną. I w imię czego to wszystko? W imię iluzji wolności i zwykłego tylko posiadania bez prawa własności.

sobota, 16 listopada 2013

Tatuażem na tablicach naszych serc

Czy jest ktoś na świecie, kto nigdy nie odwiedził krainy platonicznej miłości ….? Albo czy jest ktoś na świecie, kto nie wracał do wydawałoby się już zapomnianych miejsc po to, by coś odnaleźć ….? Czy jest ktoś, kto za czymś dawnym, minionym czasami nie zatęskni ….?

Jeżeli nie każdy, to przynajmniej wielu z nas zanurza się od czasu do czasu w przeszłości zakamarkach by w nich poszperać. Ja to robię i prawdę mówiąc nie zastanawiam się po co? Lubię do niej wracać, przenikać do minionej czasoprzestrzeni w poszukiwaniu dobrze już przykurzonych moich własnych śladów. I wydobywam je z tego wątpliwego ukrycia i przywołuję do ponownego zaistnienia, czasami dlatego, że nie mam innego pomysłu na teraz, czasami dlatego, bo za kimś zatęsknię, a właśnie zapodziałam gdzieś numer telefonu i niechcący przecięłam w ten sposób nasze połączenie.

Myślę, że dopóki istniejemy, istnieje też nasza przeszłość z nami i chociaż jej czas jest miniony, to jednak w nas ona trwa, wyciśnięta tatuażem na tablicach naszych serc, rozświetlona wspomnieniami w naszych umysłach.

Udaje wiecznie trwający kosmos pełen galaktyk, gwiazd i planet w nich, ciągle zachwycający nas, mimo czasami pochmurnej nocy i złej widoczności - udaje teraźniejszość zawieszoną w próżni.

W naszych wspomnieniach, nasza przeszłość jest ciągle żywa, jest ciągłą teraźniejszością trwającą razem z nami. Jest ciągłym tu i teraz. Wygasa dopiero wtedy, gdy w zderzeniu ze śmiercią zamykamy oczy i zasypiamy w naszym nieistnieniu, chociaż dla tych, dla których byliśmy bliskimi nadal żyjemy w ich wspomnieniach.

I ten kosmos zachwyca nas nieustannie i zachwycać będzie póki iskierka życia w nas tli, bo jest on przecież małą cząstką nas, naszym wszechświatem, bo chociaż wiemy, że wiele zawieszonych w kosmosie ciał niebieskich świeci tylko światłem odbitym – jakby wspomnieniem, to jednak one istnieją, są tam razem z tymi, których światło nigdy nie gaśnie.

piątek, 15 listopada 2013

Ile nas kosztowało wyzwolenie w 1945r. przez Sowietów


"Polska poniosła w czasie II wojny światowej niewątpliwie największe straty ludzkie i materialne w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Zdecydowana większość tych strat była skutkiem systematycznego terroru niemieckiego, czego symbolem, obok wymordowania około 5 milionów polskich obywateli, była zagłada Warszawy. Straty ludności stolicy Polski przewyższały kilkakrotnie straty całej Francji, nie mówiąc o innych okupowanych krajach zachodnich czy Czechosłowacji. Podobnie rzecz się miała ze stratami materialnymi.

Wydawać by się więc mogło, że właśnie Polska miała nie tylko wyjątkowe moralne, ale też polityczne prawo do odszkodowań wojennych kosztem pokonanych Niemiec. Jednakże za sprawą “wyzwolicieli” sowieckich, którzy potraktowali zrujnowany kraj jako należny im łup wojenny, nie dane było Polsce uzyskać choćby symbolicznej rekompensaty za poniesione straty. Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli tę sytuację do wiadomości bez większych sprzeciwów.

Węgiel za pół darmo

Podczas konferencji wielkiej trójki w Poczdamie latem 1945 roku uzgodniono, że Niemcy zapłacą 20 miliardów dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, który poniósł w liczbach absolutnych największe straty ludzkie. Niewątpliwie to Armia Czerwona pokonała Wehrmacht. Wkład wojsk amerykańskich i brytyjskich był co prawda znaczący, ale na pewno nie decydujący. Natomiast francuski wysiłek wojenny był zgoła nikły – polski przewyższał go zdecydowanie mimo mniejszego potencjału ludzkiego i gospodarczego.

W Poczdamie uzgodniono, że polskie żądania reparacyjne zostaną zaspokojone z części, która przypadła Związkowi Radzieckiemu. 16 sierpnia 1945 roku została podpisana w Moskwie dwustronna umowa -pomiędzy marionetkowym rządem “polskim” (Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej) a rządem sowieckim -o odszkodowaniach za wyrządzone przez Niemców straty.

W myśl tej umowy Związek Radziecki zrzekł się wszelkich roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów na całym terenie Polski. Ponadto ustalono, że przekaże Polsce15 proc. ze swojej części masy reparacyjnej, czyli 1,5 miliarda dolarów. Równocześnie jednak rząd “polski” zobowiązał się do corocznych dostaw węgla po specjalnych cenach (na poziomie ok. 10 proc. cen światowych) w wysokości 8 milionów ton w roku 1946, po 13 milionów ton w następnych czterech latach (1947 – 1950) oraz po 12 milionów ton w kolejnych. Strona sowiecka narzuciła cenę w wysokości 1,22 dolara zatonę węgla oraz 1,44 dolara za tonę koksu. W tej sytuacji nawet ów “polski” rząd chciał w ogóle zrezygnować z “reparacji”. Lecz dopiero w marcu 1947 r. Stalin zgodził się na zmniejszenie dostaw węgla o połowę. Jednak równocześnie zostały zredukowane o połowę odszkodowania, jakie miała uzyskać Polska, z 15 do 7,5 proc, całej sowieckiej masy reparacyjnej.

Straty wynikające z dostaw węgla do Związku Radzieckiego w latach 1946 – 1953 po zaniżonych cenach i tak były ogromne. Gdyby Polska sprzedała ten węgiel na rynku światowym, uzyskałaby około 836 milionów dolarów więcej. A co zyskała w zamian? Według wewnętrznych danych sowieckich wartość dostaw do Polski z tytułu reparacji wyniosły do 1 stycznia 1950 roku 186,5 miliona dolarów. Było to 5,6 proc. otrzymanych do tego czasu przez Związek Radziecki reparacji, które wyniosły 3326,4 miliona dolarów. W sumie do1953 roku, kiedy zakończyły się wypłaty reparacyjne, Polska otrzymała – także według danych sowieckich – urządzenia i towary na sumę 228,3 miliona dolarów (a miała dostać na kwotę 750 milionów dolarów). Jest jednak wątpliwe, czy te liczby są prawidłowe, ponieważ strona polska nie miała możliwości ich zweryfikowania. Ponadto, gospodarka sowiecka miała wybitnie “księżycowy” charakter, co oznaczało, że także ceny produktów były ustalane arbitralnie, bez związku z ich rzeczywistą, wolnorynkową wartością.

Realizacja reparacji wojennych za zniszczenia spowodowane przez okupację niemiecką była dla Polski w istocie ogromnym obciążeniem. Polska, zamiast zyskać, straciła około 600 milionów dolarów. Suma ogromna w tamtych czasach, zwłaszcza dla tak zrujnowanego kraju. Kiedy państwa zachodnie otrzymywały pomoc w ramach planu Marshalla – także zachodnie Niemcy – Polska płaciła haracz sowieckim “wyzwolicielom”.

Największy rabunek XX wieku

Nie były to jedyne straty spowodowane celową i systematyczną polityką “gospodarczą” sowieckich “wyzwolicieli”. Jak wspomniano, Związek Radziecki zrzekł się 16 sierpnia 1945 roku roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów niemieckich na terenie całej Polski, w tym także na nowych ziemiach zachodnich. Jednak wcześniej, od lutego do sierpnia 1945 roku, teren dzisiejszej Polski był obszarem zapewne największej, obok terenów przyszłej NRD, systematycznej akcji rabunkowej w historii XX wieku. Sowieckie trofiejne komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej “wyzwolonej” Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na pozostałych terenach na wschód od Odry.

W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony – GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4 września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i urządzeń przemysłowych.

W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: “a) Ustalenie i rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku) urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów”.

Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego.

Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski. Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to, czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy, chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemcy rozbudowywali istniejące polskie zakłady dla potrzeb wojennych na terenie całej Polski, a zwłaszcza na Górnym Śląsku. Tereny te były bowiem względnie bezpieczne przed bombardowaniami alianckimi oraz leżały stosunkowo blisko frontu wschodniego. Ponadto należy podkreślić, że definicja “na potrzeby prowadzenia wojny” oznaczała praktycznie cały przemysł, ponieważ w czasie wojny cała gospodarka pracuje na potrzeby frontu.

Stal, rtęć i turbiny

Już 2 marca1945 r. Stalin podpisał siedem pierwszych rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu całych zakładów z terenów Polski, a przygotowanych przez zespół Malenkowa. Pierwsze rozporządzenie, nr 7608, dotyczyło urządzeń z walcowni rur w Gliwicach (Oberhütte Rohlstahlwerke), które zostały wywiezione do zakładów imienia Lenina w Dniepropietrowsku. Następne dwa rozporządzenia dotyczyły urządzeń z Julienhütte w Bobrku koło Bytomia, które wywieziono do zakładu imienia Dzierżyńskiego, również w Dniepropietrowsku, oraz z walcowni w Łabędach, które trafiły do zakładów Dnieprospecstal wmieście Zaporoże.

Rozporządzenie nr 7611 dotyczyło wywozu z Górnego Śląska stali walcowanej, w sumie 26 tysięcy ton, 2 tysięcy ton rur i 4 tysięcy 560 ton innych rodzajów stali. Rozporządzenie nr 7612 dotyczyło wywozu 86 ton rtęci z Chrzanowa. Rozporządzenie nr 7614 regulowało wywóz ze Śląska 19 turbin o mocy 507 tysięcy kilowatów oraz 32 kotłów wysokociśnieniowych.

Następne rozporządzenia dotyczące demontażu i wywózek Stalin podpisał 6 marca. Dotyczyły one między innymi fabryki sztucznego kauczuku w Oświęcimiu, fabryki dynamitu w Bydgoszczy, 2000 km linii kolejowych wraz z całym oporządzeniem (stacje, łączność itd.), urządzeń z zakładów zbrojeniowych Osthütte oraz Graf Renard w Sosnowcu. A także innych urządzeń z zakładów w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach, Zgodzie, Chorzowie, Częstochowie oraz Katowicach.

Do lipca 1945 r. Stalin podpisał setki rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu urządzeń, fabryk, surowców, produktów i półfabrykatów z terenu całej Polski. Zajął się także bydłem, owcami i końmi. 9 marca 1945 roku wydał rozporządzenie nr 7768 o przegnaniu z Niemiec (dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski 487 tysięcy sztuk “zdobycznego” bydła oraz 100 tysięcy “zdobycznych” owiec. Dla zabezpieczenia tego przedsięwzięcia polecił zarekwirować 10 tysięcy koni oraz 4 tysiące pojazdów konnych. Pięć dni później wydał jeszcze rozporządzenie nr 7815 o przegonieniu kolejnych 44 tysięcy 600 “zdobycznych” koni z Niemiec (z dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski.

Duża część – zapewne większość -urządzeń i sprzętu o mniejszej wartości została zdemontowana bez odpowiednich rozporządzeń z centrali. Demontowane i wywożone były nie tylko urządzenia i sprzęt z przemysłu zbrojeniowego, ciężkiego oraz chemicznego, lecz także środki łączności (np. centrale telefoniczne), transportu (kolej wąskotorowa), elektrownie, także te małe, urządzenia portowe w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, zakłady przemysłu żywnościowego (rzeźnie, młyny, tartaki, mleczarnie, fabryki konserw rybnych), tekstylnego, obuwniczego itd. Czyli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość.

Masa zdemontowanych i wywiezionych z terenów Polski (tych nowych i tych starych) urządzeń, sprzętu i materiałów była ogromna. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych. Jest to jednak liczba dalece niepełna. Nie zawiera między innymi dostaw węgla z Polski do Związku Radzieckiego oraz do Berlina w roku 1945. Za dostarczony wtedy polski węgiel Niemcy płacili Związkowi Radzieckiemu produktami przemysłowymi. Liczby te nie zawierają także wspomnianych już wcześniej setek tysięcy bydła i koni przegonionych na teren Związku Radzieckiego.

Szczególnie wartościowe urządzenia, np. ze śląskich kombinatów chemicznych, transportowano drogą powietrzną. Specjalnie w tym celu Stalin wydał 15 maja rozporządzenie nr 8571 o rozbudowie lotnisk w Lisiczańsku, Kemerowie i Stalingradzie. Dzień później wydał jeszcze rozporządzenie nr 8587 o oczyszczeniu i rozminowaniu Odry, Szprewy, dolnego biegu Wisły wraz z kanałami Prus Wschodnich, co miało zabezpieczyć wywóz zdobycznej flotylli rzecznej oraz “trofiejnych” urządzeń i materiałów. Rząd “polski” dostał polecenie mobilizacji 8 tysięcy pracowników, którzy mieli pracować przy oczyszczaniu Odry i Wisły, natomiast NKWD miał przydzielić do tego celu 60 tysięcy jeńców wojennych.

Poza tym Sowieci wywozili z byłych terenów niemieckich i z Polski meble, sedesy, umywalki, wanny, dywany, obrazy i inne cenne rzeczy. Z Białorusi i Ukrainy sowieccy aparatczycy wysyłali całe komanda, które “organizowały” i przewoziły “trofiejny” sprzęt i towary do prywatnych celów sowieckich towarzyszy. Oficerowie Armii Czerwonej robili to na skalę wręcz masową. Natomiast zwykli żołnierze nie mieli takich możliwości. Im pozostały zegarki, pierścionki, obrączki, które można było przewieźć w bagażu podręcznym.

W obliczu tych wszystkich faktów żądania odszkodowań, które wysuwa Pruskie Powiernictwo w stosunku do Polski, muszą być ocenione jako prowokacja. Rząd niemiecki co prawda umywa ręce, twierdząc, że nie ma z nimi nic wspólnego i ich nie popiera. Ale część opinii publicznej w Niemczech co najmniej sympatyzuje z żądaniami Pruskiego Powiernictwa. W Niemczech panuje bowiem szeroko rozpowszechnione przekonanie, że Polska zyskała gospodarczo dzięki przesunięciu granic o 200 km na zachód i przejęciu stosunkowo dobrze uprzemysłowionych terenów niemieckich.

Natomiast wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne “nieodpowiednie” dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej “przyjaźni”. Upadłby wtedy mit o”wyzwoleniu” Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także dzisiejszej, putinowskiej Rosji."

 Bogdan Musiał

Dr hab. Bogdan Musiał jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN

http://7dni.wordpress.com/2007/07/24/ile-nas-kosztowalo-wyzwolenie-w-1945r-przez-sowietow/

Młodym być

Całe nasze życie, to zaledwie mgnienie oka, to ułamek sekundy czasowej nieskończoności na skali istnienia.

98 lat miała moja prababcia, gdy zasnęła w śmierci. Jeszcze dzień wcześniej, jak zwykle, dbała o wygody wszystkich domowników, wydawałoby się, że była wiecznie młoda i nie do zdarcia, czym zadziwiała otaczający ją świat. Zdrowa, zwinna jakby miała dopiero 25 lat. Pełny, biały uśmiech, który nigdy nie widział stomatologa podkreślał jej zawsze pogodne, gładkie jak na taką seniorkę oblicze. Lubiła z siebie dawać, lubiła czuć się potrzebną, nigdy nie odkładała do jutra tego co miała zrobić dziś. Zawsze w ruchu, zawsze czymś zajęta. Narzekanie nie było jej bajką, mimo iż przeżyła tak bardzo wiele i widziała nie jedną okropność i to nie tylko podczas wojennej zawieruchy. Była damą, chociaż zanurzona w czynnościach zwykłej kobiety. Była jedną wielką miłością, której to miłości nie szczędziła tym, których kochała. Gdy w wieku bardzo młodym została wdową z trójką dzieci nigdy już nie wyszła ponownie za mąż, poświęciła siebie tej trójce, a oni w zamian wypełnili jej życie radością. Umarła z uśmiechem na twarzy, tak cicho i spokojnie, tak pogodnie jak pogodne mimo wszystko było jej życie, które nie wiadomo kiedy przeleciało, co jeszcze gdy żyła, sama często podkreślała.

- Życia szkoda na nic nie robienie, kręć się, kręć dziecino by tego ułamka sekundy, w którym żyjesz i kręcić się możesz nie zmarnować - mówiła do mnie jednocześnie częstując mnie i siebie landrynkami, cukierkami ludzi młodych, jak je nazywała, figlarnie puszczając przy tym oczko do mnie. :D

I taką ją pamiętam, jako osobę młodą, mimo pięknego wieku, która dobrze spożytkowała swój ułamek sekundy trwający niespełna 100 lat. W tym momencie nachodzi mnie refleksja: gdy się ma naturę pogodną i życzliwą i gdy nie boimy się i nie wstydzimy się ujawniać tego dzieciorka, który ciągle jest w nas, to nie starzejemy się mimo przybywających nam lat.

Nic nie jest za darmo

Każdy, kto wchodzi w nierówne jarzmo, dobrze wie, że będzie trudno. Jeżeli liczył, że akurat jemu się uda, to się przeliczył, ponieważ nic w życiu nie jest za darmo. Za wszystko trzeba kiedyś zapłacić swoją cenę, za każdy wybór, za każdą podjętą decyzję, za popełnione błędy i za ich brak, za wszystkie przeżyte chwile, z których składa się nasze życie. W nierównym jarzmie cena ta jest bardzo wysoka, nie każdego stać na jej płacenie. Wpierw zastanów się więc dobrze i oblicz koszty, zanim powiesz tak!

Jeszcze nie wielu z nas ...

Świat oszalał na własne jego życzenie. Człowiek pogubił się już w gąszczu bezsensowności, których sam jest autorem. Jedno tylko niezmiennie się sprawdza - zawsze śpimy tak, jak sobie pościelimy. Wszystko więc zawdzięczamy sobie - i powodzenia i nie powodzenia, chociaż ... ? W dobie dzisiejszej globalizacji jednak wiele nie zależy już od nas samych - już nie!

Jeszcze niewielu z nas resztkami sił walczy by nie płynąć z prądem wszechobecnego absurdu, zakłamania, zgnilizny moralnej i chodzenia do góry nogami, wzbrania się nazywać nienormalnym to co JEST normalne, a zdrowym to, co jest chore.

wtorek, 12 listopada 2013

Człowiek jest cudnym stworzeniem

Lubię sama obserwować świat i to co się na nim dzieje, zastanawiać się i wyciągać własne wnioski nawet jakby miały być błędne. Błędne myślenie przecież zawsze można skorygować, a przy okazji czegoś się na swoich błędach nauczyć. Bezmyślne powtarzanie cudzych myśli zniechęca mnie i na dłuższą metę nuży. Ja lubię wyzwania myślowe, dlatego niekłamaną przyjemność sprawia mi rozmowa z każdym napotkanym człowiekiem.

Nie ma dla mnie absolutnie żadnego znaczenia to, jakiej partii ktoś jest zwolennikiem, jakiej religii wyznawcą. Lubię rozmawiać z każdym, kto ma coś mądrego do przekazania. Czasami, aby podsycić rozmowę lubię być przekorna, ale rzadko kiedy złośliwa. W wyjątkowych przypadkach potrafię być niegrzeczna. Lubię poznawać ludzi z różnych środowisk, różnych narodowości, wyznań, o różnych poglądach i dyskutować z nimi, bo tylko wtedy rozwijam się, przynajmniej takie mam wrażenie.

Ludzki wachlarz jest przebogaty i chyba życia mi nie starczy na rozwinięcie go w całej jego okazałości, by zachwycać się jego wspaniałością i pięknem. Najbardziej zachwyca mnie ludzka prostota (nie mylić z prostactwem) - jest piękna i mądra sama w sobie, oparta na ludzkim geniuszu. Bestseler!

Kocham ludzi w każdym ich wydaniu, że tak brzydko się wyrażę. Człowiek jest cudownym stworzeniem i istnienie każdego ma swój sens, służy czemuś. I znowu poniosło mnie. :D Przepraszam!

sobota, 9 listopada 2013

Wszystko w życiu ma swój sens


Z myślą o Polci i podobnych jej aniołkach przebywających wśród nas by pomóc nam zrozumieć, co znaczy być człowiekiem.

Nie zapominajmy, proszę, że dzieci, a potem już dorośli ludzie o poważnym stopniu niedorozwoju także mają prawo do życia i głęboki sens istnienia. Oni są jak „aniołowie”, pomagają nam, zdrowym rozpoznawać w sobie człowieka, uczą nas miłości i pokory, co z kolei nie pozwala nam zapomnieć, że jednak mimo wszystko jesteśmy istotami zdolnymi do wielkich poświęceń. Czy nasze osobiste, czy innych cierpienia uczą nas empatii, co nie jest bez znaczenia, ponieważ właśnie ta umiejętność czyni z nas ludzkich ludzi, pozwala nam hamować dziką bestię, która tak naprawdę tkwi w każdym z nas i bez wiary w Boga i empatii byłoby nam trudno ją poskromić. Wszystko w życiu ma swój sens, każde istnienie również. Tak myślę.

piątek, 8 listopada 2013

Demokracja, to tylko pusty frazes, zwykły slogan

Dzisiaj w parlamencie znowu zignorowano demokrację w „demokratyczny” sposób - tu i tu. Podobnie jak w przypadku podnoszenia wieku emerytalnego, tak i w przypadku obniżenia wieku szkolnego całkowicie zignorowano prawo wyborców do referendum, którego domagało się, wtedy 2,5 miliona, dzisiaj 1milion obywateli. Czy to aby na pewno jest demokracja? Moim zdaniem - nie!

Wszystko wskazuje na to, że dzisiejszy świat, jak pies wrócił do swoich wymiocin, a może nawet wcale od nich nigdy nie odchodził. Od zawsze się w nich tarzał. Były zmiany, których tak naprawdę nie było. Wszystko się toczy jak dawniej. Niezmiennie jeden człowiek rządzi drugim na jego zgubę. I to jest chyba wszystko, cały rozwój na jaki człowieka stać. Zmienia się tylko odzienie, pod którym pozostaje naga prawda.

czwartek, 7 listopada 2013

Gdzie szukać szczęścia?


Większości z nas życie spłatało nie jednego figla, nie potoczyło się wg naszych planów i marzeń. Pomijając zawieruchy historyczne, uważam jednak, że najczęściej sami jesteśmy sobie winni gdy tak się dzieje, że w jakimś sensie płacimy za dokonywanie złych wyborów, za ignorancję wieku młodzieńczego, za odkładanie do jutra tego, co można było zrobić dziś, za lenistwo i brak ambicji, w końcu za lekkomyślność. Jeżeli w rezultacie tego nasze życie skrzywiło się nam, to nie możemy za to obwiniać całego świata, ale jedynie samych siebie.

Wyjście z tego jest jedno, moim zdaniem  – przyznać się przed samym sobą do porażki, zaakceptować to i zacząć robić dobry użytek ze zdobytych doświadczeń i z tych talentów, które pozostały nam do naszej dyspozycji. Nigdzie nie jest napisane, że być woźnym lub jakimś innym nisko opłacanym niewykwalifikowanym pracownikiem to jakieś straszne jest nieszczęście, jakiś wstyd. Żadna uczciwa praca człowieka nie hańbi, tak uczyli mnie moi rodzice zdegradowani z panów do robotników z dożywotnim skazaniem na niski status społeczny w PRL-owskiej rzeczywistości, a prawdziwego bogactwa nie przelicza się na pieniądze ponieważ ono jest w nas, w człowieku.

No, ale różni ludzie różnie reagują na swoje życiowe niepowodzenia. Najgorzej jest tym, moim zdaniem, ze zbyt wygórowanym własnym ego nie popartym realną samooceną i oceną otaczającej nas rzeczywistości. Moi rodzice nauczyli mnie, że gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i próbuje się to zmienić na lepsze, ale nie za wszelką cenę, nie za cenę upodlenia innych ludzi, czy siebie samych.

Kiedyś odwiedzili nas kuzynostwo ze Stanów. Była późna wiosna, bardzo ciepła. Do kolacji nakryłam w ogrodzie, zapaliłam świece, było pięknie, nastrojowo i tak bardzo rodzinnie, wszyscy czuliśmy się zadowoleni i szczęśliwi. W pewnym momencie, kuzyn mówi do nas: „W Stanach taki wieczór, w ogrodzie z rodziną przy kolacji już dawno sprowokowałby jakiegoś psychopatę, który zacząłby najzwyczajniej w świecie strzelać do tego szczęścia, ze zwykłej tylko zawiści, że on tak nie ma.”

Moim zdaniem każdy człowiek może być szczęśliwy bez zazdroszczenia innym. Musi tylko tego chcieć, musi tylko zrozumieć, że tego szczęścia należy szukać u siebie, w sobie samym bez porównywania się z innymi.

środa, 6 listopada 2013

Wygraj albo zniknij!

Moim zdaniem nie ma systemów politycznych tylko dobrych, lub tylko złych. Wszystkie mają swoje wady i zalety. To czy więcej jest tych pierwszych, czy tych drugich zależy tak naprawdę bardziej od sytuacji politycznej na świecie, od interesów finansjery niż od samego systemu.

Wszystko od czasu zakończenia IIWŚ było podporządkowane, moim zdaniem, interesom supermocarstw, które walczyły ze sobą o dominację w świecie. Komunizmowi przeciwstawiono demokrację. Te dwie niesamowicie silne ideologie walczyły ze sobą o pierwsze miejsce. Ich mottem było - wygraj albo zniknij! To, która z nich wygra zależało głównie od środków nakładanych na propagandę, np. radio „Wolna Europa” wspierane finansowo przez cały Zachód, głoszące ideę demokracji.

Ponieważ w tym samym czasie trwała również zimna wojna i wyścig zbrojeń, upadek komunizmu był tylko kwestią czasu z tej prostej przyczyny, że niemalże całe środki Sowieci przeznaczali na zbrojenie się, przez co życie ludzi w bloku wschodnim jeszcze bardziej się pogorszyło.

Ten fakt natychmiast wykorzystał Zachód, który mądrze zainwestował swoje środki, bo obok zbrojenia się również w propagandę demokracji, której użył jako narzędzia do odrodzenia się na powrót kapitalizmu na całym świecie. Demokracja spełniła swoją rolę, jak sądzę i teraz powoli acz konsekwentnie będziemy/jesteśmy jej pozbawiani do czego posłużą/służą, podobnie jak w przypadku obalania komunizmu, SZTUCZNIE WYWOŁYWANE KRYZYSY. I chyba się nie mylę. 

wtorek, 5 listopada 2013

Patriotyzm

Dobrze pojęty patriotyzm, moim zdaniem, to wpajanie naszym dzieciom dumy narodowej i utwierdzanie jej w nas samych. Być Polakiem na co dzień, pojmować polskość jako normalność, przejawiać ją we wszystkim, w całym naszym być i czuć się z nią naturalnie, swojsko i dobrze nawet poza granicami naszej Ojczyzny, a może właśnie tam tym bardziej.

W naszych narodowych „dziwactwach” widzieć naszą bogatą kulturę, wiekowe dziedzictwo, z którego możemy być naprawdę dumni. Wszystko co polskie, to złoto i nie wstydzić się takich myśli. Każdy patriota na świecie myśli podobnie o swojej Ojczyźnie. Nie jest to nic nagannego i tym bardziej nie ma to nic wspólnego z nacjonalizmem. Wprost przeciwnie, dobrze pojęty patriotyzm pomaga nam rozumieć miłość każdego człowieka do swojej Ojczyzny, kim i skąd by on nie był, pomaga nam zachowywać tolerancję i wzajemny szacunek. Mieszkając w czyjejś Ojczyźnie potrafimy dzięki temu szanować kulturę i obyczaje w niej panujące, doceniać gościnność gospodarzy i lepiej się integrować.

Dla mnie patriotyzm, to uwielbienie zapachu i smaku naszego polskiego chleba, niezmienne każdego dnia, kawy parzonej po polsku, to wspomnienie i zachwyt śpiewem ptaków ukrytych między gałęziami starej jabłoni w babcinym ogrodzie, pamiętającej moje dzieciństwo. To wciąż żywe odczuwanie jej chłodzącego cienia w upalny dzień lata, widok leniwie rozciągającego się kota pod płotem, dotyk mojego łaszącego się psa i czucie wiatru we włosach gdy jadę rowerem po polnej, wiejskiej drodze. To widok miasta z mojego balkonu i gwieździste niebo rozkładające się nad nim nocą, to usłyszeć – „dzień dobry” lub „dobranoc” i poczuć radosne bicie własnego serca na dźwięk tych słów i wdzięczność, że mogę to wszystko przeżywać wciąż i od nowa, że mogę to wszystko określić i nazwać Polską. W końcu, że mogę poczuć się częścią tej ziemi, która jest i zawsze będzie moim domem rodzinnym do którego mogę wracać i dzięki której nie jestem pozbawiona korzeni, mam tożsamość. Wystarczy tylko zamknąć oczy i to wszystko wraca do mnie, jak rzucony ku Słońcu bumerang do rzucającego.

niedziela, 3 listopada 2013

Odkryłam, że ..

Doświadczenie i przykład są najlepszymi nauczycielami. Żadne bla, bla, bla ich nie zastąpi, tym bardziej gdy nie jest poparte czynem.:D

sobota, 2 listopada 2013

DEMOKRACJA TO NIE TYLKO WYBORY

Ubolewam nad tym, że zarówno politycy jak i ogromna część naszego Narodu myślą, że demokracja zaczyna się i kończy na wyborach, a potem, to niech już każdy robi co chce. Hulaj duszo, piekła nie ma! To jest błędne myślenie! To jest karygodne myślenie! To świadczy nie tylko o naszych polityków, ale i o naszej jako Narodu niedojrzałości, nie zrozumieniu czym tak naprawdę jest demokracja. Naród obrażony nie idzie głosować, politycy wybrani bezdyskusyjną mniejszością rządzą jakby się szaleju najedli, bezmyślnie trwoniąc nasze wspólne dobro, wpędzając kraj w niebotyczne długi, a nas pozbawiając widoków na przyszłość we własnym kraju.

Naród jeszcze bardziej jest obrażony i podnosi ręce zamiast tupnąć nogą. DEMOKRACJA TO NIE TYLKO WYBORY, TO O WIELE, WIELE WIĘCEJ – TO JEST NASZE BYĆ, ALBO NIE BYĆ, TO NIEUSTANNY DIALOG RZĄDU Z NARODEM. Zaniechanie tego dialogu, to wypadnięcie rządzących z rzeczywistości, czego efektem są nieprzemyślane i szkodliwe dla kraju i Narodu decyzje. Aby tego uniknąć powinniśmy jako społeczeństwo, za przykładem zachodnich Narodów, zacząć rozliczać polityków z ich służby. Prowadzić z nimi na bieżąco debaty publiczne na tematy najbardziej gorące, ale i te drugoplanowe, dotyczące dnia powszedniego/dzisiejszego w oparciu o ich wpływ na przyszłość kraju i w ten sposób przymuszać polityków niejako do szukania pomysłów na rozwiązanie zaistniałych problemów w myśli ludzi, których dany problem bezpośrednio dotyczy, ponieważ to najczęściej oni są w posiadaniu najlepszych rozwiązań. Demokracja to nie tylko wybory! To jest przede wszystkim dialog, dialog i jeszcze raz dialog.

Politycy to przecież nie wszystkowiedzący mędrcy, za jakich - na to wygląda - się uważają. To są tylko ludzie z przeznaczeniem do porządkowania i realizowania zebranych, pomysłów w niekończącym się demokratycznym dialogu ze społeczeństwem, które stało się ich pracodawcą dając im swój mandat zaufania. Nie wolno im lekceważyć swojego pracodawcy i nie liczyć się z nim, ponieważ taka nonszalancja jest zgubna dla całości przedsięwzięcia.

To, co robi Tusk (najczęściej najpierw podejmuje decyzję, potem się zastanawia i konsultuje ), to jest niezrozumienie przez niego swojej roli jako premiera demokratycznego państwa, moim zdaniem. DEMOKRACJA, TO NIE SAMOWŁADZTWO! To też nie jest monopol ani dyktatura. Coś się panu pomyliło panie premierze! Demokracja to nieustanny jest dialog - również, a może przede wszystkim z opozycją. To szukanie jak najlepszych rozwiązań na RZECZ własnego Kraju i Narodu w tej zjednoczonej Europie, że raz jeszcze pozwolę sobie przypomnieć o tym.

piątek, 1 listopada 2013

WŁADZA NIKOMU NIE JEST DANA RAZ NA ZAWSZE!


Nawet króle, pomazańcy Boży byli jej pozbawiani, gdy zapominali o tym, że władza to przede wszystkim obowiązek wobec swojego Narodu i Ojczyzny, a dopiero potem przywilej. Przywilej, a nie rozpasanie!

BÓG, HONOR, OJCZYZNA. Mówi Ci to coś? Zauważ kolejność bo to jest bardzo ważne! Na pierwszym miejscu stoi BÓG, rząd przyjdzie dopiero na miejsce piąte za HONOREM, OJCZYZNĄ i NARODEM, bez których to istnienie rządu jest bezcelowe.